#KfvFa

Dwa lata temu mój już były chłopak powiedział mi, że wyjeżdża na dwutygodniowe wakacje z rodzicami.
Czego się dowiedziałam jakiś czas temu od jego kumpla? :
- Tej, a pamiętasz, jak Michał powiedział ci, że jest nad morzem? Bo on wtedy kupił sobie nowa grę i nie chciało mu się z tobą spotykać.
Dobrze, że za długo ze sobą nie byliśmy :)

#M4Owg

Będzie to historia bez morału ani żadnych specjalnych przesłanek, po prostu chcę o tym opowiedzieć.
Wszystko działo się, jak miałem jakieś 10 lat. Nigdy o tym nikomu nie mówiłem, ponieważ zawsze było mi wstyd. Ważnym elementem w historii jest to, że byłem jedynakiem, a jak to często bywa, rozpieszczonym i egoistycznym bachorem, któremu wszystko się należy.

Pochodzę z dość bogatej rodziny, więc nigdy mi nic nie brakowało. Mama miała złote serce, była bardzo wrażliwa, więc charakterek mutanta odziedziczyłem z pewnością po ojcu. Ale do rzeczy.

Był taki program kiedyś, że brało się na wakacje dzieci z biednych rodzin lub domów dziecka, żeby dzieciaki jakoś fajnie spędziły wakacje. Tak jak mówiłem, moja cudowna mama zadecydowała, że przyjmiemy na wakacje dziewczynkę o imieniu Pola. Na początku byłem zadowolony, bo lubiłem się bawić z dziećmi. Byłem dość towarzyski. Mama kupiła jej piękną lalkę i pojechaliśmy ją odebrać.
Drobna, 9-letnia, blondyneczka o niebieskich oczach, bladej cerze i ładnej buzi. Przez miesiąc sielanka. Bardzo ja lubiłem, jednak od pewnego momentu zaczęło mi bardzo przeszkadzać, że wszyscy interesują się tylko nią, a na mnie nikt nie skupia uwagi. Byłem zły o zabawki jakie mama jej kupowała, chociaż sam miałem ich setki, a ona nie miała nic.
Zacząłem jej dokuczać i robić wszystko, żeby się jej pozbyć. Jak dowiedziałem się, że głównie mama, bo ojcu to zwisało (firma, pieniądze, brak czasu dla rodziny) chce ją adoptować, postanowiłem się jej pozbyć. Podrzucałem złotą biżuterię mamy do jej rzeczy i robiłem z niej złodziejkę. Byłem wyjątkowo zdolny w kwestii manipulacji, więc skończyło się na tym, że nie było żadnej adopcji.

Przeze mnie i mój egoizm mała biedna dziewczynka straciła szansę na normalny dom. Po wszystkim wiele dni płakałem, jednak nie powiedziałem nic nikomu. Dziś wstyd mi o tym mówić komukolwiek, ale długo siedziało mi to na sumieniu. Starałem się ją odszukać, dowiedzieć, pomóc jej i przede wszystkim przeprosić, jednak nic z tego. Nie wiem nawet, czy żyje.

#28zFM

Od małego trenuję sztuki walki, jest to moja pasja i uwielbiam to robić. Na ulicy raczej unikam walk i staram się być zawsze opanowanym człowiekiem. Ta historia jednak będzie o jednej z awantur, jakiej doświadczyłem w centrum miasta, wracając z imprezy urodzinowej od mojego dobrego kolegi 3 lata temu.

Była może godzina 4 nad ranem. Razem ze swoją dziewczyną wyszliśmy od mojego kolegi z imprezy, ponieważ czuliśmy się zmęczeni oraz niechętni do dalszej zabawy.
Tramwaje akurat tej nocy nie kursowały, a że wypiłem kilka kieliszków, swój samochód zostawiłem pod blokiem u kumpla i stwierdziłem, że wrócę po niego następnego dnia, więc zadecydowaliśmy że do domu idziemy na nogach. Daleko nie było, może z 30-40 minut drogi. Jednak nie był to dobry pomysł.

