#K1xZB

2009 rok:
5 klasa podstawówki. Moje piersi były większe niż piersi koleżanek. Były mniej więcej w rozmiarze między B a C. Podobało mi się to.

2011 rok:
1 gimnazjum. Piersi urosły do rozmiaru blisko E. Wtedy zaczął się mój problem, jednak nie przejmowałam się nim tak bardzo. Byłam młoda i nie rozbierałam się przed nikim.

2012 rok:
Przytyłam do wagi 78 kg. Razem ze mną urosły piersi. Obserwowałam koleżanki i zobaczyłam, że coś jednak jest nie tak. Moje piersi wyglądają inaczej.

2013 rok:
Waga spadła do około 67 kg. Piersi zmalały delikatnie, ale zostało trochę skóry. Problem się nasilił.

2014 i 2015 rok to lata, w których odczuwałam wielki wstyd z powodu moich piersi. Zaczęłam je nienawidzić, nie chciałam ich. Moim marzeniem była operacja plastyczna. Gdy próbowałam komuś powiedzieć o swoim problemie lub słyszałam coś na ten temat, łzy same napływały mi do oczu.

2016:
Rozmiar rozmiarowi nierówny, ale mój pierwszy dobrze dobrany stanik jest w rozmiarze 70 K. Musi być bardziej zabudowany niż te najpopularniejsze kroje, gdyż piersi lubią sobie wyjść ze stanika jak leżę, a nawet i chodzę.

Związałam się z chłopakiem. Aktualnie jesteśmy ze sobą ponad pół roku. Zdecydowałam się przed nim otworzyć i rozebrałam się. Bardzo obawiałam się reakcji, jednak zostałam zaakceptowana. Nie było dla niego żadnego problemu, jeśli chodzi o piersi. Nie chciał słyszeć o żadnych operacjach. Mimo tego ja nadal po ciuchu o tym marzę. Oglądając programy dotyczące operacji piersi potrafię się rozpłakać. Nie tyle nawet, co płakać, a wyć. Że inni mogą, że są szczęśliwi, a ja nadal cierpię.
Pragnę operacji.

Mój problem polega na tym, że piersi są obwisłe, a brodawki zajmują bardzo duży obszar. Nie dość, że moje sutki potrafią być wklęsłe, to patrząc na siebie z góry nie widzę ich. Moje piersi po prostu leżą na mnie. Mam na nich rozstępy, są bardzo miękkie i brzydkie. Gdy leżę, jeden leci na prawo, drugi na lewo. Przy ludziach nie wchodzi w grę chodzenie bez stanika. Wyjątkiem jest chłopak i najbliższe przyjaciółki oraz najbliższa rodzina (mama, babcia).
Obie wiedzą o moim problemie, babcia nawet oferowała pomoc. Kiedyś były one u lekarza zajmującego się medycyną estetyczną. On jednak odradzał im moją operację ze względu możliwych powikłań i młodego wieku (18 lat). Gdy mi powiedziały o tym, powiedziałam dobrze. Gdy ich nie było, zalewałam się łzami z tego powodu.
Do wyglądu dochodzi również ból pleców. Dwugodzinny spacer zawsze kończę z bólem.
Może i zostałam zaakceptowana, ale ja nigdy nie zaakceptuję swoich piersi. Jeśli mają być takie, to ich nie chcę w ogóle.

Rozpoczynając to wyznanie, nie płakałam. Kończę z łzami.
Może dla wielu nie będzie to duży problem, jednak mój kompleks wiele razy utrudniał mi życie.

#bPtPF

Jestem zakochana...
W Sebku, ale niestety dla moich rodziców nie jest to kandydat do zaakceptowania. No bo jak to, pani i pan prawnik przyznają się przed znajomymi, że ich jedyna córka, przyszła pani architekt, spotyka się z mechanikiem samochodowym, który wynajmuje kawalerkę?

Dajcie żyć, ludzie, nie każdy musi mieć nie wiadomo jakie wykształcenie!

#N2amb

Wyznanie z serii "metoda na darmusa".

