#Csy6E

Moja kuzynka umówiła mnie dla żartu na randkę w ciemno ze swoim kolegą, który był ode mnie starszy o 8 lat. Trudno powiedzieć, co sobie myślała, ale później mi się przyznała, że się nie spodziewała tego, co nastąpiło później. Jemu tylko powiedziała, że jestem księżniczką, a mi, że to imprezowicz.

Ja lat 20, drobna kobietka, 154 cm, studentka. On lat 28, kawał chłopa, 188 cm, po AWF-ie, rozkręcający własną firmę.

Z tego żartu powstało małżeństwo posiadające w tej chwili dwójkę dzieci. Od czasu tej randki minęło ponad 6 lat. Kuzynka do teraz nie może uwierzyć. :)

#IsGQj

Zapewne wiele kobiet tego doświadczyła, ale ja nadal jestem w ciężkim szoku.

Dziś jadąc busem siadłam na jedynym wolnym miejscu. Jako że ze względu na chorobę nie mogłam długo stać, więc chcąc nie chcąc musiałam to zrobić. Minęło kilka minut, aż kątem oka zobaczyłam, że facet siedzący obok kładzie sobie kurtkę na kolanach. Moja głowa od razu skojarzyła to z różnymi filmikami i historiami o mężczyznach masturbujących się w miejscach publicznych. Chwilę biłam się z myślami, czy byłby zdolny do tego w miejscu publicznym, ale stwierdziłam, że nie i pogrążyłam się w otchłani Internetu. O jak bardzo się myliłam!

Poczułam jedynie, że facet rusza mnie prawym łokciem, spojrzałam na niego i to co zobaczyłam pozostanie na długo w mojej pamięci. Na szczęście akurat ktoś wysiadał i zmieniłam miejsce.
Uprzedzając pytania, czy coś z tym zrobiłam, wychodząc z busa poinformowałam o tym kierowcę. Był w równie ciężkim szoku co ja, ale obiecał to sprawdzić.

Żałuję jedynie, że nie zadzwoniłam na policję.

#rcHV1

Paląc w piwnicy u babci i dziadka, czasem napotykam w niej jednego z nich i czasem dostaję od nich pieniądze na papierosy.

Babcia dając mi pieniądze zawsze powtarza: "Tylko nie mów nic dziadkowi, bo by mnie chyba zabił, że na truciznę ci daję".
Dziadek dając mi pieniądze powtarza: "Tylko nie mów nic babci, bo by mnie chyba zabiła, że na truciznę ci daję".

No to żadnemu nie mówię :D

#xaNlT

Mam naturę śmieszka właściwie od zawsze. Tym razem jednak śmieszkowanie pozwoliło mi odkryć swoją pasję.
Była godzina 8:15, gdzieś na jednej z uczelni na południu Polski. Podchodzę pod salę, gdzie czekają już moi znajomi. Witam się z nimi i tak gadamy, po czym słyszę coś, co podsuwa mi genialny pomysł.
Moja znajoma mówi, że w sali obok siedzą pierwszaki, które miały mieć jeden z podstawowych przedmiotów z profesor X. Profesor mi dobrze znana, starsza legenda uniwersytecka. Zawsze była punktualna, chyba że akurat się rozchorowała. Wiadomo, zdrowie już nie te. I tu wyczułam swoją okazję.

Szybkie rozeznanie w planie i dowiedziałam się, że pierwszaki są z tego samego kierunku co my, zresztą mają ten sam przedmiot z panią profesor, który my mieliśmy. Rzuciłam pomysłem do znajomych, żeby podać się za zastępstwo i przeprowadzić dla nich wykład (z sali dobiegały głosy o wyjściu, bo kwadrans minął). Znajomi to podchwycili i powiedzieli, żebym szła i zniszczyła marzenia pierwszaków o wolnej godzinie. Szybko przejrzałam jak wyglądam (akurat miałam tego dnia przedstawiać projekt, więc byłam elegancko ubrana), przyczesałam włosy i wparowałam do sali.