Po jakichś 10 minutach drogi zauważyłem grupkę tzw "dresów". Jeden coś krzyczał, że fajna dupa idzie z daleka i chętnie by ją "zrobił". Chciałem zareagować, lecz moja dziewczyna mnie uspokoiła żebym nic nie robił i poszliśmy dalej.
Po następnych 5 minutach zobaczyłem tych samych dresów, lecz już w liczniejszej grupce. Zaczęli krzyczeć coś w stylu "jesteś zaj...any, a twoja dupa wyruchana". W tym momencie się zdenerwowałem i chciałem już do nich podbiec, lecz byli szybsi.

Kazałem swojej partnerce odejść na drugą stronę ulicy albo oddalić się z tego miejsca. Zaatakowało mnie na początku 3 agresorów, którzy bardzo szybko zostali obaleni na ziemię. Pomyślałem, że to koniec i że się odczepią, lecz ich kolega wyciągnął nóż i zaczął wymachiwać nim przede mną. Powiem szczerze, że się wystraszyłem, bo nigdy nie wiadomo co taka osoba z takim sprzętem może zrobić. Dostał kilka prostych oraz kopnięć, lecz był tak naćpany, że nie odczuł dosłownie nic. Po chwili poczułem ból w nodze. Wbił mi nóż w nogę. Zawyłem z bólu oraz zacząłem mocno krwawić. W tym czasie moja partnerka zadzwoniła na pogotowie, gdy zobaczyła całą sytuację.

Pogotowie przyjechało może w 5 min, a zaraz za nimi policja, która... oskarżyła mnie o pobicie 3 gości, którzy zwijają się z bólu pod sklepem 50m dalej i stwierdziła, że tym nożem zaatakowałem ich JA, a oni się tylko bronili. Zostałem opatrzony i przewieziony do szpitala, spędziłem tam 1 dzień w celu jakichś głupich badań, które i tak nic nie wykazały.
Następnego dnia, gdy wróciłem już do domu ze szpitala, myślałem, że to koniec mojej przygody z tą sytuacją. Jednak tak się nie było. Około godziny 15, gdy robiłem obiad, zapukał do mnie pan policjant i zabrał mnie z domu na przesłuchanie. Na przesłuchaniu przeczytano mi zarzut pobicia oraz to, że ludzie, którzy na mnie oraz moją partnerkę napadli, zgłosili, że ich pobiłem. Policja nie chciała słuchać zeznań moich oraz mojej partnerki, nikt nam nie wierzył.

Za samoobronę dostałem wyrok w zawieszeniu oraz obowiązek wypłaty odszkodowania moim napastnikom. Brawa dla prawa :)

#lRLK4

Zastanawiam się czy tylko mnie tyle przykrych rzeczy w życiu spotkało..

Urodziłam się tylko z jednym punktem w skali apgar, przeżyłam, ale to nie znaczy, że mam się najlepiej.

Moja mama i bliźniak nie przeżyli. Położna, pielęgniarka i lekarz pijani, z czego skutkiem było podwójne podanie mojej mamie narkozy, która nigdy więcej oczu nie otworzyła.

Mój ojciec i babcia wpadli w alkoholizm, nikt nie poszedł do sądu.

Nikt o tym nie wie, ale niestety gdy miałam 7 lat, zostałam wielokrotnie zgwałcona i molestowana przez drugiego męża mojej babci. Trwało to aż nie skończyłam 10 lat i kiedy moja chrzestna nie zabrała mnie do siebie poprzez uzyskanie statusu prawnego opiekuna mojej osoby.

U mojej ciotki też nie było kolorowo, co weekend inny facet. Faworyzowanie swoich dzieci, miałam więcej obowiązków i wszystko co złe, była to moja wina. Oczywiście wielokrotne próby samobójcze i ochota ucieczki gdzieś na drugi koniec świata.

