Kiedyś w komentarzu opisałam kilka historii o wyjątkowo głupich ludziach. Później przypomniało się parę kolejnych i postanowiłam opublikować je jako odrębne wyznanie.
Część opowieści usłyszałam od znajomych lub rodziców.
1. Pewne małżeństwo ze wsi, do której moi rodzice przeprowadzili się po moim wyfrunięciu z gniazda, starało się o dziecko przez lata. Nieudolnie. Okazało się, że żadne z nich nie wiedziało jak uprawiać seks i zawsze bawili się w tzw "Hiszpana".
2. Kiedy miałam ok. 10 lat, w szkole była niezła afera - jedna dziewczynka dowiedziała się, że jest adoptowana i strasznie się tym faktem przejęła. Niedługo potem była impreza sylwestrowa u jakichś rodziców i moja mama drążyła temat. Trochę zdziwiła ją ta sprawa z adopcją, ponieważ rodzice dziewczyny małżeństwem nigdy nie byli, a w momencie przyjścia córki na świat mieli tylko 19-20 lat. Rozstali się, nim poszła do przedszkola. Dziewczyna została z matką, a ojciec imprezował i wiązał się z kolejnymi ledwo pełnoletnimi pannami.
Po kilku głębszych matka dziewczyny wyznała, że sprzedała córce bajeczkę o adopcji, żeby nie czuła się niechciana przez tatusia imprezowicza.
Ta sama matka, gdy córka była w przedszkolu, rozpieściła małą do tego stopnia, że jak przychodziła ją odebrać, to dziewczynka zamiast witać się z mamą darła się "Baton! Daj batona!" i dopiero po otrzymaniu batonika łaskawie pozwalała się przytulić. Sytuacja ta powtarzała się dzień w dzień.
3. Zajęcia dodatkowe. Koleżanka z grupy bardzo często wyciągała w torby perfumy i psikała sobie nimi włosy. Bardzo obficie. Na pytanie czemu to robi, zwłaszcza że zajęcia odbywały się w małej, dusznej sali, odpowiedziała z poker face'em "Włosy nie pachną".
4. Dziewczyna na studiach wpadła. Okazało się, że gdy rodzice przeprowadzili z nią rozmowę o seksie i ciąży i powiedzieli jej, że "mężczyzna i kobieta rozbierają się do naga itp., itd.", to wzięła to bardzo na serio i w wieku 21 lat myślała, że ubranie to wystarczające zabezpieczenie.
5. Miałam kiedyś koleżankę z gatunku "durne toto, ale wielkoduszne". Kiedy miałyśmy 18 lat, jej mama zaszła w ciążę. Rodzice powiedzieli jej, że nie planowali drugiego dziecka, ale jakoś sobie poradzą. Dziewczyna była w niezłym szoku, ponieważ żyła w przekonaniu, że seks uprawia się tylko w celu prokreacji.
6. Dziewczyna na imprezie - do dziś nie wiem, czy to był durny żart, czy była aż tak głupia czy pijana. Dwóch chłopaków, para, zamknęło się w sypialni w wiadomym celu. Dziewczyna nie wiedziała o co chodzi. Myślała, że geje nie uprawiają seksu, bo "przecież nie da się włożyć penisa w penisa".
Dzisiaj odezwała się do mnie mama. Po ośmiu latach odkąd uciekłam z domu do Szkocji. Założyłam rano Facebooka i dodałam kilka zdjęć z moim już narzeczonym na naszej łajbie i kilka z wakacji w Meksyku. To zapewne skłoniło ją, żeby po ośmiu latach odkąd po raz kolejny zwyzywała 18-letnią już wtedy mnie od szmat, odezwać się z prośba o pożyczkę "bo Tomasz wyszedł z wiezienia i chciałaby mu jakieś auto kupić, coby do roboty mógł jeździć".
Gdy w miarę grzecznie wyperswadowałam jej to mówiąc, że za lata poniewierki nie dostanie ode mnie złamanego grosza, usłyszałam jak zawsze, że jestem niewdzięczną szmatą, a jak mi się powodzi i się z rodziną nie chcę podzielić dobrowolnie, to sąd mnie z pieniędzy lepiej ogołoci, bo ona jutro idzie do prawnika po alimenty.
Fantastycznie.
Zawsze miałam konkretny temperament do "tych spraw". Generalnie ma być często i dobrze.
Ciąża... Eh, ciąża zwielokrotniła mój apetyt w szczególności na pewien typ zabaw, żeby delikatnie dać do zrozumienia o jaki typ zabaw chodzi - mąż nazywa mnie Algida. Nieważna pora: dzień czy noc, przynajmniej jeden raz codziennie - tak dla zdrowotności musiał być.
Był wieczór i jak zawsze z mężem oglądaliśmy tv. Szybka orientacja w terenie - a mieszkamy z moimi teściami - czysto. Ja ubrałam najbardziej nieprzyzwoity strój jaki miałam, no i co? Do roboty! Samo się nie ukręci... Nagle niespodziewanie do pokoju weszła teściowa i ups... wypadła jak poparzona.
