#cn8RM

Od małego byłam dziwnym dzieckiem. Spokojnym, poważanym i nad wyraz posłusznym jak na swój wiek. Kiedy moi rówieśnicy biegali jak oszalali po podwórku, ja siedziałam w domu i spokojnie sobie rysowałam albo słuchałam muzyki. Jednak to nie tak, że sama dobrowolnie odgradzałam się od świata. To świat zdecydował się odgrodzić ode mnie.

Sami dobrze wiecie, Drodzy Czytelnicy, jakie dzieci potrafią być okrutne. Jeżeli tylko cokolwiek nie będzie pasować im w rówieśniku, wypunktują to i będą gnębić dziecko tak długo, jak tylko starczy im sił oraz czasu.

W ochach dzieci moją skazą była słabość do opery, teatru i muzyki klasycznej. Śmiały się ze mnie, że jestem sztywna, że jestem snobem i uważam się za lepszą od innych. Wcale tak nie było i dobrze wiem, że to nie były wnioski samodzielne, a raczej lekko wspomożone podszeptem rodziców tych dzieci, a także innych dorosłych z ich otoczenia. W ten oto sposób rozpoczęła się moja dobrowolna izolacja, która trwała praktycznie do końca liceum.

Każdy etap edukacji rozpoczynałam pełna nadziei na lepszej "jutro" i kończyłam ze smakiem gorzkiego rozczarowania. Zawsze byłam gnębiona, bo robiłam "snobistyczne rzeczy", jak to określali moi uroczy rówieśnicy. Dodatkowo dobrze się uczyłam i nauczyciele mnie lubili, a to także w i ich oczach było strasznym i karygodnym przestępstwem. Z każdym etapem edukacji dochodziły kolejne powody, za które mnie prześladowano. W gimnazjum nie chciałam pić i palić, więc jeszcze za to trzeba było mnie gnoić. W liceum nie chodziłam na żadne 18-nastki i dodatkowo nie uprawiałam seksu z kim popadnie, więc w ich oczach było ze mną coś nie tak, a więc byłam świetnym obiektem do "ciśnięcia beki"...

Mogłabym godzinami opisywać przykładny ich "niewinnych żarcików", którymi mnie raczyli przez wszystkie etapy mojej edukacji. Wiele z nich dotknęło mnie do żywego i bardzo zraniło, zamykając mnie jeszcze bardziej na świat. Jednak jeden z ich numerów przebił wszystko. Miałam przewodnik operowy (dla niezorientowanych: to taka książka ze skróconymi biografiami najpopularniejszych autorów oper oraz skrótami libretta najbardziej znanych dzieł), w którym zbierałam autografy moich ulubionych dyrygentów, śpiewaków operowych czy reżyserów. Kolekcjonowałam je kilkanaście lat i byłam bardzo dumna z tej kolekcji. Nigdy się z tym przewodnikiem nie rozstawałam i pewnego dnia... Wykradli mi go z plecaka w szkole. Sama nie wiem jak... I po prostu podpalili w szkolnej ubikacji. Nie dało się go odratować... Oczywiście sprawcy zostali ukarani... słowną naganą, a mnie polecono się uspokoić, ponieważ jestem już dorosła (miałam 18 lat). W ten oto sposób z dymem poszła resztka mojej wiary w ludzkość i dobro na tym świecie.

Oczywiście możecie mi powiedzieć "I co z tego? Przewodnik zawsze możesz sobie kupić nowy i znów zdobyć te autografy!", ale tych krzywd nie da się naprawić...

#CBc38

Będzie krótko.
W trzeciej klasie podstawówki mój kolega poinformował mnie, że znalazł w internecie sposób na powiększenie "interesu". Jako naiwne dzieci wierzące we wszystko co zobaczą w internecie postanowiliśmy spróbować.

