#QZcwB

Gdy miałem jakieś piętnaście lat, złapałem bakcyla jazdy na deskorolce i wykorzystywałem każdy możliwy element miejskiej infrastruktury, aby uczyć się trików. Na moim osiedlu stoi taki wielki kościół z wielkimi schodami i dłuuuugą, stalową poręczą. Ja i kilku moich znajomych co wieczór spotykaliśmy się przed „domem bożym”, aby mozolnie trenować zjazdy na wspomnianej poręczy. Łatwe to nie było i co chwilę któryś z nas, w połowie drogi, spadał prosto na twarde schody, wrzeszcząc przy tym wniebogłosy. Siniaki, stłuczenia, zadrapania, a nawet krwawiące rany były ceną, jaką przyszło nam zapłacić za zdobywanie wiedzy godnej samego Tony’ego Hawka.

Pewnego wieczora, gdy jeden z nas po raz kolejny z rozpaczliwym jękiem wyrżnął o schody, wielkie drzwi kościoła otworzyły się i wyszedł stamtąd młody ksiądz. Energicznym krokiem podszedł do nas i wrzasnął:
- Czy naprawdę nie macie gdzie jeździć na tych deskach?! Wasze krzyki płoszą mi wiernych! Spowiadać w spokoju nie mogę!

Faktycznie, dotarło do nas, że co i rusz któryś z nas wydaje z siebie głośny ryk bólu, co rzeczywiście słychać w promieniu kilkudziesięciu metrów. Ksiądz spojrzał na nas groźnie, a następnie odwróciwszy się na pięcie, z powrotem pomaszerował do kościoła. Nagle jednak zatrzymał się i rzekł:
- …A skoro już musicie mi tu skakać, to chociaż moglibyście robić to jak należy!

I znów ruszył w naszą stronę, energicznie podwijając sutannę. Zawinął jej dolną część za pasek, a kiedy zbliżył się do nas, wyrwał mi deskę. Następnie wskoczył na nią i od niechcenia wykonał kilka niezłych trików. Zanim zdążyliśmy pozbierać szczęki z bruku, ksiądz rozpędził się i wskoczył na poręcz. Zjechał na dół bez większego problemu, a lądując wykonał efektowny obrót. Podbił deskę, złapał ją w locie i rzucił do mnie mówiąc:
- No! Tak się to robi, amatorzy!

Uśmiechnąwszy się złowrogo, wrócił do siebie, pozostawiając nas z rozdziawionymi gębami i poczuciem najgłębszego zażenowania. Parę dni później ciągnęliśmy słomki i oddelegowaliśmy do kościoła naszego oficjalnego posłańca, aby namówił duchownego do dania nam kilku lekcji. Ku naszej radości ksiądz zgodził się i od tego czasu przez dwa kolejne lata parę razy w miesiącu spotykaliśmy się przed jego „pracą”, aby wspólnie poskakać na deskach. Okazało się, że zanim poczuł powołanie, Adam, bo tak się zwał nasz nowy kolega, brał udział w zawodach deskorolkowych i miał w tej dziedzinie sporo sukcesów. Najfajniejsze jest to, że gość nigdy nie próbował nas nawracać. Traktował nas po prostu jak swoich uczniów i młodszych ziomków.
Do dziś mam z nim kontakt. Ostatnio nawet został proboszczem...

#3PmRA

Kolejna historia o cudach, lekarzach i zanudzaniu na anonimowych.


Od zawsze byłam pulchna.. Przedszkole, podstawówka, gimnazjum, liceum, no i studia. W okresie końca gimnazjum postanowiłam zmienić siebie, dieta, ćwiczenia itd. Mama mnie pilnowała i siostra, a efekt był marny... Schudłam może.. 5kg? Na okres 4 miesięcy to strasznie mało. Nigdy nie byłam człowiekiem, który wpierdzielał ile wlezie... Ale waga rosła jakby tylko kg cukru mi dawać na ręce. Na studiach jedząc sałatki, domowe zdrowe kanapki potrafiłam w ciągu 5 dni przytyć 7 kg. Postanowiłam udać się do lekarza, wyszły problemu z hormonami. Ok tabletki, kolejny raz dieta... A efekt zerowy, byłam załamana... Siedziałam i płakałam, rozstępy mnie dobijały, ludzie to samo..,


W końcu! Moja kochana siostra studiując dietetykę napisała mi abym przebadała się na insulinoodporność. Tak, to właśnie to... Efekt moich załamań (nie mam depresji) smutków. Jedno badanie (co prawda myślałam, że po glukozie zejdę z tego świata) okazało się strzałem w 10!!
Od 2 miesięcy jedząc to co mogę udało mi się schudnąć 10 kg i czuję się o wiele lepiej! Mam nadzieję, że uda mi się dalej wyrwać i mieć swoją kochana sylwetkę!!
Trzymajta kciuki! Pozdrawiam <3

#QHzhB

Pragnę podzielić się z Wami moją historią sprzed 24h.
Wieczór, godzina 22:00, miejscowość nadmorska. Idę pieszo do domu mojej siostry oddalonego od mojego o 1,5 km. Co ważne dla wyznania- droga między nami jest kamienista na przemian z żużlową, więc ubrałam martensy.

