#ij6vd

Moi rodzice mają za sąsiadkę pewną przemiłą staruszkę. Często jej pomagają. Wożą do lekarza, robią większe zakupy.
Pewnego dnia, gdy mama wieszała u sąsiadki świeże firanki, ta nagle zagaiła:
- Pani Krysiu kochana, muszę panią o coś zapytać... Co to znaczy "zrobić komuś loda"?
Mama z wrażenia o mały włos nie spadła ze stołka, na którym akurat stała.
Okazało się, że starsza pani idąc na zakupy do pobliskiego warzywniaka przechodziła koło dwóch dziewczyn, które zawzięcie dyskutowały. W pewnym momencie jedna rzuciła:
- On to mnie tak kręci, że mogłabym mu spodnie na środku ulicy ściągnąć i loda zrobić!

Wyobraźcie sobie, jakiego buraka musiała spalić moja mama, kiedy tłumaczyła osiemdziesięcioletniej pani na czym owa czynność polega...

#kckuG

Od ponad pół roku piszę z chłopakiem mieszkającym w mieście niedaleko mojego rodzinnego domu, poznaliśmy się na forum związanym z naszymi zainteresowaniami. Trzy tygodnie temu, przy okazji mojej wizyty u rodziców, postanowiliśmy się spotkać.

Trochę się wystroiłam, ale nie byłam ubrana ani umalowana wyzywająco, raptem balerinki z prostą sukienką za kolano, trochę tuszu, korektor/podkład , twarz oprószona pudrem oraz zakręcone włosy. Przyjemnie spędziliśmy razem czas, rozmowa się kleiła, trochę pożartowaliśmy. Generalnie było miło, pod koniec spotkania wyznał, że jestem ładna i mu się podobam, ale woli, kiedy dziewczyna jest naturalniejsza.

Pomyślałam sobie, że jakoś bardzo wymalowana nie byłam, ale może jest fanem minimalizmu w tej kwestii. Dlatego na kolejne spotkanie założyłam krótkie spodenki, bluzkę na ramiączkach i sandałki. Z makijażu użyłam tylko pomadki ochronnej i pudru transparentnego z spf (dziewczyny z tłustą i delikatną skórą zrozumieją :D), jakiś tydzień wcześniej robiłam hennę na rzęsy, więc były nienachalnie podkreślone.

Atmosfera na spotkaniu była fajna, nadal dobrze nam się spędzało razem czas. Jednak muszę przyznać, że nieco się zdziwiłam, kiedy w pewnym momencie stwierdził, że wolał, kiedy wyglądałam bardziej kobieco.
I spróbuj tu dogodzić facetowi :D

#tvGew

W moim bloku mieszka dwóch muzułmanów. Są nieszkodliwi, pomocni, czasem jak zabraknie cukru można do nich spokojnie zapukać. Któregoś dnia jeden z nich przyszedł do mojego domu, żebym mu pomogła przetłumaczyć pewne papiery. Zaprosiłam go do środka, poczęstowałam obiadem. Zajadał się jak nigdy, pytając gdzie kupiłam tak dobre mięso. Nie miałam serca mu powiedzieć, że to wieprzowina.

#Gh6Lr

Było ostatnio o budowlańcach, więc teraz moje wspomnienie z czasów bycia kurierem. Miałem na rejonie dość duże centrum handlowe i mnóstwo do niego paczek do doręczenia. Pakowaliśmy (kurierzy wszystkich firm) te paczki na wózki sklepowe. Ale do sedna.
Pcham sobie dwa wózki wypełnione górą paczek, obok kumpel z konkurencyjnej firmy pcha swój wózek z podobną ilością paczek, coś tam gadamy, i słyszę jak za plecami jakiś męski głos mówi:
- Widzisz, synu, jak nie będziesz się uczył, to będziesz pchał takie wózki jak ci dwaj.
Obracam się, a tam elegancko ubrany facet wychowuje w ten sposób swojego tak na oko 12-letniego syna. Zanim zdążyłem się odezwać, kumpel wypalił:
- Tak, i będziesz zarabiał miesięcznie tyle, co twój ojciec przez pół roku.


Wcale aż tak dobrze się nie zarabiało, ale miny faceta nie zapomnę do końca życia :)

#QHwt6

Ostatnio będąc z mamą i siostrą na spacerze, natknęliśmy się na niezłe zbiegowisko. Policja, straż pożarna, pełno gapiów. A w samym sercu zamieszania, leżące ciało. Nie ulegało wątpliwości, że leżący tam mężczyzna nie żyje. Bardzo prawdopodobne było też to, że popełnił samobójstwo skacząc z wieżowca, pod którym leżał.

