Pod koniec pierwszego roku studiów poznałam w klubie chłopaka X. Od razu się sobie spodobaliśmy, więc zaczęliśmy się spotykać. Żadna wielka miłość, po prostu świetnie się dogadywaliśmy i fajne spędzaliśmy razem czas, także w łóżku. X od dzieciństwa miał najlepszego kumpla Y, z którym ja też dobrze się dogadywałam. Y w czasie wakacji obiecał zająć się mieszkaniem jakichś dalekich kuzynów w górach, więc zaproponował, żebyśmy dołączyli do niego.
Podczas jednego z pierwszych wieczorów, w czasie rozmowy przy piwie, temat zszedł na seks. Powiedziałam, że moją fantazją zawsze był trójkąt z dwoma facetami. Y powiedział, że mamy komplet, więc mogę spełnić swoje marzenie. Spojrzałam na X, który oznajmił, że jeżeli mówię serio i naprawdę tego chcę, to on jest za. Zgodziłam się. I tak minęły nam dwa miesiące wakacji. Prawie każdą noc spędzaliśmy w trójkę, w klubach, a potem w łóżku. Wypróbowaliśmy wszystkie dostępne pozycje dla trójkątów jakie znaleźliśmy.
Pod koniec wakacji szczęśliwi wróciliśmy do domu. Żadne z nas nie wspominało o tym co się wydarzyło, ja i X przestaliśmy być parą, ale zostaliśmy przyjaciółmi, mamy dobry kontakt, często rozmawiamy. Po pewnym czasie poznałam chłopaka, z którym nie tylko dobrze się dogaduję, ale którego również kocham. Wie on o wszystkim i nie ma nic przeciwko temu.
Pewnie wiele osób nazwie mnie tanią dziwką, ale ja nie żałuję. Miałam taką fantazję, spełniłam ją i podobało mi się.
Historia, którą chcę opisać zaczęła się w gimnazjum. Chodziła wtedy do mojej klasy niepełnosprawna, poruszająca się o kulach dziewczyna o imieniu Marta. Nikt w klasie jej nie przezywał ani jej nie dokuczał, ale była przez nas ignorowana. Marta była cichą i spokojną osobą starającą się nikomu nie wadzić.
W trzeciej klasie zdarzyło się coś, co zmieniło sytuację. Marta zgubiła w szkole zegarek, który ja znalazłam. Kierując się jakimś odruchem serca, postanowiłam jej go zanieść do domu. Wiedziałam, gdzie mieszka, więc poszłam do niej, myśląc, że załatwię sprawę w pięć minut. Marta była mi bardzo wdzięczna. Chciałam odejść, ale jej mama poprosiła mnie, żebym została jeszcze chwilę. Rozmowa na początku się nie kleiła, ale z każdą chwilą przekonywałam się, że Marta jest ciekawą osobą, tylko bardzo nieśmiałą. Okazało, się, że mamy podobne zainteresowania. Marta z czasem stała się moją przyjaciółka. Osobiście zadbałam o to, żeby w klasie była traktowana godnie i z szacunkiem.
Teraz chodzimy razem do liceum. :)
PS Napiszę jeszcze dlaczego Marta chodzi o kulach. Kiedy miała 7 lat, ojciec w pijanym widzie połamał jej nogi jakimś drągiem, wcześniej do nieprzytomności bijąc jej matkę. Moja przyjaciółka stanęła w jej obronie i zapłaciła za to wysoką cenę. Nogi miała połamane tak, że lekarze na początku nie dawali jej szans na chodzenie, jednak dzięki operacjom i rehabilitacji Marta po kilku latach zaczęła chodzić o kulach. Pełnej sprawności już nigdy nie odzyska.
Siedzę sobie właśnie w kolejce do lekarza. Jak zawsze kolejka długa i wolno to idzie.
Od jakiegoś czasu planuję kupić sobie zestaw startowy do hybryd (dla niewtajemniczonych - zestaw do malowania paznokci).
Siedzę spokojnie, czytam opinie i szukam koloru, który będzie dobry na początek. Jako że na stronie nie ma zdjęć na paznokciach, chciałam wyszukać w grafice jak owe kolory się prezentują na paznokciu. Obok mnie siedzi sobie kobietka ok. 60 i kątem oka zagląda w mój telefon - jakoś specjalnie mi to nie przeszkadza, bo może kobiecie też się nudzi, a przecież nic osobistego nie robię (wiadomości itp.). A więc wpisuję w Google kolejny kolor, który wpadł mi w oko, nazwa "classic nude". I co się pojawia? Zdjęcia gołych babeczek itp. Kobieta patrzy na mnie oburzona, po czym przesiada się dwa krzesła dalej :D
Jakoś tak na koniec października, prowadząca ćwiczenia, zapytała męskiej części naszej grupy czy już czas zmieniać opony na zimowe. Panowie zgodnie odpowiedzieli, że owszem. Odpowiedziała, że chyba jeszcze nie zmieni.
