#vZm5W

Nie będę owijał w bawełnę i od razu mówię to nie jest śmieszkowe wyznanie. Od końca lata 2015 moja mama pije codziennie piwo. Zaczęło się od czteropaka i tak do lutego. Potem zaczęła obiecywać, że przestanie... ale wiadomo jak jest z uzależnionym. Dzień w dzień patrzyłem jak jest w stanie podchmielonym, jak się jej głos łamie, jak się zatacza.
Raz jej mocno wygarnąłem i zeszła do jednego piwa (obiecała mi, że przestanie).

Nawet nie wiecie jaki ból zadaje matka dziecku gdy nie dotrzymuje danego słowa. Zaczęła też robić ze mnie idiotę. Myśli, że nie wiem jak brzmi dźwięk otwieranej puszki, i że wcale się dziwnie nie zachowuje gdy wchodzi co chwila do garderoby.

W tym momencie, gdy pisze to wyznanie, jestem po kolejnej kłótni. Mama jak zwykle twierdzi, że jedno piwko to nie uzależnienie tylko przyjemność. A tata mnie wyśmiał i stwierdził, że jestem pi*dą. Z każdym dniem mam większą ochotę skończyć życie, nie tylko z tego powodu, że mama pije... najbardziej boli mnie to jak ona potrafi z zimną krwią mnie okłamywać.
 
Ps. Jak zaproponowałem specjalistę, to powiedziała żebym sam się zapisał, bo mam jakieś problemy.

#xDHCy

Do szóstej klasy podstawówki chodziła ze mną pewna dziewczynka, nazwijmy ją Milena. Odstawała od swoich koleżanek, a zwłaszcza ode mnie - ja byłam szczupła, śliczna, miałam piękne włosy, zawsze najlepsze stopnie w klasie, wygrywałam konkursy, byłam ogólnie lubiana i podziwiana. Z kolei Milena - z nadwagą, włosy zawsze byle jak związane, w "mysim" kolorze, do urodziwych raczej nie należała, uczyła się słabo, zawsze cicha, dzieci w klasie często się z niej naśmiewały. Ja może się z niej nie naśmiewałam otwarcie i w sumie nic do niej nie miałam. Jednak kiedy razem z przyjaciółkami spotykałyśmy się u mnie w domu, lubiłyśmy o niej nieco poplotkować i wymyślać głupie historyjki, jak to dziewczynki w podstawówce - typu: "Milena się podkochuje w panu od wf-u", itd.

Pewnego dnia siedziałyśmy w kuchni, jadłyśmy kolację i rozmawiałyśmy o Milenie. Moja mama akurat piekła ciasto i mimo iż szeptałyśmy najciszej jak się dało, słyszała wszystko, jednak początkowo się nie odzywała. Dopiero kiedy powiedziałam: "Ale Milena jest gruba, na pewno nigdy nie znajdzie męża", moja mama odpowiedziała: "Uważaj, Anitko, bo za kilka lat Milena wyładnieje, a ty możesz być gruba i brzydka". Ja zbyłam ją czymś w stylu: "To się nigdy nie stanie", "To niemożliwe"...

Teraz obie mamy po 18 lat. Milena wyszczuplała, urosła, przefarbowała długie, gęste i lśniące włosy na czarno, stała się naprawdę piękną dziewczyną. Mało tego, chodzi do najlepszego liceum w naszym województwie i z tego co wiem, nie narzeka na brak przyjaciół, ma też chłopaka.
Ja z kolei od drugiej klasy gimnazjum cierpię na atopowe zapalenie skóry i łysienie plackowate, a świadomość tych chorób odebrała mi całą pewność siebie oraz chęć do życia, w szkole więcej mnie nie ma niż jestem, przez co z ocenami u mnie marnie, znacznie przytyłam, niekiedy tylko siedzę w domu i płaczę.
Chciałabym napisać skrupulatne i błyskotliwe podsumowanie, ale jakoś tak dziwnie brakuje mi słów.

#dNQ1t

Jesteś tak nieogarnięta po nieprzespanej nocy, że gdy dzwoni do ciebie najsurowszy i najpoważniejszy profesor ze szkoły w celu załatwienia ważnej sprawy - ty mylisz go z koleżanką i nawijasz o tym, że ma do ciebie zadzwonić X, jak ten świat jest niesprawiedliwy i jak bardzo nie masz na nic czasu itd. Gdy jednak po chwili słyszysz śmiech w słuchawce i słowa: "Cześć Y, tutaj profesor X" - masz ochotę zapaść się pod ziemię. Ale on jednak okazuje się człowiekiem i razem rozmawiacie na temat waszej egzystencji.
Pozostaje jednak ciekawość co będzie, gdy po weekendzie spotkasz go na korytarzu.

