Jak wiecie niedługo święta i gdy tak chodziłam po sklepach, przypomniało mi się oszustwo moich rodziców.
Zaproponowali mi, że pójdziemy do sklepu i sama będę mogła wybrać prezent pod choinkę. Brzmiało uczciwie, więc się zgodziłam.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że poszliśmy do spożywczego.
Mój sąsiad nienawidzi kotów. Jak zobaczy jakiegoś kota chodzącego po jego podwórku lub po drodze przed jego domem - od razu szuka strzelby i trafia w biednego kotka. Parę razy zwracałam uwagę nawet raz zgłaszałam policję, ale kompletnie nic nie powiedzieli mu. Nawet mandatu nie dali czy coś w tym stylu :-(
Postanowiłam wziąć sprawę w swoje ręce. Zrobiłam z pudełka kota. Postawiłam go na mojej deskorolce i popchnęłam ją przed dom sąsiada. Nie zauważył, że ten niby "kot" jedzie na deskorolce, z czego później się strasznie śmiałam, on wziął strzelbę i zastrzelił kartonowego kota. W tym ccasie nagrałam to na telefon i wstawiłam na facebooka. Podpisałam nagranie "Morderca kartonowych kotów".
Dużo komentarzy i hejtów na sąsiada. Już nigdy nie zastrzelił kotka :-) . I w taki sposób ochroniłam bezdomne kotki :P
Chyba jestem złym człowiekiem.
Pewnego słonecznego dnia, będąc pod sklepem ogólnospożywczym usłyszałem straszliwy huk (odgłos powstający przy wystrzale, wybuchu, upadku czegoś ciężkiego itp..). O matko bosko!! Co to się stało? Po opadnięciu kurzu ukazała się moja sąsiadka na składaku marki Romet, która chodzi w wadze ciężkiej (120 kg). Wystrzał na tylnej osi.
Nie udzieliłem pomocy, tylko śmiałem się do rozpuku. Czuję się z tym bardzo źle.
Kiedyś w sklepie (miałam 12 lat) postanowiłam sprawdzić cenę pewnego produktu. Najbliższy kasownik był w dziale z artykułami dla zwierząt. Gdy sprawdziłam już cenę, podszedł do mnie pewien mężczyzna i zaczął opowiadać, jak bardzo lubi koty, zwłaszcza takie małe. I bardzo często przygarnia takie małe kotki i trzyma je w piwnicy, oraz zaprasza potem małe dzieci, by mogły się pobawić z kotkami. Zaprosił również i mnie. Wiedząc, aby nie rozmawiać z nieznajomymi, przerażona uciekłam od tego pana i opowiedziałam sytuację rodzicom. Na następny dzień koleżanki pokazały mi pewien mem o kotkach w piwnicy.
Prawdopodobnie pan chciał mnie z*wałcić, zapraszając mnie do jego piwnicy, bym mogła się pobawić z kotkami.
Ostatnio przeczytałam pewne wyznanie, które przypomniało mi szereg bolesnych zdarzeń z mojego dzieciństwa.
Od kiedy byłam małym szkrabem, pamiętam jak Kacper przychodził do nas naprawiać komputer. Chociaż byłam bardzo mała, a sam komputer nie wyglądał jak te dzisiejsze, to pamiętam jego wielkie okulary i burzę kręconych włosów i to jak przy furtce machał mi ręką z uśmiechem na twarzy wołając "Przyjdź dzisiaj do nas, mama piecze twoje ulubione ciasto!". Chociaż miał tylko 20 lat, dla mnie był bardzo dorosły i dojrzały, ale przy tym zawsze skory do zabaw z głupiutką ośmiolatką.
Któregoś dnia moja matka zawołała mnie do kuchni. Nie pamiętam czy była smutna, czy może bardziej poważna. Poprosiła mnie bym usiadła. Po prostu popatrzyła na mnie i powiedziała: "Kacper zniknął". Nie wiem czy tłumaczyła coś dalej, ale z tego konkretnego momentu pamiętam tylko to zdanie i jak cały świat zatrzymał się w jednej chwili. Ale po chwili ruszył dalej, bo przecież znajdzie się prawda? Musi się znaleźć, przecież to Mój, jedyny w swoim rodzaju Kacper, który zawsze w końcu przychodził!
Nie przyszedł więcej. Parę dni później znaleziono jego ciało w rzece. Popełnił samobójstwo.