Moja siostra dorabia kąpiąc i strzygąc zwierzęta w swoim domu, jako iż jest na zwolnieniu macierzyńskim. Zostawiłam jej swojego kundelka pod opieką na 2h, coby zrobiła go na bóstwo, i wracam na umówioną godzinę, ze sobą mam tylko smycz i torebkę.

Dookoła półmrok, ciemne światło latarniane, żywej duszy brak, gdy nagle drogę zagrodził mi mężczyzna w kapturze. Zapytał, czy mogę mu pożyczyć zapalniczkę, bo swoją zgubił,, i przy okazji pyta która godzina. Z torebki wyciągnęłam zapalniczkę podając mu ją, z kieszeni telefon, gdy on w tym czasie wyrywa mi go, wyciąga nóż i każe oddać portfel. Spanikowałam, zaczęłam się jąkać, a on mnie szarpał. Wyciągnęłam portfel i poczułam, że może mi się uda. Trzęsącymi się rękoma upuściłam go na chodnik, a gdy kucnął po niego, sprzedałam mu najsolidniejszego kopa w twarz na jakiego było mnie stać. Złapał mnie za nogę i runął z kolan jak długi. Spanikowałam po raz drugi, ponieważ się nie ruszał. Ostatkami rozumu sprawdziłam, czy żyje, a gdy wyczułam puls... związałam gnojowi ręce na plecach smyczą.

Wezwałam policję, wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Powiedziałam im gdzie jestem, co się stało i jak unieruchomiłam napastnika. Przyjechali po kilku minutach. Zabrali mnie na dołek. Odsiedziałam 24h za napaść! Zabrali mi wszystko do wyjaśnienia sprawy.

Odnalazł mnie mój chłopak, który poszedł na policję. Zrobił im kosmiczną awanturę, ale i tak wypuścili mnie dopiero po 24h. Dostałam grzywnę w wysokości 1000 zł za złamanie temu mężczyźnie żuchwy. Przed większą karą uratował mnie tylko monitoring miejski potwierdzający moją wersję.

Mam kuzyna, który jest adwokatem, jestem po konsultacji. Nie zostawimy tego tak. Mam nadzieję, że ten gnój dostanie za swoje, bo jak się dowiedziałam, miał już wyrok w zawieszeniu za napaść. Jeśli nie uda mi się wybronić, chyba przestanę wychodzić z domu. Boję się, że mnie znajdzie i dokończy co zaczął, tylko w odwecie zrobi mi krzywdę. Trzymajcie za mnie kciuki, anonimowi!

#VMe5J

Historia z dawnych czasów. Kiedy byłem na studiach, mieliśmy założoną skrzynkę mailową taką dla całej grupy, na Gmailu. Zalogowałem się na niej i zapomniałem całkiem, że jestem zalogowany, i przeglądałem internet.
Naszło mnie w pewnym momencie na obejrzenie pornosa, a jako że nie znałem wtedy jakoś dużej ilości stron, to pomyślałem, że zobaczymy, co mi Google podpowie. Więc wpisałem frazę, znalazłem ciekawe strony, zrobiłem, co miałem zrobić i zamknąłem przeglądarkę. Sytuacja powtarzała się co jakiś czas.

Nie wpadłem na to, że Google przechowuje historię wyszukiwania i każdy, kto chciał mógł zobaczyć, co też jego koledzy i koleżanki z grupy szukają. Poza oczywistym rzeczami związanymi ze studiami rzuciło się niektórym w oczy powtarzające się wyszukiwania stron pornograficznych.
Chyba w tym miejscu muszę zaznaczyć, że były to dzieła sztuki z minimum dwoma facetami, bez żadnej kobiety.

Cóż, raczej nikt się nie domyślił, że to byłem ja. A jak wpadł ktoś na mój trop, to przynajmniej nie rozpowiedział tego innym, więc do końca studiów miałem spokój, nawet jak się "wyoutowałem" przed grupą. Nikt raczej nie powiązał tych dwóch faktów.

#gYWcL

Jakiś czas temu, pisałem wyznanie o tym, że rysuję, a że mój przyjaciel ma świetne dłonie, zadowalam się do ich zdjęć. I to byłem w stanie jeszcze znieść, no zdarza się, podobają mi się jego palce i wielkość samych dłoni. Jednak kiedy doszedłem, patrząc, jak gra na pianinie, myślałem, że spalę się ze wstydu. 
Musiałem mu się potem tłumaczyć, bo nie dość, że miałem mokre spodnie, to na "wychodne" pożyczył mi nawet swoją bieliznę...

#tsjfl

Okres dojrzewania nie był dla mnie szczególnie łaskawy. Strasznie przytyłam, a na twarzy miałam istne pole minowe.
O ile dieta i treningi przynosiły pożądany efekt, tak wizyty u dermatologa, leki, maści itp. już nie. Nie przejmowałam się tym jakoś szczególnie, bo wiedziałam, że w końcu przejdzie. Jednak miałam obok siebie kogoś, komu bardzo przeszkadzał mój wygląd.

