#R0mNB

Jak o tym myślę, to otwiera mi się scyzoryk w kieszeni.
Prowadzę z kumplem warsztat samochodowy. Mój brat jest strażakiem. Jakiś czas temu umówiliśmy się, że odbiorę go z pracy, bo oddał samochód do nas do naprawy. Żaden problem, tym bardziej że miałem zamiar przy okazji zabrać narzędzia z serwisu. Wracamy trasą szybkiego ruchu. Taką dwa pasy w jednym kierunku. Braciak zmęczony po 24-godzinnej zmianie, więc drzemie obok. Odcinek jakieś 5-6 km prostej, lekko z górki, więc widoczność zajebista. W pewnym momencie, w oddali na trasie, widzę, jak jeden samochód wyprzedza, kierowca drugiego go nie zauważył i przyhaczył, w skutek czego ten pierwszy momentalnie stracił przyczepność i przekoziołkował z 50 metrów po pasie. Wypadek jak wypadek, pomyślicie? Tak, tylko że kolejne nadjeżdżające samochody nie raczyły się nawet zatrzymać, by zobaczyć co się stało. Zwalniały, ale reakcji kierowców żadnej. Totalna znieczulica. Tak z 20 samochodów.

Gdy dojechaliśmy na miejsce, momentalnie stanąłem moim Masterem w poprzek jezdni, blokując oba pasy. Brat się obudził, włączył mu się bojowy syndrom strażaka, jak zwykł to nazywać i w moment ruszył do rozbitego samochodu. Ja ustawiłem trójkąt tak ze 100 metrów od mojego auta, apteczka w ruch i biegiem pomóc. Telefon po karetkę. Brat w tym czasie reanimuje ofiarę. Ja zajmuję się drugą. Była przytomna, poobijana, ze złamaniami, ale na oko stan ogólny nie najgorszy. Służby przyjechały po jakichś 15 minutach. Przejęły od nas ofiary.

Ta, której ja pomagałem, przeżyła. Jej, jak się później dowiedziałem, siostra, nie miała tyle szczęścia. Zmarła w drodze do szpitala. Wspominałem, że brat jest strażakiem. A w tym środowisku jest tak, że znają się również z sanitariuszami z pogotowia. Sanitariusze znają lekarzy, więc informacje o wypadkach dość szybko krążą między nimi. Największy szok przeżyliśmy, gdy okazało się, ta dziewczyna miała szanse na przeżycie. Gdyby pomoc została udzielona od razu po wypadku. Gdyby ktoś od razu się zatrzymał...

Dziewczyny, jedna w wieku 24 i jej siostra, śmiertelna ofiara wypadku, w wieku 26 lat, wracały do domu z prezentem dla swojej matki na urodziny. Spotkała je tragedia w skutek gapiostwa kierowcy osobówki i znieczulicy innych uczestników ruchu.
Brat do tej pory nie może się po tym pozbierać. To była pierwsza osoba, której jako strażak nie zdołał uratować.

Dlatego apeluję. Może dotrze to do ludzi, którym wydaje się, że łaska boska nad nimi czuwa i nic im się w życiu nie przydarzy. Nie wiecie, kiedy podobny wypadek może wam się przytrafić. Kiedy będziecie potrzebowali pomocy, a inni przejdą obok was i nawet nie kiwną palcem. Pomagajcie, reagujcie. Bo dzisiaj może ktoś obok was potrzebuje pomocy, a jutro sami będziecie w tej w podobnej sytuacji. Nauczmy się pomagać sobie nawzajem, to takich sytuacji będzie jak najmniej.
obloczek20 Odpowiedz

Zgadzam się z ostatnim akapitem autora. Swoją drogą nawet jeżeli wszyscy się bali zatrzymać, to chociaż mogli zadzwonić po karetkę,policje czy nawet straż gdziekolwiek i powiedzieć, że był wypadek i potrzebna pomoc może by cokolwiek to pomogło.

homohabilis123

Dokładnie zwłaszcza ze połączenie jest bezpłatne a sama ofiara go raczej nie wykona.

