#qcgZw

Studiujemy z chłopakiem w jednym mieście, lecz gdy przychodzi czas ferii czy wakacji, każde z nas wraca do domów oddalonych od siebie o 150km. Wtedy widujemy się rzadziej, w swoich miejscowościach.

Podczas ostatnich ferii pojechałam do niego na kilka dni. Jako, że nie widzieliśmy się długo, poszliśmy do pokoju i zajęliśmy się sobą. Byliśmy już rozebrani i gotowi na najlepsze, kiedy nagle do pokoju weszła mama lubego. Trochę zmieszana wycofała się z drzwi z tekstem:
- A miałam pukać...
Na co mój chłopak odpowiedział:
- Ja też...

Myślałam, że do końca wyjazdu nie wyjdę z pokoju, żeby się nie pokazywać jego rodzicom.

#5wcNi

Niedziela Palmowa. Idę ze swoją palemką (tutaj należy zaznaczyć, że przyozdobiłam ją na końcu taką różową wstążką z czarnymi paskami narysowanymi markerem) na mszę świętą. Wszystko super, aż przychodzi czas na Komunię Świętą. Palmę zostawiam na ławce, a sama ustawiam się w kolejce.

Nagle dostrzegam starszą panią, która siedziała za mną, zbliżającą się do wyjścia z dwoma palemkami, przy czym jedna z nich wygląda identycznie jak moja. Szybko wróciłam do ławki i faktycznie - po mojej nie ma ani śladu.

Zwinęła mi ją ta babcia.

Drodzy czytelnicy anonimowych, uważajcie, bo teraz kradną nie tylko telefony czy portfele, ale też palmy wielkanocne.

#Yn8Ji

Parę lat temu po pewnej imprezie wracałam z kolegą do domu. Jako że miał bliżej do domu niż ja, rozstaliśmy się pod jego domem, a ja pojechałam rowerem dalej, do siebie.
Minęły 3 minuty, a za mną ktoś jedzie. W sumie wyglądało na to, że mnie gonił i krzyczał "stój". Było po północy, więc moja pierwsza myśl: zabójca albo gwałciciel, w każdym razie na pewno chce mi coś zrobić, skoro mnie goni.
Zaczęłam przyspieszać. Nigdy tak szybko nie jechałam rowerem, dosłownie lało się ze mnie. Nagle słyszę, że dzwoni telefon i słyszę przez słuchawkę: zwolnij, bo nie mogę cię dogonić.

Tak, to był ten kolega, zostawił klucze od domu w mojej torebce.
Jak mnie dogonił to nie wiedziałam, czy go zabić, czy umrzeć ze śmiechu :)

#8lHyO

Nie powiem, wcięło mnie.

Otóż dnia dzisiejszego od mojego ukochanego, z którym jestem już trochę ponad 2 lata w związku usłyszałam, tonem całkiem poważnym:
- No chyba nie myślisz sobie, że jak jakaś laska na festiwalu będzie chciała mi loda zrobić, to nie pójdę? Przecież to nie zdrada... Miłość a pożądanie to co innego!

Czyżbym była w tej kwestii niedoinformowana, czy to ja nie wiem o co chodzi w wierności?

#8lBOT

Ostatnio dowiedziałam się, jak wszystkich w rodzinie wprawiłam w osłupienie mając 3 lata.

Rodzinna impreza, wszyscy siedzą przy stole, przychodzę ja i mówię do mamy:
- Mamo, puść mi kulwa.
Wszyscy zamilkli i patrzą na mnie w osłupieniu. Wkurzona, że nikt mi nie odpowiada wołam:
- No puść mi KULWA!

Dobrze, że moja rodzicielka rozumiała moją ciekawą mowę i ze śmiechem patrząc na wszystkich powiedziała, że zaraz mi puści Króla Lwa.

#80cek

Nigdy nie byłam lubiana przez rówieśników i z różnych powodów mi dokuczali. Nie podobało im się jak się ubieram, jakiej muzyki słucham i że jestem "dziwnym dzieckiem", wyśmiewali się również z moich ocen i trudności w nauce.

Doszło do tego, że w wieku 16 lat miałam próbę samobójczą, bo nie widziałam innego rozwiązania jak śmierć. Nie miałam przyjaciół, nikogo nie obchodziło moje istnienie (rodzice wiecznie zajęci pracą i kłóceniem się ze sobą co skończyło się rozwodem). Chciałam podciąć sobie żyły, ale w ostatniej chwili rozmyśliłam się i udało mi się zatamować krwawienie.

Wróciłam do szkoły i wzięłam się w garść. Całą swoją energię wykorzystywałam by się uczyć tego co mnie ciekawi i rozwijać zainteresowania. Ignorowałam rówieśników.
Teraz mam własną firmę i może niesamowicie bogata nie jestem, ale zarabiam na tyle, że żyję spokojnie i nie muszę się martwić o pieniądze.

