#fXebi

Bardzo dużo podróżowałam z rodzicami po świecie. Dzięki ciężkiej pracy mojego ojca mogliśmy zwiedzić naprawdę sporo ciekawych miejsc. Jedne święta Wielkanocne spędziliśmy w Kenii. I nie jest to historia, z której jestem dumna. Wciąż mam mieszane uczucia.

Wykupiliśmy sobie kilka wycieczek fakultatywnych w hotelu. Pojechaliśmy w miejsce, skąd miały zabrać nas na wyspę łódka, która pojawia się tylko o określonych godzinach. Niestety, lokalni już dobrze wiedzieli, że o określonych porach również pojawiają się turyści. Naskoczyła na nas duża grupa kenijskich dzieciaków, które krzyczały i piszczały o jedzenie. Nie były zaniedbane, po prostu nauczone, że "bogaci przyjezdni" dadzą (rzeczywiście byli z nami Amerykanie, którzy przywieźli do jednej szkoły wielkie kartony podręczników dla dzieci). W każdym razie dzieci wyrywały nam z rąk prowiant otrzymany w hotelu - gotowane jajko, dwie bułki, kawałek masła i plasterek szynki. Nie wiem, ile im z tego zostało, bo dzieciaki miażdżyły wszystko w dłoniach. Byliśmy przerażeni, nie mogliśmy iść dalej, dziecięce rączki szarpały nas za ubrania, plecaki, włosy. Trzeba było pilnować portfeli i innych dokumentów, żeby w tym całym zamieszaniu nic nie zginęło. I wtedy mój ojciec wpadł na pewien pomysł. Z racji, że wielki z niego chłop, wyciągnął swoją torbę wysoko nad dzieci, wyjął z niej garść cukierków i rzucił nimi daleko przed siebie. Efekt uzyskany dosłownie w kilka sekund - dzieciaki się od nas oderwały, a my, całą dwudziestoosobową grupą, pędem rzuciliśmy się do łódek.

Nie rozumiem, czemu uczy się dzieci czegoś takiego. Nie rozumiem, czemu przewodnicy nie reagowali, ale wręcz śmiali się z naszego przerażenia. Nie lubię dzieci i nie da się mnie wzruszyć na biedną sierotkę, jednak nie życzę nikomu źle. Z jednej strony pomysł ojca nam pomógł. Z drugiej... Sama nie wiem, co o tym myśleć.

#LZeY4

Kilka lat temu wraz z moją familią wybraliśmy się na wakacyjny wypoczynek do jednej z osławionych nadbałtyckich miejscowości. Nie mogło oczywiście zabraknąć na wczasach naszego ukochanego czworonoga, którego szczególnie ukochała sobie mama (czasem mam wrażenie, że jest tym lepszym dzieckiem). Wielokrotnie zdarzyło się nam spotkać z sytuacją, kiedy ludzie, których mijaliśmy po drodze na plażę, nieprzychylnie komentowali obecność pieska w takim miejscu, bo przecież on brudzi.
 
Mimo że zawsze po naszym małym przyjacielu sprzątamy, to wybieramy plaże, na które można wprowadzić psa i staramy się wypoczywać oddaleni od pozostałych plażowiczów, aby uniknąć ewentualnych nieprzyjemności. Tego dnia także zajęliśmy dogodne miejsce i cieszyliśmy się piękną pogodą. Nasz piesek z kolei z radością oddał się swojej pasji - kopaniu w piasku. Nie zdążyliśmy nawet zauważyć, że do czegoś się dokopał. Dopiero kiedy z dumą prezentował już w pyszczku wykopany skarb, zdaliśmy sobie sprawę, co to takiego. Pupilek, jak tylko zobaczył nasze poruszenie, zaczął uciekać - w końcu na co dzień takich perełek się nie znajduje! W ten sposób przez jakieś 10 minut biegaliśmy jak szaleni za psem trzymającym w mordce zużytą podpaskę. Czerwień jej powierzchni jaśniała w słońcu i wywoływała obrzydzenie widoczne na twarzach większości plażowiczów, do których czworonóg zdążył się już podczas gonitwy zbliżyć. W końcu udało nam się zabrać mu jego nową zabawkę, ale od tego momentu powstrzymujemy go przed kopaniem na plaży, sami też w piasku nie grzebiemy. Kto wie, co jeszcze można tam znaleźć.

