#PVseT
Ruszyliśmy... jedziemy... po przejechaniu 20 km jeden z kotów ulżył sobie i wypróżnił jelita do transportera. Zjechaliśmy na najbliższy parking. Wygrzebałam spomiędzy tobołów "pudełko z kotem". Kolega wycierał kota, ja transporter. Sytuacja szybko i sprawnie opanowana, więc pakujemy kota z powrotem na miejsce i jedziemy dalej.
Po kolejnych 300 km zachciało nam się przerwy, a auto domagało się karmienia, więc znowu postój, tym razem na stacji benzynowej. Pomyślałam "a, kupię sobie coś do picia". Portfel jest w kurtce, a kurtka z tyłu razem z bagażami i kotami. Szukam, szukam... nie ma. Okazało się, że podczas "akcji kuweta" wyjęłam z auta kurtkę, bo leżała na transporterze. Położyłam ją na dachu i tak zostawiłam. Odjechaliśmy z kurtką na dachu auta... a w środku był mój dowód, prawo jazdy, karta płatnicza i cała wypłata (pracowałam w Małym Mieście na czarno, dostawałam wypłatę w gotówce i nie miałam kiedy pójść i jej wpłacić do banku). Dowiedzieliśmy się tego wszystkiego od... pracowników przydrożnej knajpy, obok której zatrzymaliśmy się, żeby oporządzić kota. Tak, wróciliśmy 300 km, żeby szukać portfela i nie znaleźliśmy. Nawet przeszukaliśmy pobocze drogi.
Trudno. Nie pozostało nam nic innego, jak zgodnie z planem pojechać do Dużego Miasta. Narobiło mi to masę kłopotów - wyrabianie nowych dokumentów, niedobór złotówek... Dobrze, że miałam dostęp do konta w banku na podstawie odcisku palca, bo bym była całkiem bez pieniędzy.
Po jakimś czasie (tak z tydzień, może dwa) zadzwoniła do mnie matka, która chodziła co jakiś czas do mojego mieszkania w Małym Mieście, odbierać pocztę i symulować, że mieszkanie nie stoi puste. Moi sąsiedzi jej donieśli, że szuka mnie policja. Już kilka razy zaglądali i (o dziwo!) nie mogli mnie zastać. Panowie policjanci jakoś wpadli na to, żeby iść pod adres widniejący w dowodzie, ale nie wpadli na to, żeby sprawdzić też adres na prawie jazdy (nie wymieniłam dokumentu po poprzedniej przeprowadzce), pod którym by przynajmniej znaleźli moją rodzinę, która wie gdzie mnie szukać. Oczywiście zostałam przez kochaną mamusię z góry oskarżona o kradzieże, handel narkotykami i przewodzenie jakiejś mafii powiatowej. Jakoś udało mi się przekonać ją, żeby poszła zapytać o co im chodzi, bo mój stan konta wyraźnie przeczył działalności mafijnej.
Ostatecznie rodzicielka dostała na komendzie moją kurtkę, portfel, a w nim prawko, dowód, kartę płatniczą i... całą moją wypłatę. Policjant odmówił podania danych znalazcy.
Od tamtego czasu portfel noszę przypięty łańcuchem do spodni ;)
Gorzej, jak tym razem zgubisz spodnie.
Haha,nie śmiej się,ja raz zgubiłem :P
Eozynofil, jak? Chciałabym poznać tę historię ;)
Wy się smiejecie, a mi w podstawówce ktoś po WF spodnie zajumał 😂
Może nosi te spodnie, które krok mają w kolanach i odsłaniają pupę? Można faktycznie nie zauważyć, że się takie zgubiło 😉
@PolishIdiot Pruski? XDDD
Lepie zmień prawo jazdy. Zmiana zameldowania wymaga tego. A podczas kontroli grozi mandat a nawet odebranie dokumentu.
Ja jeszcze nie zmieniłam i nie mam zamiaru bo stówa za to żeby zmienili mi nazwisko w prawku to chyba przesada. Wiem że to może grozić mandatem ale będę się zapierac rękami i nogami i nie zapłacę.
jest jeszcze jedna kwestia- wiele osób ( w tym ja) stare prawo jazdy ma bezterminowe, teraz już czegoś takiego nie ma. Ostatnią kontrolę miałam z 10 lat temu.
Onalubipomarancze060 ja byłam zatrzymana i też mam jeszcze nie zmienione, zapytali tylko dlaczego nie zmieniłam. Zaczęłam się wykręcać, że podobno mają zmieniać niedługo wszyscy. A oni na to, że nic nie wiedzą i mnie puścili. Kary brak 😂
Nie mam żadnego adresu zameldowania. Na jaki niby adres mam zmienić?
Teraz mialas szczescie, ale drugi raz mozesz nie miec wiec znajdz normalna prace to przynajmniej pieniedzy nie stracisz
Ja tez odkąd zgubiłam portfel (znalazłam ale tylko dokumenty, chociaż dobre i tyle) nosze portfel przypięty do spodni na łańcuch, który już nie raz uratował mnie przed ponownym zgubieniem
Ja kiedyś nosiłam portfel z łańcuchem przypietym do spodni. Raz w mieście go zgubilam. Nie wiem jak, gdzie i kiedy. Najlepsze jest to że jakiś czas później sam łańcuch znalazlam w domu. Do dziś zastanawiam się nad jednym: Jak?
Za poł godziny zamykają bramki, musimy biec Habs!
Czuję natomiast potrzebę usprawiedliwienia się z lekka, skąd mi się wzięło zabierać głos w przedmiocie tak odległym od zwykłych mych zatrudnień i uważanym dziś niemal za gałąź wiedzy.
Nie rozmumiem po co udawać ze mieszkanie nie stoi puste :p
Zapewne jest komunalne.
No bo przecież złodziej tylko czyha aż mieszkanie będzie stało tydzień puste żeby się do niego włamać i wszystko ukraść.
Wejdź do mieszkania, gdzie nikogo nie było przez kilka miesięcy i weź głęboki wdech. Poczujesz wilgoć i stęchliznę. Trzeba od czasu do czasu wodę spuścić, wywietrzyć i nagrzać (no, zimą), żeby się jakieś ciekawe rzeczy nie rozwinęły. Poza tym niektórzy mają kwiatki, które trzeba podlać. No i trzeba sprawdzić, czy szyba nie wybita, rura nie pęknięta itd. Nie trzeba być Sherlokiem, żeby na to wpaść. A co do złodzieja, to i bez nieobecności zdarzyło się, że ktoś mi podpalił drzwi od mieszkania, a ktoś inny pukał i pytał za ile mu to wynajmę, bo słyszał, że mieszkanie stoi puste i jest do wynajęcia...