#jFgKq

Mieliście kiedyś tzw. Bad Hair Day? Pewnie większość kobiet tak Posłuchajcie mojej historii, która utwierdzi was w przekonaniu, że w waszym przypadku nie było tak źle.

Była chłodna październikowa niedziela. Musiałam wstać o 8. Na ślepo umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie... próbowałam się też uczesać, ale niestety, każdy włos w inną stronę. No nic, zostawiłam tak jak było i poszłam do kościoła.

Od razu zauważyłam zewsząd spojrzenia pełne rozbawienia, ale oczywiście nikt nie powiedział mi, co takiego śmiesznego jest w mojej osobie. Dopiero w trakcie mszy jakaś babcia uświadomiła mnie.

I teraz moje przesłanie. Nie narzekajcie na swoje fryzury, które nie chcą się ułożyć. Nie jest najgorzej. No chyba, że grzebień utknął wam we włosach :)

#5PeSU

Było to około roku temu. Miałam 25 lat. Mieszkałam z ukochanym, mieliśmy się niedługo pobrać, więc wszystko na poważnie. A ja bardzo chciałam mieć kotka albo pieska. Ale tak bardzo tego chciałam, że tylko o tym myślałam i ciągle mówiłam. Narzeczony, myślący realnie facet, przekonywał mnie, że to nie jest najlepszy pomysł jak na ten moment bo ciągle wyjazdy (prowadzimy bardzo aktywny tryb życia i potrafimy w godzinę spakować się i polecieć na weekend do Paryża) i kto by miał się opiekować pupilem... 

Ale do rzeczy. Wyszłam sobie na spacer i spotkałam w parku koleżankę, której nie widziałam dłuższy czas. Była z wózkiem w którym miała córeczkę. Chwilkę rozmawiałyśmy, mówiła, że niedawno urodziła, a ja chcąc dowiedzieć się jak ma na imię jej pociecha wypaliłam:
- Śliczna ta twoja córka, jak się wabi?...

Z burakiem na twarzy przeprosiłam, chwilę się pośmiałyśmy i wróciłam do domu.

#W3l2Q

Od niedawna mieszkam nad morzem... Wiecie, plaża słońce no i kupa mew, rybitw i tym podobne ptaszyska. Wstałam rano, szykowałam się do pracy, a że ciepło to otworzyłam sobie okno. Śniadanie, które sobie przygotowałam zostało na stole, bo niestety nie wyrobiłam sie w czasie. Zamknęłam za sobą drzwi i podreptałam do pracy.

Wracając z niej po 12 godzinach już byłam bardzo zmęczona, ale musiałam się śpieszyć mimo to, bo strasznie chciało mi się siku. Otwieram drzwi z impetem, wpadam do pokoju, żeby dojść do toalety, a tu ogromne ptaszysko wpierdziela moja kanapkę. Tak sie wystraszyłam, że wizyta w toalecie już nie była potrzebna... Za to musiałam się uśmiechnąć do pralki. Teraz już pamiętam o zamykaniu okna.

#rhw3x

Mam dwóch dużo starszych braci, kiedy ja się urodziłem oni mieli po 14 i 18 lat. Z tego względu zawsze byłem takim rodzinnym rodzynkiem. A moje urodziny były jakoś tak specjalnie celebrowane, nie wiem w sumie dlaczego. Zawsze zjeżdżało się masę krewnych, babcie, ciocie, kuzynki - jednym słowem pełna chata. 

To właśnie na moich 3 urodzinach miała miejsce wtopa roku. Kiedy już wszyscy zebrali się przy stole, moja kochana rodzicielka wpadła na pomysł by solenizant się wykazał. I przy tym bogato zastawionym stole, przy którym siedziała rodzina i przyjaciele mama spytała mnie:
- Powiedz po co ci wszyscy goście tu przyszli?
Moja mama oczywiście zakładała, że powiem, iż przyszli na moje urodzinki. Nie przewidziała jednak tego, że jako bardzo bezpośrednie dziecko, które do dzisiaj średnio przejmuję się tym, co wypada, a co nie, odpowiedziałem tak, jak myślałem. I z poważną miną rzuciłem:
- Przyszli się najeść...
Od tamtej pory wypominają mi to w każde urodziny.

#DhFxC

Niedawno pojawiło się tu wyznanie, w którym dziewczyna opisuje, jak to mama z tęsknoty spała w jej łóżku, bo pachniało córką. (http://anonimowe.pl/RONFZ)
Spodobało mi się do tego stopnia, że postanowiłam przeczytać je swojej rodzicielce. Wysłuchała, nie odrywając wzroku od papierów, nad którymi siedziała. Poczułam się zignorowana, więc zagadałam:
- Mamo, dlaczego nie śpisz w moim łóżku, jak mnie nie ma?
- A po co? Wystarczy mi, że czuję twój smród za każdym razem, jak wchodzę do pokoju.
Kocham Cię, mamo. :)

#IeKzA

Od dziecka byłam uczona, że nie należy "oceniać ludzi po okładce" i pomagać potrzebującym, w końcu nigdy nie możemy być w stu procentach pewni, że i nas nie spotka podobny los. Z natury gdy widzę kogoś bezdomnego lub biednego nie uciekam, a daję tyle ile mogę dać, będąc zwykłą licealistką, nawet jeśli jest to tylko zwykła rozmowa. 

