#pTZ7D

Gdy wysyłam komuś przesyłkę pocztą (a ostatnio sporo, sprzedaję stare ubrania i przeczytane książki), to wklepuję adres tej osoby w Google Maps i patrzę gdzie mieszka, czy w domku, czy w bloku, w jakiej okolicy, dzięki Street View spaceruję sobie wokół jej domu i po mieście. Taka wycieczka bez wychodzenia z domu.

#EzK8H

Jeździmy z kumplami offroadowo motocyklami i quadami, jeździmy legalnie, bo tylko po polnych drogach, po których jeżdżą również traktory i samochody i po PRYWATNYM LESIE NALEŻĄCYM DO KUMPLA. Mamy tam tor, ale wszyscy zainteresowani wiedzą, że to prywatny teren.

Jak wspominałem, mamy tam tor, który jest regularnie niszczony, ale to co się ostatnio odjebało przekracza jakiekolwiek granice i powinno być uznane jako usiłowanie zabójstwa.

Dla przedstawienia powiem tyle, że tor prowadzi przez wąwóz, jest tam sporo zakrętów. Na wylocie z winkla została wykopana dziura, 2 m głębokości, 1 długości i szerokość na cały przejazd, do tego ktoś rozłożył tam folię, nasypał na nią ziemi i wszystko ukrył, tak że na pierwszy rzut oka nic nie było widać, mocno się napracowali.

Ziomek wleciał w to rozpędzony do 70 km/h... Na szczęście jest z tych ludzi, którzy są "nieśmiertelni", więc ma połamaną rękę i nogę, miał wstrząs mózgu i blizny na całym ciele. Quad za 60 tys. rozwalony całkowicie.
W drugiej części toru drzewo było ścięte i zawalone centralnie na hopke, na budowę której poszło parę dni pracy... Gwoździe i wkręty to codzienność.
Kamery, które zamontowaliśmy, zostały rozwalone strzałami z wiatrówki.

Policja nic nam nie pomogła, powiedzieli, że jak nie mamy dowodów, to nic nie mogą zrobić, a skoro nie ma ogrodzenia, to ludzie tam mogą wchodzić "nieświadomie". Taa...

Wzięliśmy sprawy w swoje ręce, wydaliśmy duużo hajsu na kamery termowizyjne, sprawca został nagrany i złapany na gorącym uczynku. Myślicie, że dostał więzienie?
Ha, ha, w Polsce? Dostał jakieś grosze do zapłacenia jako grzywnę. Ale słyszałem, że już kilka razy zebrał od miłych chłopaków pytających, czy ma jakiś problem...

Na pytania po co to robił odpowiedział, że nie lubi, jak ktoś cwaniaczy.

Nie jesteśmy małolatami, którzy próbują zaszpanować, na asfalcie nikt nie ciśnie, bo zwyczajnie szkoda nam opon, nie jeździmy rano ani w nocy, hobby jak każde inne, ale zawsze znajdzie się ktoś, komu wszystko przeszkadza. Morału nie ma, trzeba się pogodzić z życiem w cebulandii...

#9aTxV

Mając kota, wiadomo, trzeba liczyć się z tym, że będzie on od czasu do czasu przynosił do domu różne "smakołyki", typu myszy lub jakieś wróble. Mam takowe zwierzę i przydarzyła mi się pewna historia z nim związana, a mianowicie...

Siedzę sobie w domciu przed telewizorem, kiedy to moja przerażona siostrzyczka zaczyna krzyczeć na zewnątrz, że kot biegnie w stronę domu z myszą w pysku. Nie chcąc znowu sprzątać mysich jelit i wątroby z podłogi, zerwałem się i pobiegłem zamknąć drzwi, coby sobie kot nie myślał, że może tak łatwo dostać się ze swoją przekąską do domu i tam ją spałaszować.

Dobiegając do drzwi, pchnąłem je z całej siły, ale nie wiedziałem, że kot jest już tak blisko... drzwi zamknęły się mu przed samym nosem! Na szczęście nic się mu nie stało, lecz nie można tego było powiedzieć o myszce. Biedna została przeze mnie rozgnieciona z impetem między futryną a zamykającymi się drzwiami...
Teraz to dopiero miałem sprzątanie.

