#oDk3f

Cześć. Ogólnie to nie mam się komu wyżalić, a muszę się komuś wygadać... Wstydzę się tego cholernie, ale wiem, że tutaj będę anonimowy.

Mam 17 lat, moja w tym momencie już była dziewczyna również. Znaliśmy się ponad dwa lata, nigdy nas do siebie nie ciągnęło, ale ostatnio wyszło, że jednak byliśmy razem. Po prostu impreza, zbliżyliśmy się do siebie, rozmowa się kleiła, fajnie wyszło, pierwsza dziewczyna. Wow, super! To było we wrześniu, jakoś pod koniec. Potem pod koniec października miała wolną chatę, na początku wpadli znajomi, wszystko fajnie, ok. 2:00 zawinęli się, a my mieliśmy wolną chatę, tylko dla siebie.

Dodam, że wcześniej nie miałem dziewczyny i z żadną nigdy nie spałem, ale ona zawsze pchała mi moją rękę w swoje majtki, więc wiedziałem co robić, żeby było jej dobrze. No i dobra, dla mnie to było spoko, ja zaspokajałem ją oralnie, ona mnie też. Ale dla niej to było za mało, ja kazałem jej poczekać, bo nie jestem doświadczony, lepiej żeby kupić prezerwatywy, bo ciąża etc. Tak, spanikowałem, ale ona prosiła, że chce, że jest po okresie i nie ma opcji, żeby zaszła w ciążę, bylem prawiczkiem, a ona dziewicą. Przespaliśmy się. Było wspaniale. Bylem delikatny, starałem się. Mówiła, że było jej doskonale.

8 listopada czułem się źle - częste oddawanie moczu, ból podczas tego, dziwny napletek, jakaś dziwna maź. Postanowiłem udać się do lekarza. Podejrzenie "rzęsistkowicy", w piątek tj. 18 przyszły wyniki. Potwierdziło się.
Okazało się, że tak naprawdę moja "dziewica" miała 2 partnerów przede mną. Wiedziała, że jest chora. Chciała się zemścić, bo ktoś ją kiedyś zaraził...
 
Fajnie, pierwsza dziewczyna, inwestujesz w to uczucia, pierwszy seks, pseudo dziewica. Czuję się jak najgorszy śmieć, i do tego jeszcze zarażony. Mam nadzieję, że rodzice będą mnie wspierać i zrozumieją...

#T9Hno

Jako bywalec siłowni zastanawiam się czym się kierują kobiety przychodzące "ćwiczyć" w stroju typu: wytarte na tyłku legginsy, gdzie nawet nie trzeba się przypatrywać, żeby zobaczyć gołe poślady i pod spodem stringi. Bądź full makijaż, ułożone włosy, wystylizowana z zestawem biżuterii na sobie. Myślałem, że całkiem niedawno zobaczyłem granicę absurdu, gdy ćwiczyła laska w krótkich spodenkach i... pończochach. Nie, nie jestem tym facetem co myli rajstopy z pończochami. Ładne, z koroneczką na udzie, czarne. No i buty sportowe. Przecierałem oczy ze zdumienia. Jednak wczoraj widziałem coś jeszcze lepszego. Neonowy stanik pod prześwitującą bluzką z rozcięciem aż do pępka. Piękne dwa okazy na wierzchu, soczyste, nie powiem, widok obłędny. Ale w łóżku...

Drogie kochane Panie - szanujmy się. Mężczyźni niekoniecznie lubią patrzeć na coś takiego. Zdecydowanie wolimy popatrzeć na ładnie ubraną na sportowo dziewczynę, która ćwiczy, angażuje się, poci się (!), niż na coś takiego. Zdecydowana większość panów chodzi by ćwiczyć, a nie oglądać się za kobietami. Można połączyć przyjemne z pożytecznym, oczywiście. Nie żeby traktować siłownię jak jakąś świątynię, jak to był słynny zapis czego nie nosić do kościoła, np. odkryte kolana, ramiona itp. itd. Ale jakiś umiar zachować należy. Wbrew pozorom faceci na siłowni to nie tylko napalone samce alfa, nawet czasem wymieniamy poglądy ze sobą na ten temat ;)
I uwierzcie, zdecydowana większość uważa to za niesmaczne.

#ibnI6

Wczoraj w nocy świętowaliśmy wraz ze znajomymi urodziny jednego z moich znajomych, dlatego też odwiedziłem Warszawę.

Nie bywam tam zbyt często, bo jakoś nie przepadam za tym miastem. Ale do rzeczy.