Ale nie chcę pisać o tym, jak czuła się mała dziewczynka po śmierci chłopca z sąsiedztwa (chociaż wszystko to wpłynęło później na decyzje jakich dokonywałam w dorosłym życiu), ale o tym, że czasem ludzie dorośli, są bardziej bezmyślni niż dzieci.
Matka Kacpra po jego śmierci zamieniła się w cień człowieka. Wydawało się, że chce umrzeć razem z nim (na cmentarz chodziła co najmniej trzy razy dziennie, widziałam jak jeździła rowerem przed naszym oknem). Jakiś miesiąc po pogrzebie poszła do fryzjera. Zagadała ją pewna pani, na ploteczki. "A słyszała pani, że Y urodziły się dzieci? A z tej miejscowości Z. A ostatnio ten chłopak X popełnił samobójstwo. Oszalał chłopak całkowicie. Matka zaganiała do nauki, a chłopak tępy był, to i zabił się z tego żalu że taki głupi! Dobrze tak staremu i starej!". Usłyszała to prosto w twarz od obcej kobiety.
Ludzie są okrutni i nie dość że mamy XXI wiek, a samobójstwo to temat tabu, to jeszcze dokopać musieli rodzinie i nam wszystkim, dla których Kacper był kimś ważnym. Nie jeden raz, na ulicy, podszeptując pod sklepem, prosto w twarz. Nie wspomnę o tym co ksiądz powiedział podczas pogrzebu.
Nie tak powinien wyglądać okres żałoby dla Matki, która utraciła swoje jedyne dziecko.
*Powód Jego samobójstwa był nam znany, pozwolę sobie jednak zachować go dla siebie - nie o tym ma być to wyznanie.
Z góry nie chcę zbudzać litości, piszę bo siedzi mi to na sercu.
Czekam na koniec tego 2017, bo jak na razie to był najgorszy rok w moim życiu.
Z początkiem roku rozstaliśmy się z narzeczoną. A dlatego, że nie mogliśmy poradzić sobie po poronieniu, jak bywa w takich sytuacjach to było coraz więcej złości miedzy nami.
Kilka tygodni po tym zdarzeniu zmarła mi mama po 3 latach walki z rakiem. Po kilku miesiącach straciłem firmę, bo zaufałem wspólnikom i mnie okradli (w sumie to wspólną firmę), a sprawa wisi u prokuratora.
Tak sobie myślę, że już wyczerpałem już limit nieszczęść na ten rok oraz kilka następnych lat. Tylko gryzie mnie jedno, czuję jakbym powoli tracił empatię. Chociaż czasem nie mam siły wstać z łóżka i nikogo widzieć. Próbuję z tym walczyć chodzę na randki czy na spotkania ze znajomymi, znalazłem pracę, której nienawidzę (jak większość ludzi).
Po prostu tęsknię za rozmowami z moją mamą i zastanawiam się nad tym jakby teraz wyglądało moje dziecko i czy była to córka czy byłby syn.
Chcę nadmienić, że wśród rodziny czy znajomych uchodzę na osobę, co nie przejmuje się problemami i jest zawsze uśmiechnięta.
Chodzę na basen.
Jestem na basenie często i do teraz nie przytrafiło mi się nic nieprzyjemnego.
Basen i sauna to moja całkowita odskocznia i chwila samotności. Na 30 minut jestem tylko ja :) Więc plan zawsze taki sam - około 20 minut pływam i 10min w saunie (po tym czasie przychodzi mąż z dzieckiem i robimy zamianę).
Więc jestem w saunie parowej i nic nie widać jak zawsze, siadam, zanurzam się w kłęby gorącej pary i słyszę sapanie - myślę że spoko, ktoś bardzo chce nawdychać powietrza ok. Ale do sapania dochodzi taki charakterystyczny mlask - jakby ktoś wklepywał w ciało olejek. No dobra, przecież można się smagać rękami po spoconym ciele i podobnie, ciało mlaska, tylko za długo to trwa. Dopiero po 5-6 minutach dociera do mnie, że w tych odmętach pary jakiś facet się masturbuje. - O nie, ty tak w saunie?
I jak ja mam teraz wejść następny raz do sauny? Moja wyobraźnia już robi swoje i neutralne kropelki skroplonej wody teraz będą obleśną spermą. Blee...
Mieszkam w stolicy Bawarii. Pracuję ròwnież na nocne zmiany w pewnym czterogwiazdkowym hotelu (tak w nawiasie, sporo jest do opowiedzenia na temat tej pracy).