Ja pod kołdrę i ryk "jaki wstyyyyyd!" i słyszę mamę zza drzwi: "Kochanieńka, nie bój nic, najważniejsze, że się dzieje".
Biedna mama, gdyby pukała tak jak robi to zawsze nie widziałaby pukających się nas.
No ale reasumując: nigdy nie czułam się bardziej zażenowana schodząc na śniadanie rano i widząc, jak teściowa puszcza do mnie oko.
Mój kolega, w którym się podkochuję od dobrych dwóch lat, zaprosił mnie do siebie na imprezę. To było całkowicie koleżeńskie zaproszenie, ale zależało mi, by ładnie dla niego wyglądać.
Cały dzień się szykowałam – jestem nieśmiała, liczyłam na to, że spodobam się Kubie i sam zrobi pierwszy krok. Kupiłam specjalnie nowy kombinezon, pomalowałam się jak nigdy, spryskałam się drogimi perfumami. Gdy dotarłam na miejsce i Kuba mnie zobaczył, zrobił wielkie oczy. Pomyślałam wtedy, że naprawdę zrobiłam na nim wrażenie. Obudził mnie z letargu, krzycząc:
- Gośka, a dlaczego ty przyjechałaś w pidżamie?! Ha, ha, śmiesznie wyglądasz!
Po czym poklepał mnie po plecach jak chłopa i przez cały wieczór nie zamieniliśmy już ani słowa.
Chyba jestem skazana na samotność.
Jestem świeżo upieczonym nauczycielem fizyki i chciałem trochę rozruszać ten skostniały system z edukacyjnego betonu, więc już na pierwszych zajęciach zacząłem pokazywać dzieciakom eksperymenty.
Jednego podpaliłem.
Mój mąż spytał naszą 5-letnią córkę, co jest takiego najważniejszego w jej mamusi, czyli, że we mnie, wiadomo. To bardzo miłe i w ogóle poczułam się fajnie wyróżniona. I wtedy młoda mówi "pierwsze co jest najważniejsze, jak się zobaczy mamę, to to, że jest brzydka". Mąż uświadomił młodą, że nie wolno tak mówić i że to nieprawda i dał jej drugą szansę. Młoda wtedy westchnęła i powiedziała "no to śmierdzi, mama śmierdzi, bo bardzo źle gotuje i ciągle coś przypala i wtedy cały dom śmierdzi i mama też". Dzieci, niestety, nie kłamią...
Od tygodnia mój mąż nie chce uprawiać ze mną seksu. Powodem jest to, że zdecydowaliśmy się na dziecko, a on uważa, że im dłużej się wstrzyma, tym większą motywację będą miały plemniki i dzięki wytworzonej w ten sposób konkurencji dziecko będzie silniejsze.
Ładne parę latek temu przydarzyła mi raczej dziwna sytuacja.
Otóż wracam ja sobie z alkoholowej libacji do mojego domku na przedmieściach, niestety z buta (z racji późnej nocy albo wczesnego poranka, zależy jak patrzeć, kwestia sporna) i lasem, walcząc z naprawdę mocnym halnym. I tak mijam ja sobie te złowieszcze drzewa, kontempluję nad sensem życia i śmierci, delikatnie się irytuję, że za trzy godziny do roboty itd. No pijacki standard.
Rozmyślania brutalnie przerwał mi fakt, że coś zapierdoliło mi w brzuch z chyba prędkością światła i przeleciałem nad ziemią z dobre 3 albo 4 metry. I tak pluję pod siebie, staram się złapać oddech i jakimś cudem wstać i jestem niemal PEWNY, że to jakiś miły Sebuś z kolegami upodobał sobie moją paczkę z pogniecionymi szlugami i garść żółtych w portfelu. Podnoszę wzrok i...
Sarna.
Sarna zajebała mi z główki z rozpędu.
Nie wiem kto był bardziej zdziwiony, ja czy ona.
Jakoś tak głupio było się tłumaczyć nazajutrz, że ten wielki fioletowy siniec na brzuchu to dlatego, że sarna mnie potrąciła w lesie, a nie od bójki.
Poznałam go w ostatniej klasie liceum, zaraz na jej początku. On, student chemii, bardzo mi imponował, a poza tym był sympatycznym facetem. Zaczęliśmy się spotykać, a po roku zamieszkaliśmy razem, gdy zaczęłam studiować.
Od momentu zamieszkania razem wiele rzeczy się zmieniło. Bardzo pilnował tego, co jemy. Nie mogłam ugotować spontanicznie obiadu, tylko musiał być on skrupulatnie zaplanowany z tygodniowym wyprzedzeniem. Podczas jego przygotowywania musiałam ważyć każdy kawałeczek, smażyć w odpowiedni sposób, na wyznaczonej przez niego ilości tłuszczu. Kiedy nie zważyłam jednego składnika, po prostu zapominając o nim, robił awanturę, zarzucając mi, że chcę być gruba i jemu też tego życzę. Potem sam przygotowywał posiłki, a ja miałam zakaz wchodzenia do kuchni.