Po delikatnej aplikacji postanowiliśmy ruszyć w miasto. Wysiadając z metra zauważyłem starszą panią, która sprzedawała kwiaty. Kupiłem bukiecik, zostawiłem napiwek, wszystko pięknie.

Z bananem na ustach szedłem tunelem i stwierdziłem, że bukiet poleci do pierwszej napotkanej mi kobiety.

Podbiegłem więc do ślicznej blondynki, powiedziałem, że się nie znamy, ale życzę jej miłego wieczoru, po czym dałem jej bukiet i odszedłem.

Szok i strach w jej oczach gdy do niej biegłem - nie do opisania, ale jej uśmiech - bezcenny. :)

Dlatego, kochani, pamiętajcie: nawet małe zdarzenia mogą poprawić komuś humor na bardzo długo :)

#GAQ24

Moja przyjaciółka brała ślub, a ja miałam być druhną. Aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, dużo wcześniej skontaktowałam się z panią krawcową, która specjalnie dla mnie miała przygotować czaderskie wdzianko - efektowną, biało-czarną sukienkę z górą w postaci iście gotyckiej mrocznej koszuli z gorsetem i pięknym, ozdobnym dekoltem.

W końcu nadszedł ten dzień. Rano byłam u fryzjera i makijażystki, które zrobiły mnie na bóstwo, a potem niczym burza wpadłam odebrać moją kreację. Nie mierząc jej nawet pojechałam bezpośrednio do sali weselnej, gdzie zgromadzili się już chyba wszyscy goście i czekali na podjazd busów, które miały nas zawieźć pod sam kościół.
W pomieszczeniu dla druhen okazało się, że kieca jest idealna! Gorzej niestety z koszulą, która okazała się na mnie zdecydowanie za mała.
Wcisnęłam ją jednak na siebie, a koleżanki zaczęły mocować się ze sznureczkami od gorsetu. Jako wątłe babiny, dla których jedyną formą aktywności fizycznej jest okazjonalne podniesienie klapy od łóżka w solarium, zabrakło im sił, aby mnie odpowiednio "ścisnąć". Wiedząc, że czasu do ceremonii jest coraz mniej, wybiegłam więc do gości, aby poszukać jakiegoś silnego mężczyzny. Kimś takim okazał się wujek pana młodego - typowy, wąsaty Janusz, już lekko podpity (taki mały falstarcik!), ale generalnie - wspaniały, sympatyczny facet i dusza towarzystwa. Od dawna jestem z nim na ty.
Wujek zaprowadził mnie do męskiej ubikacji, zamknął drzwi na klucz, zaparł się nogą o ścianę i zaczął z całej siły ściągać sznurki. Gorset momentalnie zaczął się zaciskać, a ja poczułam się jakbym trafiła pod tę wielką prasę hydrauliczną z pierwszej części "Terminatora".
- Dawaj młoda! Nie ma że boli! Zaciśnij zęby i wytrzymaj! - zarechotał wujek w odpowiedzi na mój desperacki jęk.
- Auuuaaa! Boli! Przestań, nie tak mocno! - darłam się wniebogłosy.
- Jeszcze trochę. Zaprzyj się mocno. Zaraz będzie po wszystkim! - zasapał mój wybawca wyraźnie już zmachany mocowaniem się z moją przeklętą koszulą, która uszyta chyba została z myślą o karlicach.
- Ajjjj! Ona jest za ciasna! Źle to robisz! Czekaj, pozwól mi się tym zająć! - zapiszczałam usiłując wymacać sznureczki na plecach.
Wymacałam jednak zgrabny węzełek. A wujek z uśmiechem na twarzy, otarł pot z czoła i rzekł:
- I już! Skończyłem! Warto było się tyle drzeć?
Spojrzałam w lustro. Gorset pięknie się na mnie prezentował. Zadowolona wyszłam z ubikacji i zobaczyłam osłupiały tłum gości w ciszy patrzący ze zdegustowaniem na mnie i na wujka. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak te wszystkie wrzaski, jęki i sapania mogły zabrzmieć...
Wujo za to równie szybko załapał co jest grane. Wyszczerzywszy się, przygładził wąsa i teatralnym głosem rzekł do mnie:
- No, młoda. Takich akrobacji to ja się po tobie nie spodziewałem.
I poszedł zostawiając mnie z obciachem.

#jll3Q

Cześć, jestem Natalia i mieszkam w jednym z większych miast w Polsce. Myślę, że jestem dosyć ładną dziewczyną, a ostatnia sytuacja chyba to potwierdziła. Chyba, ponieważ nie wiem jak mam to odebrać.

Pracuję w solarium ponad rok. Nie jest ono zbyt duże, są tutaj 4 łóżka opalające oraz tzw. "tuba". Przewija się tutaj sporo, naprawdę sporo ludzi. Parę dni temu przyszedł pan klient. Niski, grubszy, siwy, na oko mógł mieć może z 55 lat, ale nie jestem tego przekonana, na pewno nie więcej. Pierwsze wrażenie - miły starszy pan, opowiadał, że jedzie na wakacje do Hiszpanii z małżonką i chciałby nabrać trochę koloru przed wyjazdem. Zaproponowałam mu "tubę", chętnie skorzystał i wszedł na 10 minut.

Gdy wyszedł po skończonym opalaniu, uśmiechnął się do mnie i powiedział "Myślałem o tobie". Nie wiedziałam o co mu chodzi, wiec odwzajemniłam uśmiech. Do czasu... Weszłam, by posprzątać po kliencie, patrzę, a tam jedna ścianka od tuby jest cała uwalona biało-przezroczystą mazią.. Oczywiście, domyśliłam się, że to sperma. Myślałam, że zwymiotuję... Nigdy nie czułam takiego obrzydzenia, ale praca jest pracą, umyć musiałam.

Wolałabym się nie dowiedzieć o co mu chodziło.. Nigdy już nie ubiorę dekoltu do pracy oraz mam nadzieję, że już go nie zobaczę. :)

#jM8lk

Ostatnio usłyszałam w wiadomościach jak bezmyślni potrafią być nasi rodacy i postanowiłam podzielić się z Wami moją historią.

Stało się to kilka lat temu. Jak zwykle po powrocie z pracy postanowiłam wziąć długą, gorącą kąpiel. Nalałam więc wodę do wanny i wygodnie ulokowałam w niej swoje cztery litery. Zawsze uwielbiałam gorącą wodę (jeśli ręka po wyjęciu z wody nie parowała, to woda była za zimna :P) i czasem zdarzało się, że od temperatury panującej w łazience robiło mi się słabo. Tak było i tego dnia. Zaczęło mi się kręcić w głowie, więc postanowiłam uchylić okno. Kiedy wstałam, wszystko zaczęło wirować, a po chwili nie widziałam nic, ciemność. To wzbudziło mój niepokój. Nie do końca pamiętam jak wyszłam z wanny, ale udało się. Otworzyłam drzwi od łazienki i wypadłam jak martwa (cała mokra, naga) do przedpokoju. W domu byłam kompletnie sama. Straciłam przytomność.

Ocknęłam się jakiś czas później, ujrzałam mnóstwo krwi (podczas upadku dość mocno uszkodziłam sobie kolano) i wody na podłodze. Ale nie miałam ani siły, ani chęci na to, żeby zastanawiać się jak i skąd to wszystko. Niechlujnie owinęłam się w ręcznik i poszłam do swojej sypialni spać (godzina ok. 14:00). Po trzech godzinach obudziła mnie mama, która wróciła z pracy. Po przebudzeniu moje tętno przypominało to, które mam po ostrym wysiłku fizycznym, czułam się jak "kapeć" i nie mogłam w żaden racjonalny sposób wyjaśnić skąd moje odmienne samopoczucie, więc pojechałam z mamą do szpitala.

Po przyjęciu na izbie przyjęć okazało się, że 52% mojej hemoglobiny połączyło się już z tlenkiem węgla (czadem).
Kilka minut w wannie dłużej i nie napisałabym tego wyznania.
Piecyk gazowy w łazience (Junkers) był sprawny. Przyczyną uwolnienia się czadu był zaburzony ciąg głównego komina w bloku (czad wracał kratką wentylacyjną prosto do mojej łazienki.

Wywraca mi flaki, kiedy słyszę w telewizji od kilkudziesięciu osób pytanych przez dziennikarza "Czy możemy wyczuć zapach czadu?" odpowiedź "TAK".

Ludzie, uważajcie na siebie. Czujnik CO kosztuje 50 złotych.
Pół stówki za bezpieczeństwo Wasze i Waszej rodziny.
I błagam, nie wierzcie w to, że będziecie w stanie rozpoznać tlenek węgla po zapachu!

Przemyślcie to.

#VT05O

Od jakiegoś czasu spotykam się z pewną dziewczyną. Dwa-trzy razy w tygodniu. Oglądamy razem filmy u mnie i uprawiamy sporo seksu. Nasze spotkania głównie opierają się na tym drugim. Przyczyną tego jest to, że owa dziewczyna ma chłopaka. Przyzwyczaiłem się już do tej świadomości, do tego że pisze z nim przy mnie i rozmawia. Czasem nawet jej doradzę, co mu odpisać. Z tego co mi mówi, kocha go i planuje z nim przyszłość, jednak on nie zaspokaja jej seksualnie. Opowiada mi o tym, że seks jest tylko wtedy, kiedy on chce (za rzadko dla niej), i nie chce jej zaspokajać w sposób, w jaki ona by tego chciała (wieczne wymówki przed robieniem minetki).
 
Wracając do prawdziwej historii tego wyznania. Z czasem zarówno chłopak, jak i rodzice tej dziewczyny zaczęli zauważać jej dość częste wychodzenie do "znajomej". Zaczęły robić się problemy, kręcenie, więc postanowiłem coś z tym zrobić. Spotkałem się z jej rodzicami i chłopakiem u niej w domu. Przedstawiła mnie jako swojego przyjaciela. Zadbałem o odpowiedni strój, wygląd. Przez cały pobyt komplementowałem jej mamę, że ładnie się ubiera, tatę, że ma klasę, a jej faceta, że jest naprawdę męski. Na koniec dodałem, że muszę już iść, bo na dole czeka na mnie mój chłopak, zabiera mnie do kina, a później na romantyczną kolację. Po tym ostatnim szczęka wszystkim opadła (w tym mojej "koleżance" - zadziwionej moją grą aktorską). Każdy dokładnie przyglądał mi się z okna, jak wsiadam do auta kolegi (niestety geja), którego (tłumacząc wcześniej sytuację) poprosiłem o ceremonialny buziak w policzek. Dziś nikt z jej rodziny nie ma wątpliwości co do mojej orientacji, a chłopak sam odmawia wspólnych spotkań we trójkę.
Tak, na swój sposób jestem z siebie dumny.

PS Możecie nazwać mnie chłodnym dupkiem z powodu tego co robię, ale już się przyzwyczaiłem. Ja nigdy nie zdradziłem, a byłem zdradzany nie raz. Takie jest życie.

#8HNnL

Kiedy mam dużo czasu przed autobusem, często po prostu siedzę w parku. Tak też było pewnego słonecznego dnia. Siedziałem na ławce i czytałem książkę, a naprzeciwko mnie jakaś matka z dzieckiem. Normalne, nie?

Po chwili ten 3-latek podchodzi do mnie i mówi "bunga-bunga". Mega zdezorientowany zacząłem się śmiać. Podchodzi jego matka, przeprasza mnie i zaczyna dyscyplinować syna. "Adrianku, co ty wygadujesz obcemu panu, nie wolno tak, ty nawet nie wiesz co to znaczy", na co wkurzony dzieciak na całe gardło odpowiada: "Ale ja wiem, to są seksy!". Matka facepalm, pół parku miało bekę xD

#Md753

Kiedy miałam może z 3-4 lata, moi rodzice kupowali nowy samochód. Często jeździłam z nimi oglądać takowe i słuchać co ma do powiedzenia sprzedający. Zasłyszałam wtedy, że w samochodzie są jakieś klocki i w ogóle. Pomyślałam, iż miło ze strony rodziców, że myślą też o mnie i chcą mi kupić jakieś fajne klocki razem z samochodem.

To było moje pierwsze w życiu poważne rozczarowanie ;-;.

#0Fcuo

Nigdy nie byłem zbyt wrażliwy, a jakiekolwiek obrzydzenie jest mi obce.

Dziś wieczorem wyszedłem z psem. Ciemno, mokro, błoto, ogółem dobry klimat. Po powrocie usiadłem przy komputerze i przy użyciu alkoholu zacząłem pochłaniać kolejne odcinki serialu. W pewnej chwili zauważyłem, ze na nogawce mam błoto. Postanowiłem pozbyć się go przy użyciu palca, drapania i śliny.

Było to bardzo ciężkie, więc zmieniłem pozycję, na taką, która ułatwiłaby to. Po kilku "przeładowaniach" śliny na palec i głębszym pochyleniu się nad owym błotem. Gdy do moich nozdrzy dotarł zapach gówna zrozumiałem swój błąd. Wstałem, poszedłem sprawdzić buty. Prawy był bardzo ładnie oznakowany resztkami miny zostawionej przez czteronożnego przyjaciela.

Nie wiem, czy to przez upojenie alkoholowe czy przez mój charakter czy przez wrodzoną twardość, ale nie zwymiotowałem.

Smakowało jak sucha, psia karma. Róbcie z tą wiedzą, co chcecie.
Dodaj anonimowe wyznanie