Poznałam 6 lat starszego chłopaka i w wieku 16 lat wyprowadziłam się do niego. Tak, ciotkę to nie obchodziło, a zwłaszcza że dalej byłam zameldowana u niej, więc pieniążki dalej miała. Oczywiście na początku była to miłość marzeń. Gdy skończyłam 18 lat, wyjechaliśmy do UK, a właściwie do małej wioski w Szkocji. Planowanie ślubu, dzieci i przyszłości. Ja byłam na studiach, a on nas utrzymywał.

Żyliśmy sobie tak bardzo długo, bo mam już 23 lata, jeszcze rok i skończę studia, ale nie. Chłopakowi nagle się odwidziało i mam iść do pracy już, teraz, natychmiast. Nieważne, że mieliśmy pieniążki na wszystko, nie musieliśmy się martwić o nic, mogliśmy jechać dwa razy w roku na jakieś wakacje i to ze za kilka miesięcy będę mogła pracować w swoim zawodzie.

Zaczęły się krzyki, ubliżanie, bicie i totalna patologia. Nie mogłam się przez to skupić na nauce, czy w ogóle chodzić na uczelnie. Trwało to jakąś dłuższą chwilę, zanim powiedziałam stop, dam sobie radę sama.

Podniosłam się z podłogi, spakowałam swoje rzeczy. Uciekłam do ośrodka bezdomnych, znalazłam praę i powoli zaczęłam szukać mieszkania.

I znacie to uczucie że nic gorszego was już nie spotka, bo jak na swój wiek dostaliście wielkiego kopa w dupę od życia.

No to uwierzcie że mnie spotkało... jestem w ciąży.

#HEu5H

Mój dziadek to twardziel. W ostatnie wakacje pojechałam do babci i dziadka odpocząć przez parę dni. Pierwszego dnia pobytu, razem z babcią jadłyśmy owoce i gadałyśmy sobie, gdy w pewnym momencie do domu wszedł dziadek z zakrwawioną ręką owiniętą szmatą, babcia przerażona zapytała; „matko boska co się stało?!?”

A dziadek na to spokojnie; „nie panikuj wszystko mam pod kontrolą” i jak niby nigdy nic zabrał ze stołu klucze do samochodu i pojechał. Okazało się, że dziadek odciął sobie całkowicie dwa palce - jeden częściowo i w takim stanie pojechał najpierw do kolegi oddać wiertarkę, a następnie do szpitala.

#uvgxn

Sytuacja zdarzyła się jakieś 16 lat temu, gdy miałam około pięciu. Mieszkałam w małej wiosce. W prawdziwej wiosce, gdzie nie było betonowych dróg, a nieliczne samochody musiały ustępować miejsca wypasanym krowom. Daleko też było od porządnego szpitala, więc kiedy zachorował mój dziadek, zabrali go do szpitala wojewódzkiego - do Gdańska. Moja rodzina często do niego jeździła, a mnie i moje rodzeństwo zostawiano pod opieką babci lub znajomych - na wiosce wszyscy się znali.

Jednym ze znajomych był pewien młody Niemiec, który mieszkał w Polsce w ramach programu pomocy trudnej młodzieży (bodajże "oaza"). Bywał u nas często, był jak członek rodziny, a w szczególności uwielbiały go dzieci. Miał z nami świetny kontakt, potrafił całe dnie spędzać na zabawie z nami.

Któregoś razu poszliśmy na sanki. Górka była o dziwo pusta. Nie pamiętam samej zabawy, pamiętam, że w końcu zmęczyłam się i po prostu usiadłam na sankach, by odpocząć. Wtedy zaczęliśmy rozmawiać. Początkowo rozmowa nie była niczym specjalnym, opowiadał o swojej rodzinie - mamie, ojczymie i małej siostrzyczce, którą bardzo lubił. Zaakcentował, że jego siostra jest dziewczynką. Cały czas był bardzo wesoły i dobry, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek się zdenerwował, choć opowiadał o tym, że rodzice "kazali mu odejść".

Wtedy zapytał mnie czy jestem chłopcem czy dziewczynką. Wydawało mi się to bardzo śmieszne, bo wtedy jeszcze oczywiste były różnice między chłopcem i dziewczynką. Wydawało mi się, że tu nie ma nad czym się zastanawiać.