Ostatnio pod cukiernią zaczepił mnie pewien starszy mężczyzna, pytając czy mogłabym mu kupić kawałek ciasta, ponieważ jest cukrzykiem. Zważając na to, że w mojej rodzinie sporo osób choruje na cukrzycę (w tym mój ukochany dziadek), wiem na czym polega owa choroba i co się dzieje z osobą, której drastycznie spadnie cukier, więc bez większego namysłu zgodziłam się na kupno jakieś małego, niedrogiego kawałka ciasta. Pan wszedł razem ze mną do cukierni i powiedział, że chciałby sernik. Oczywiście przystałam na jego prośbę, ale jakież było moje zdziwienie gdy pan zaczął wybrzydzać i zażyczył sobie najdroższy i największy kawałek, który szybko pochwycił i nawet nie dziękując, odszedł.

Gdy poszłam zapłacić od sprzedawczyni dowiedziałam się, że ten pan często namawia ludzi do kupienia mu czegoś, bez okazania wdzięczności, potrafi codziennie po parę razy dziennie przychodzić i łapać ludzi na "tekst o cukrzycy". Zrobiło mi się trochę przykro, że dałam się tak łatwo wykorzystać. Ale w sumie to tylko kawałek ciasta. Chciałam dobrze.

#eKunV

Sala gimnastyczna, mnóstwo ludzi, 15 latkowie ubrani w eleganckie czarno-białe ubrania... jednym słowem - test gimnazjalny. Siedzę sobie w ławce, nauczyciele rozdają arkusze. Czas start! Wokół cisza. Nagle gdzieś z końca sali słychać radosny krzyk "Hura! Nie ma rozprawki!". Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że to był egzamin z historii i wosu..

#eESGN

Mając 10 lat, moja siostra zapytała się mnie, czy chcę mieć dużo oryginalnych i fajnych ciuchów. Ja nie zastanawiając się, odrazu byłam na tak. Przed blokiem stał kontener z Czerwonym Krzyżem, powiedziała mi, że muszę tylko wejść do kontenera, dodając, że ona się nie zmieści. A ja głupia dałam się namówić. Wrzuciła mnie tam w taki sam sposób, jak wrzuca sie ubrania. Gdy tam wleciałam, było ciemno. Okazało się, że kontener był akurat pusty. Prosiłam ją o pomoc. aby mnie wyciągnęła, ale ona uciekła do domu. Nigdy jej tego nie zapomnę :)

#Py6st

Jakieś dwa lata temu zaczynałam kurs na prawo jazdy. Jestem sobie małą szczupłą blondyneczką i do tego nieco zakręconą, więc pierwsze godziny w samochodzie były dla mnie ogromnym stresem. Dostałam instruktora, na pierwszy rzut oka - spoko gość, można pogadać, będzie dobrze. 

Minęło kilka godzin jazd zanim zorientowałam się, co się dzieje. To był błąd! Reagować trzeba jak najszybciej. Pokazując wszelkie dźwignie i wajchy pod fotelem przy okazji trochę dotykał mnie po nogach. Potem często brał mnie za rękę (miękka, spocona łapa tego faceta - ble). Opowiadał jak to zdradza swoją żonę. Narzekał, jak nie umiem posługiwać się drążkiem i że po godzinach to on mnie nauczy, jak się pracuje z drążkami. Kiedy było gorąco proponował, że może byśmy pojechali do lasu - gdzie mógłby mnie rozebrać. No i jeszcze wiele dziwnych tekstów, mam spory dystans do takich gadek, ale jednak coś nie tak. Zwłaszcza że do tego był ogromnym chamem, często klął, ciągłe wrzaski. 

Zgłosiłam to dopiero po jakiś 10h do szefostwa. Następnym instruktorem moim była naprawdę w porządku babka. Jak się potem okazało nie byłam jedyną którą tak traktował. Dziewczyny uciekały od niego. W końcu go też chyba zwolnili. Zmarnowałam sobie trochę te 10h bo jednak jazda w takim stresie z taką osobą niczego mnie zbytnio nie nauczyła. Dobrze że skończyło się tylko na niby propozycjach. Nauczyłam się jednego - płacę - wymagam. Bo zwykle to jestem zbyt nieśmiała, żeby coś zgłosić. 

Ale egzamin zdałam za pierwszym razem.

#et29f

Jestem nauczycielem w gimnazjum. Kiedyś sam chodziłem do tej szkoły i miałem przyjaciółkę, w której się zakochałem, ale ona potem zaczęła łazić z takimi idiotami, którzy się ze mnie naśmiewali. Później zaszła w ciążę z jednym z nich i mieli dziecko. Myślałem, że nic gorszego się nie może stać, ale ona jakiś czas potem zmarła. A ja teraz uczę jej syna. Znacie skądś tę historię? Tak, takie rzeczy, o których czytamy w książkach potrafią wydarzyć się naprawdę.
Dodaj anonimowe wyznanie