Mam 21 lat. Natura jednak obdarowała mnie dość dziecinną urodą. Przy dobrych wiatrach wyglądam na 15 lat.
Wczorajszego wieczoru nowa sprzedawczyni w osiedlowym sklepie nie chciała sprzedać mi alkoholu. Byłam bez makijażu, rozczochrana i w starych dresach... Ekspedientka nie poznała mnie na zdjęciu i uznała, że zabrałam komuś dowód.
Wróciłam do domu, ładnie się ubrałam i pomalowałam. Po metamorfozie wróciłam do sklepu, podeszłam do sprzedawczyni, wyciągnęłam dowód i zapytałam:
- Teraz pani poznaje?
Po chwili niezręcznej ciszy, odpowiedziała:
- Teraz tak...
#3zfmE- Czytając te wyznanie, przypomniała mi się historia z wieczoru kawalerskiego mojego ojca
Paręnaście lat temu moi rodzice z powodu jakże wielkiej miłości, postanowili się ze sobą ożenić. Jak to przed ślubem bywa, parę dni przed ważną ceremonią odbywa się wieczór kawalerski, jak i panieński. Lecz dziś się skupimy na tej pierwszej opcji.
Mój ojczulek zaprosił swoją gromadkę znajomych do baru, by w miłym towarzystwie spędzić ostatnie chwile bycia kawalerem. Wiadomo, były śmiechy, był alkohol i niespodzianka od kolegów, w postaci... zamówionej prostytutki. Któryś z miłych panów co zadawał się moim tatą, udostępnił jemu swoje auto, by tam przyszły pan młody mógł zabawić się z panią od najstarszego zawodu świata. Mój tatko niezbyt zadowolony wszedł do tego samochodu wraz z prostytutką.
Koledzy zostawili ich samych i postanowili sobie pójść do baru, by tam poczekać aż tamci skończą zabawę. Minęło trochę czasu od kiedy zostawili ich w tym samochodzie, aż nagle widzą jak owa pani prostytutka wraca łkając pod nosem. Panowie w szoku - "Co się stało? Co on jej zrobił?". Poszli więc do tego samochodu, a tam siedzi mój tata ze smutnym wzrokiem. Jak się potem okazało, w samochodzie do niczego nie doszło. Mój tata sam powiedział prostytutce, że niczego nie chce, że jest przed ślubem, że nie chce tego zrobić swojej własnej żonie i że jest jej wierny. Lecz zaczął ją pytać, dlaczego wybrała taki zawód? Że jest młoda, piękna, może tyle osiągnąć, a sprzedaje się obcym mężczyznom. Kobieta więc opowiedziała mu swoją historię.
Miała mężczyznę, którego kochała, i z którym przez przypadek zaszła w ciąże, lecz tamten ją zostawił bez grosza, i teraz zarabia na życie z prostytucji. W tym właśnie momencie mój ojciec zrobił jej wykład o tym, że nie musi tego robić, że są inne zawody, które może wykonywać. Ta słuchając jego, się rozpłakała, a po 15 minutach już musiała wracać. Podziękowała mu za to, że mogła mu wszystko powiedzieć, i powiedziała że był jedynym "klientem", który się nią zainteresował.
Kiedy mój tata wrócił do domu po całym zajściu, popłakał się mamie, żaląc się jej, jaka to biedna jest ta dziewczyna, i jak jej współczuje. Oczywiście, oznajmił też swojej przyszłej żonie, że do niczego nie doszło, ale nie musiał ją długo przekonywać, bo moja rodzicielka dobrze wiedziała, że on by jej tego nie zrobił. Koledzy nie przyszli na ślub. Chyba było im głupio.
No. Taka to historia o wieczorze kawalerskim mojego taty :)
Są wakacje, więcej wolnego i więcej wydatków, więc postanowiłam znaleźć pracę, żeby nie żebrać od rodziców.
Znalazłam sobie prace przy zbiorach, wszyscy mówili, że to wyzysk itd., no ale gdzie jako 17-latka znajdę prace bez książeczki sanepidowskiej?
Do pracy jeździłam busem, który jednak kosztował jednorazowo 4 zł. Kierowcy zawsze byli mili, ale widziałam jaki problem sprawia im liczenie drobnych i kierowanie jednocześnie... Więc pod koniec miesiąca, gdy w portfelu same "miedziaki", postanowiłam wejść do małego sklepu zaraz obok mojego miejsca pracy. Wszystko super, zawsze była tam taka miła dziewczyna... Ale tym razem trafiłam na szefową. Wiecie jak to szefowa, wielka dama w małej wsi...
Wchodzę kulturalnie witam się i pytam czy wymieniłaby mi pieniądze na co słyszę:
- A z jakiej racji ja mam ci je wymienić? - powiedziała to tonem jakbym jej zabrała męża i majątek, więc wyjaśniłam, że potrzebuję na powrót do domu i co zrobiła właścicielka? Podeszła do kasy, otworzyła ją i oznajmiła mi, że ma wystarczająco dużo drobnych po czym pierdolnęła tą półką, że aż blat zadrżał... Pomyślała sobie co to za wredne babsko i nie ma co dalej próbować.
Wyjęłam z portfela 100 zł i poprosiłam o paczkę zapałek (stwierdziłam, że to najtańsza rzecz jaką dostanę).
- Nie możesz zapłacić drobnymi, przecież wiem że masz?!
- Ma pani wystarczająco drobnych, więc proszę mi wydać resztę, spieszę się.
Widziałam, że się wkurwiła i to ostro, chłopak stojący za mną w kolejce płakał ze śmiechu. Ostatecznie wymieniła mi te drobne, a zapałki dorzuciła gratis!
