Niecałe 20 lat temu jako dzieciak bardzo lubiłam pewną mangę. W jednym z tomików był podany adres do korespondencji z autorką, więc czym prędzej zabrałam się do roboty. Napisałam łamaną angielszczyzną list, że uwielbiam tę mangę, przyozdobiłam to najlepszymi rysunkami z bohaterami, na jakie było mnie stać, po prostu miód cud (jak na dzieciaka). Wysłałam list i czekałam na odpowiedź.
Niestety się nie doczekałam. Byłam bardzo zawiedziona. Tyle serca w to włożyłam! Tak wielką miałam nadzieję, że moja idolka odpisze!
Kilka lat później sprzątając najdalsze zakamarki mojego biurka znalazłam... ten właśnie list. Widocznie byłam zbyt rozemocjonowana, zapomniałam go schować i wysłałam pustą kopertę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Hah.. Miałem podobnie, tylko, że ja wysłałem list napisany po polsku prościutko do Japoni; po kilku latach dostałem odpowiedź "What?" :D
Lepsze "What" niż życie w poczuciu ze nikt go nie przeczytał :D
lamarozcu, w zasadzie to ktos tylko popatrzył, a nie przeczytał :D
Epickie.
Niby przeczytali.. Ale po tych kilku latach, kiedy dostałem odpowiedź już nie patrzyłem na tą anime tak samo..
Jako dziecko napisałam list do Świętego Mikołaja. Opisałam prezenty, narysowałam kwiatuszki i ptaszki, po czym włożyłam do koperty zaadresowanej: Święty Mikołaj.
Ach, ta dziecięca naiwność.. :)
Proszę Cię,ja na pocztę z takimi listami chodziłam xD
Hime i co na to Panie w okienku? :D chyba, ze od razu wrzucalas do skrzynki...
Mi mama mówiła, że adresu nie trzeba pisać, bo listonosz wie gdzie zanieść i znaczka nie trzeba, bo Mikołaj ma z pocztą umowę na darmowe listy od dzieci. Wrzuciłam dzielnie.
Ja pisałam listy i żeby sobie "siary" nie zrobić, że piszę do Świętego, to wkładałam od razu do skrzynki, a pozniej grałam palcami na tym wiszących czymś w skrzynce XD no wiecie, takie prostokątne w dwie strony działające :D
Jak to co? Uśmieszek i list przyjęty :)
Ja jeszcze dodawałam Biegun Południowy
Ta.....Moja mama wysłała do nas list zwykły,a w środku życzenia urodzinowe dla zięcia+ stówkę i kilka słów do wnusia+kolejne dwie stówki. Kiedy wracała do domu z poczty uzmysłowiła sobie,że owszem znaczek nakleiła ale... nie napisała ani adresata ani nadawcy(!!!)
Tak,to się naprawdę wydarzyło :-)
Na szczęście wszystko udało się odkręcić dzięki pracownikom poczty. Ale musiała dokładnie opowiedzieć jak wyglądała koperta,znaczek i zawartość oraz treść listów.
Brawo mama!!!! ;-)
Hahah ja kiedyś napisałam list do funclubu Tokio Hotel. Doczepiłam lizaka i grosika na szczęście. List wysłałam ale niestety po kilku dniach z niewiadomych przyczyn wrócił do nadawcy. Brakowało grosika i lizaka. :(