Nasuwa mi się jeden wniosek: żaden pies nie nabrudzi tak, jak potrafi to zrobić człowiek. Sprzątajmy po sobie!

#vvPuO

Lunatykuję. Ale nie jest to takie lunatykowanie jak w większości wypadków, że ludzie chodzą po domu, sprzątają. Ja zawsze się kompromituję...

Było dużo sytuacji (obudziłam się na polu pod oknem swojego pokoju w samej koszulce, spałam naga w wannie...). Ale najbardziej kompromitująca była dzisiejsza noc, a przynajmniej to, co mi mama opowiedziała.

Podobno o godzinie 3:50 wstałam i poszłam do kuchni. Wzięłam ogórka i wróciłam do siebie. Nic dziwnego? Moja mama usłyszała dziwne odgłosy, gdy weszła - zamarła. Była świadkiem tego, jak jej córka wsadza sobie ogórka wiadomo gdzie robiąc sobie dobrze... Jak dalej żyć? :/

#hzHUd

Czytając pewne wyznanie o tym, jak pewien rodziciel zostawił córkę w sklepie, przypomniało mi się coś z mojego dzieciństwa .

Około 15 lat temu, jak byłam jeszcze mała, udałam się z rodzicielką do Carefoura w naszym mieście. Moja kochana mama zostawiła mnie "na chwilę" w kolejce po świeże mięso, sama w tym czasie udając się po kilka innych produktów. Kolejka była kilometrowa, a ja stałam z naszym koszykiem i grzecznie czekałam aż moja rodzicielka wróci.

Krótko i do sedna.
W sklepie rozległ się alarm bombowy. Dosłownie. Każdy siał panikę i kierował się do najbliższego wyjścia ewakuacyjnego.
Tak... Jako jedyna z całego sklepu wyszłam poza teren z koszykiem pełnym zakupów. Mama kazała mi go pilnować, to pilnowałam. Na pytanie ochroniarzy co robię z tym koszykiem, odpowiedziałam: "ja chyba go ukradłam" i zaczęłam uciekać.
Szczęście, że wpadłam na moją mamę, która mnie wszędzie szukała  :)

#h4kFk

Ja i mój chłopak mamy po 23 lata. Ostatnio odkryłam, że mnie zdradzał. A dokładniej - pisał z pewną dziewczyną. Mieli bardzo "ciekawe" tematy. Obiecywał jej nawet, że zerwie ze mną i będzie z nią, gdy wróci ona do Polski (bo podobno mieszkała za granicą).
Sęk w tym, że... Dziewczyna ta miała na Fb zdjęcia słynnej blogerki zamiast swoich. I dopiero ja uświadomiłam o tym mojego lubego (już byłego).
Teraz został sam, a ja ani trochę mu nie współczuję.

#tRzrg

Jestem lesbijką. W 3 klasie liceum na długi weekend wybraliśmy się ze znajomymi do Krakowa i tak wyszło, że poszliśmy do gay clubu.

Popiliśmy, i poszłam potańczyć. Po chwili poczułam, że ktoś za mną tańczy, dosyć blisko, ocierając się. Nie przeszkadzało mi to i tańczyłam dalej. Piosenka się skończyła, więc normalne, że odwróciłam się, a tu... Moja nauczycielka od angielskiego.
Możecie sobie wyobrazić nasze miny.

#0Vh96

Kilka lat temu, jak byłam w gimnazjum, a moi rodzice rozstali się, mój ojciec wyjechał sobie na wakacje do Afryki. Nic mi nie wspomniał o wyjeździe, nie zaprosił, już go nie interesowałam. Moja mama była akurat wtedy bez pracy i nie stać ją było na jakiekolwiek wakacje. Roztaczała się przede mną wizja siedzenia dwóch miesięcy w domu. Ale, ale... ja sobie nie zorganizuję fajnych wakacji?

