#VWlwW

Bardzo boję się ciemności. A raczej tego, co, według mojego mózgu, może się w niej czaić.
Od kiedy pamiętam śpię przy włączonym świetle. Gdy jest to niemożliwe (np. jestem u znajomych lub vice versa), czekam w panice na wschód słońca i wtedy zasypiam.
Zazwyczaj przebiegam jak najszybciej przez ciemne uliczki. W ogóle nie lubię być na zewnątrz po zmroku (nienawidzę jesieni i zimy).
Kilka lat temu szukałem czegoś w piwnicy i nagle przepaliła się żarówka na korytarzu, przez co prawie zemdlałem. Nigdy jeszcze tak szybko nie wbiegłem po schodach.

Jestem 26-letnim mężczyzną. Mój lęk, który większości może wydawać się zabawny, dla mnie jest codziennym horrorem.

#i2Qtz

Mam 17 lat, jestem osobą o dość przeciętnej budowie ciała, jedyne co mnie może wyróżnić to mój dość silnie rozwinięty instynkt przetrwania... Mieszkam w okolicy gdzie dość często zdarzają się włamania, dlatego jestem mocno przewrażliwiona. Przytoczę tutaj dwie sytuacje jakie z tego wynikły.

Jakiś czas temu wróciłam do domu dość późno, była zima, więc szybko się robiło ciemno. Wedle moich informacji, w domu miało nie być nikogo, brat na uczelni, rodzice na zakupach. Weszłam sobie radośnie do domku, zamknęłam drzwi i... Coś było nie tak. Psy nie zbiegły na dół, naniesione błoto na podłodze, którą rano sprzątałam. W głowie zapala się czerwona lampka, no trzeba sprawdzić dom. Pod ręką telefon z wybranym numerem do mamy i idziemy. Nagle czuje ręce na ramionach, ktoś ze dwa razy większy ode mnie. Kiedyś trenowałam sztuki walki, więc odruchowo łapię za te łapy i huzia wielkoludem przez ramię o podłogę. Zgadnijcie kto to był... Tak, mój kochany braciszek... Skręcony nadgarstek i ukruszony ząb.

Druga sytuacja miała miejsce jakiś miesiąc temu, gdy to rodzice wyjechali, psy wzięli ze sobą, a brat poszedł na piwo z kumplami. Zostałam sama w domu, za jedynego obrońcę mając szczurka. Ciemno wszędzie, strasznie i ponuro. Co robię ja? Od paru lat gram w airsoft oraz rzucam nożami, więc replika glocka 17 za pasek, nóż przytroczony z drugiej strony i można żyć. W pewnym momencie słyszę jak ktoś wchodzi do domu, nie myślałam wtedy o tym że trzeba mieć klucz, nie, po co w ogóle myśleć? Patrzę z góry, obcy facet.
Tak oto potraktowałam paroma kulkami przyjaciela brata. Nic poważnego, wystraszył się biedak, ale był tak znieczulony, że mało co poczuł.
No cóż, rodzony mógł ostrzec, że wróci z kimś wcześniej...

#ZTIcK

Pobyt w szpitalu, jak każdy się domyśla, do przyjemnych nie należy.
Nieszczęśliwym trafem i ja musiałam tam trafić w celu poddania się operacji. Oto kilka historii, które mnie tam spotkały:

1. Pewna pani (koleżanka z sali) budziła się codziennie o 4 rano, bo była głodna. W związku z czym wyciągała z szafki jakieś przekąski i szeleszcząc niemiłosiernie pochłaniała wszystko tak, że wszyscy się budzili. Jednak nie to było jej najgorszym przypałem. Pewnego ranka słyszałam jak postękuje leżąc wygodnie na swoim łóżku. Patrzę, oczy ma otwarte oczy, nie wygląda na umierającą więc pewnie nic się nie dzieje. Po jakiejś godzinie wyszło skąd wzięło się to stękanie. Pani, brzydko powiedziawszy, zesrała się pod siebie (nie, nie miała pampersa, i nie, nie miała problemów z chodzeniem). Do dziś nie wiem co jej odbiło.

2. Codziennym zwyczajem jest poranny obchód. Wiadomo, większość lekarzy pracujących na oddziale, stażyści, praktykanci, pielęgniarki, słowem prawie cała kadra. Ja po operacji, leżę na łożu boleści. Ordynator chciał sprawdzić jak goi się rana na moim brzuchu. Ale oczywiście, w celu zerknięcia na brzuch, musiał odwalić cały koc. Ważnym jest, że miałam koszulę nocną, która jak wiadomo po nocy podwija się niemal pod brodę. Tak, cała kadra oddziału, łącznie z koleżankami z sali miała okazję podziwiać mój goły tyłek (oceniam go na -1/10, oni sądząc po ironicznych uśmieszkach też tak pomyśleli).

3. Najgorsza historia została na koniec. Miałam mieć wyciągnięty cewnik. Przyszła pielęgniarka zabiegowa a z nią bardzo przystojny lekarz. Wyciągnęła cewnik, ale dojrzała coś jeszcze. Tak, pani wyciągnęła również mój tampon i dyndając nim w powietrzu zapytała: a co to? Ja z miną wyrażającą więcej niż tysiąc słów: no chyba nie cewnik, to akurat trzeba było zostawić. Lekarz uciekł z rechotem na korytarz.

To był zdecydowanie najgorszy dzień w moim życiu.
Koniec końców wyszłam z tego cało, ale powiem Wam drodzy Anonimowi, że wstyd pozostał do dziś :)

#tA893

Jednym z moich marzeń zawsze było nauczenie się grać na konsoli DJ'a. Ostatnio na Orange Warsaw Festival siedziałem sobie w Strefie Orange, gdzie grał DJ, a ludzie tańczyli. Była tam też pani z obsługi/informacji, która mi się bardzo spodobała i stwierdziłem, że byłoby fajnie, jakby do mnie podeszła i o coś zagadała.

No i po chwili mojego bezczynnego siedzenia, pani podeszła z zapytaniem czy nie chciałbym się nauczyć grać na "DJ-ce". No normalnie spełnienie dwóch marzeń naraz. Jednak nie do końca. Moja ogromna nieśmiałość zareagowała przed mózgiem i...odmówiłem. Jestem debilem.

#UOmPX

Prawdziwa historia usłyszana z ust mojej cioci.
Kilka-kilkanaście lat temu ciocia pracowała w teatrze jako aktorka. Teatr dosyć mały, w jednym z większych miast. Ciocia była zakochana po uszy w rok starszym, nieco bardziej doświadczonym koledze ze sceny. I nagle, stało się!

Oboje dostali główne role w tym samym przedstawieniu. Ciocia wniebowzięta, sztuka to jakieś romansidło, a będą grać zakochanych. Próby trwały, wszystko idealnie. Ale kiedy pierwszy raz występowali przed publicznością, w scenie z oświadczynami, w której musiała odmówić, spojrzała mu w oczy, zapomniała o rzeczywistości... i zgodziła się.

PS. Nie są małżeństwem. Spotykali się jakiś czas, ale chłopak nie był jednak tak wspaniały, jak się cioci wydawało :)
PPS. Nikt z widowni się nie zorientował, że coś jest nie tak.

#LvAm9

Mój charakter bardzo często się zmienia.

Jakiś rok temu byłem zwykłym, głośnym chłopakiem, którego największym problemem był brak dziewczyny.

Potem stałem się cichym nerdem książkowym. Zacząłem pisać.

Następnie stałem się gejem z depresją, która przerodziła się w stany lękowe. Zacząłem chodzić wtedy do psychologa i psychiatry.

Minęło 5 miesięcy. Stany lękowe zniknęły same z siebie. Poszedłem do psychiatry na wizytę kontrolną.

Okazało się, że jestem mitomanem i dzięki autosugestii wmawiałem sobie cechy charakteru i dolegliwości...

#q8o7M

Historia opowiedziana mi przez kumpla. Zdarzyła się jego ojcu - nazwijmy go Andrzej.
Andrzej jako student wraz z kumplami odwalił wiele różnych, dziwnych rzeczy. Jedną z nich było nocowanie na już dawno opuszczonym cmentarzu. Obiektu nikt nie odwiedzał, wszystko było zapuszczone, zniszczone i splądrowane (pewnie złodzieje szukali cennych rzeczy zakopanych razem ze zmarłymi).
Pierwsza (i jak się później okazało - ostatnia) noc. Wszyscy siedzą w namiotach rozbitych przy grobach. Andrzejowi zachciało się siku. Stwierdził, że lasek niedaleko cmentarza nada się idealnie. Idzie odważnie, no bo co? Taki wielki chłop, dorosły, ma się bać cmentarza?
W pewnym momencie poczuł, że spada. Wpadł do rozkopanego grobu. Kiedy podniósł wzrok "o mało się ze strachu nie posrał". Obok leżały zwłoki w rozwalonej trumnie. Praktycznie szkielet, ale i tak kumple słyszeli wrzask Andrzeja z drugiego końca cmentarza.
Kiedy już go stamtąd wyciągnęli, postanowili zapytać co się stało. Andrzej im tłumaczy.
Kumple: Stary, wszystko w porządku? Może iść z tobą do tego lasu?
Andrzej: Nie, dzięki, już nie trzeba.
Taaak, ze strachu może i się nie zesrał, ale jego pęcherz już nie wytrzymał takiego zastrzyku adrenaliny.

#vFoFd

Podzielę się z wami sytuacją, o której nikomu nie mówiłam.

Było to pewnego pięknego dnia, kiedy to zatyrana jak osioł po lekcjach wróciłam do domu. Otwierając drzwi wyjściowe, słyszę dziwne odgłosy, myślę... w sumie nie wiem co myśleć, kieruję się dalej w stronę domu i co widzę? Mojego tatę walącego gruchę przy jakimś porno...

Nie wiedziałam co mam zrobić, udałam, że tego nie widzę. Widząc go podciągającego spodnie rzuciłam głośne "już jestem" i wyszłam, na domiar złego, podczas gdy zamknął w pośpiechu laptopa, nadal słychać było odgłosy dobrze zaspokajanej pani...

Nic już nie będzie takie samo...

#FqlS3

Kiedy miałam jakieś 5 lat, miałam dość duże problemy z wagą. Po prostu byłam troszkę tłuściutka. Pewnego dnia usłyszałam rozmowę mojej mamy i babci. Babcia bardzo martwiła się moją wagą i mówiła, że jeszcze przez to ze mnie brzydkie dziecko wyrośnie. Mama się nie martwiła i zapewniła babcię, że z wiekiem z tego wyrosnę (co okazało się prawdą). Następnego dnia, kiedy przyszła babcia, naszło mnie na rozmyślania odnośnie słów mojej mamy, więc zapytałam ją (w obecności babci)
- Mamo! jeśli z grubości się wyrasta to dlaczego babcia jest taka gruba, skoro już jest stara?
Mamę i babcię zatkało, a ja nie doczekałam się odpowiedzi na pytanie. :D

#FOv0S

Jedna z tych historii o tym, jak karma wraca. W tym przypadku można powiedzieć, że podwójnie. Słowem wstępu. Mam 4-letniego owczarka czechosłowackiego. Pies spory, ale wychowany. Nie atakuje, nie rzuca się nagle na ludzi. Toleruje ich, ale burknięciami sygnalizuje, by się do niego nie zbliżać. Nie bierze jedzenia od obcych, gdy nie ma nikogo w domu pilnuje grzecznie podwórka.

Co się zaś tyczy historii. Rok temu, jakoś na wiosnę, moi sąsiedzi załatwili sobie psa, a dokładniej suczkę jakiegoś mieszańca. Mojemu Voltowi (tak się pies wabi) od razu "koleżanka" zza płota przypadła do gustu. Wprawdzie sunia była typowym psem domowym, ale wypuszczano ją na kilka godzin na podwórko, by sobie pobiegała. Wtedy mój pies razem z koleżanką dostawali małpiego rozumu i potrafili przez bite 2 godziny biegać od jednego końca podwórka do drugiego wzdłuż płotu. Mi to specjalnie nie przeszkadzało, bo miałem tam tylko trawnik. Jednak sąsiadce już nie do końca, gdyż, przy 2/3 długości ogrodzenia rosły jej kwiaty. Wyobraźcie sobie rabatę kwiatową po tym jak wasz pies, wprawdzie mały, ale przebiegł przez nią z 50 razy w ciągu jednego dnia. I tak średnio 3 razy w tygodniu. Coś jak poligon wojskowy po ćwiczeniach...

Sąsiadka po jakimś czasie pogodziła się z faktem, że kwiatów to już raczej tam nie wsadzi. Za tą jej mąż dobitnie mi dał do zrozumienia, że to wina mojego psa, bo jest spuszczony w tym samym czasie, gdy ich sunia. Problem polega na tym, że mój pies jest stale spuszczony...

I wtedy się zaczęła najciekawsza część tej historii. Kilka dni później widziałem z okna, jak sąsiad rzuca kamieniami w mojego psa. Zanim zdążyłem wybiec z domu, jego już nie było. Poszedłem wprawdzie do niego, ale wszystkiego się wyparł. No nic, nie miałem dowodów.
Mój pies "odgryzł się", i to dosłownie, następnego dnia. Akurat chodziła od domu do domu jakaś kartka wysłana przez sołtysa. Coś w stylu "zapoznaj się, podpisz i podaj dalej". Sąsiad wszedł na podwórko i to był jego błąd. O ile mój pies ostrzega o gościach, o tyle sąsiadowi poharatał całą łydkę. 8 szwów. Policja wezwana i zaczęło się. Wizyta u weterynarza, zbieranie opinii u sąsiadów, sprawdzanie książeczki, szczepień itd. Przy furtce jest również tabliczka "wchodzisz na własne ryzyko" + domofon. Wystarczyło zadzwonić. W sądzie odbyła się jedna rozprawa. Sprawę bezsprzecznie wygrałem, bo sędzia stwierdził, że sąsiad sam się do tego przyczynił. Uwierzył w sytuację z rzucaniem kamieniami. Poza tym sąsiedzi wyraźnie zeznali, że pies jest spokojny i trzeba mu "zaskórzyć", by stał się agresywny. Sam z siebie nigdy nie atakował, chyba że w obronie własnej. Sąsiad niepocieszony, ale nic zdziałać nie mógł.

W majowy weekend karma wróciła po raz drugi. Sąsiedzi pojechali na kilka dni na Mazury. Wrócili do obrabowanego do zera domu. Volt pewnie widział wszystko, ale nawet nie szczeknął...
Dodaj anonimowe wyznanie