 W firmie, w której pracuję, każdy musi sobie sam przynieść kawę/ herbatę i cukier, jak chce się napić - takie zasady, nikt nie ma z tym problemu. Nikt, oprócz naszego nowego kolegi. Chłopak pracuje dopiero kilka tygodni i jeszcze ani razu nie kupił sobie własnej kawy, zawsze jednak sobie robi na przerwie kawę. Po prostu podbiera któremuś z kolegów magiczny brązowy proszek. Mówiliśmy, żeby sobie przyniósł własną kawę, nie podziałało.
Więc kiedy kolejny raz kawa ze słoiczka mi się skurczyła, powiedziałem "dość!". Kupiłem w sklepie paczkę chili w proszku, wymieszałem z kawą w słoiku i zostawiłem w firmowej jadalni. Kolega oczywiście skorzystał z darmowej kawki już następnego dnia. Efekty były piorunujące już po kilku łykach. Jakoś nikt się nie odezwał, że to był akurat mój słoiczek z kawą...
Ale muszę przyznać, że podziałało. "Oszczędny" kolega nauczył się kupować sobie własną paczkę z kawą

#7gq7h

Mimo tego, że za kilka miesięcy będę pełnoletnia, w domu nie mam kompletnie NIC do powiedzenia. Nawet okna nie mogę otworzyć, kiedy jest mi duszno. O jakimkolwiek wychodzeniu gdziekolwiek oprócz szkoły, sklepu i kościoła już nie wspomnę.

Mimo że nigdzie nie wychodzę, stale jestem oskarżana o romanse z nauczycielami i tym podobne rzeczy. Śpię w kuchni, obok warczącej lodówki, mój pokój jest urządzony, ale nie mogę go używać. Jako że śpię w kuchni, drzwi do pokoju rodziców, który znajduje się obok, cały czas są otwarte (nawet, gdy jestem w łazience ktoś może wparować w każdej chwili, więc prywatności praktycznie nie mam). Boję się przekręcić na drugi bok, gdy mam problem z zaśnięciem, bo każde skrzypnięcie łóżka jest dla mojej matki oznaką tego, że się masturbuję (co z tego, że nie odczuwam i nigdy nie odczuwałam takiej potrzeby). Moja rzekoma masturbacja z kolei powoduje rzekę epitetów zarzucających mi bycie osobą, delikatnie mówiąc, lekkich obyczajów. Mimo że do ukończenia szkoły jeszcze mi daleko (2 klasa liceum), matka już mi zagroziła, że jak tylko skończy się 500+, to mam szukać pracy, bo ona mnie utrzymywać nie będzie i na studia i tak nie dostanę. Powinnam zostać fryzjerką, bo kto to widział takie "psucie głowy" na jakieś durne studia. Już nie wspominając o tym, że od kiedy skończyłam 14 lat, matka każe mi szukać sponsora. Codziennie, gdy tego słucham, pęka mi serce. Z lękiem spoglądam w swoją przyszłość. Nie wiem, co mam robić.

#IGQH0

Odkąd pamiętam nie lubiłam dzieci. Nigdy też nie chciałam ich mieć. Moja mama zawsze mówiła, że z wiekiem mi się zmieni i będę miała ich dużo. Nie zmieniło się. Mam 38 lat i dalej nie chcę nawet myśleć o dzieciach.

Mój pierwszy mąż zostawił mnie, bo nie chciałam dać mu dziecka. Od wszystkich ciągle słyszę, że powinnam mieć dzieci, a gdy mówię, że nie chcę, zostaję wyzwana od najgorszych kobiet i od razu słyszę, że niektóre kobiety oddałyby wszystko za dziecko, a ja, wielka pani prezes, wolę prestiż i zgrabne ciało niż dzieciaka.
Mój obecny mąż też nie chce potomstwa i jest nam razem dobrze. Oczywiście jesteśmy ciągle oczerniani i musimy słuchać, jak bardzo nasze życie jest puste bez dziecka.

Nie jest puste! Jest takie, jakie chcieliśmy mieć. Obrzydza mnie poród, ciąża czy karmienie piersią. Nie podniecam się zdjęciami obślinionych dzieci koleżanek. Po prostu nie każda kobieta jest stworzona do bycia matką i należy to uszanować.

#Ig85y

Kolejna historia o tym, że młodzi też mogą na coś chorować, a starsze osoby nie potrafią tego zrozumieć.

Wracałam z uczelni, z torbą, rzeczami z apelu, ogólnie miałam kilka pierdół ze sobą, które mój narzeczony pomagał mi nieść. Jechaliśmy pociągiem miejskim, kilka długich przystanków, oczywiste więc było, że usiedliśmy na wolnych siedzeniach.
Potem, w połowie drogi zrobił się drobny tłok, miejsca wolnego już nigdzie nie było.

Mam przepuklinę międzykręgową. Chodzenie boli. Stanie boli. Dźwiganie też. Gdybym teraz zaszła w ciążę, skończyłabym na wózku inwalidzkim. A co lekarz, to inna diagnoza, raz proponują mi operację, raz masaże i tak wkoło.