AndyAnderson

Kurde, nie chodzi o to, że jest bezpłatne, kto w takich sytuacjach liczy jakieś grosze z konta. Chodzi o samo ludzkie zachowanie, ktoś potrzebuje pomocy i trzeba mu jej udzielić. Samo wezwanie pogotowia jest traktowane w Polsce jako udzielenie pierwszej pomocy, natomiast nie udzielenie może skończyć się nawet karą więzienia.

homohabilis123

Dlatego użyłam słowa zwłaszcza, bo niektórzy ludzie serio liczą każdy grosz( a nie zdają sobie sprawy, że połączenie jest bezpłatne). Kiedys byłam świadkiem wypadku rowerzysty, zaczęłam mu udzielać pierwszej pomocy był przytomny, ale ręka jak nic złamana i luk brwiowy z którego krew tryskała, miałam w bagażniku apteczkę i siedziałam nad nim jednocześnie, prosząc jednego Pana w wieku Hmm 40 paru lat czy mógłby zadzwonic po pogotowie/ w odpowiedzi usłyszałam, że on pieniędzy marnował nie bedzie, a gościa tez mam zostawić niech weźmie rower i sam idzie do lekarza.
Inna sytuacja to samo ze strażą pożarna wracałam do domu mieszkam koło dużej laki i lasu. Pożar juz dość duży pełno gapiów ide i pytam czy ktos wezwał straż, a po co napewno juz jada. Ide w kierunku domu,w miedzy czasie dzwoniąc na 112 podać ulice i zgłosić ten pożar- po drodze mijam swojego tatę, ktory szedł w kierunku łaki, bo widział pożar sam jak zobaczył zaraz zadzwonił 2 minuty przed moim telefonem, a paliło sie z ludźmi stojącym obok jak nic dobre 10/15 minut ( po co dzwonić napewno juz ktos to zrobił ) ja zadzwonił drugi raz podając to samo nazwisko co mój tata i nikt nie ucierpiał, bo dwa razy został zgłoszony ten sam pożar w przeciągu 2 minut

homohabilis123

Dodam jeszcze tylko ze miedzy moim, a mojego taty telefonem z domu, nie została włączona syrena strażacka - co wiec dla mnie było jasne, że jeszcze nikt nie ruszył do akcji

Kostucha

E tam, najważniejsze żeby zaznaczyć na 'Janosiku', ze wypadek w danym miejscu (ironia)

LaChupacabra

Dokładnie. Ale niektórym ciężko jest chociażby o taką drobnostkę jest ciężko. Jakby przez ten telefon by im korona z głowy spadła.

o65262

Znam osobę, która jadąc przez jakieś miasto widziała e przy dość ruchliwym skrzyżowaniu jakiś facet leży na chodniku pod barierkami głową prawie na ulicy, niestety nie mogła się zatrzymać, ale momentalnie zadzwoniła na pogotowie.
Ona jadąc autem zareagowała, a multum ludzi wokół, którzy przechodzili obok w ogóle nie zareagowali..

UnikatowyNick Odpowiedz

Brawo za reakcję. Ty i twój brat jesteście wielcy

bojakniemytokto Odpowiedz

Tez kiedyś miałam wypadek samochodowy - zatrzymały się dwa auta, a reszta tylko zwalniala żeby się pogapic ;/

Cotusiedzieje

A po co więcej miało się zatrzymać?

Wiiix

@cotusiedzieje też tak pomyślałam...

bojakniemytokto

nie wspomniałam, że parę samochodów przejechało zanim tamte się zatrzymały

CamuCamu Odpowiedz

Brawa za postawę. Mimo wszystko powinien być to nasz naturalny odruch, a nie bohaterski czyn.

happpy Odpowiedz

Aż boję się pomyśleć co by było gdybyście tamtędy nie przejeżdżali.... Ta znieczulica innych ludzi jest po prostu straszna

SzaraRzeczywistosc Odpowiedz

Współczuję bratu :( Mimo wszystko duży szacunek dla was za reakcję.

nata

Dlaczego współczujesz bratu?

katanaq Odpowiedz

Ratownicy medyczni a nie sanitariusze...

PannaM Odpowiedz

przeraza mnie stopien tej znieczulicy juz... to jest juz nieludzkie...

Iusticem Odpowiedz

Szkoda dziewczyn i twojego brata :(
A wracając do znieczulicy ludzi i twojego apelu myślę, że nie.wiele to zmieni. Spora część ludzi jest ślepa na cierpienie innych, nie jest bezinteresowna. Można tak wymieniać w nieskończoność. Oczywiście na anonimowych są ci normalni ;)

Justek Odpowiedz

Sanitariusze pogotowia? Nie chcę być wredna, ale Drogi Autorze w pogotowiu jeżdżą ratownicy medyczni - po szkołach, często z wykształceniem wyższym, błagam nie nazywaj nas sanitaruszami, bo to trochę przykre. Zgodnie z definicją sanitariusz to pracownik opieki zdrowotnej wykonujący podstawowe, niezastrzeżone dla innych zawodów medycznych czynności w zakładach opieki zdrowotnej. Wykonuje on proste czynności nie zarezerwowane dla innych zawodów medycznych. Zakres czynności podobny jest do zadań salowej. Co do opisanej sytuacji to szacunek za zachowanie i pomoc.

Zobacz więcej komentarzy (33)
Dodaj anonimowe wyznanie