#Dj3Sr

Kiedyś wróciłam wcześniej z pracy i postanowiłam zrobić mojemu facetowi niespodziankę. Ubrałam wdzianko 'seksownej pielęgniarki', które kupił mi na imieniny, do tego białe pończochy i wysokie szpilki (omal nie wybiłam sobie w nich zębów!). Byłam z siebie zadowolona i liczyłam na... bardzo miły wieczór. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ostatnie poprawki, szybkie spojrzenie w lustro i ruszam seksownym krokiem.. Otwieram, a tu.. Mój facet ze swoim ojcem, matką i dziadkiem.

Reakcja panów bezcenna. Myślałam, że umrę ze wstydu... Oni do dnia dzisiejszego wspominają to na spotkaniach rodzinnych. Szkoda tylko, że teściowa nie była zbyt wyrozumiała...

#P0m9O

Za małolata byłam z tatą w kościele. Nic dziwnego. Siedzimy, siedzimy... I kiedy ksiądz powiedział: "Przekażcie sobie znak pokoju", jakiś starszy chłopak zaczął chodzić po kościele i z każdym się witać. Widziałam, że coś z nim nie tak. Tata do mnie szepnął "On ma zespół Downa". Ja zdziwiona, ale nic się nie odzywam. 

Ale całą drogę do domu mnie to zastanawiało, aż w końcu, kiedy wjeżdżaliśmy w podwórko zapytałam taty "W jakim zespole ten chłopak gra?!!". Nie wypada się śmiać z takich rzeczy, ale tata nie mógł się powstrzymać...

#vbtV9

Uważam się za osobę wygadaną, wręcz wyszczekaną. Zwykle w każdej sytuacji wiem, co powiedzieć. Wczoraj byliśmy z moją dziewczyną w kinie i babka siedząca obok mnie w trakcie filmu odebrała telefon. Szeptem zaczęła streszczać dotychczasowy przebieg akcji niejakiemu "misiaczkowi", który (jak się dowiedziałem) niestety nie zdążył na czas do kina. W środku się zagotowałem, ale zdobyłem się na kulturalny ton: "Przepraszam, czy nie wie pani, że w kinie się nie rozmawia przez telefon?". W odpowiedzi usłyszałem: "Czy nie wie pan, że to niekulturalnie komuś przerywać, jak z kimś rozmawia?". 

Tak jak wspomniałem na początku uważam się za osobę wygadaną, ale aż zaniemówiłem. Dotarło do mnie, że najwyraźniej jestem pospolitym chamem.

#U8ll5

Jak miałam może 5 lat, byłam jak co niedzielę w kościele z rodzicami na specjalnej mszy dla dzieci. Ksiądz zawołał wszystkie dzieci pod ołtarz i zaczął kazanie pytaniem: "Jak możemy pomóc naszym mamom?".

Ja jako bardzo wyrywna i odważna dziewczynka, podniosłam rękę. Niestety zostałam wyprzedzona przez inne dziecko. Nie poddając się, szybko wymyśliłam coś nowego i ponownie się zgłosiłam. Niestety znowu ktoś mnie wyprzedził. Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Kiedy już stwierdziłam, że ksiądz nie wywoła mnie do odpowiedzi i wyczerpały się wszystkie moje pomysły, moja ręką zaczęła powoli opadać z rezygnacją. I wtedy właśnie zostałam wskazana.

W panice wypaliłam:
"Jak tatuś przychodzi pijany do domu i chce bić mamusię, to można ją obronić."

Nie, nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja, ale nie miałam już pomysłów i to właśnie na poczekaniu sobie wymyśliłam. Jak wróciłam do ławki, to rodzice się do mnie nie przyznali.

#NBZU0

Szedłem parę dni temu do Biedy kupić jakieś frykasy na obiad. Dzień był słoneczny i bardzo gorący. W pewnej chwili minęła mnie dwójka dzieci na rowerach. Moją uwagę zwrócił chłopak, może 9 letni, bo miał na sobie tylko krótkie spodenki (jak bokserki) i jakieś sandały. Poza tym goły. Sam mam syna w podobnym wieku i nigdy bym go na pole nie puścił tak ubranego. I to jeszcze na rower.

Przeszedłem może ze 50 metrów, obejrzałem się i akurat w tym momencie zobaczyłem jak chłopaczek próbując skręcić wywrócił się na beton. Aż się skrzywiłem na myśli o tym jak przywalił tymi chudymi, gołymi kończynami. Od razu włączył syrenę na cały regulator. Zatrzymałem się i w głowie myśl "Zawracam, może trzeba pomóc dziecku" i od razu druga "Podejdę i zaraz będzie - Zbysiek bierz kamienia pedofil!". Tyle co poprzedniego dnia po osiedlu chodziło kilkunastu policjantów, bo było zgłoszenie porwania dziecka (później okazało się, że to nieporozumienie).

Tak więc stałem niezdecydowany. Chłopaczek wstał i wyjąc zaczął się otrzepywać i chyba oceniać zakres obrażeń. Dziewczynka odjechała. Młody zostawił rower i wyjąc żałośnie pokuśtykał na drugą stronę ulicy i skierował się do budynku tam stojącego. Czyli moja pomoc raczej okazała się zbędna.

Do czego zmierzam? Jak byłem mały to każdy dorosły by podszedł bez obaw. A teraz takie czasy, że jak się jest facetem koło trzydziestki to strach podchodzić do obcego dziecka, bo zaraz pojawią się krzywe spojrzenia i podejrzenia.

#TFDW0

Historia miała miejsce, kiedy mój brat chodził do 4 klasy podstawowej (lata 90). Przyszedł czas wywiadówki. Mama poszła na zebranie, oceny rozdane i zaczęły się jakieś ogłoszenia, skargi. Nauczycielka opowiadała historię, która miała miejsce parę dni wcześniej. Otóż był sprawdzian, kilka osób nie zaliczyło, więc zasugerowała, żeby zostali w piątek dłużej w szkole i to poprawili. Na tę propozycję jeden z chłopców (nie wyjawiła imienia) odpowiedział: "Ja w piątek mam lepsze rzeczy do roboty. Idę na imprezę!". Na to wszyscy rodzice w śmiech, a nasza mama najgłośniej. Komentowały z koleżanką, że niezły dzieciak itp. 

Mama wraca do domu i pyta: "A co to u was w klasie się działo? Z tą imprezą, co ktoś mówł, że idzie?". Na to mój brat odpowiada "No jak to? Nie pamiętasz? Przecież akurat wtedy szliśmy do cioci na urodziny...".

#494Lv

Sytuacja wydarzyła się gdy miałam kilka lat. Miałam wadę wymowy (na szczęście nie ma już po niej śladu) i często przekręcałam słowa. Np. zamiast "pudelek" mówiłam "kundelek" itp.

Pewnego dnia mama powiedziała, że idziemy do pizzeri. Okey, szczęśliwe dziecko idzie z rodziną na dobre jedzenie. Nic bardziej mylnego, była to kolejna okazja aby pośmiać się z mojego słownego problemu. Tym razem na większą skalę.

Weszliśmy do lokalu i zajęliśmy duży stolik, przyszła kelnerka a rodzicielka złożyła zamówienie. Po 20 minutach mama powiedziała, abym poszła zapytać czy pizza już jest gotowa. Jako dobre dziecko przystałam na to i podbiegłam uśmiechnięta do młodej kelnerki. Rodzina przygląda się uważnie całemu zajściu, wszyscy zamarli w oczekiwaniu.