Jakiś czas temu przyszła do mnie kobieta na rozmowę o pracę. Okazało się, że była to jedna z najbardziej złośliwych dziewczyn w mojej dawnej klasie. Zmieniła nazwisko po ślubie, więc poznałam ją dopiero podczas rozmowy twarzą w twarz. Patrząc w CV zauważyłam, że niewiele osiągnęła od czasu ukończenia szkoły i przez dłuższy czas miała problem ze znalezieniem pracy. Widać było, że jest jej niezręcznie, bo nie wiedziała czy nadal nie jestem na nią zła za to, że mnie poniżała i wyśmiewała się ze mnie.

Dostała tę pracę i utrzymujemy koleżeńskie stosunki. Przepraszała mnie za to jak traktowała mnie gdy byłyśmy nastolatkami i wyjaśniła, że chciała tylko zaimponować reszcie klasy. Przyznała również, że na moim miejscu nie zatrudniłaby kogoś, kto sprawiał jej tyle przykrości i jest mi wdzięczna, że jej przebaczyłam bo była w ciężkiej sytuacji finansowej i naprawdę potrzebowała tej pracy.

#NKi83

Po skończonym liceum z maturą w ręku postanowiłem zrobić coś co zawsze uwielbiałem czyli zająć się historią. Niestety nie udało mi się dostać na wymarzone studia, więc załamany wróciłem do rodzinnej miejscowości.

Nie mając zbytnio pomysłu na życie, postarałem się o pracę w miejscu, którego historię znam bardzo dobrze. Zamek, średniowieczna budowla, która gdyby mówiła na pewno by opowiedziała ciekawe historie. Wiecie, jest to obiekt z tych, które fajne są na 15 minut, a później zaczynasz czuć się dziwnie. Już nie raz słyszałem o dziwnych sytuacjach, które się tam dzieją. Ale ja się będę bał? Niee tam duchów nie ma :) Z takim nastawieniem poszedłem pierwszego dnia do pracy. I wtedy się zaczęło...

Kroki na strychu, skrzypiąca podłoga, trzaskające drzwi. Niby wszystko to można wyjaśnić wiekiem obiektu i tak dalej, ale jak wyjaśnić sytuację, która miała miejsce tego "pięknego" pierwszego dnia pracy?

Otóż wychodząc ze swojego gabinetu przez przeszklone drzwi, zobaczyłem postać. Ktoś przyszedł, pomyślałem i poszedłem na piętro. Ale chwila, po co ktoś by wchodził do magazynu? Cofnąłem się, stanąłem przed drzwiami i jak na dłoni widziałem czarny cień, który nie był moim cieniem.

Sytuacja ta trwała dobre kilka minut, po czym poczułem silny ból w klatce piersiowej i zrobiło mi się niedobrze, więc czym prędzej udałem się do ubikacji. Zgadnijcie co było nie tak gdy wróciłem? Brak sylwetki za drzwiami. Nie, nikt by nie wyszedł bez żadnego dźwięku, gdyż drzwi te nazywamy żartobliwie dźwiękową pułapką, ponieważ skrzypią tak głośno, że słychać je w całym obiekcie. Powiem szczerze, wyparłem to wydarzenie ze świadomości i poszedłem pracować dalej.
Dziś po miesiącu w nowej pracy mogę wam powiedzieć, że przedmioty zmieniające swoje położenie, otwarte drzwi, które jeszcze przed chwilą zamykałeś na klucz czy pootwierane szuflady, to norma.

Na początku jesteś przerażony, a później wkrada się ciekawość. Najgorsze są jednak dni, w których pracuję do 21:00. Wiecie, siedzicie sami w średniowiecznym budynku w którym był sąd, torturowano ludzi, a w lochach umierano z głodu, więc wyobraźnia ma spore pole do popisu. Co dziwne, po zmroku dzieje się tu bardzo mało, ale najgorsze jest gdy wychodzisz z pracy ostatni, gasisz wszystkie światła i w ciemności szybko idziesz do drzwi.

Niby nic strasznego gdyby nie fakt, że gdy zgasisz wszystkie światła, czujesz na sobie wzrok i masz wrażenie jakby ktoś szedł krok w krok za Tobą.

Wiecie czego boję się najbardziej? Gdy jest ciemno, nie widać gdzie znajduje się ten złowrogi cień... a teraz zgadnijcie kto dziś kończy pracę o 21...

#t40zX

Pracuję za granicą, w dużej restauracji. W każdy weekend przewija się tam mnóstwo ludzi, czasem tylu, ze ciężko wszystko ogarnąć. 

