#XC0bT

Gdy moje dziecko było małe, często dostawało od dziadków czy cioć grające zabawki. Zabawki, które może i w pierwszym momencie były fajne, ale po kilkunastu minutach ciągłego ryrania miało się ich serdecznie dość. Tak bardzo dość, że doprowadzały do szału!

Co robiłam? Gdy dziecko szło spać, rozkręcałam taką zabawkę i odrywałam w niej kabelek od głośnika. Zabawka dalej świeciła, jeździła czy co tam miała robić, ale przynajmniej w ciszy :)

#XKrFZ

Parę lat temu, gdy jeszcze ja i moja obecna żona Kasia byliśmy na studiach, czasem zdarzało mi się wpadać na noc do jej domu. Chata była duża, a rodzice Kasi – wyjątkowo wyluzowani. Nie mieli nic przeciwko, żebym spędzał czas z ich córką pod ich dachem. Szczególnie dobra więź łączyła mnie z jej tatą. Facet okazał się zabawnym luzakiem z dość nieszablonowym poczuciem humoru.
Wcześnie rano rodzice Kasi wychodzili do pracy, więc czasem zdarzało nam się opuścić jakiś wykład czy dwa, aby wykorzystać wolną chatę i bez większego skrępowania oddać się bzykaniu.

To był jeden z tych dni. Obudziliśmy się i od razu przystąpiliśmy do działania, pozbywając się resztek snu za pomocą czynności wiadomej. Kiedy już mieliśmy zacząć, Kasia zapytała: „Masz prezerwatywę?”. Zawsze miałem. Zacząłem macać ręką podłogę, aby zlokalizować spodnie, jednocześnie podśpiewując na całe gardło:
- ♫ Prezerwatywo, kondomku, gumeczko... Gdzie jesteeeeeś!?♫
Wtedy otworzyły się drzwi, do pokoju wparował tata mojej ukochanej, rzucił na łóżko paczkę Durexów i odśpiewał:
- ♫ Tu jestem! Tu jestem! Hop-sasa-sa!♫
I wyszedł.

Kurczę, zapomnieliśmy, że była sobota...

#eXMOp

Kiedy chodziłem do gimnazjum, miałem genialnego wychowawcę. On był dla nas tym gościem do zadań specjalnych. Przejmował się naszymi problemami zdecydowanie bardziej niż rodzice. Na wszystko znajdował banalne rozwiązania, był takim wulkanem energii, który zarażał każdego w jego otoczeniu. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Na koniec roku cała klasa płakała, łącznie z naszym wychowawcą. Dostał od nas oczywiście prezent, w którym znajdowała się między innymi koszulka. Pobiegł na zaplecze sali i od razu ją założył. Obejrzał resztę prezentu i zaczął podchodzić do nas i dziękować każdemu osobno. Wszyscy usłyszeli coś innego, jakieś wspomnienie, śmieszne sytuacje :)
Po zjedzeniu pizzy ktoś powiedział, że bez jakiejś jego części w liceum będzie nie do zniesienia. Wychowawca po prostu wziął nożyczki, swoją koszulę, pociął ją i każdemu dał kawałek.

Wierzcie lub nie, ale nic mi tak nie pomagało na maturze, jak ten kawałek koszuli w kieszeni.

#dbYa9

Przyszłam dziś do pracy w nowej fryzurze. Obcięłam swoje sięgające do pasa włosy na boba. Moja szefowa skomplementowała mój nowy wygląd i spytała, skąd taka decyzja i do jakiego fryzjera poszłam. Odpowiedziałam, że naszła mnie ochota na zmianę i sama je ścięłam zwykłymi nożyczkami. Ona powiedziała, że jestem nienormalna, prawdopodobnie uznała, że przechodzę jakieś problemy emocjonalne i w jakimś przypływie negatywnych emocji ścięłam je, płacząc nad umywalką.

W rzeczywistości tak mało mi płacą, że kupno szamponów i odżywek było za dużym wydatkiem, a co dopiero wizyta u fryzjera, więc taniej było po prostu ściąć włosy.