Oglądam się na mamę i widzę, że jest przestraszona.
Spoglądam na siostrę...
I widzę, jak z uśmiechem na twarzy robi zdjęcie, podpisuje czymś typu ''zwłoki'' i wysyła znajomym...

Czy tylko mnie przeraża (wiem, że zabrzmię jak stary dziad) ta dzisiejsza młodzież?

#hghOH

Uczęszczam do szkoły artystycznej, więc najpierw normalne lekcje, a potem parę godzin w pracowni. Na wstępie powiem, że moja szkoła jest daleko od domu, a blisko pracy mojej mamy, więc często mnie odbiera. Wcale nie tak dawno temu na rysunku (już po wystawieniu ocen) przerabialiśmy sobie luźne tematy. Bez żadnego nacisku, czysta przyjemność.

Wchodzę do samochodu, mama jak zwykle pyta jak tam u mnie, co tam ciekawego, taka mamina poszkolna gadka. Pokazałam jej rysunek, ona pyta, jaki to temat rysunku. Ja lekko zdziwiona odpowiadam, że chyba łatwo zgadnąć.
- Ano, faktycznie. To przecie jest karykatura! - powiedziała całkiem pewnie. Gdy milczałam, dodała - No, piękny rysunek!

To był autoportret... Dzięki, mamo.

#1NnOj

To będzie historia o tym, dlaczego nie śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że miał świadectwo z czerwonym paskiem na tyłku.

To było w pierwszej połowie lat 90., chodziłem wtedy do szóstej klasy. Ja byłem raczej czwórkowym uczniem z piątkami nawet, mój najlepszy przyjaciel nieco gorszym. Jego tata, żeby go zmotywować do nauki obiecał mu, że jeśli na świadectwie nie będzie miał żadnej niższej oceny niż trójka to dostanie wymarzony komputer. Nie muszę pisać czym wtedy dla dzieciaka (i nie tylko dzieciaka) był komputer - pecet!

Niestety mój kolega nie był najlepszy z matematyki i po zawalonym ostatnim sprawdzianie nauczycielka nie chciała nawet słyszeć o "poprawianiu na trzy", twierdziła, że powinien raczej być zadowolony, że w ogóle zda. Oczywiście w domu utrzymywał, że wyciągnął matmę na trójkę. I na tydzień przed końcem roku szkolnego cieszył się z pierwszego w życiu komputera. Nie ma co ukrywać, że radowałem się wraz z nim - w końcu kolega, do którego można będzie "pójść na komputer" był wtedy cenny jak złoto.

Zbliżał się jednak nieuchronnie dzień rozdania świadectw i mojego przyjaciela przerażała myśl o tym, że prawda wyjdzie na jaw. Za mniejsze wykroczenia dostawał w skórę, a tu nie dość, że dwója z matematyki to jeszcze cała piramida oszustw. Rady w stylu "nasmaruj tyłek cebulą i nic nie poczujesz" go nie przekonywały. Swoją drogą nie muszę chyba mówić jak głupia to rada.

Wymyślił, że ucieknie z domu na parę dni, a gdy wróci to rodzice będą tak zmiękczeni, że uniknie lania. No i jeszcze wymyślił, że zabierze mnie ze sobą, bo samemu jest niebezpiecznie ukrywać się przez kilka dni np. w lesie. A ja jako dobry przyjaciel właściwie nie miałem wyjścia i musiałem się na to zgodzić.

Pomysł zrealizowaliśmy tuż po rozdaniu świadectw. Nie mieliśmy jednak specjalnie pomysłu na to, co ze sobą zrobić, więc szliśmy, szliśmy, szliśmy... Wieczorem zrobiło się ciemno. Niby mało odkrywcza myśl, ale w sumie nie braliśmy jej pod uwagę. Wszystkim uciekającym polecam mieć ze sobą latarkę. Żeby było trochę jaśniej trzymaliśmy się bliżej szosy, a tam zauważył nas patrol i odwiózł na komisariat, bo jednak dwóch dwunastolatków nocą to podejrzane trochę, warto sprawdzić.
Policjanci z ciekawości chcieli zobaczyć nasze świadectwa. Byli zadziwieni szczególnie moim z czwórkami i piątkami. Mój tata, gdy odbierał mnie z komisariatu dostał ochrzan od policjanta, że stawia mi za wysokie wymagania, ma za wielkie ambicje, które na mnie przelewa i dlatego "dziecko ucieka".

W domu chociaż wszystko dokładnie wytłumaczyłem dostałem takie lanie, że dorobiłem się tego słynnego czerwonego paska na tyłku i to niejednego. A mój przyjaciel... dostał tylko szlaban na komputer. Bo bardzo tą ucieczką przestraszył swoich rodziców.
Dodaj anonimowe wyznanie