Trochę się zdziwili. A ja tymczasem powiedziałam pewnym tonem, że przysłała mnie pani profesor, bo niestety się nie zjawi i przepraszam, ale korki, więc się spóźniłam. Chwila zaskoczenia, ale łyknęli haczyk i rozłożyli się i przygotowali do notowania moich słów. Czułam się dziwnie, ale nie mogłam już tego przerwać. Zapytałam na czym skończyli i kiedy mi odpowiedzieli nabrałam wiatru w żagle i zaczęłam wykładać.

Szczerze? To najlepszy żart, na jaki mogłam wpaść. Czułam się jak ryba w wodzie, kiedy tłumaczyłam kolejne zagadnienia, rozrysowywałam wszystko. Ten błysk zrozumienia, kiedy łapali o co chodzi sprawiał, że czułam się szczęśliwa mogąc tam być. Też pytali mnie o różne rzeczy i wchodzili ze mną w dyskusję. Wykład poszedł mi tak dobrze, że w sumie kiedy zorientowałam się, że czas zakończyć, część z nich wydawała się być zawiedziona, że to już koniec.

Niestety całość się szybko wydała. Podobno już na kolejnym wykładzie pani profesor przyznała, że się rozchorowała i prosiła kogoś na uczelni, by przekazał, że zajęcia odwołane. I szukała śmieszka, który prowadził te zajęcia, kiedy miało ich nie być. Ale śmieszka nie znalazła (choć bałam się, że ktoś mnie wsypie).
I do dziś nikt nie wie, że to byłam ja. I że niewinny żarcik rozpali moją miłość do nauczania innych.

#ef9gJ

Pozwoliłem mojej kuzynce zamieszkać u mnie. Bezrobotna, 35 lat na karku, po dwóch rozwodach, dwójka dzieci, różni ojcowie. Do tego mieszka ze mną moja dziewczyna, lat 30, bezrobotna, leży i mi ładnie pachnie. Do pracy nie pójdzie, bo wie, że nie zarobi nawet ćwiartki tego, co ja i uważa, że będzie się z tym źle czuła. Tak więc utrzymuję sam ten cały kurnik i w sumie nie są to dla mnie jakieś straszne koszty, kasy mi nie braknie, więc nie jest to żaden problem. Ostatnio natomiast usłyszałem, jak kuzynka rozmawiała z moją dziewczyną i powiedziała, że straszna ze mnie fajtłapa i w ogóle nieudacznik i ona nie rozumie, jak moja dziewczyna może ze mną być. Dziewczyna odpowiedziała, że to tylko kwestia pieniędzy, ale sama też nie uważa mnie za dobrego faceta dla niej, raczej za takiego łatwego frajera.

To się kuźwa jutro wszyscy zdziwią, jak wrócą z kina i zobaczą swoje walizki na klatce z pozdrowieniem od frajera. Oczywiście nie wyrzucam ich na bruk, opłaciłem im hotel do końca miesiąca, ale już cieszy mnie myśl o tym, jak to będą na mnie nadawać, jaki to ja jestem zły i ostatni złamas i że wszyscy faceci to świnie itd. :D

#oMjNW

Rok temu postanowiliśmy z chłopakiem zamieszkać wspólnie, więc wyprowadziliśmy się z naszych rodzinnych domów. Głównym powodem było to, że moi rodzice nie dawali mi żyć, bo miałam chłopaka i spotykałam się z nim bez ślubu i to było dla nich obleśne, niegodne i zboczone.

Pech chciał, że po jakimś czasie przycisnęło nas strasznie z kasą, więc postanowiliśmy, że będziemy zarabiać na kamerkach w internecie jako para. Tak też zrobiliśmy.

Jednym z pierwszych klientów, który wykupił prywatny wideo-chat, był mój ojciec.