PS. Swoje pukle sprzedałam w necie ;)

#F6PqK

Mój tata wychowywał się w latach 90. Mając 13 lat nie dostawał kieszonkowego, a chciał kupić jakąś droższą rzecz. Tata postanowił jakoś sam zdobyć pieniądze. Co zrobił? Wymyślił szyfr - wtedy wydawał mu się bardzo sprytny, teraz z perspektywy lat śmieje się z tego. Włożył opis szyfru do koperty i udał się do mieszczącego się wtedy w Poznaniu konsulatu amerykańskiego. Mówił, że całą drogę miał wrażenie, że ktoś go śledził (no bo przecież miał taki super świetny szyfr! :D).



Podziwiam kobietę, z którą rozmawiał w ambasadzie, za to, że nie wyśmiała 13-letniego chłopca, który chciał im sprzedać sposób szyfrowania informacji. Co więcej, powiedziała, że pomyślą i zadzwonią. Po wyjściu mojego taty musieli pękać ze śmiechu. ;)

Nie muszę chyba wspominać o tym, że nie zadzwonili. :D

#tN4Fr

Ostatnio "przyłapałem" moją dziewczynę na dogadzaniu sobie. Stałem taki oniemiały w drzwiach do sypialni, a ta jak mnie tylko zobaczyła, to zerwała się z łóżka, minęła mnie i poszła ryczeć do salonu, bo myślała, że teraz ją zostawię. Przytuliłem ją i zapewniłem, że to przecież nic złego i jej widok w takiej sytuacji naprawdę mi się podobał i mnie podniecił.
Najpierw się uspokoiła, a potem znów zaczęła ryczeć i na mnie krzyczeć, że ze mnie perwersyjny zboczeniec i za kogo ja ją uważam.

#zrHoC

Moja siostra zawsze była czarną owcą w rodzinie. Nie skończyła nawet liceum, pierwsze dziecko urodziła mając 17 lat, jej jedynym sensem życia było upijanie się w klubach, plotki z koleżankami czy podrywanie sebixów. Myślę, że można by ją było określić mianem typowej Karyny. W wieku 22 lat dorobiła się trójki dzieci, każde z innym facetem (ona nawet sama nie wie z kim, wiec nikt alimentów nie płacił), wynajmowała kawalerkę oraz notorycznie wyłudzała od rodziny pieniądze. Niby na dzieci, ale nie raz wychodziło na jaw, że wydała na kosmetyczkę, buty czy imprezę z jakimś Sebą. Dlatego tez cala rodzina, łącznie ze mną, dość szybko się od niej odcięła. Była bardzo toksyczną osobą. Wszelkie próby naprawienia relacji kończyły się wielkimi kłótniami i nic dobrego nie przynosiły.

Pewnego dnia zadzwonili do mnie rodzice. Moja siostra zginęła w wypadku samochodowym. Mimo naszych relacji, byłam załamana, w końcu cały czas była moją siostrą. Zanim zdążyłam się uspokoić, rodzice oznajmili, że w takiej sytuacji ja mam zająć się jej dziećmi, bo oni już za starzy, chorzy i nie dadzą rady. Myślałam, że to żart. Jestem typową biedną studentką, mieszkającą w akademiku, która ze względu na trudne studia i pracę czasem nawet nie ma czasu się umyć. Poza tym ja wcale nie chcę tych dzieci, widziałam je zaledwie kilka razy, są dla mnie zupełnie obce. I gdzie bym miała je w ogóle trzymać? W szafie w moim pokoju? Za co je karmić, skoro sama żyję na zupach w proszku?

Rodzice stwierdzili, że jestem podła, bez serca i nie chcę pomoc niewinnym dzieciom.

Ale czy ja jestem winna? Mam rzucać studia i zostać opiekunką oraz kurą domową dla obcych mi dzieci? Zniszczyć całe swoje życie, wszelkie plany, marzenia, bo dzieci nie są niczemu winne? Do rodziców nic nie dotarło, nie mam serca i już. Mimo tego rozumiem, że sami nie mogą ich wziąć, mama jest bardzo schorowana, tata podobnie. Dlatego powiedziałam, że skoro nikt z nas nie ma warunków, to dzieci muszą trafić do domu dziecka. To z pewnością będzie dla nich złe, ale ja nie chcę się dla nich poświęcać. Wiem, że są rodziną, ale jak już mówiłam - dla mnie są obce, nie darzę ich jakimiś uczuciami, wiem o nich jedynie tyle, jak mają na imię. I nie zamierzam rujnować swojego życia dla nich. Przez co oczywiście jestem podła, bez serca i uczuć, bo przecież co tam moje życie, najważniejsze biedne dzieci.