Przynajmniej doświadczyłem czegoś nowego... nigdy wcześniej nie zeskrobywałem mysich jelit i wątroby z drzwi i futryny.

#C0J5x

Czasami zabawiam się sama ze sobą, lecz do dziś ani razu nie miałam orgazmu, co najwyżej podniecenie. Dziś jednak wszystko się zmieniło. W jaki sposób?

Przydzielili mojej klasie nową nauczycielkę wychowania fizycznego. Jest młoda, z tego co powiedziała, świeżo po studiach. Dodatkowo jest naprawdę piękna. Opowiadała nam o systemie oceniania, a ja wyobrażałam sobie, że uprawiam z nią seks w kantorku, błagając o lepszą ocenę. W chwili osiągania orgazmu, głośno jęknęłam. Jej wzrok oraz uczniów, zapamiętam do końca życia. Zabijcie mnie, proszę.

#gRd9z

Kiedy byłam nastolatką, byłam molestowana. Starając się to przerwać, pomimo wstydu zaczęłam o tym mówić. W ten oto sposób powstała tajemnica poliszynela. Nikt nie reagował, no bo przecież to niemożliwe.... Na pewno coś źle zrozumiałam... Może nie zrozumiałam żartu... Za każdym razem, jak próbowałam sięgnąć po pomoc, kończyło się krzywym spojrzeniem i opieprzem od rodziny, że opowiadam ludziom brednie i co oni sobie o nas pomyślą. W końcu po pół roku dałam sobie spokój i zamknęłam się w sobie.
Z miesiąca na miesiąc uwierzyłam w to co mi powtarzano i przekonałam samą siebie, że to wszystko to moja wina. Moje obrzydzenie do własnej osoby dosięgnęło momentu, gdy nawet w myślach zwracałam się do siebie per dziwka. W ciągu trzech lat nabawiłam się depresji, uzależniłam się od samookaleczania i mowa tu już o ranach wyższego kalibru, po których blizny zostaną mi do końca życia oraz wpadłam w zaburzenia odżywiania.
Kolejne pięć lat zajęło mi względne pozbieranie się do kupy i jako takie zaakceptowanie swojej osoby. Ile bólu i łez mnie to kosztowało wiem tylko ja.
Jedno jednak wiem już na pewno. Nigdy więcej nie pozwolę sobie wmówić, że to była moja wina.
Stąd też mój apel do ludzi. Ja rozumiem, że dzieciakom można nie wierzyć. Ale obowiązkiem KAŻDEGO dorosłego jest SPRAWDZIĆ, czy aby na pewno nie jest to prawdą.

Ludzie, miejcie oczy. Reagujcie. Siedząc cicho, wyrażacie swoje pozwolenie...

#PtqzP

Ostatnio zarówno częstotliwość, jak i jakość mojego pożycia seksualnego dość mocno wzrosła.
Na tyle, że któregoś razu zsunęła nam się dość mocno gumka.
Z tego względu, dla pewności, poszłam do apteki w wiadomej sprawie.
Apteki, podkreślę, w której do tej pory byłam może z maksymalnie 4 razy i w której pojawia się przynajmniej 3 różnych farmaceutów.

Wchodzę, na szczęście nie ma nikogo poza mną i panią w białym fartuchu.

- Dzień dobry, poproszę test ciążowy.
- A... w jakim celu?
- ?
- Rozumiem, że nie chce pani złożyć zażalenia?
- ???
- No... wie pani, o co mi chodzi?
Patrzę zdezorientowana na panią, pani badawczo na mnie.
- Chyyyba nie... a mogłaby pani wyjaśnić, bo nie jestem pewna?
- Bo ostatnio kupowała pani tutaj prezerwatywy i pomyślałam, że może przedziurawiły się pani albo pękły i chce pani złożyć skargę.

Chyba nie muszę dodawać, że strzeliłam niezłego buraka.

Zwłaszcza że w życiu nie podejrzewałabym, że ktokolwiek stamtąd może mnie zapamiętać.
Bo to "ostatnio" było jakiś miesiąc temu. I kupowałam je w tym miejscu pierwszy, a w ogóle - drugi raz w życiu.
Dodaj anonimowe wyznanie