#UnvNh

Jestem samotną matką. Z byłym rozstaliśmy się w zgodzie, w naszym związku nie układało się od dawna - w zasadzie to rozstaliśmy się, okazało się, że jestem w ciąży, więc na szybko do siebie wróciliśmy, by tworzyć rodzinę. No, nie udało się, z perspektywy czasu uważam, że lepiej byłoby, gdybyśmy tej żałosnej próby nie podejmowali. W każdym razie "związek" trwał, choć wyobrażenie o nim mieliśmy różne, co powodowało dużo kłótni, a w końcu milczące spędzanie kolejnych dni. Nie umieliśmy się dogadać, wzajemne pretensje narastały. Dojrzewała we mnie myśl o rozstaniu, choć jakiekolwiek moje sugestie czy próby pokojowego załatwienia sprawy kończyły się awanturą, że chcę zniszczyć naszą rodzinę. Ale były zaskoczył mnie któregoś dnia - w szczerej rozmowie wyznał, że poznał inną, dogadują się, a wręcz ona sprawia, że chce pracować nad sobą. Dogadaliśmy się tak, że przez pewien czas udajemy, że tej drugiej nie ma, a on poznaje ją w cudowny sposób jakiś tam czas po rozstaniu - okazało się, że dobrze zrobiliśmy, bo nasze rodziny nasze rozstanie przeżywały mocno, to była rodzinna tragedia.

Były naprawdę przy tej dziewczynie zmienia się na lepsze - angażuje się w wychowanie dziecka, zachowuje się dojrzale i tak dalej.

Ale wiecie co? O tym, że ją poznał, wiedziałam na kilka miesięcy, zanim się przyznał. Zamiast mieć pretensje, że znowu wychodzi wieczorem, to spokojnie się na to zgadzałam, mówiłam, że jestem zmęczona i chcę odpocząć, bo dziecko wreszcie śpi. Prasowałam mu rzeczy, żeby wyglądały lepiej, ganiałam do fryzjera, żeby za bardzo nie zarósł. Kilka razy pojechałam do przyjaciółki, aby miał wolną chatę, choć nie wiem, czy skorzystał. Chodziło mi o to, żeby zobaczył, że gdzieś tam może być ktoś dla niego stworzony, kto da mu miłość i akceptację, której ja nie mogłam.

Chyba się udało, a nasze dziecko wreszcie ma ojca z prawdziwego zdarzenia.

#P9FlM

Mnóstwo tu wyznań o zemście, o tym, jak wyrafinowane pomysły rodziły się w głowach osób, którym ktoś zalazł za skórę.
Moja będzie trochę inna.

Wszystko zaczęło się w liceum, poznałem tam pewną siebie, ambitną i co wtedy najważniejsze, piękną dziewczynę. Gdyby porównać moją sytuację finansowo-życiową do jej sytuacji, to tak jakby porównać armię z plemienia Hulubu ze środkowej Afryki do armii USA, i to takiej z przyszłości.
A ja typowy chłopaczek z małej wioski, wszystko średnie, ciuchy średnie, wygląd średni, życie - średnie. A ona - idealnie białe ząbki, włosy kruczoczarne, ubrania ze sklepów firmowych, wokół niej mnóstwo ludzi, śmiech i imprezy co weekend.
Zebrałem się na odwagę, podszedłem do niej i zapytałem, czy się ze mną umówi i... Zgodziła się, miałem po nią przyjechać w piątek i mieliśmy się poznać. Dostałem szansę.

Godzina 0.
Podjechałem autem rodziców (swojego oczywiście nie miałem - biednie), była to zwykła skoda.
Nie wsiadła. Wyśmiała mnie, kazała się ogarnąć i powiedziała, że się rozmyśliła, skanując wzrokiem moje proste jeansy, koszulkę polo i stary samochód.
Oczy mnie zapiekły i lekko zwilgotniałe opuściłem na swoje buty i wsiadłem do auta...

I teraz wchodzę ja, cała na czarno, czarny charakter tego wyznania... Odrzuciłam go, czego - jak się okazało - później żałowałam.