Jakiś czas temu trafiły do domu dziecka, a rodzice nadal się do mnie nie odzywają.

#gMgBS

Poniedziałek rano, dzieci do szkoły, dorośli do pracy, młodzież studia itd. Tego feralnego poniedziałku byłem świadkiem ciekawej sytuacji.

Z racji, że zepsuł mi się samochód, byłem zmuszony do jazdy autobusem do pracy. Przystanek autobusowy znajduje się niedaleko jednostki wojskowej, przystanek ten jest miejscem, gdzie rozegrała się cała akcja.

Przychodzę na przystanek, mijam parę zakochanych, kilkoro nastolatków oraz bohatera pierwszoplanowego, a mianowicie tzw. "żula", pan siedział na ławce. Gdy tak czekałem na autobus, podjechał radiowóz policyjny, szyba opadła, policjant krzyknął: "Do mnie!". Pijaczek na niego patrzy i mówi "Co?", policjant znowu przemawia "Gówno. Głuchy jesteś? Podejdź tu!". Pijaczek podchodzi i nagle słyszę wrzask: "A ty co, ku#wa, cwaniaku, wyrażać się nie potrafisz normalnie?!". Obracam się, a tam chłop jak dąb, żołnierz. Policjant zawołał tego żołnierza, a ten tylko machnął i krzyknął, żeby go "cmoknął w dupę". Policjant czerwony jak burak, jego kolega zza kierownicy również, tak szybko uciekli, że nawet pijaczka nie wylegitymowali. :D

Morał taki, że warto się odnosić do innych z szacunkiem. :)

#2eG0a

W Walentynki mi i mojemu A. stuknęła 2 rocznica związku. Oświadczył mi się. Byłam bardzo szczęśliwa. Szczerze mówiąc zaskoczył mnie, bo wcześniej nie rozmawialiśmy o ślubie. Przyjęłam oświadczyny i byłam mega szczęśliwa.

Moja rodzina od razu zaoferowała nam pomoc finansową. Powiedzieli, że dołożą się nam do wesela i to będzie ich prezent dla nas. Niestety A. powiedział, że nie chce tak dużego prezentu od moich rodziców, bo on sam rodziców nie ma. Ojciec niby żyje, ale 20 lat go nie widział na oczy, bo ten zniknął, gdy A. miał 5 lat. Matka od paru lat nie żyje.

Sami byśmy kasy na wesele nie mieli, bo policzyliśmy, że będzie to koszt ok. 30 tys zł.
A. postanowił pojechać do brata za granicę i sam zarobić na wesele. Moi rodzice zaakceptowali ten fakt, mój ojciec wręcz powiedział, że go podziwia, że jest na tyle odpowiedzialny, by wziąć coś takiego na swoje barki.

A. nie ma od ponad 2 miesięcy. Uświadomiłam sobie właśnie, że ja nie chcę tego ślubu.
Nie chcę być z A. Nie kocham go. Było mi z nim dobrze, dbał o mnie, ale nie czuję do niego tego, co chciałabym czuć. Ten wyjazd utwierdził mnie w przekonaniu, że ja jednak wcale nie chcę z nim być. Wcześniej miewałam okresy, gdy mnie irytował i zastanawiałam się wtedy, czy aby na pewno chcę z nim być, ale przechodziło.
Teraz jednak nie ma go ponad 2 miesiące, a ja nie tęsknię. Coraz mniej rozmawiam z nim na Skypie, chociaż siedzę w domu. Wolę obejrzeć serial na Netflixie, niż porozmawiać z moim przyszłym mężem.

Najchętniej zerwałabym z nim teraz, bo po co chłop ma się starać i harować za granicą, skoro nic z tego nie będzie miał. Nie chcę jednak zrywać z nim przez Skype, bo uważam, że zasługuje na rozmowę. To naprawdę dobry chłopak, ale nie mogę go oszukiwać. Gdybym wzięła z nim ślub, to byłabym z nim z litości, z poczucia obowiązku, a nie z miłości.
Czy ktoś pragnąłby takiego małżeństwa?

A. wraca we wrześniu. A ja już teraz mam ogromne wyrzuty sumienia, że tak go skrzywdzę. Czuję się jak suka, chociaż z drugiej strony wiem, że ślub w takim przypadku byłby jeszcze gorszy.
Dodaj anonimowe wyznanie