- Mam długie włosy, więc jestem dziewczynką.
- Ale chłopcy też mogą mieć długie włosy. Muszę sprawdzić czy jesteś dziewczynką.

Nie rozumiałam, co wtedy chciał zrobić, więc starałam się go przekonać, że jednak nie ma żadnych wątpliwości. Pomimo słońca, było mroźnie i leżało mnóstwo śniegu, a ja miałam taki kombinezon, którego nienawidziłam, bo ciężko się go ściągało i zakładało.

- Ale ja mam kolczyki.
- Chłopcy też mogą nosić kolczyki.

Byłam tym bardzo zdziwiona, chyba nawet bardziej niż faktem, że nadal chciał, żebym się rozebrała. Szukałam w głowie dalszych dowodów na to, że jestem dziewczynką, ale odbijał każdy argument, nawet chodzenie w sukienkach. W końcu już niemal z płaczem powiedziałam, że nie mogę być chłopcem, bo bawię się lalkami. I wtedy odpuścił. Nie wiem, czy zrobił to mój upór, czy może zauważył kogoś na ścieżce, ale potem szybko wróciliśmy do domu, jakby nic się nie stało.

Jeszcze wiele razy odwiedzał nas, czy moją babcię. Pracował u mojego wujka, a nawet przyszedł do nas po przeprowadzce. A ja dopiero po latach tak naprawdę zrozumiałam czego uniknęłam. Nie wszyscy moi znajomi mieli tyle szczęścia i wciąż odczuwają tego skutki. Wiem też teraz, dlaczego rodzice "kazali mu odejść" i jaką "trudną młodzież" wysyłają do Polski.

#K55M1

Jakiś czas temu wyprowadziłam się do nowego mieszkania. Ma ono ciekawą historię ponieważ:
Pierwsza właścicielka (starsza pani) umarła DOKŁADNIE dwa lata po tym jak się wyprowadziła, następny właściciel wprowadził się ze swoim ojcem który... no, cóż - umarł DOKŁADNIE po dwóch latach mieszkania tam.
Jak na początku wyznania mówiłam -"jakiś czas temu". Miałam na myśli... dokładnie rok i trzysta sześćdziesiąt cztery dni.

Trzymajcie kciuki!

#UjbY9

Jeszcze miesiąc temu miałam przyjaciela, właśnie, miałam. Popełnił samobójstwo poprzez powieszenie się. Przyjaźniliśmy się od piaskownicy, był moim jedynym przyjacielem, znałam go jedenaście lat. Minął miesiąc, a ja codziennie płaczę i ogólnie każdy dzień jest coraz gorszy, miewam złe myśli i robię głupie rzeczy.

Z moim najlepszym przyjacielem - Krystianem, przeżyłam najlepsze chwile w moim życiu. To z nim przeżyłam mój pierwszy pocałunek, to z nim rozpoczęłam naukę wspinania się na drzewa, to z nim siedziałam po nocach uciekając z domu. Tak było od zawsze - miał swoich kolegów, ja swoje koleżanki, ale tylko my wiedzieliśmy o sobie wszystko. Gdy miałam 13 lat zakochałam się w nim i tak moje uczucie ciągnęło się do jego śmierci. Nie chciałam mu nigdy tego mówić, lecz gdy poznał dziewczynę - starsza, sto razy ładniejsza ode mnie, gwiazda szkoły, bogata, to nie widział poza nią świata. Miał czas dla mnie, lecz zawsze opowiadał tylko i wyłącznie o niej. Był z nią dwa lata, a ja byłam przy nim i pomagałam mu w jego związku, chociaż strasznie mnie to bolało. Chciałam żeby był szczęśliwy i tylko to było moim priorytetem.

