#m2u0B

Od urodzenia biorę tabletki. Po tylu latach robię to już zupełnie automatycznie - pewnie też macie takie czynności, o których nie musicie w ogóle myśleć i wasze ciało robi je praktycznie za was.

2:30 w nocy - padnięta i półprzytomna szykuję się do snu. Aktualnie biorę w ciągu dnia 5 różnych tabletek o różnych porach - m.in. jedną przed snem. No to wyciągam ją z blistra i kieruję się w stronę łóżka. Po drodze mijam stolik nocny, a na nim - butelka wody. Trzeba się nawodnić przed snem, więc biorę kilka łyków, po czym odstawiam butelkę. Siadam na łóżku, patrzę na swoją dłoń (jakąś taką pustą) i w moim mózgu wyskakuje komunikat: "Error. Tabletka not found". Szybka analiza sytuacji, łączenie faktów i...

Tak, pijąc wodę odruchowo zażyłam tabletkę. Dopochwową.

PS Twórcy ulotki tego leku nie przewidzieli, że ktoś będzie tak nierozgarnięty i połknie tabletkę, więc nie umieścili żadnej informacji "W razie zażycia doustnego". Chwilę później przekopywałam już internety, płacząc ze śmiechu nad swoją pomyłką.
Na szczęście nic poważnego się stało. Mało tego, sytuacja ta wyszła mi niemalże na korzyść, ponieważ delikatne rewolucje jelitowe pomogły mi pozbyć się zaparcia, z którym walczyłam od kilku dni.
Brawo ja. :D

#qjU9m

Obecnie mam 21 lat, z wykształcenia jestem pszczelarką, jednak pracuję jako pielęgniarka w UK.

Zacznijmy od początku. Pochodzę z rodziny patologicznej, gdzie zawsze panowała bieda (brak pieniędzy przez nadużywanie alkoholu), matka, która mnie nienawidziła i do której powiedziałam "mamo" tylko raz odkąd pamiętam, po czym dostałam siarczystego placka w twarz i słowa "Nigdy więcej tak do mnie nie mów, szmato. Nie jestem twoją matką". Dowiedziałam się, że gdy się urodziłam chciała mnie... sprzedać, jednak dzięki sąsiadce tak się nie stało.

Zawsze chciałam się uczyć, ale nie miałam warunków do tego. Codzienne bijatyki, krew i alkohol lejące się hektolitrami. Szczerze nienawidziłam swojej matki, tak jak ona mnie. Za wszystko obwiniała mnie (za to, że moi bracia ja biją, ze względu na to, że jestem owocem zdrady) . Ojczym, z którym mieszkałam był zupełnie inny, nigdy nie powiedział złego słowa i traktował mnie jak swoją córkę. Nadużywał alkoholu, ale wiedząc, że jestem głodna, a w domu nie ma co jeść, za ostatnie pieniądze kupował chleb i przynosił dla mnie.

Gdy miałam 14 lat, dostałam szansę, trafiłam do rodziny zastępczej. Nie umiałam poradzić sobie ze sobą, oni starali się mi pomóc, traktowali jak własne dziecko, ja natomiast sprawiałam im dużo problemów (nieraz moja opiekunka płakała przeze mnie), jednak dalej mi pomagała, pomimo tego że sprawiałam jej tyle przykrości i również czasem wstydu. Siedziała ze mną po nocach, tłumacząc mi zadania, gdzie rano sama musiała iść do pracy.

W 2010 roku moja matka zmarła, poszłam na pogrzeb, bo wypadało, nie płakałam, nie czułam nic, jedynie ulgę, że więcej nie będę musiała jej oglądać i słuchać wyzwisk. W 2013 roku wyjechałam na praktyki pszczelarskie do Austrii. 3 dni po moim wyjeździe powiesił się ojczym. Płakałam strasznie, nie mogłam wrócić na pogrzeb, bo wyjazd był ze szkoły i nie pozwolono mi, tym bardziej to bolało.

Gdy skończyłam 18 lat, odeszłam z rodziny zastępczej, skończyłam szkołę i wyjechałam do Niemiec (opieka nad osobą z demencją). Teraz jestem w UK, jak już wspomniałam, pracuję jako pielęgniarka z takimi ludźmi jak babcia z Niemiec. Zrobiłam kwalifikacje pielęgniarskie, poznałam mężczyznę, za którego niedługo wychodzę za mąż  :)
Udało mi się pomimo tego, że każdy mi mówił, że skończę tak jak moja matka i reszta rodziny.