Tydzień później: czekamy jak te łosie na ćwiczenia, na których miała być kartkówka, czekaliśmy dobre 15 minut i już mieliśmy się zbierać, gdy przybiega jakiś doktor i mówi "Pani doktor X niestety nie jest w stanie dojechać na zajęcia, mogą państwo iść do domu". Dwa razy powtarzać nie musiał :-)
Dwa tygodnie później: dr. X przybiega na zajęcia punktualnie i przeprasza za swoją ostatnią nieobecność oraz mówi, że zajęć nie musimy odrabiać ponieważ nie było jej przez to, że nie posłuchała naszej grupy i wpadła w poślizg. Powiedziała też "Obiecuję, że to się już nie powtórzy, dla dobra państwa edukacji następnym razem będę słuchać państwa rad".
Trzy tygodnie później: pani doktor zaczyna zajęcia od "Proszę naszykować karteczki". A co my na to? "Nie piszmy tego".
X: Piszemy!
My: Pani doktor, to nie jest dobry pomysł.
X: Według mnie świetny.
My: Ale pani doktor...?
X: Słucham?
My: Obiecała pani, że będzie słuchać naszych rad.
Doktor X rozbawiła cała ta dyskusja i powiedziała, że skoro obiecała, to słowa dotrzyma.
Koniec, końców kartkówkę napisaliśmy tydzień później. Pani doktor zaczęła zajęcia od słów "Tylko dzisiaj żadnych rad, proszę".
Moi rodzice bardzo długo starali się o dziecko. Szczęściu nie było końca, gdy przyszłam na świat. Szczęśliwa mama obserwowała swoją długo wyczekiwaną pociechę. Do tej pory mówi, że nie widziała piękniejszego bobasa.
Dziadek podszedł do mamy i widząc jej twarz powiedział:
"Nie martw się, Marzenka. Niedługo brwi jej urosną i będzie wyglądać normalnie".
Pamiętaj, nawet jak nie masz brwi, to prawdziwi rodzice będą cię kochać! :D
Moja babcia zaczyna powoli mieć otępienie starcze, nie ma problemów z rozpoznawaniem osób, ale często zapomina co i kiedy powiedziała. Babcia jest też bardzo wymagająca, jeśli chodzi o znajomych, bo uważa, że wszyscy ludzie są źli i nikomu nie można ufać. Tylko jedna starsza pani (nazwijmy ją A) ma zaszczyt być w friendzonie z babcią. Pani A też ma problemy z pamięcią, ale jest totalnym przeciwieństwem mamy mojej mamy. Ciągle gdzieś spaceruje, chce ze wszystkimi rozmawiać, pozytywna, otwarta i trochę uzależniona od mocnych trunków.
Ostatnio babcię odwiedziła jej siostra (moja ciocia), która słynie z tego, że uwielbia przechwalać się swoim życiem za granicą i przywożeniem pysznego majonezu z tubki. Tak jak zawsze po jej wyjeździe, babcia była bogatsza o nowe wiadomości spoza kraju i zapas roczny majonezu z tubki. Nastaje dzień spotkania z panią A, babunia robi pyszne kanapeczki z majonezikiem i rozmawiają jedna przez drugą. Pani A jest zachwycona tym produktem, więc babunia daje jej tubkę do domu i dalej zagłębiają się w dyskusję, którą potem przekręcają i podają dalej w obieg. Po tych spotkaniach same nie pamiętają, o czym rozmawiały i co wtedy robiły.
Następnego dnia babcia robi sobie zakupy w sklepie, kiedy z impetem wbiega pani A. Podchodzi do babci, chwyta ją za ramię i głośno oznajmia:
- Dziękuję ci, uratowałaś mi życie.
Babcia w szoku, o mało co nie upuściła torby ze słodkimi bułkami i pyta panią A:
- Dlaczego?
A ta z uśmiechem większym niż rogal w babci torbie odpowiada:
- Kręgosłup już mnie w ogóle nie boli, ta maść rozgrzewająca, którą mi wczoraj dałaś zdziałała cuda!
To jedna z tych historii, które babcia mimo choroby zapamięta na zawsze, ale też ciekawy przykład działania efektu placebo. Choć może nikt jeszcze nie odkrył magicznej mocy majonezu z tubki ;)
Moja prababcia jeszcze kilkanaście lat temu była mistrzynią gotowania. Jako mała dziewczynka mogłam jeść tylko jej przepyszne gołąbki, chociaż na ogół nie cierpię tej potrawy. Jednak od kilku lat babcia, zamiast dać sobie spokój z gotowaniem (naprawdę nie musi, mieszka u cioci), nie stara się i robi wszystko na siłę ''bo i tak jest dobre''.