Szach mat Kryśka/Bożena/Halina czy jak masz na imię!
Oczywiście w sklepie już nie jestem mile widziana, a za każdym razem jak przechodzę obok, to słyszę:
"To ta pyskata gówniara, co na mnie naskoczyła".
Szczerze... warto było.
Sądzę, że właścicielka się czegoś nauczyła, a wystarczyłoby być milszym dla "pyskatej gówniary".
Dziś na cmentarzu, podczas pogrzebu prababci moja 3-letnia siostra wypaliła:
- Mama? A na którym krzyżu będzie wisieć babcia?
Od dzieciństwa mieszkałam w bloku, który otoczony był bramą. Z podwórka dało radę wydostać się jedynie gdy się posiadało klucz, ewentualnie zadzwoniło domofonem, by ktoś otworzył bramkę.
Gdy miałam jakieś 8-10 lat, bardzo zdenerwowany pan z rowerem zapytał mnie, czy mogłabym mu jakoś otworzyć. Spojrzałam na jego rower i powiedziałam "Ma pan bardzo podobny rower do roweru mojego brata". Facet nic nie odpowiedział, ale jego twarz zmieniła kolor z czerwonego na szary.
Tak! Otworzyłam mu bramę i wypuściłam na zewnątrz.
Ogar level expert.
Siedzę z narzeczoną w małej knajpce. Nagle obok naszego stolika zatrzymała się mała dziewczynka. Spojrzała na mnie swymi uroczymi oczętami i słodziutkim głosikiem powiedziała:
- Ma pan bardzo fajną, puszystą brodę. Jak... Wiking! Mogę jej dotknąć?
Mam dziwną "przypadłość", a mianowicie gdy czuję stres lub zakłopotanie, nie umiem przestać się nerwowo uśmiechać.
Niedawno byłam na pogrzebie mojej babci. Wszyscy dookoła płakali z wyjątkiem mnie, ja trwałam przez cały czas z wielkim uśmiechem na twarzy... Karcące spojrzenia obecnych tam ludzi przeszywały mnie, a fakt, że przez większość mojej rodziny uważana jestem za satanistę, nie pomagał w zaistniałej sytuacji.
Miałam ochotę spalić się ze wstydu, co jeszcze bardziej potęgowało niechciany wyraz szczęścia na mojej twarzy.
Jakieś 15 lat temu, mając 6/7 lat poszedłem z tatą na spacer.
Były popularne takie gumy alla papierosy (nie wiem czy dalej można je kupić), więc od taty dostałem kilka takich i bardzo chciałem aby mi je odpalił, bo chcę być jak tata! Skoro on pali, to ja też!
Udawał, że mi przypala na alejce w parku, aż tu nagle znikąd pojawia się grupka babć, które z buzią na mojego tatę, że jak to tak wolno, dziecku papierosy dawać!
Tata się tłumaczy, że to guma i w ogóle, a ja wtedy zacząłem się "zaciągać" i jakoś tak niefortunnie zakrztusiłem się.
Babcie w ryk, że dzwonią po policję, tata wziął mnie na ręce i biegiem do domu, bo nie chciał się wariatkom narażać. Ja się krztuszę dalej, a tata klepie mnie po plecach.
Podobno goniły nas przez kilkaset metrów i darły się "porywacz", i całe szczęście, że nikogo więcej w parku nie było...
Kiedy miałam może z 5 lat zostałam ze starszym kuzynem i jego kolegą sama w domu. Postanowili trochę się ze mną zabawić. Włączyli mi horror najstraszniejszy jaki widziałam, bałam się jak nie wiem co. W trakcie filmu kuzyn stwierdził, że idzie zrobić nam kanapki, jego kolega strasznie się ucieszył na tą myśl. Kiedy zostałam z nim sam na sam, to zaczął się do mnie przybliżać. Nie wiedziałam co się dzieje, więc nic z tym nie zrobiłam, kiedy był już przy mnie wziął rękę i jeździł mi po nodze raz w górę raz w dół. Czułam takie małe iskierki. Skończył słysząc, że wraca kuzyn.
Oglądając już końcówkę filmu zauważyłam, że oni rozmawiają po cichu, nagle kolega wstaje i mówi, że idzie do łazienki i że my możemy już zacząć bawić się w chowanego, bo on będzie szukał. Kuzyn kazał mi się schować za drzwiami od piwnicy, bo tam nawet on nie będzie szukał. Weszłam na drugi schodek i naglę słyszę, że drzwi się zamykają na klucz. Ja przestraszona prawie płaczę, bo było strasznie ciemno, a światła brak. Słyszę szepty jak z horroru, ale pomyślałam że mi się zdaje, zeszłam na dół szukając po omacku latarki. Zatrzymałam się, a wiecie dlaczego?
Bo tam wisiało ciało, w które wpadłam. Zaczęłam krzyczeć, ale nikt mnie nie słuchał. Ze łzami w oczach idę dalej i znowu bach - kolejne ciało. Z tego strachu usiadłam na podłodze. Na moje szczęście na ziemi leżała latarka. Świecę po piwnicy, a tu no, ciała. Krzyczałam jeszcze bardziej. Kuzyn z kolegą się zlitowali, otworzyli drzwi i zapalili światło. Jak się okazało, kuzyn kiedy niby robił kanapki, poszedł do piwnicy i powiesił manekiny ubrane w jego ciuchy. Oni mieli ubaw, a ja traumę do dziś... Dzięki kuzynie.
Dzisiaj siedząc na kanapie puściłam tak głośnego bąka, że mój kot pomyślał, że na niego warczę i ugryzł mnie w udo w obronie własnej.
Dodaj anonimowe wyznanie