W pociągu obok mnie siedziała szykownie i elegancko ubrana kobieta, na oko po 50. Szarpnęła mnie za rękaw i mówi, że obok niej stoi kobieta w ciąży, więc mam teraz wstać i ustąpić jej miejsca. Ja. Wstać ze wszystkimi tobołami, spod okna, przedostać się przez ludzi i wskazać ciężarnej miejsce. Zwróciłam się do narzeczonego, czy on w takim razie by nie ustąpił. Elegantka do mnie, że to JA mam ustąpić. Tłumaczę więc, że opcji nie ma, bo mam chory kręgosłup. Ona znowu na mnie już krzyczy, że ją bolą korzonki i nie ma czegoś takiego jak przepuklina w kręgosłupie. Po drobnej kłótni wstała, ale zanim ustąpiła miejsca - nachyliła się do mnie i powiedziała, że życzy mi, żebym miała tak samo, żeby nikt mi nie chciał ustępować miejsca, kiedy jestem w ciąży.

Miłe to nie było, a że jestem wrażliwa za bardzo, to zaraz zaczęłam cicho płakać. Narzeczony tylko dał mi znak, że już wysiadamy (sytuacja ciągnęła się ze dwa przystanki), wziął część rzeczy ode mnie i torował mi drogę do wyjścia. A było ciężko, bo inni pasażerowie widząc wcześniejszą sytuację - nie chcieli mi pomóc wyjść z pociągu, mimo iż widzieli jak utykam i ledwo idę, ba, zagradzali mi drogę.

Tak że super, wielkie dzięki wszystkim. Najlepszy dzień mojego życia.
I naprawdę, chciałabym mieć dziecko, ale przez swój stan zdrowia bardzo się boję.

#yKphS

Wyobraźcie sobie, że dostajecie nową pracę i w międzyczasie poznajecie świetną dziewczynę. Później idziecie do niej na obiad zapoznawczy z rodzicami i macie zamiar "poświętować" sukces zawodowy, a się okazuje że jej ojciec jest waszym nowym kierownikiem.

Od razu odeszła mi ochota na "świętowanie"... bo nie wiem czy to teraz dobrze czy źle, że sytuacja jest taka, a nie inna.

#iigDP

Efekt motyla, w tym przypadku złe zakończenie.

Wychodząc rano spotkałam na klatce sąsiadkę, która spiesząc się, grzebała coś w portfelu, po czym wypadło jej 10 gr. Pomyślałam, że nie będę jej zawracać głowy monetą o takim nominale, tym bardziej że się spieszyła.
Dziesięć metrów dalej zabił ją na przejściu rozpędzony samochód.

Mam tę monetę do dziś...

#z9pGd

Dwa lata temu z wujkiem, ciocią i znajomymi wybraliśmy się na wakacje do Ustki.
Plaża, słońce i w miarę ciepła woda.
Była nawet wypożyczalnia skuterów wodnych, niestety cena odstraszała, a wujka naciągać nie chciałem.

Mieliśmy materac, taki duży, dmuchany, 2-osobowy, na którym pływaliśmy. Pewnego dnia wziąłem materac i popłynąłem sam, nim się spostrzegłem byłem daleko od brzegu, dna brak, ludzie wyglądają jak mrówki, a na mojej twarzy pojawia się przerażenie, więc w te pędy macham rękami żeby wrócić na plażę, ale to na nic, prawie stałem w miejscu. Nagle słyszę krzyk, obracam się, a tam kobieta po 30 spadła z materaca i zaczęła się topić. Nie wiedziałem jak wrócę sam ani jak mam pomóc, ale stwierdziłem, że coś muszę zrobić, więc heja i wypływam dalej w morze po kobietę (o dziwo w tę stronę szybko się płynie :D). Dopłynąłem, wciągnąłem ją na mój materac, po czym przypłynęli ratownicy na skuterze wodnym i wzięli ją do siebie, ze względu, że sam miałem problem z powrotem spytałem, czy i mnie podrzucą. Kazali się podczepić.
 
Po powrocie na brzeg kobieta mi dziękowała, a ja się cieszyłem bo:
a) uratowałem kogoś
b) można powiedzieć, że jechałem skuterem wodnym za free :D A właściwie to zasuwałem na materacu z niemałą prędkością :)

#4nqFa

Nigdy nie byłem obeznany w sprawach damsko-męskich. Moi rodzice mi w tym nie pomagali, cały czas będąc nadopiekuńczy i traktując mnie jak małe dziecko. Okazało się, że całkiem słusznie.

8 lat temu poznałem dziewczynę. Była ładna, troskliwa, a w dodatku kilka lat starsza. Często przychodziła do mnie do domu, spędzaliśmy razem dużo czasu. Moi rodzice też ją polubili, a nawet - ku mojemu zadowoleniu - zostawiali nas samych. Naprawdę się z nią zżyłem, w myślach pisałem nawet scenariusz naszego związku.

Po roku dowiedziałem się, że cały ten czas żyłem w kłamstwie. Owa dziewczyna była moją opiekunką.
Dodaj anonimowe wyznanie