#eiuGs
W liceum moja klasa miała interesującego nauczyciela matematyki. Profesor K. był klasycznym draniem, który uwielbiał upokarzać, obrażać i wyśmiewać uczniów. Obrywali wszyscy, bez względu na płeć, wygląd, status, zawsze znalazło się coś, nad czym mógł się popastwić. Skargi? Był nietykalny, jego żona była najlepszą przyjaciółką dyrektorki szkoły - ktoś nie wytrzymał i się na niego poskarżył - żona profesora K. brała dyrektorkę na kawkę, a ta wszystko zamiatała pod dywan.
W klasie maturalnej miła dziewczyna, Weronika, chodziła zupełnie rozbita. Jej młodszą siostrę pobito i zgwałcono. Weronika cieżko to przeżywała. Sprawa była głośna, zaś profesor K. zupełnie jawnie, na każdej lekcji, gnoił Weronikę chamskimi komentarzami o niej, jej siostrze, rodzinie. W końcu nie wytrzymała, po jednej matematyce tak się załamała, że do szkoły wróciła dopiero po miesiącu, na lekach.
Postanowiliśmy zrobić coś dobrego i obrzydzić mu życie. Kolega prowadził z rodzicami gospodarstwo hodowlane. Mieli spore zasoby świeżutkiej gnojówki.
Podczas kilku nocy odwiedziliśmy dom profesora i dokładnie przyozdobiliśmy gnojem wszystko. Jego auto na podjeździe, wycieraczkę, drzwi wejściowe, okna, trawnik, wypełniliśmy skrzynkę pocztową i pojemnik na śmieci. Oczywiście tak, żeby sprawcy byli nieznani. Powtórzyliśmy to jeszcze 2 razy, potem zauważyliśmy, że zainstalował kamery.
Dodatkowo skorzystaliśmy z możliwości internetu. Założyliśmy kilkadziesiąt skrzynek pocztowych i zalewaliśmy go wiadomościami ze słownictwem z rynsztoka i fotomontażami z nim w "oryginalnych" sytuacjach. Oczywiście o papierze i tradycyjnej poczcie nie zapomnieliśmy.
Do sprawy dołączyły się koleżanki z klasy. Rozpuszczały wśród rodziców, uczniów, nauczycieli innych szkół to, co wszyscy kochają. Ploteczki. To, że facet wyżywa się na uczniach nikogo nie obchodzi. Ale to, że bije żonę, lubi chłopców, pali skręty, proponuje uczennicom 5 za seks, jego dziadek/ojciec był komunistą, hitlerowcem, zboczeńcem, a on podrywa dyrektorkę - to interesuje każdego.
No i sklepy internetowe. Zamówiliśmy z fejkowych kont na jego nazwisko, adres i z płatnością za pobraniem tyle dildosów, wibratorów, akcesoriów do BDSM i lateksu, że byłby z tego mały sex-shop.
Ostatni cios - wjechać mu w podjazd, stanąć pod oknem, puszczać na maksymalnej mocy Cypisa, aż wybiegnie w samej piżamie i odjechać. Tej nocy wróciliśmy jeszcze 3-krotnie, ale z szacunku dla sąsiadów tę taktykę zastosowaliśmy raz.
Drań wytrzymał 5 miesięcy. Zwolnił się z naszej szkoły krótko przed naszą maturą. Z tego co wiem, to żona wymusiła na nim przeprowadzkę do innego miasta, bo miała dosyć plotek i bała się, że to się nie skończy.
Minął rok. W mojej starej szkole, jest nowy, normalny nauczyciel. Było warto.
#7V4Pd
W pierwszym tygodniu jej pracy doszły do mnie skargi, że czuć od niej alkohol. Zaprosiłam ją do swojego biura i delikatnie poruszyłam ten temat. Całkowicie się rozkleiła i uderzyła w płacz, w kwadrans poznałam jej niewesołą przeszłość. Niedawno odszedł od niej mąż, poznał młodszą kobietę i uznał, że nie chce dłużej żyć z Karoliną. Zostawił ją z dwójką dzieci w wieku szkolnym, przez co się załamała.