Spotkaliśmy się u niego w domu i zabraliśmy się do roboty. Postępowaliśmy zgodnie z internetowym przepisem. Do szklanki wsypaliśmy 5 łyżek soli i zalaliśmy wodą.

Na trzy obaj włożyliśmy nasze przyrodzenia do przygotowanych roztworów, efekty nastąpiły. Nigdy nie miałem tak spuchniętego i piekącego pytona. Przez tydzień piłem jak najmniej, bo bezbolesne oddanie moczu graniczyło z cudem.

Morał?
Internet kłamie.

#ZZhsH

Kiedy byłam mała, wierzyłam w różne rzeczy.

Dlatego gdy zabiłam w domu jakiegoś owada - muchę, komara czy pająka - natychmiast brałam "zwłoki" przez chusteczkę higieniczną i wyrzucałam przez okno na dwór. Nawet zimą. Dlaczego? Ponieważ wierzyłam, że za chwilę przyjdzie cała rodzina danego owada, żeby wyprawić mu pogrzeb, a przy okazji zemścić się na mnie.

#dfomg

Byłem wolontariuszem podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Do naszej parafii przyjechała między innymi grupa z Egiptu.

Każdy pielgrzym miał zapewnione ubezpieczenie zdrowotne.

Pewnego dnia, wchodząc do biura, dowiedziałem się, że będę musiał jechać z jednym chłopakiem z Egiptu do szpitala. Powód? Krwawienie z... odbytu.
Co się okazało? Chłopak pierwszy raz w życiu korzystał z papieru toaletowego i się uszkodził.

Podziwiam personel szpitala za tak profesjonalne podejście do problemu.

#4r1OR

Mam wiele złych historii z moją matką, ale to co stało się ostatnio to już przegięcie.

Rodzicielka kazała mi zrobić herbatę do kolacji (4 szklanki). Zadanie wykonałam, zostało tylko przenieść herbatę z kuchni do jadalni. 10 metrów, niby nic nie powinno się stać.

Tak więc idę z tą gorącą herbatą i nagle potykam się. Normalne, każdy czasem się potknie.

Taa, tylko że moja matka i mój brat trzymali linkę, żeby ułatwić mi przewrócenie się.

Pozdrawiam ze szpitala, mam poparzoną całą klatkę piersiową i fragmenty szkła w nodze i brzuchu.

#YK2TH

To będzie krótka historia. Obrzydliwa krótka historia, ściślej mówiąc, która wydarzyła się pewnej biednej studentce bez grosza przy duszy. Konkretnie mnie. Jakieś pięć minut temu.

Cudowny, pogodny poranek. Słoneczko świeci. Nie zepsuła go nawet batalia, jaka rozegrała się w moim żołądku. Ot - co chwila do łazienki, norma.
Nie będę rozwodziła się nad konsystencją uwalnianego surowca, ale jedno koniecznie musicie wiedzieć, bo to bardzo ważne - pobiłam osobisty rekord, jeśli chodzi o rzadkość.

Po wszystkim zadowolona z życia wstaję. A w jaki sposób odkryłam obecność zapomnianej dychy w kieszonce spodni? Cóż... Zdradziecka kieszonka okazała się za płytka.
Patrzyliście kiedyś, zanosząc się śmiechem, jak wasze ostatnie pieniądze toną w gównie?

Puenty nie ma. Chociaż na siłę znajdzie się apel. Drodzy Anonimowi Przyjaciele - sprawdzajcie kieszenie :)

PS Uprzedzając pytania... Wyciągnęłam tę dychę.

#h22TQ

Czytając wiele wyznań o znieczulicy ludzi coś mnie tknęło, żeby napisać o wczorajszej "przygodzie".