#CRs8j

5 klasa podstawówki. Był to czas, kiedy wytrwale wraz z koleżankami wyczekiwałyśmy nadejścia pierwszej miesiączki. Jako pierwsza dostała go jedna z koleżanek. W szkole na każdej przerwie chodziłyśmy do ubikacji, by ta zmieniła pampersa. Byłyśmy bardzo przejęte i lekko zazdrosne, bo przecież jak się ma okres, to się jest już dorosłą kobietą itp.
Gdy pewnego razu poszłyśmy z nią, ja, monstrualnie ciekawa jak wygląda okres, weszłam po koleżance do ubikacji, wyjęłam jej zużytą podpaskę z kosza. Obrzydziło mnie to i stwierdziłam, że nigdy nie chcę mieć okresu.

PS Dostałam go dwa dni później.

#eGSrH

Zdarzyło się to 2 lata temu, ale ja i tak się z tego śmieję, gdy tylko sobie o tym przypomnę. Ważne jest to, że miałam nieprzyjemny problem - chorobę tylnej, dolnej części ciała (brzydko mówiąc tyłek). Chodziło o to, że lekarz musiał mi tam zaglądnąć, a mnie jeszcze przed wizytą ogarnął strach...

Wchodzę poddenerwowana do gabinetu, chwila rozmowy i nagle lekarz wyciąga rękawiczki. Czerwona się zrobiłam cała, niczym truskawka dojrzewająca w hiszpańskim słońcu. On się na mnie patrzy i mówi:
"Psze pani, wie pani, ile ja już ludzkich dup widziałem? Pani nie pierwsza, nie ostatnia, którą wydupce."
Popłakałam się ze śmiechu :D

#Nuz6q

Może zacznę od tego że jestem osobą, która ma skłonności do pakowania się w niekomfortowe sytuacje i to niezależnie od kontynentu, na jakim się znajduje.

No więc, zdarzenie, do którego niestety musiało dojść, miało miejsce w jednym z najbardziej romantycznych miejsc na świecie – Paryż. A dokładniej rzecz ujmując – Wieża Eiffla. Jeżeli ktoś tam był o godzinie dwunastej, to na pewno może sobie to wyobrazić - iskrzący milionami świateł kolos. Gdy wszystko się kończy, świat zamiera, robi się zupełnie ciemno i ludzie się rozchodzą, nawet sprzedawcy, przez których bolą cię uszy od tego „one euro, one euro, one euro”, „beer? beer? beer?”.

Podczas pokazu poczułam potrzebę skorzystania z toalety, ale postanowiłam wytrzymać do końca, bo wiadomo – taki widok już się raczej nie powtórzy. No i jak ta głupia dzida, zanim pójść załatwić co trzeba, trwale gapiłam się w świecący budynek. A potem co się okazało? Męska wersja babci klozetowej nie chciała mnie wpuścić do toalety – bo on już wszystko sobie posprzątał – mimo że do zamknięcia zostało jeszcze kilka minut.

Cóż począć, nie mogłam spierać się z dwa razy większym ode mnie buldogiem francuskim z toną nadwagi. Postanowiłam, że poszukam ustronnego miejsca, a że tata nie chciał pościć mnie samej, poszłam razem z nim i siostrą. Pod samą wieżą, w parku było ciemno jak w dupie i rosło pełno chaszczy. Znaleźliśmy takie w miarę wysokie, tato i siostra stanęli na straży, a ja zagłębiłam się w gąszcz załatwić co trzeba. Znalazłam trochę miejsca, a że bałam się, żeby mnie coś w tyłek nie użarło, przybrałam pozycję na Małysza. Moja siostra i tato przyjemnie sobie gawędząc, nie przewidzieli, że wróg może uderzyć od tyłu.

Najpierw słyszę szelest, potem kroki. Rozglądam się panicznie, szukam co to lezie, ale nic prawie nie widać. Człowiek, pies, ptak? Naraz widzę zęby, białe zęby lewitujące w ciemności niczym te od kota z "Alicji w Krainie Czarów", wyłaniające się z krzaków. Zastygłam w pozycji skoczka narciarskiego, obserwując. Gdy się zbliżył, okazało się, że to jakiś ciemnoskóry facet, który najwyraźniej wpadł na ten sam pomysł co ja i był już w fazie rozpinania rozporka.
– No, no! – Zaczęłam krzyczeć.
Facet podskoczył przestraszony, przeklinając po angielsku, o mało nie lądując w krzaczorach, po czym zakrywszy sobie oczy dłońmi wybiegł, wykrzykując przeprosiny.

 Nie wiem właściwie kto tu był bardziej zażenowany – ja czy pan Murzyn. W każdym razie najlepsza była reakcja wartowników, którzy zamiast spieszyć mi na ratunek turlali się ze śmiechu po paryskim chodniku.

#HNlDp

W 2 klasie liceum na matematyce pani ogłosiła możliwość udziału w ogólnopolskim konkursie - płatnym, ale z fajnymi nagrodami (tablety, aparaty itp.). Byłem w klasie matematycznej i z tym przedmiotem nigdy nie miałem problemów, więc z kilkoma kolegami zgłosiliśmy się.

W konkursie zaznaczało się odpowiedzi, ale były też punkty ujemne. Po wyjściu nikt nie spodziewał się dobrego wyniku, bo test był bardzo ciężki. Po paru dniach już nikt o tym nie myślał, aż do ogłoszenia wyników (około 2 miesięcy później), kiedy to pani na lekcji powiedziała, że zająłem 7 miejsce w kraju. Na początku nie wierzyłem, ale pokazała mi oficjalne wyniki i rzeczywiście. Cieszyłem się ogromnie.

Wieczorem tego dnia wszedłem na stronę konkursu, żeby zobaczyć co wygrałem. Okazało się, że pierwsze 10 osób wygrało tygodniowy wyjazd w wakacje. Zacząłem się wszystkim chwalić, ale nie trwało to długo. 2 dni później informacja na stronie mówiła już tylko o 6 miejscach na wyjeździe (zmienili regulamin po ogłoszeniu wyników). Trochę mnie to rozczarowało, ale liczyłem chociaż na tablet albo inny sprzęt, który mieli pokazany na stronie jako nagrody.

Przeliczyłem się. Za zajęcie 7 miejsca wygrałem książkę do matematyki, wartą kilkanaście złotych i kubek (który po niedługim czasie zaczął przeciekać). Na maile do organizatorów nigdy nie dostałem odpowiedzi, a jedyną zaletą mojego udziału w konkursie było podniesienie mi oceny z matematyki na koniec roku.

#gOC02

Zbliżały się moje urodziny. Rodzice postanowili, że zrobią mi miły prezent. Lustro 1,5 m x 2 m.


Ja o niczym nie wiedziałam, a to był dzień, kiedy wracałam do domu około godziny 22. Wszyscy już spali, ja weszłam tylnymi drzwiami. Rozpędziłam się do pokoju, jedynie założyłam długą, białą piżamę i rozpuściłam moje dłuuugie, czarne włosy. I hyc na łóżko. W tym momencie przeżyłam NAJWIĘKSZY zawał mojego życia. Biegnąc sprintem do pokoju nie zauważyłam lustra. Kiedy spojrzałam na ścianę, widziałam białą postać z długimi czarnymi włosami, oczywiście krzyknęłam na cały dom i wszystkich postawiłam na nogi. Na dokładkę po 5 sekundach zaczęłam się histerycznie śmiać. Rodzice przyszli, zapytali się co mi jest. A więc powiedziałam im, że przestraszyłam się samej siebie.

Teraz zawsze jak przypomina się ta sytuacja dostaję ataku śmiechu :)

#vkFs0

Pracuję w lodziarni w dużym mieście i generalnie praca jest bardzo fajna, klienci z reguły uśmiechnięci i uprzejmi, ja też staram się być dla nich miła. Dzisiaj niestety spotkała mnie niestety sytuacja, po której nie wiem czy się śmiać, czy płakać.

Niektóre lody bywają mocno zmrożone, tak, że nie da się ich wygałkować. Jestem dziewczyną i tym bardziej mam troszkę mniej siły. Dzisiaj przyszedł pewien pan i poprosił 6 lodów, zapytałam, czy osobno czy po dwie gałki w wafelku, bo często klienci mówią np. 6, a mają na myśli 3 lody po 2 gałki. Do tego zdziwiło mnie, że miałby wziąć tyle lodów sam i zabrałby się z tym wszystkim. Pan odpowiedział mi "No tak, osobno, dlatego tak chyba policzyłem?" tonem, jakbym zabiła mu całą rodzinę. Zażyczył sobie 6 osobnych lodów, wszystkie w smaku, który był najbardziej zamrożony tego dnia, po wygałkowaniu 4 już po prostu nie mogłam i poprosiłam kumpla, który był ze mną na zmianie, żeby wygałkował pozostałe 2. Tu się zaczyna akcja, uprzejmy pan:

- zaczął dogryzać nam, że ledwo 4 lody i już zmiana i przerwa, wielkie zmęczenie
- na moją odpowiedź, że po prostu fizycznie nie jestem w stanie i dlatego poprosiłam kolegę, odpowiedział, że w takim razie mogę się zwolnić
- kiedy zrobiła się duża kolejka zwracał się do innych klientów, że nie wie, czy ich obsłużymy, bo jesteśmy bardzo zmęczeni
- kiedy powiedziałam, że mamy wielu klientów, którzy są uprzejmi i można pójść gdzieś indziej, odpowiedział, że mam się nie popłakać i może przyda mi się sanatorium.

Szkoda, że nie ma sanatorium, które wyleczyłoby z buractwa.
Dodaj anonimowe wyznanie