Z uwagi na to iż moja kawalerka stoi wiecznie pusta, postanowiłem pobawić się troszkę w Airbnb. Kawalerka z widokiem na Alpy, świetna lokalizacja, a niech podróżni prześpią się za drobną opłatę. Ja jestem w pracy, a hajs leci na konto. Układ idealny.
Oczywiście nie byłoby tego wyznania gdyby wszystko poszło jak po maśle.
Moimi pierwszymi gośćmi były dwie młode dziewczyny ze wschodnich Chin.
Jak ustalone, o godz. 17 przekazuję im klucze do mieszkania, lecę na miasto, a następnie do pracy.
Kròtko po pòłnocy zadzwonił telefon. Okazało się że biedne Chinki nie mogą otworzyć drzwi. Jako że mieszkam niedaleko hotelu, udało mi się urwać z pracy na kwadrans, aby uratować biedne dziewczyny z opresji.
Niestety, zamek w drzwiach się zaciął na amen. Nie było nawet jak się włamać do środka.
Na własny koszt postanowiłem zabrać je do hotelu i zarezerwować im najtańszy pokòj jaki mieliśmy do dyspozycji. Na drugi dzień musiałem wezwać ślusarza (w godzinach nocnych byłby o wiele droższy).
Koniec końców okazało się, że zamek w drzwiach był po prostu wadliwy, a ja za całą imprezę musiałem zapłacić ponad pìęciokrotną sumę, którą miałem zarobić.
Nie zraziłem się jeszcze, ale odtąd wciąż mam rękę na sercu gdy oddaję komuś klucze.
Oglądałam ostatnio z moim lubym "Listy do M. 2". Podczas sceny wybierania pierścionka zaręczynowego wpadłam na pomysł, żeby dać mu delikatnie do zrozumienia, że chciałabym być na jej miejscu, więc stwierdziłam: "Ooo jaki ładny... " na co on: "O Boże! To sobie jeszcze poczekasz".
Pamiętacie może wyznanie #GhARC? Napisałem je i teraz powracam, znowu się stało z moim życiem coś ciekawego.
Pozytywne przyjęcie moich wynurzeń dało mi bardzo dużo energii, wyszedłem między innymi przez to do ludzi. Nieuchronnie doprowadziło to do rozszerzania się kręgu znajomych. Poznałem Ewkę, wspaniałą kobietę. Rozumieliśmy się w sposób wykraczający poza zwyczajną komunikację werbalną, po prostu coś niesamowitego.
Z tego opisu można się bez trudu domyślić, że nie minęło dużo czasu i zacząłem się z Ewką spotykać. Było po prostu wspaniale, naprawdę, czułem się jakby ktoś mi dodał skrzydeł. Jednak, jak Ikar, musiałem sobie spaść, w dodatku w niezwykle spektakularnym stylu.
Poszedłem sobie z moim obiektem westchnień na imprezkę. Znaliśmy się wtedy nieco ponad miesiąc, spotykaliśmy też mniej więcej tyle, dlatego nawet nie chodzi mi o to, że przelizała się (bo całowaniem to trudno mi nazwać, przysięgam) z jakimiś trzema rosłymi byczkami. W końcu to nie był żaden związek, a zresztą przed samym aktem cielesnego zbliżenia z jej ust wyleciały słowa, które mnie potężnie uderzyły, po prostu się poczułem się jakby ktoś mi wbił gwóźdź w serce. Gadała sobie z jakąś koleżanką, po czym podeszła do mnie i rzekła "Wiesz, bo w sumie to umawiam się z tobą tylko dlatego, że wydajesz się bogaty, bo jesteś naprawdę najnudniejszą osobą jaką znam".
Przyznam, uderzyło mocno. Prawie się popłakałem, ale jakoś zapanowałem nad swoimi uczuciami, jednak chwilę później, kiedy postanowiłem to wyznać to jednemu z moich nowych kolegów, to ten odparł, że "w końcu ktoś mi to przekazał". Potraktowałem to jako taki pojedynczy, potężny kop w leżącego. Byłem bardziej zdenerwowany niż smutny, z trudnego do racjonalnego wytłumaczenia powodu zostałem na tej imprezie jeszcze około dwóch godzin (to właśnie w tym czasie udało mi się złapać Ewkę na odkrywaniu zakamarków jamy ustnej trzech mięśniaków). Zwinąłem się po tym do domu, nawet nie chciało mi się płakać w poduszkę.
I zastanawiam się, co jest ze mną nie tak, że przyciągam tak niebywale toksycznych ludzi, bo problem zdaje się leżeć we mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie