Zawsze lubiłam słuchać muzyki i tańczyć. Od dziecka.
Pewnej niedzieli, jako dziecko, byłam w kościele. Pan organista zaczął pięknie grać i śpiewać, tak więc ja zaczęłam tańczyć. I przy tym tańczeniu tak wymachiwałam tyłkiem, że przewróciłam nim ławkę stojącą za mną... prosto na stopy jakiejś babuni, której połamałam palce.
Dziś zostałem strollowany przez własnego psa. Usmażyłem sobie jajecznicę na śniadanie. Taką na pełnym wypasie – z tostami i dobrze wysmażonym bekonem. Do tego pyszna, gorąca kawa, którą postawiłem przy oknie, ażeby nieco się ochłodziła. I kiedy już miałem zasiąść do konsumpcji, Nugat – mój pieseł, zerwał się ze swego łóżka i zaczął wściekle ujadać przy drzwiach. To dziwne, pomyślałem. On rzadko kiedy tak szczeka. Owszem, zdarza mu się to, ale tylko w sytuacjach, gdy jest bardzo zaniepokojony. A teraz robił taki raban, jakby do domu usiłowała nam się włamać szajka bandytów, gwałcicieli i chińskich pożeraczy psów.
Narzuciłem na plecy szlafrok i poszedłem sprawdzić co się dzieje. Otworzyłem drzwi, nikogo za nimi nie zastałem. Wyszedłem przed chatę, rozejrzałem się, nawet zadałem sobie trud żeby podczłapać do furtki i upewnić się, że ta jest zamknięta. Nic. Pewnie się staremu kundelkowi coś przesłyszało...
Kiedy wróciłem do kuchni, zastałem Nugata kończącego ostatni kęs dobrze wysmażonego bekonu. Byłem tak bardzo pod wrażeniem tego idealnie opracowanego planu przejęcia mojego śniadania, że nawet nie byłem na niego zły. Zjadłem suchą dupkę chleba, popiłem zimną kawą i poszedłem do pracy.
Odwołałam randkę z chłopakiem, bo miałam biegunkę. Pół godziny później przyszedł do mnie z paczką super delikatnego papieru i z siatką izotoników, żebym się nie odwodniła.
Chyba właśnie tak wygląda miłość. :D
Nie mam przyjaciół, hobby ani ulubionego zajęcia. Pracę moją toleruję, ale nie wzbudza we mnie zachwytu. Nie wiem, jak miałbym siebie określić, gdyż nic co mnie otacza nie wydaje się być "moje". Jakbym żył snem, spełniając czyjś scenariusz.
Większość wolnego czasu spędzam... przesypiając. Śpię znacznie więcej niż przeciętna osoba. 8h to jest minimum, a jeśli mam możliwość, to ok. 10h.
Ciekawi mnie świat, ale głównie w kontekście tego jak to wszystko "działa". Nie potrafię w nim uczestniczyć.
Zaczęłam się spotykać z chłopakiem, który był ucieleśnieniem wszystkich moich marzeń. Grzeczny, szarmancki, ale też niezwykle męski i pociągający. Kiedy przyszło co do czego i mielibyśmy już to zrobić, powiedziałam, że potrzebuję trochę czasu, bo kiedy byłam młodsza, to ktoś mnie wykorzystał i teraz zmraża mnie na samą myśl o zbliżeniu... Skończyło się tak, że mnie wyśmiał, dowalił mi kilkoma seksistowskimi żartami i rozwalił mnie tak mocno psychicznie, że po prostu ryczałam, po czym zaśmiał mi się w twarz i mnie zostawił.
Historia wydarzyła się dobrych kilka lat temu.
Było piękne wiosenne południe, więc postanowiłam wybrać się ze swoim wiernym towarzyszem na spacer do pobliskiego parku.
Niko, jako że jest dość dużym psem (owczarek szkocki), przed każdym wyjściem zostaje zaopatrzony w kaganiec oraz smycz. W całej historii najważniejsze jest to, że Niko bardzo nie lubi dzieci, a wręcz się ich boi, dlatego nie chcąc stresować psiaka, zawsze udaję się z nim w miejsca, w których nie ma zbyt wielu dzieci, jednak wiadomo jak jest.
Mówienie trylion razy, żeby nie podchodzić do psa, bo nie lubi dzieci i się ich boi, nic nie daje. "Ale on jest taki puchaty, moja Dżesika/Brajanek chce tylko pogłaskać, ona/on bardzo lubi pieski, bla, bla, bla" - to teksty na porządku dziennym.
Oczywiście zdarzają się osobniki, do których dociera moja prośba o pozostawienie psa w spokoju i kończy się jedynie na obserwowaniu zwierzaka przez ciekawskiego dzieciaka z rozsądnej odległości, jednak tego typu sytuacje są taką rzadkością, że jestem w stanie policzyć je na palcach jednej ręki.
I tu pojawia się ona - osiedlowa Karyna, która zawsze wie najlepiej i jeśli jej Dastin chce pogłaskać pieska, to Dastin pogłaszcze pieska, czy mu się to podoba, czy nie. Moje prośby i ostrzeżenia, że pies nie lubi być dotykany przez dzieci, nie zdały się na nic. "Trzymaj tego pchlarza, bo ja dziecku zabraniać niczego nie będę!". Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć, bo w czasie jej wywodów Dastin postanowił skorzystać z mojej nieuwagi i podbiegł do psa, czego już sekundę później gorzko pożałował.
Niko zdezorientowany i zdenerwowany całą akcją wskoczył na gówniaka, uderzając go przy tym kagańcem w jego mały, zakuty łeb.
Gówniak, przestraszony reakcją psa, chciał się wycofać, jednak jedyne co udało mu się osiągnąć to epicką glebę, waląc przy tym drugi raz łbem o ziemię.
Gówniak beczy, Karyna wrzeszczy i piszczy, że dzieciaka chciałam jej zabić, że dzwoni na policję, żeby uśpili to groźne bydlę.
Niko ponawia próbę ucieczki - i w tym wszystkim ja, starająca się ogarnąć, co tu się właśnie odwaliło.
Karyna jak obiecała, tak zrobiła i już po kwadransie przybyli mundurowi, żeby spisać zeznania. Mamuśka okazała się doskonałą aktorką, mogącą grać w niejednej bollywoodzkiej produkcji. Wylewała łzy łżąc, że poszczułam psa na jej dziecko i że ona w życiu by dziecku nie pozwoliła podejść do obcego psa! Byłam pewna, że jestem w dupie tak głębokiej, niczym dno Rowu Mariańskiego, i że nikt mi nie uwierzy, że to bachor sprowokował psa.
I w tym momencie pojawia się ona - starsza kobieta, która w czasie całego zajścia siedziała na pobliskiej ławce i na moje szczęście wszystko widziała i potwierdziła moją wersję wydarzeń. Skończyło się na tym, że Karyna dostała solidną zjebkę i mandat od mundurowych, a mnie i Niko pozwolono w końcu wrócić do domu.
Komputerów używam od jakichś 20 lat. Kiedyś monitory były kineskopowe, duże. Teraz mamy cienkie LCD. Niezależnie od konstrukcji, zawsze dużą wagę przywiązywałem do czystości ekranu. Nigdy nie dotykałem palcami i nikomu nie pozwalałem tego robić. Chcesz coś pokazać - weź myszkę i nakieruj kursor. Dlatego nie przepadam za pracą przy stanowiskach współdzielonych. Ludzie są dziwni, dotykają ekranu brudnymi paluchami, do odcisków przykleja się kurz i trudniej doczyścić. Komfort pracy drastycznie spada.
Od niedawna pracuję w nowej firmie. Mam własne stanowisko, więc monitor lśni. Kilka dni temu przyszedł mój przełożony. Chciał coś pokazać i zaczął mi pukać w ekran. Nie wiem, czy poczułem się jak w domu, jakby to był prywatny sprzęt, czy po prostu pedantyczne wręcz dbanie o czystość matrycy spowodowało, że... Zjechałem szefa jak burą sukę! Nakrzyczałem na niego, co on sobie wyobraża, jak tak można komuś monitor mazać, w ogóle co to za zwyczaje, żeby macać cokolwiek, co nie ma ekranu dotykowego. Zirytowany powiedziałem wreszcie: w nosie albo w dupie sobie te palce trzymaj, ale nie na moim narzędziu pracy!
Nastąpiła długa chwila ciszy. Na tyle długa, że w myślach już logowałem się do serwisu z ogłoszeniami o pracę, zaraz po tym, jak wyjdę od szefa z gabinetu po solidnym opierdzielu, na który właśnie zasłużyłem. Z rozmyślań wyrwał mnie skruszony przełożony: "Przepraszam, rzeczywiście nie powinienem brudzić ci ekranu. A za stanowczą postawę i dbanie o powierzony sprzęt masz u mnie dużego plusa".
Okazuje się, że szef ma ogromny dystans do siebie. Po tym wydarzeniu nasze relacje stały się jeszcze luźniejsze. Jakoś przyjemniej mi się pracuje. Nie przeszkadzają mi nawet drobne uszczypliwości od innych pracowników, którzy pytają czasem, podchodząc do mojego stanowiska pracy, czy muszą zakładać sterylną odzież ochronną ;-)
Pracuję jako operator CNC. Mam dużo urlopu i postanowiłem wziąć sobie pierwsze dwa tygodnie maja wolne - przedłużony długi weekend.
Po tygodniu w internecie oglądałem filmiki, jak maszyny obrabiają różne detale.
Nie wiem, czy to zboczenie zawodowe, czy tęsknota za pracą.
Nauczycielka, z którą miałem mieć maturę ustną z polskiego, została zwolniona z powodu choroby psychicznej.
Teraz się boję, że będzie mnie egzaminować jakiś niewykryty psychopata.
Pierwszy raz ukradłam coś, gdy miałam może z 7-8 lat. Weszłam do sklepu i przez chwilę kręciłam się przy słodyczach. W końcu zebrałam się na odwagę i szybko wsunęłam w rękaw batona. Przeszłam powoli jeszcze raz sklep, udając, że się rozglądam (nie mam pojęcia, jakim cudem ekspedientka nie zauważyła, że coś jest nie tak, jestem kiepską aktorką, więc jako dziecko musiałam być jeszcze gorszą), po czym wyszłam.
W domu się nie przelewało, rzadko kiedy miałam słodycze, a jeśli już, to te najtańsze, dzielone z siostrą na pół; o twixach, marsach, czy innych kinder bueno (mimo że ich ceny nie są zaporowe) mogłam sobie pomarzyć.
Byłam bardzo zestresowana w trakcie i po kradzieży. Baton nie smakował dobrze, bo świadomość, w jaki sposób go zdobyłam, skutecznie ostudzała moją radość. Przez chyba 5 lat nie wróciłam do tamtego sklepu. Jak można się spodziewać, ta przygoda obrzydziła mi grabieże.
Dodaj anonimowe wyznanie