My, kelnerki, przebieramy się w małym pomieszczeniu zaraz obok wejścia do kuchni - za ozdobną kotarą. Stoją tam dwie dodatkowe zamrażarki, do których szef kuchni lub któryś z kucharzy czasem zagląda. Jest ulokowane w średnio, ale jednak widocznym miejscu. 

Teraz wyobraźcie sobie moja minę, kiedy przyszłam się dziś przebrać, szef wbiegł, nie zauważając mnie, wziął coś z zamrażarki i w pospiechu pobiegł, potykając się i zrywając kotarę.
Tak więc stałam w samej bieliźnie, czując na sobie wzrok kilkudziesięciu rozbawionych klientów.

Dzięki szefie :)

#KNuZH

Historia zdarzyła się kiedy byłam małym, głupiutkim 4-letnim brzdącem. Moja mama pochodzi ze śląska więc często jeździliśmy w odwiedziny do babci. Muszę tutaj dodać, że mieszkam na wsi. 

Pewnego razu postanowiliśmy odwiedzić moją babcię więc pojechaliśmy tam pociągiem a następnie przesiadką w tramwaj. Siedząc tak na kolanach u mojej rodzicielki dostrzegłam psa rasy owczarek niemiecki. 

Pociągnęłam mamę za rękaw i z oczami jak pięć złotych, z zachwytem w głosie wykrzyczałam:
- Mama! Patrz jaka duża koza!

Wieś ze mnie nigdy nie wyjdzie, ale przynajmniej potrafię już odróżnić psa od kozy.

#lcp8D

Nie sądziłam, że kiedyś zbiorę się w sobie i umieszczę tu historie, która spotkała mnie, ale stwierdziłam, iż zamieszczę ją tu ku przestrodze dla dziewczyn, które są w podobnej sytuacji jak moja.

Historię tą należy zacząć 5 lat temu, kiedy to jak sądziłam wtedy poznałam idealnego faceta. Jak to wiele młodzieńczych miłości zaczęło się niewinnie, od flirtu na portalu społecznościowym. Mężczyzna, z którym rozmawiałam był ode mnie 4 lata starszy. Super, dojrzalszy, bardziej odpowiedzialny - tak wydawało mi się wtedy.

Dzieliło nas zaledwie 40 km, to niedużo jak na ówczesne czasy. Spotykaliśmy się regularnie, w weekendy. W tym miejscu warto dodać, że byłam wtedy na skraju załamania. Próbowałam uwolnić się wraz z mamą od ojca alkoholika, który regularnie nas bił i się nad nami znęcał, więc owy związek był dla mnie pewnego rodzaju odskocznią, wybawieniem. Pogrążyłam się w niego do reszty. Dla tego chłopaka byłam gotowa zrobić wszystko.

Na początku było wręcz cudownie, wspólne wyjścia, prezenty, zabieganie o to, byśmy w jakikolwiek sposób spędzili czas. Spotykaliśmy się coraz częściej, w międzyczasie uwolniłam się od ojca. Mogłam więc poznać mojego ukochanego z mamą. Wyszło cudownie, polubili się. Niedługo potem mój luby skończył szkołę i postanowiliśmy, że ze mną zamieszka. Wtedy przestało być już tak kolorowo.

W wieku 17 lat stałam się kurą domową i to dosłownie, bo mój ukochany stwierdził, żebym rzuciła szkołę, przecież do niczego mi ona nie jest potrzebna. Wbrew protestom mamy, uległam mu. Od tego momentu moje życie zmieniło się w totalne piekło. Mój dzień zaczynał się o godzinie 4 rano, a kończył o 2 nad ranem. W tym czasie musiałam wypełnić całą listę zadań, którą wręczał mi mój ukochany.

Zaczynając od wyprawki dla niego do pracy, kończąc na byciu maskotką dla jego kumpli od kieliszka. Jeżeli zbuntowałam się w jakiś sposób, mój kochany, ku uciesze kolegów katował mnie. Nie mogłam zwrócić się z tym do mamy, ponieważ była za granicą, a przez telefon wstyd było mi się do tego przyznać.

Taka sytuacja trwała do dziś, kiedy to coś we mnie pękło, a raczej na mnie, a mianowicie... kufel od piwa. Uciekłam do znajomej, która studiuje medycynę. Opatrzyła mi rany i obiecała, że pomoże mi przez to przejść.

Teraz kiedy ona już śpi, postanowiłam się tym z Wami podzielić, aby wszystkie dziewczyny, które są w podobnej sytuacji znalazły w sobie siłę nim będzie za późno i stanie się jakaś tragedia. Wiadomo, że to nie jest łatwe, ale uwierzcie mi, warto. Ja żałuję, że uświadomiłam sobie to tak późno.
Dodaj anonimowe wyznanie