Przez jakiś tydzień dzień w dzień przebierałam się w plażową sukienkę, rozkładałam na podłodze koc, smarowałam się kremem do opalania i samoopalaczem, nalewałam do szklanki Frugo, udając że to egzotyczne drinki, a na koniec włączałam "Słoneczny patrol".

Żałuj, "tato", że nie chcesz spędzać wakacji ze swoją jedyną córką, ja bez Ciebie się bawię wybornie!

#91qgC

Rok temu zmarła moja ciocia (siostra mojej babci) pozostawiając po sobie testament, w którym cały swój majątek przepisała na mnie. Co w tej sytuacji zrobiła moja kochana babunia?

Nie przekazała mi pierwotnie właściwej treści testamentu, a jedynie informację, że dostałam mieszkanie. Kluczy nie dostałam przez jakieś trzy tygodnie, a w tym czasie zdążyła ona, ze swoją córką (ja jestem wnuczką ze strony syna) przeszukać całe mieszkanie i zabrać co lepsze i droższe rzeczy. Dodatkowo w dniu śmierci swojej siostry objechała wszystkie banki i wypłaciła pieniądze dzieląc je na siebie i swoją córkę (która kupiła sobie za nie nowy samochód).
Tak że własna babcia okradła mnie i oddała część pieniędzy swojej córce, a ja nie mogę iść nawet do sądu (nie mam skrupułów ze względu na to, że to moja babcia, ponieważ nie jest nią od dawna) tylko i wyłącznie ze względu na tatę.

#WqRZM

Jestem onkologiem dziecięcym. W czasie, gdy wy siedzicie po 8 godzin w pracy, ja nieraz spędzam w szpitalu cały dzień, a czasem nawet jestem wyrywana ze snu i wzywana na mój oddział o 2 w nocy, ponieważ stan któregoś z pacjentów się pogorszy.

 Spędzam czas z dziećmi, które leczę. Jednego dnia bawię się z nimi, rozmawiam, przytulam, czytam bajki, a już kolejnego nie widzę niektórych, bo umierają. Rozmawiam z ich rodzicami, widzę, jacy są bezsilni, jak płaczą przy moim biurku, bo nie potrafią sobie poradzić. Sama często płaczę, kiedy któryś z moich pacjentów umiera.

Często słyszę, że lekarze zarabiają strasznie dużo, i mogą sobie pozwolić na dostatnie życie. Owszem, nie zarabiam mało, ale przypłacone jest to często całym dniem poza domem, płaczem i złamaniami. Wiem, że sama wybrałam sobie taką pracę. Kocham ją, ale chciałabym, żeby ludzie zrozumieli jak dużą cenę płacą niektórzy lekarze za to, że mają więcej pieniędzy.
Często zdarzają się ludzie, którzy idą na studia medyczne, bo chcą dobrze zarabiać. Jeszcze nie wiedzą co ich czeka.

To tyle. Pozdrawiam.

#B9DDQ

Było już grubo po zmroku, a ja wracałem z pracy przez wyjątkowo słabo oświetloną ulicę.

Mimo zmęczenia żwawym krokiem kierowałem się do mojego mieszkanka, schronienia przed demonami i innym paskudztwem (niestety, nie jest to azyl od myszy i przeciekających rur).

Spoglądając kolejny raz przez ramię, dostrzegłem zbliżającego się do mnie w szaleńczym tempie postawnego mężczyznę. Nie zdążyłem nawet zdecydować, czy wolę skończyć jako skórzana torebka czy naszyjnik z zębów, kiedy nieznajomy zatrzymał się metr przede mną.

Spojrzał mi w oczy i między próbami złapania oddechu wydusił: "Sorry, koleś, nie widziałem cię, zapieprzam, bo boję się ciemności".

PS Ma ktoś sprawdzony sposób na myszy? ;(
PS 2 Panu życzę miłego zapieprzania, a sobie bycia mniejszą cipą (myślałem, że zejdę na zawał i nawet z miejsca się nie ruszyłem).
Dodaj anonimowe wyznanie