Wracając wczoraj z dziewczyną ze sklepu musieliśmy udać się na pętle autobusową, żeby następnie dojechać do mnie do domu. A więc my już grzecznie siedzimy w autobusie na końcu, gdy nagle słyszę na zewnątrz jakiś hałas. Patrzę w tę stronę, a tam jakaś staruszka przewróciła się na chodniku. No to ja nie myśląc podchodzę, a bardziej podbiegam i pytam, czy wszystko w porządku. Pani mówi, że na szczęście tak. Po chwili, dosłownie 30 sekund później, podbiega kierowca autobusu oferując pomoc. No to we dwójkę podnosimy kobiecinę i słyszę, jak jakiś pan krzyczy z drugiej strony pętli, czy jakoś pomóc.

Po udanej "akcji" postawienia na nogi kobiety i jej dziękowaniu usiadłem obok mej lubej i słyszę "Misiek, jestem strasznie dumna" :)

Jednak nie każdy człowiek ma znieczulice na czyjąś krzywdę.

#4hVMR

Jestem osobą wierzącą, ale normalną, nie jakąś fanatyczką. Po paru miłosnych "błędach" obiecałam najlepszemu przyjacielowi, że następny chłopak będzie wierzący. (Poprzedni mieli duże "ale" co do wiary)

Po tej obietnicy pierwszy chłopak, z którym zaczęłam się spotykać poszedł do seminarium. Drugi niedawno wyjechał do zakonu.

Ze skrajności w skrajność?

#E7ARK

Jestem schizofrenikiem.
Od pewnego czasu męczy mnie ta choroba i chciałbym się z wami podzielić swoimi "wrażeniami" z nią związanymi.

Słowem wstępu widzę, słyszę i czuję niestworzone rzeczy, tylko dla mnie rzeczywiste. Wydaje mi się, że jestem śledzony, obserwowany, idąc spać słyszę jak mnie bliżej nieznane stworki obgadują albo jakieś dzikie pokemony na sterydach stoją nade mną jak śpię.
Unikam luster, bo jest w nich "on", taki drugi ja, tyle że z twarzy tragedia (a myślałem, że gorzej być nie może) - szyderczy uśmiech, czerwone oczy i w ogóle jakiś demon czy coś w tym stylu.
Najgorsze jest w tym wszystkim to, że te głosy są zawsze, w każdym momencie. W toalecie, na sprawdzianie z matmy, rozmowie z dziewczynami i zawsze mówią coś, co mi się nie przyda w tym momencie :/

Większość osób uważa nas za świry, które w trybie natychmiastowym należy zamknąć w psychiatryku... Osobiście uważam, że da się z tym żyć, przynajmniej ja daję radę i wszyscy się dziwią, że w ogóle coś mi dolega. Zawsze uśmiechnięty, pomocny, taki pozytywnie zakręcony chłopak.
Pamiętajcie, że wasze zrozumienie i wsparcie jest dla nas najważniejsze, nie odrzucajcie kogoś, bo jest w pewnym sensie inny. Jesteśmy tylko ludźmi.

#8TC5B

Miało to miejsce na początku tych wakacji. Pogoda piękna. Mój chłopak miał nogę w gipsie, wiec większość obowiązków spadła na mnie. Przyszedł czas na zakupy. Szybko wzięłam potrzebne rzeczy i do kolejki. Od początku widziałam, że kasjer mnie obserwuje. Podczas pakowania coś mi upadło. Kasjer od razu rzucił się z pomocą. Podziękowałam i wyszłam.

Idę do auta, kolejny gość mnie obcina. Mówię sobie: "chyba wyglądam dziś zajebiście dobrze". Wrzuciłam zakupy, siadam za kierownicę, zapinam pasy i w tym momencie zorientowałam się, że mój nowy, żarówiasto-róźowy stanik wraz z moim biustem jest na wierzchu (oczywiście nie całe miseczki, ale było głęboko).

Wystarczyły dwa odpięte guziczki, żeby faceci mieli lepszy dzień.
Chyba jednak nie wyglądałam zajebiście dobrze, to tylko magia biustu :(
Dodaj anonimowe wyznanie