Opowiadanie jest chaotyczne, wiem.
Ale również z tego miejsca chciałabym podziękować mojej opiekunce za to wszystko, co dla mnie zrobiła, za trud, jaki włożyła w moje wychowanie. Również przeprosić za wszystko, co złe jej wyrządziłam. Teraz wiem, że bez jej pomocy i mojego upartego charakteru byłabym nikim.

#OPvRj

Kiedy miałam 15 lat, moi rodzice postanowili, że wprowadzamy się do Niemiec.

Przez ponad połowę mojej szkolnej kariery za granicą, miałam jeden z przedmiotów z tą samą nauczycielką.
Profesorka po prostu mnie nie lubiła. Często kwestionowała moje wybory np. dalszego kierunku nauki czy zawodu.

Głównym argumentem była moja (według niej) zbyt słaba znajomość języka.

Skrótem: miałam nie dać sobie rady i zostać szwaczką albo pracować na taśmach przy produkcji.

Ostatnio do spedycji, w której pracuję, zgłosiła się klientka z prośbą o organizację transportu zestawu mebli z Anglii.

Z reguły takie zlecenia wykonujemy telefonicznie/mailowo. Klientka uparła się na kontakt fizyczny z doradcą.

Przyszła tydzień temu. Moja profesorka... I nie mogła się nachwalić, jak to daleko zaszłam. Ona zawsze wiedziała, że jestem zdolna! Własne biuro i 6 ludzi pode mną, no coś takiego!

I tak oto z wycieraczki do butów stałam się trofeum do chwalenia przed kolegami z pracy...

#DSlVA

Historia ta miała miejsce 10 lat temu. W wieku 16 lat przeprowadziłem się z rodzicami do dużego miasta i, jak można się domyślić, zmieniłem szkołę. Wcześniej mieszkałem w małej mieścinie, więc nie miałem nigdy styczności z dresiarzami. W szkole szybko znalazłem kolegów. Ogólnie wszystko cacy. No... może nie do końca. Pewnego dnia, po kilkudniowej nieobecności, przyszedłem do szkoły ze śliwą pod okiem. Moje wyjaśnienia były bezcenne.
- Ej, co ci się stało?
- No wracałem wieczorem ze sklepu i zobaczyłem, że dwóch gości w dresie biegnie w moją stronę. No to pomyślałem sobie: "W dresie dwóch panów, pewnie pobiegać poszli". Do domu wróciłem bez 3 zębów, z rozwalonym łukiem brwiowym oraz śliwą pod okiem.

Dopiero wtedy dowiedziałem nieco więcej o dresiarzach. Miny kolegów - bezcenne.

#wttVB

Jakiś czas temu poznałam chłopaka, dużo gadaliśmy, mieliśmy wiele wspólnych tematów, ogólnie moglibyśmy rozmawiać bez przerwy. Mówił mi, że jestem bardzo inteligenta i dawno z żadną inną dziewczyna nie miał tylu wspólnych tematów.... Dopóki nie dowiedział się, że chodzę do zawodówki!
Jego stosunek do mnie drastycznie się zmienił, przestał pisać, dzwonić, nie chciał się spotkać, zapytałam, czy zrobiłam coś nie tak, czy czymś go uraziłam. Co dostałam w odpowiedzi? A no mniej więcej to:
"Jesteś zbyt głupia i mało ambitna bym mógł z Tobą o czymkolwiek rozmawiać, nawet nie mógłbym z Tobą być bo tak niskie wykształcenie to nie moja liga, szukaj sobie kogoś w tej swojej zecie"
Nie powiem, zrobiło mi się przykro, bo od kiedy to wykształcenie świadczy o inteligencji?
No jakoś to przeżyłam, nie będę zmieniać przecież szkoły, bo ktoś ma mnie przez to za głąba i nieuka.
Pozdrawiam Ludzi Zety!! :D