Sylwusia. Miss Spalonego Teatru. Iloraz inteligencji wprost proporcjonalny do długości spódniczki. Chodziły pogłoski, że dziewictwo oddała w wieku 14 lat za paczkę fajek.
Ale jedno trzeba było jej przyznać - cerę miała perfekcyjną. No Królewna Śnieżka i 7 Sebixów!

O ile niewiele robiłam sobie z jej gadania (wychował mnie człowiek, który dystansem do siebie i świata mógłby obdzielić polowe ludzkości), tak w pewnym momencie zaczęło mnie to po prostu irytować, bo potrafiła podejść i przerwać mi rozmowę lub zabrać książkę, która czytałam gdzieś w kącie. Postanowiłam coś z tym zrobić.

Kojarzycie film "Służące"? Jest tam wątek, gdy jedna z bohaterek wręcza swojej "pani" ciasto z wkładką. Bardzo osobistą. Zrobiłam podobnie.
Korzystając z okazji, jaką były zbliżające się urodziny Sylwusi, postanowiłam upiec jej mini tort. Trzy czekoladowe piętra przekładane masą śmietankową. Jednak czym byłby wypiek bez sekretnego składnika!
Zignorowałam zalecenia lekarza i wycisnęłam wszystkie prychole, które się do tego nadawały, a całe "fuj" dodałam do kremu.
Solenizantka była bardzo zaskoczona, gdy zobaczyła mój wypiek, jednak słysząc, że to "w ramach wdzięczności za zwrócenie uwagi na problem i motywację do zmian", natychmiast przeszła do konsumpcji.
Uważnie ją obserwowałam i gdy zobaczyłam, że opanowała więcej niż połowę prezentu, wysłałam jej filmik. Ot, takie tam niewinne urywki z łazienki i kuchni, pokazanie procesu powstawania prezentu.


Co tu dużo mówić... Sylwusia zarzygała pół korytarza, film trafił do dyrektora, który uraczył mnie pracami społecznymi, a ojciec, gdy dowiedział się o sprawie, zbił ze mną potężną piątkę. Najważniejsze jednak jest to, że do końca szkoły miałam święty spokój.

#V7RJc

Nie wiem jak mnie ocenicie za to, co zrobiłam, a zrobiłam wiele "złego". Doprowadziłam do rozstania "szczęśliwej" pary i "zrujnowałam" komuś życie. Zacznę od początku. Moja młodsza siostra Zuza, świeżo upieczona pani magister, od 3 lat miała chłopaka. Przystojny, miły, wykształcony, maminsynek o imieniu Mateusz. Za 2 tygodnie miał odbyć się ich ślub. Moja siostra była w nim szaleńczo zakochana, świata poza nim nie widziała. Szkoda tylko, że on miał odwrotnie.

Od samego początku on mi się nie podobał. Czułam, że jest coś z nim nie tak. Mówiłam mojej siostrze i rodzinie, ale oni uważali, że przesadzam. Ufam swojej intuicji i tak samo było tym razem. Jakieś 2 miesiące temu śledziłam Mateusza (pomijam szczegóły dlaczego tak zrobiłam). Spotkał się wtedy z jakąś dziewczyną. Poszli razem do klubu. Wiedziałam już o co chodzi, ale Zuza by mi nie uwierzyła, dlatego postanowiłam zdobyć więcej dowodów. Użyłam swoich znajomości i zebrałam sporo dowodów zdrad, bo nie było tylko jednej. Przedstawiłam moje wyniki śledztwa siostrze, a później naszej rodzinie. Szok, płacz, niedowierzanie, a następnie zerwanie. I co najlepsze, mama Mateusza stwierdziła, że to wina Zuzy. Dlaczego? Bo o niego nie dbała. Nieważne, że on zdradził, bo on przecież jest dobrze wychowany. Moja siostra przechodziła ciężki okres, załamała się. Ale ja postanowiłam się zemścić.

Mateusz traktował swoich rodziców jak bankomat. Matka go ubóstwiała, bo to jedynak, a ojciec pozwalał na wszystko. Ułożyłam świetny plan. Mateuszek często przebywał w pewnym klubie ze swoimi dziewczynami i kumplami. Tak też było pewnej sobotniej nocy. Akurat przyszedł bez towarzyszki. Zapłaciłam pewnej pani specjalistce, aby go uwiodła i upiła. Tak też się stało. Przy czym miała go pytać o jego rodzinę. Po co? A bo go również nagrywała. I nagrała jego "piękne" słowa o swoich rodzicach. Następnego dnia jego matka dostała nagranie i kilka fotek kompromitujących jej syna.

Jaki był efekt tego? Dokładnie nie wiem, ale Mateuszek już nie jest tak ubóstwiany. Od znajomych wiem, że miał niezłą awanturę w domu.
Dlaczego to wszystko zrobiłam? Chciałam ochronić siostrę przed dupkiem i na szczęście udało mi się w porę. A po drugie chciałam udowodnić niedoszłej teściowej Zuzy, że nie miała racji i przy okazji otworzyć oczy jej i jej mężowi.
Dodaj anonimowe wyznanie