Otwieram usta, a z nich wychodzi głośne pytanie: "Pszepraszam, czy pizda już gotowa?". Salwy śmiechu posypały się praktycznie od każdego w zasięgu głosu. Jedynie ja i kelnerka stałyśmy w szoku. Ona nie wiedziała, co się właśnie dzieje. Ja nie wiedziałam czemu wszyscy się śmieją.

#o2V9k

Stało się to, gdy byłam małą dziewczynką. Zbliżały się Mikołajki. Uczyłam się kolędy, którą miałam następnie zaśpiewać Świętemu Mikołajowi, by dostać prezent. Dzień przed Mikołajkami postanowiłam pochwalić się rodzicom, jak to pięknie śpiewam kolędę. Rodzice nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Ale nic nie mówili. Nie zwracając uwagi na ich zachowanie, śpiewałam dalej. 

Nadszedł ten dzień, kiedy miałam zaprezentować swoje umiejętności wokalne. Chwyciłam mikrofon, stanęłam przed Świętym Mikołajem i zaczęłam:
"Przybieżeli do Betlejem pasterze,
grając skocznie na lirze...
Pała na wysokości, pała na wysokości,
a pokój na ziemi...".

Śmiech na sali, a ja nie kończąc kolędy, przyjęłam prezent od niezwykle rozbawionego Mikołaja. Nie mam za złe rodzicom, ponieważ i oni, i publiczność z Mikołajem na czele, mieli niezły ubaw.

#ESQpn

To było już kilka ładnych lat temu, kiedy mój brat był jeszcze mały. Zadzwoniła do nas babcia (którą brat bardzo lubił i nadal lubi) i chciała porozmawiać z wnukiem przez telefon. Nawiązała się między nimi taka rozmowa:
- Co tam słychać wnusiu, co robisz? Babcia przyjedzie do was w sobotę!
Na co mój rezolutny brat od razu odpowiedział:
- A po co??
Zbita z tropu babcia próbowała jakoś wybrnąć:
- Noo napić się kawki, pogadać...
Ale on nie dał się zwieść i spytał:
- A babcia w domu kawy nie ma?

Mimo, że nie było to najmilsze stwierdzenie, babcia i tak przyjechała, a brat bardzo chętnie się z nią bawił :)

#KxBQ3

Dawno temu, gdy z moim starszym bratem jeszcze nie chodziliśmy do podstawówki, bardzo lubiliśmy się bawić w "chowanego". Byliśmy wtedy u babci, która to poszła umyć klatkę, bo był jej dyżur. Swoją drogą zapewne zagadała się z jedną ze swoich "wspaniałych sąsiadek", bo przecież mycie klatki nie trwa 2 godziny. 

Bawiliśmy się więc z bratem w chowanego. Aktualnie to on miał szukać, a ja się chować. Wpadłam na genialny pomysł - schowam się w szafie, w której babcia trzyma koce i poduszki. Żeby było mi wygodniej ułożyłam ładnie poduszki i nakryłam się jednym z wielu koców. Było mi tak przyjemnie, że zasnęłam.

Obudziłam się kilka godzin później. Wyszłam z szafy i od razu poczułam na sobie wzrok babci i brata. Zapytałam się brata, czemu mnie nie szukał. Odpowiedział, że szukał, ale nie mógł znaleźć. Wołał mnie, ale nie odpowiadałam. Gdy już babcia zaczęła dzwonić do połowy z miasta z informacją, że jednak jestem i to cała i zdrowa. 

Zostaliśmy z bratem sami i on powiedział zdanie, które zapamiętam do końca życia -"Wiesz, jaki miałem opieprz za ciebie?!". Oczywiście nie interesował mnie sens wypowiedzi. Od razu pobiegłam do babci na skargę nakablować, że brat powiedział "opieprz".

Do tej pory się śmiejemy, że nie dość, że zgubili mnie we własnym mieszkaniu i mój brat dostał za to "opieprz" to jeszcze naskarżyłam do babci, że chłopak niestosownie się wyraża.
Dodaj anonimowe wyznanie