W szkole widywałam go praktycznie codziennie, czasami myślałam, że byłam za ostra, ale wtedy liczyło się "bycie kimś", nie zaprzątałam sobie głowy takim zwykłym chłopaczkiem.
Czas mijał, ja miałam kolejnych idealnych chłopaków z drogimi ciuchami i własnymi samochodami, ale coraz częściej słyszałam o nim i o niej, jego dziewczynie. Nie wiedziałam dlaczego, ale wszyscy ich lubili, każdy ich znał, tak nagle... Prawda wyszła na jaw niedługi czas przed studniówką. Okazało się, że oni jako para to coś więcej niż tylko zakochana młodzież, oni tworzyli duet.

Studniówka, na parkiet wychodzą oni z mikrofonem i zaczynają śpiewać, idealnie, czysto, razem... Potem zaczynają tańczyć, nie wiem, co to było, ale nie potrafiłam  od nich oderwać wzroku, tak jak i reszta szkoły, na sam koniec przechylił ją przez ramię i delikatnie pocałował. Aplauz był ogłuszający, a oni po prostu się ukłonili i zeszli z parkietu. Kiedy schodzili pragnęłam, żeby na mnie spojrzał, ale nie zrobił tego.

Wtedy zrozumiałam, jak bardzo musiało być mu smutno, jak wiele odwagi musiał włożyć w to, by do mnie podejść, przypomniały mi się tamte dni i nie mogłam uwierzyć, że taka byłam...
Po 8 latach nadal go pamiętam, on mnie pewnie nie. Życie się zmieniło, ale trudno się przyznać, jak wielką su*ą byłam.

#4i9dV

Tak się mi życie złożyło, że w wieku 14 lat zostałam zdiagnozowana z depresją, nerwicą społeczną, stanami lękowymi, osobowością paranoidalną i czymś tam jeszcze. Przed rodziną się nie chwaliłam, bo chwalić się brakiem zdolności do życia to raczej nie ma po co, wiedzieli tylko najbliżsi. Życie biegło, raz czarno, raz zielono. I nastał ten dzień - ktoś puścił parę, nagle cała rodzinka dowiedziała się o moich problemach zdrowotnych. Olaboga i te sprawy.

Wtedy moja ciotka uznała, że może dać popis tego, czego nauczyła się w internetach i zabawiła się w coacha. Od "wszyscy w ciebie wierzą" aż do memicznego wręcz "a próbowałaś nie być smutna i poznać kogoś". Jako że z założenia z głupszymi nie dyskutuję, bo jak wiadomo sprowadzą cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem, przytakiwałam tylko "tak, ciociu, próbowałam". Ciocia przez dłuższy czas mnie dręczyła, chyba wzięła nawet lekcje coachingu w internecie, bo coraz to lepszymi tekstami mnie obdarowywała.

Tutaj muszę zaznaczyć, że ani ja, ani w sumie większość rodziny za ciotką nie przepada, ale od zawsze stwarzają pozory, jakby mieli chronione zwierzątko w swoim rodzinnym zoo.

Jakieś 2-3 miesiące po tym, jak okrutna informacja przeszła przez całą moją rodzinę, ciotka wylądowała na SOR-ze ze złamaną ręką. Rodzinka po ciuchu śmieszkowała, że pewnie skakała z drzewa na drzewo z resztą małp i coś jej nie wyszło.
Pojechaliśmy do szpitala, bo ciocia podobno tak dręczyła lekarzy, że aż ją na oddział wzięli (dziw, że nie na zamknięty...)
Lamenty, wołanie do Boga, bo ona cierpi, ogólna tragedia i trzeba ogłosić żałobę narodową.

W końcu nastała cisza, bo ciotka wręcz odchodziła już z tego świata. Wtedy właśnie ją zapytałam "A próbowałaś może nie cierpieć? Nie mieć złamanej ręki? Wierzymy w ciebie!".

W ciotkę chyba demon wstąpił, albo posłuchała się moich rad, najpewniej w sumie oba, bo wściekła wyskoczyła z łóżka i własnoręcznie mnie wyrzuciła z sali.
Od tego zdarzenia minęły dwa lata, a ciotka dalej się do mnie nie odzywa.  :D
Dodaj anonimowe wyznanie