Ostatnio umówiłam się ze znajomymi niedaleko domu babci i cioci, a po skończonym spotkaniu postanowiłam do nich wpaść. Cioci nie było, jednak babcia i tak radośnie mnie przywitała. Oczywiście padło standardowe pytanie ''Kochaniutka, a ty nie jesteś głodna? Babcia ma taki dobry rosołek dla ciebie, dzisiaj robiłam''. Pomyślałam, że rosołek babuni dobrze mi zrobi, ponieważ byłam zmarznięta. Ochoczo zabrałam się do jedzenia rosołu. Zjadłam kilka łyżek, po czym zauważyłam w nim kilka nieco większych kawałków makaronu. Zjadłam może ze dwa ''większe makaroniki'', a jednemu przyglądnęłam się baczniej, ponieważ się poruszył. Nie... To nie były większe części makaronu. To były jeszcze żywe (!) larwy, prawdopodobnie much!!! Myślałam, że zrzygam się do miski, zrobiłam się ''zielona'' na twarzy i już poczułam płynącą mi treść żołądka do gardła, kiedy prababcia na wszystko patrzyła. Spytała się, dlaczego nie chcę jeść rosołku, i nawet nie zdążyłam nic wyjaśnić, kiedy babcia podłożyła mi talerz kopytek. Nie były takie złe, smakowały mi. Jednak przy mieleniu jednego kopytka w buzi, poczułam coś bardzo twardego. Wyplułam ową rzecz, a okazała się ona... kawałkiem paznokcia prababci...
Prawdopodobnie już nic nie zjem u mojej prababci, bo takie sytuacje powtarzają się coraz częściej :(
Dzisiaj nadszedł jeden ze szczęśliwszych dni w moim życiu. Wyszłam ze szpitala po 5 tygodniach. Przywieziono mnie karetką, jako poszkodowaną w wypadku komunikacyjnym. Miałam tylko (albo aż) złamana nogę. Moja noga to były puzzle, jak to po operacji stwierdził lekarz.
Całkiem zabawne fakty ze szpitala:
1) uszkodzili mi nerw w nodze. Nie mam czucia.
2) podczas operacji się obudziłam.
3) podali mi antybiotyk, na który mówiłam, że mam uczulenie.
4) zaraziłam się zapaleniem płuc i zapaleniem krtani od osób, które leżały na sali (mam prawie że zerową odporność i powinnam leżeć w izolatce).
A mówili, że polskie szpitale są do kitu. Pozdrawiam z Oulu Polka w Finlandii :D
Ostatnio złapała mnie ciężka jelitówka.
Wymiotowałam co chwila.
Pech chciał, że akurat kiedy zaczęło mnie znów mdlić, zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i prawie w tym samym momencie zwymiotowałam listonoszowi na buty. Zanim zdążyłam przeprosić, powiedział: "Może i nie jestem zbyt urodziwy, ale jeszcze nikt nie zwymiotował po spojrzeniu na mnie, jest pani pierwsza!".
Dobrze, że miał chociaż poczucie humoru, ale i tak spaliłam się ze wstydu :D
Jestem barmanem i pracuję w klubie. Widziałem i mógłbym opisać dużo historii, ale ta, która wydarzyła się ostatnio nie chce wyjść z mojej głowy.
Sobotnia noc. Impreza kręci się jak nigdy dotąd. Na środku parkietu obściskuje się namiętnie koleś z jakąś małolatą. Wtedy na schodach pojawia się moja koleżanka z podstawówki (już poważna pani). Ubrana elegancko, uczesana. Od razu widać, że zupełnie inna liga niż nasze klubowiczki.
Podeszła do baru, zamawiając butelkę drogiego alkoholu. Bierze łyka prosto z butli, po czym zaczyna kierować się w stronę parkietu. Rozdziela tańczącą parę i rozbija butelkę na głowie chłopaka. Padł na ziemie jak długi, wtedy go opluła, powiedziała coś i jak gdyby nigdy nic ruszyła w stronę wyjścia. Za nią zszokowani ochroniarze i ja też.
Kiedy próbowali ją zatrzymać, kazała pokazać sobie licencję ochroniarską, bo same mięśnie nie wystarczą, żeby coś jej zrobić. Dodała nawet, że szybko może nas zniszczyć, bo każdy wie, że wpuszczają nieletnich, a tam sprzedawane są narkotyki.
Na moje pytanie czemu to zrobiła, powiedziała: "Mógł nie podnosić ręki na moją młodszą siostrę".
I poszła sobie, a nasze karki nie potrafiły nawet nic zrobić (w sumie dobrze xd).
No i tyle. Siostrzana miłość :D
Dodaj anonimowe wyznanie