Dałam jej szansę. Zaoferowałam pomoc w wyjściu z nałogu (nie było to szczególnie trudne, ponieważ jej alkoholizm trwał zaledwie od kilku tygodni), zdarzało mi się kupować jakieś drobiazgi dla dzieciaków, kilka razy odwiedziłam ich, żeby pomóc dzieciom w lekcjach.
Karolina już nie pije, dostała bardziej odpowiedzialną i - co za tym idzie - lepiej płatną posadę.
Co w tym wyznaniu anonimowego, spytacie? To przeze mnie odszedł od niej mąż, nosił w portfelu rodzinne zdjęcie, które widziałam, skojarzyłam również nazwisko. Do dzisiaj się łudzę, że ten akt dobroci wymazał mój grzech, jednak wiem, że moja pomoc to ciągle zbyt mało, by to naprawić.
#Oq3RX
#zFMCf
Przekomarzałam i wygłupiałam się z moim chłopakiem. W którymś momencie, kiedy oboje mieliśmy brzuchy obolałe od śmiechu, poprosił, żebym podała mu wodę. Wstałam, żeby spełnić jego prośbę, a kiedy wróciłam z butelką upragnionej cieczy w ręku, postanowiłam kontynuować nasze przekomarzanki.
To był błąd.
Wyciągnęłam rękę z butelką, tak żeby znajdowała się poza jego zasięgiem i pochyliłam się nad nim, siedzącym na kanapie, chcąc go pocałować. Wtedy on nachylił się do przodu, doskonale rozumiejąc moje intencje i...
z ogromnym impetem zderzyliśmy się przednimi zębami. Odrzut był tak duży, że zatoczyłam się do tyłu. Spojrzeliśmy na siebie zdezorientowani i oszołomieni i wtedy poczułam coś twardego na moim języku. Pospiesznie wyciągnęłam to i położyłam na dłoni i zobaczyłam... a jakże. Kawałek zęba z odrobiną krwi. Przerażona podbiegłam do lustra i zaczęłam szukać jakiegoś ubytku, jednak nic nie znalazłam. I wtedy mnie oświeciło. Kazałam mojemu chłopakowi otworzyć usta, a kiedy spełnił moją prośbę zobaczyłam jego jedynkę, a raczej jej częściowy brak. Jak to już mam w takich sytuacjach, zaczęłam się histerycznie śmiać. Chłopak początkowo był zdezorientowany, ale spojrzał na kawałek zęba w mojej dłoni i połączył fakty.
Teraz czeka go wizyta u dentysty, ja natomiast zastanawiam się jak wielki musiał być impet uderzenia, że jego ukruszony ząb znalazł się w moich ustach.
Niedawno były walentynki, a niedługo Dzień Kobiet, tak że ten... ostrożnego całowania.
#rapha
Odwiedziła nas dawno niewidziana rodzinka, mają zwyczaj odwiedzania co jakiś czas krewnych, a przy tym "ojej, jak późno, możemy zostać na noc?". No trudno, rodzinne więzi trzeba podtrzymywać (przynajmniej wg rodzicielki, mam na ten temat inne zdanie, ale cóż), więc zostali. Rodzinka w składzie: ciotka, wujek, dziecko lat 3-4 skończyli jeść kolację, przygotowują się powoli spać, ja w łazience, biorąc prysznic. Wracam do pokoju i aż muszę wyjść i wejść ponownie, bo nie wierzę w to, co widzę. Ciotka siedzi z brzdącem na kolanach przy moim biurku, na którym wykwitły już dwie kolorowe kałuże.
Mówiąc krótko - szlag mnie trafił. Po pierwsze, kto jej pozwolił tu wejść? No jak to kto, przecież są w gościach, mogą chodzić, gdzie chcą. Kurrr, mieli nie wchodzić na piętro (domek jednorodzinny), gdzie znajduje się m.in. mój pokój. Skąd plamy? Bo Bartuś chciał się pobawić, to odkręcił i się rozlało. Samo. A ciocia wie, ile ta zabawa kosztuje? Jeden tusz kosztuje 15 zł (normalne są tańsze, ale nie nadają się do tej roboty). Niee, przesadzasz, jak już musisz, to ci pięć złotych oddam. I w ogóle kto to widział takie niebezpieczne i ostre rzeczy na widoku trzymać? Stalówka nie jest niebezpieczna, jeśli zajmuje się nią osoba odpowiedzialna, a nią nie jesteś ani dziecko, ani ty. Wypad z pokoju.
Tak, w tym momencie nerwy puściły mi do końca. Na szczęście poszła na dół, zawołałam ojca, pokazałam mu stan biurka i streściłam sytuację. Rodzinka musiała szukać innego noclegu i mają wilczy bilet.
A kasy dalej nie odzyskałam, oczywiście.
#FrI74
#AXXYG
#Pjbbz
Już od progu odurzyła mnie mieszanina zapachów - świece, kwiaty i jedzenie. Niby nie najgorzej, ale z racji tego, że totalnie gardzę tym świętem, ciśnienie trochę mi się podniosło. Postanowiłam jednak nie robić awantury; w końcu, jak by nie patrzeć, chłopak się postarał (słowem wyjaśnienia - parą byliśmy od ponad pol roku, nie mieszkaliśmy razem, ale mieliśmy klucze od swoich mieszkań).
Przyodziałam uśmiech numer 5 i zasiadłam do kolacji. Mniej więcej po godzinie "mój rycerz" zbladł, wstał, wykonał kilka nerwowych ruchów i... uklęknął przede mną.
Co to, to nie, koniec przestawienia! Bez ogródek spytałam, co właściwie odpierdala.
Zbiłam biedaka z tropu, jednak po chwili odzyskał rezon i wyrecytował, że właśnie zamierza mi się oświadczyć, ponieważ wie, iż jestem miłością jego życia i matką jego przyszłych dzieci.
Dobrze, że siedziałam, bo gdybym stała, to na bank bym padła. Przez zęby wycedziłam pytanie, gdzie błądził myślami, gdy na samym początku naszej znajomości mówiłam mu o tym, że w swojej wizji przyszłości kompletnie nie widzę się w roli żony i matki, a nasza znajomość ma być tylko miłym urozmaiceniem codzienności. I kto, na litość boską, tak ochoczo się ze mną wtedy zgadzał. Bo przecież nie on, skoro klęczał właśnie przede mną z brylantem wielkości mojej głowy...
Słowem się nie odezwał przez cały mój wywód. Gdy skończyłam, wstał, ruszył do wyjścia, a w progu rzucił "Liczyłem, że się zmienisz". Cóż... Nie poszło, jak widać.
Skołowana dokończyłam wino i zasnęłam na kanapie przed tv.
Następnego dnia miałam wolne, więc wstałam koło południa. Wzięłam prysznic, zrobiłam kawę, po czym chwyciłam za telefon. A tam... Armagedon! Skrzynka zawalona wiadomościami od wspólnych znajomych. 10 nieodebranych od matki. Mojej. Od jego "zaledwie" 5.
Co się okazało? Otóż szanowny Romeo, nie mogąc pogodzić się z odrzuceniem, obsmarował mi tyłek wszędzie (swoją drogą niezły był, skoro wyszedł ode mnie po 22), gdzie się dało. Dowiedziałam się, że najpierw obiecywałam mu złote góry, narobiłam nadziei, po czym, jak już naciągnęłam go na wystarczającą ilość drogich prezentów, przyznałam się do zdrady. W walentynki. Chwilę po tym, jak mi się oświadczył.
Nie ukrywam, że po wysłuchaniu tych rewelacji sama stwierdziłam, że straszna ze mnie sucz. ;)
Na szczęście większość osób uwierzyła w moją wersję wydarzeń (oprócz niedoszłej teściowej i kilku osób z jego grona) i sprawa rozeszła się po kościach.
W ramach zemsty podałam jego maila we wszystkich możliwych "spamiarniach". Ot, jakaś kara musi być :)
#Ux5hx
Uwielbiam podróże, więc gdy tylko skończyłam 18 lat, wyruszyłam w świat mając przy sobie tylko 40 zł.
Zwiedzałam najpierw Polskę, całe wybrzeże, polskie miasta i wsie, co rusz łapiąc się jakiejś chwilowej pracy, by mieć parę groszy. To był mój sposób na życie.
Wyruszyłam dalej, najpierw Niemcy, Francja, Hiszpania i Portugalia.
Przez te wszystkie kraje przejechałam sama stopem (było to dobre 10 lat temu, kiedy nie było aż takiego zagrożenia terroryzmem i czułam się bezpiecznie).
Po 3 latach takiego życia postanowiłam się ustatkować i zaszyć gdzieś na końcu świata albo i dalej.
Znalazłam pracę w Polsce na samym końcu mapy (na którym końcu nie będę mówić, by nie tracić anonimowości). Czasem odwiedziłam rodziców, czasem znajomych. Znajomi odsunęli ode mnie po tym, jak wyjechałam pierwszy raz. Pozakładali w międzyczasie rodziny.
Poznałam w pracy chłopaka, w którym się zakochałam. Po roku wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy razem. Bywało różnie między nami, czasem się kłóciliśmy o dziecko, którego on chciał, a ja nie. Pech chciał, że w wakacje popiliśmy i mąż celowo nie założył gumki. Zaszłam w ciążę. Tak, po jednym razie.
Na początku chciałam usunąć, bałam się, że nie dam rady, nie chciałam mieć dziecka, NIGDY.
Całą ciążę spędziłam w domu, bo była zagrożona. Mój mąż w tym czasie imprezował i chlał z kumplami.
Kiedy maleństwo przyszło na świat, w ogóle się nami nie interesował. Zaczął chodzić grać w maszyny, coraz później wracał do domu, bo w domu dziecko płakało, a jego to drażniło. Wyzywał mnie, że w dresie chodzę, a nie w szpilkach, jak dawnej.
Przestał się w ogóle ze mną kochać, nawet kiedy się umalowałam i ładnie ubrałam.
Zaczął robić mi awantury o to, że wyspać się nie może, że zupa była za słona itp.
Po tym jak podniósł na mnie rękę - odeszłam. Z dnia na dzień.
Wyprowadziłam się do rodziców, a później wynajęłam kawalerkę.
Ledwo wiązałam koniec z końcem, mając 1000 zł macierzyńskiego i 200 zł alimentów.
Na szczęście teraz mam pracę, kupiłam sobie mieszkanie i z synkiem mamy wszystko czego nam trzeba. Jest tylko jedno małe ALE.
Jestem strasznie samotna, nie mam nikogo, z kim mogłabym pogadać, wyjść, wyjechać na wakacje. Wszyscy patrzą na mnie jak na wyrzutka społeczeństwa (bo tak są traktowane samotne matki), no bo jak można odejść od męża i żywiciela rodziny. W dupie się pewnie poprzewracało. Niestety wybrałam bezpieczeństwo moje i dziecka ponad swoje szczęście i wygodę.
Jestem samotna do tego stopnia, że czasem dzwonię do agentów ubezpieczeniowych, by z kimkolwiek pogadać. Nigdy nie kupuję żadnych polis, lubię po prostu słyszeć kogoś w słuchawce.
Linczujcie mnie :( ale czuję się naprawdę bardzo samotna