#EV5TA
Z tym drobnym problemem, że on, po pół roku związku, okazał się potworem. Przy każdej kłótni startował do mnie z łapami. Najpierw był szok, niedowierzanie. Wysłałam go do psychologa, u którego wytrwał kilka miesięcy. Potem był długi okres spokoju, zaczęłam już wierzyć, że to się nie powtórzy. Aż do wczoraj. Bo on był zmęczony i pokłócił się z kolegą z pracy, a ja zapytałam go, czy zrobi mi tosta...
Nie będzie ślubu i dzieci. Jest za to wybity bark, siniaki i zdeptana duma. Bo poświęciłam dla niego wszystko, a on ze mną zrywa, bo go "prowokuję"...
Sama uważam, ze związki trzeba ratować, ale na wszystko trzeba patrzec z 2 stron, więc powiem cos w obronie autorki. Moze ratowala ten zwiazek, ale niezawsze zwiazek da sie uratowac.
Zgadzam sie z wami.
Popieram. Cieszę się, że ktoś to napisał.
Boże ludzie, ale wy macie ograniczone myślenie... Nie zawsze da się wszystko naprawić, czasem bywa juz tak,ze jedyne wyjście to rozwód bo obie osoby się męczą. Może za szybko ślub wzięli, i uczucie najzwyczajniej w świecie wygasło. Sami zachowujecie się jakbyście w jakiejś bajce żyli, że zawsze będzie wszystko pięknie i wspaniale. Tak, czasem bywa zauroczenie inna osoba i ten ktoś w związku jest temu winny ze się rozpadł, ale nie zawsze. Do cholery, czasem kilka lat po ślubie okazuje się jaka była druga osoba, jak się zmieniła a wy ze od razu znalazła sobie do seksu kogoś innego bo z tamtym juz nie było tak fajnie. Każdy inaczej ma, i u niej zakochanie czyli po prostu zauroczenie mężem mogło trwać kilka lat a potem wyszło,ze to jednak nie jest to samo, może mąż też tak uważał...spójrzcie na siebie a nie oceniajcie innych......
jesteście straszni. rozwodu nie bierze sie tak raz dwa, zreszta w samym wyznaniu jest napisane ze po dwoch latach dopiero rozwiodla sie z mezem wiec przestancie z tym ratowaniem malzenstwa nie o tym jest wyznanie a wasze komentarze nic nie wnosza tylko ja oskarzacie a nie znacie calej historiii.
Az strach dodawac wyznania... Wyluzujcie ludzie! Co, kazdy z Was taki święty jest w kazdym aspekcie zycia? Najlatwiej to sie ocenia druga osobe. Wezcie sie nauczcie trochę pokory, bo kto Wam dal prawo podawac sie za sędziów i straznikow moralnosci
Może daj sobie na jakiś czas spokój z mężczyznami i szanuj siebie (nie pozwól się krzywdzić)
Lepiej, że zrywa, już wystarczająco brutalnie Cię potraktował. Będzie tylko lepiej! :)
Na szubienicę takich chamów!
To jest anonimowe wyznanie,a nie "Powiedzcie mi co mam zrobić"Autorka chyba najlepiej wiedziała co ma czynić.
Piszecie, że powinna była ratować małżeństwo, ale czy Wy ratowalibyście związek, w którym nic nie znaczycie? Napisała, że była traktowana jak mebel, naprawdę wytrzymalibyście w takim stanie dwa lata? Proponuję pomyśleć dwa razy zanim coś stwierdzicie.
Mebla przynajmniej się nie bije. Z deszczu pod rynnę...
On z tobą zrywa? Błagam i jeszcze piszesz to z takim wyrzutem, ja już bym go dawno kopnela
Nie przejmuj się komentarzami, rób to co uważasz za słuszne ;) Na pewno w życiu w końcu uśmiechnie się do Ciebie szczęście.
I tak podziwiam, że próbowałaś jeszcze wysłać partnera do psychologa. Ja po czymś takim od razu bym zrezygnowała. Podstawa to szacunek.