Gdy po raz drugi zdradziła go jego dziewczyna, po czym zerwała z nim, przyszedł do mnie zapłakany, mówił, że życie nie ma sensu, że się zabije, ja przeżywałam to bardziej niż on, płakałam przy nim, nie mogłam złapać oddechu, postanowiłam, że w ten dzień wyznam mu miłość. Gdy powiedziałam mu, że jest osoba, która nie widzi poza nim świata i kocha go jak nikt, od razu spojrzał się na mnie i ucichł mówiąc, że to nie zmieni naszych relacji, że nadal będziemy kumplami. Nigdy do tego tematu nie wróciliśmy, ale trzy miesiące po tym Krystian zaprosił mnie na spacer, mówił, że jestem najważniejszą osobą w jego życiu i że gdyby nie ja, dawno by go nie było. Na koniec pocałował mnie, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.

Następnego dnia wiadomość, że jego ciało znaleziono nad jeziorem. Zostawił mi list, który znalazłam wczoraj, w moim biurku, gdzie napisał, że jego była zniszczyła mu życie, wysyłając do innych jego nagie zdjęcie, mieszkała daleko, dlatego nie miałam o tym pojęcia, zdjęcie ponoć tak się rozpowszechniło, że miało je pół jego szkoły. W liście napisał też, że chciałby wrócić czas i nie poznawać jej, by być ze mną, bo przez nią czuję się zerem... Gdyby powiedział mi to kiedyś, mogłabym z nim pojechać na koniec świata zostawiając wszystko, ale teraz wiem jedynie, że spotkamy się w niebie.
Piszę to wyznanie po to, byście zobaczyli jak ludzie potrafią zniszczyć człowieka, ale też jego bliskich.. Nigdy o nim nie zapomnę.

#sQmXo

Moja żona jest bardzo wierzącą chrześcijanką. Na codzień jest kochaną osobą i jest nam razem dobrze, ale kiedy ktoś poruszy jakieś tematy religijne, zupełnie jej odbija.

Ostatnio taka scena: wstaję rano wchodzę do kuchni, gdzie moja żona siedzi przy kawie i coś czyta. Kiedy zaczynam szukać czegoś do jedzenia, prosi mnie, żebym jej chwilę posłuchał i otwiera pismo święte. Następnie czyta jakiś fragment ze starego testamentu i tłumaczy mi na jego podstawie, że w pewnych sytuacjach powinno się stosować ludobójstwo i odpowiedzialność zbiorową, kiedy bóg uzna że jakiś naród jest zły. Tak samo, tłumaczy, można usprawiedliwić mordowanie nienarodzonych dzieci i niemowląt, jeśli ich rodzice są źli, ponieważ i tak wyrosłyby na złych ludzi. Dlatego kiedy Żydzi napadli na ziemię obiecaną i wymordowali żyjące tam narody, to mieli prawo tak zrobić, bo wykonywali boży wyrok.

Skończyła mówić, a ja stoję przed lodówką tak jak stałem z gębą rozdziawioną, nie wiedząc co powiedzieć. Bo co można powiedzieć w sytuacji, kiedy żona właśnie wyznała ci, że popiera fanatyzm, wojny religijne, ludobójstwo i mordowanie dzieci?

#Pt3v7

Cofnijmy się parę lat wstecz.
Ja - w wieku dojrzewania. Okres wakacyjny. Byłam wtedy w związku na odległość.
Nie jestem jednak osobą, która lubi się dusić w swoim związku. Kiedy koleżanka zaprosiła mnie na imprezę albo znajomi zaprosili na wianki, to nie odmawiałam. Dla mnie to, że miałam chłopaka nie znaczyło, że nie mogę wyjść z domu. Nie zdradzałam go przecież.

On to widział inaczej. Pewnego dnia zrobił mi awanturę i powiedział coś w tym stylu:
- Jeśli dowiem się, że ktoś się próbował do ciebie dobrać, to od razu z tobą zrywam.
Spytałam więc, czy jeśli ktoś mnie zgwałci, to też mnie zostawi.
I wiecie co odpowiedział?
- Będzie mi ciężko, że nie przeżyłaś pierwszego razu ze mną, więc prześpię się z inną, a potem będzie między nami ok.

Zatkało mnie.
Tak, zerwałam z nim.

Ps. Wspomniałam już, że ten sam typ zdradził mnie 3 razy, a potem nawet próbował z moją przyjaciółką? :D
Dodaj anonimowe wyznanie