#kyAjS

Skończyłam studia, dostałam wymarzoną pracę, potem okazało się, że nie jest taka wymarzona, no ale...
Pracowałam prawie dwa lata, nad sobą miałam pewnego kierownika, który początkowo żartował ze mną, ale w sposób jednoznaczny, czego bardzo nie lubię. Zaczęłam go unikać jak tylko mogłam, a jego głupie teksty i docinki starałam się zbywać. Np. gdy dowiedział się, że wychodzę za mąż, ciągle za mną chodził (dosłownie) i powtarzał, że ślub jest bez sensu, że lepiej umówiłabym się z nim na piwo itd.
Zaczęło mnie to bardzo irytować, ale co miałam z tym zrobić? W końcu wprost zaproponował, żebym się z nim umówiła (mimo tego, że ma żonę i dzieci), powiedziałam mu, żeby lepiej zajął się swoją rodziną i swoim życiem i że bardzo współczuję jego żonie takiego męża (często ją obgadywał i opowiadał jaka jest brzydka i okropna).

Odpuścił. Nie był moim bezpośrednim przełożonym, więc nie martwiłam się, że może mnie zwolnić lub jakoś bardzo mi zaszkodzić, jednak poszedł do mojej szefowej i naopowiadał jej różnych głupot na mój temat, a ona wręczyła mi wypowiedzenie!!! Nawet ze mną nie porozmawiała, powiedziała tylko, że już dość usłyszała i że nie spełniam należycie swoich obowiązków. Może to trochę narcystyczne, ale część moich współpracowników płakała, gdy dowiedzieli się co się stało, więc chyba raczej byłam lubiana i pracę wykonywałam sumiennie...

Zostałam zwolniona za danie kosza żonatemu facetowi! Mam nadzieję, że karma wróci  i do mojej byłej szefowej, która ocenia ludzi na podstawie plotek i do okropnego faceta, który zachował się jak dziecko, gdy nie dostał czego chciał.

#OHvPd

Zostałam porwana, gdy miałam pięć lat. Zawsze byłam ufnym dzieciakiem, dlatego nie wzbudziło we mnie żadnych obaw, kiedy pewnego dnia podeszła do mnie kobieta i powiedziała, że mama czeka w samochodzie i jedziemy do lekarza. Właściwie, nadal nie podejrzewałam niczego złego, gdy okazało się, że mamy w aucie nie ma. Całą drogę bawiłam się Roną, moją lalką. Kobieta powiedziała, że jest moją ciocią i jedziemy w fajne miejsce. Zapytałam o mamę, ale dowiedziałam się, że moja mamusia wyjechała. Po jakimś czasie zaczęłam się nudzić i gdzieś w środku kiełkowało we mnie przerażenie, że nigdy więcej nie zobaczę mojej rodziny. Nie chciałam nic mówić, żeby nie robić cioci przykrości, przecież była dla mnie bardzo miła. Dojechałyśmy na miejsce i kobieta zapytała mnie czy mam ochotę coś zjeść. Jako wieczny łasuch poprosiłam o czekoladę. Weszłyśmy do sklepu i pobiegłam wybrać sobie słodycze. Naprawdę nie wiem jaka opatrzność nade mną czuwała, ale usłyszałam za sobą znajomy głos:
- Asiu? Co ty tu robisz? - to była moja ciocia! Moja prawdziwa ciocia. Kuzynka mojej mamy spotykała się z pewnym mężczyzną, który mieszkał w tej miejscowości, do której wywiozła mnie ta baba. Ciocia Wanda była bardzo zaskoczona na mój widok.
- Moja nowa ciocia mnie tu przywiozła, bo mamusia wyjechała - odpowiedziałam, a ciotka zbladła. Pamiętam, że kucnęła z wyciągniętymi rękami i krzyknęła:
- Asieńko, chodź szybciutko do mnie! - wróciłam do domu jeszcze tego samego dnia. Mama bardzo płakała, kiedy dowiedziała się o mojej podróży. Ciotka Wanda opowiadała, że pani, z którą przyszłam do sklepu, uciekła, kiedy tylko zobaczyła, że rozmawiam ze swoją ciocią.
Wszyscy byli bardzo zdziwieni, kiedy oznajmiłam im, że chcę wrócić do mojej nowej cioci. Mamie było bardzo przykro, myślała chyba, że była gorszą mama niż moja porywaczka, ale mnie chodziło tylko o jedno... W samochodzie tej kobiety została moja Rona :(
Dodaj anonimowe wyznanie