Jak go poznałam, ważyłam 65 kg przy wzroście 170 cm, więc miałam prawidłową wagę. Przez pół roku od zamieszkania z nim schudłam 12 kg. On ustalał mój jadłospis, ilość produktów, które mam spożywać. Jak czasami zauważył kawałek papierka po batoniku w mojej torebce, obrażał się i krzyczał o to, że nie stosuję się do jego poleceń. Totalna paranoja, ale znosiłam to cierpliwie tłumacząc sobie, że to tylko fanaberie, że każdy ma jakiegoś bzika, a ten nie jest jakiś wyjątkowo szkodliwy.
Potem jednak zmusił mnie do ćwiczeń. Codziennie po godzinie ćwiczeń, z reguły wieczorem, 3 razy w tygodniu basen, 3 razy w tygodniu bieganie. Byłam wykończona. Schudłam jeszcze mocniej. Ważyłam 45 kg i cały czas chudłam.
Zaczęłam podjadać coraz bardziej, do pracy przygotowywałam sobie lub kupowałam całe naręcze jedzenia. Zorientował się i znowu miałam awanturę.
A potem nastąpiło coś, czego nie mogłam już zaakceptować. Codzienne ważenie. To było bardzo upokarzające. Musiałam się rozebrać i stanąć nago na wadze, a on sprawdzał, czy nie przytyłam. Jak schudłam, dostawałam nagrodę w postaci pochwały, a jak przytyłam, znowu krzyczał.
Obydwoje żyliśmy jak w jakimś amoku. Dla mnie to stawało się coraz bardziej normalne, powoli nie traktowałam tego jak jakieś odchylenie od normy. Prawdopodobnie dlatego, że wszystkie te dziwactwa wprowadzał stopniowo. Rodzina pytała co się ze mną dzieje, ale tłumaczyłam to stresem na uczelni i brakiem czasu na jedzenie.
Po roku, gdy wyglądałam jak szkielet, doszło do mnie (tak, dopiero po roku!), że on sam wygląda dobrze, normalnie. Zapytałam go wtedy, dlaczego on tak nie chudnie, a on odparł "Ja? Ja nie muszę. To ty byłaś gruba, jak się poznaliśmy. W końcu wyglądasz pięknie". To był policzek dla mnie. Spakowałam się jeszcze tego dnia i wyprowadziłam do domu rodzinnego. Wzięłam dziekankę i postanowiłam wrócić z pomocą dietetyka do swojej normalnej wagi. On przez bardzo długi czas próbował nawiązać ze mną kontakt, aż mój ojciec się z nim nie rozmówił. Teraz, po dwóch latach, znowu mam swoją wagę z liceum.
Jakiś czas temu odbywałem praktyki studenckie w sądzie. Wiązało się to z obecnością na rozprawach, porządkowaniem papierów, czytaniem akt itp. Akta do czytania dostawałem często, w ten sposób miałem zapoznawać się z pracą organów ścigania oraz mieć jakieś ogólne pojęcie, jakiego typu sprawy do nich trafiają.
Pewnego dnia sędzia przyniósł mi kilka tomów akt jakiejś długo już toczącej się sprawy. Powiedział, że jest dość ciekawa i żebym się z nią zapoznał. Stan faktyczny był mniej więcej taki: Jakaś dziewczyna, chcąc się zemścić na koleżance za to, że ta jej zniszczyła jej nową kurtkę (jakiś drogi i modny ciuch), postanowiła uwieść jej chłopaka. A że chłopak był wierny i uwieść się nie dał, postanowiła załatwić to inaczej. Na jakiejś imprezie siostra tej dziewczyny podała chłopakowi pigułkę gwałtu do drinka, a gdy chłopak zaczynał tracić przytomność, zaprowadziła go do pokoju rodziców gospodarza (akurat stał pusty). Tam go związała, rozebrała i poczekała, aż się ocknie, a kiedy odzyskał przytomność, przyszła zleceniodawczyni całego przedsięwzięcia (dziewczyna od kurtki) i wykorzystując fakt, że był skrępowany, zmusiła go do seksu. W trakcie jej siostra zrobiła zdjęcia, aby można je było potem pokazać nielubianej koleżance.
Akurat tak się złożyło, że rodzice gospodarza podejrzewali swojego syna o to, że pod ich nieobecność okrada ich z pieniędzy, toteż zamontowali w swoim pokoju ukrytą kamerę, która wszystko nagrała. W ten sposób chłopak miał dowód i poszedł z nim na policję. Dziewczyny oskarżono o "doprowadzenie wspólnie podstępem do obcowania płciowego" i skazano pod zarzutem zgwałcenia zbiorowego na 3 lata więzienia. Ich adwokat złożył apelację i ponoć do tej pory różnymi sztuczkami celowo przewleka postępowanie, dlatego sprawa ciągle jest w toku.
Co w tym anonimowego? Przeglądając te akta miałem dostęp do danych osobowych obu sióstr i okazuje się, że jedna z nich (ta, która współżyła z tym chłopakiem) jest dziewczyną mojego dobrego kolegi z liceum. Nie wiem, czy on zna jej przeszłość (przypuszczam, że raczej nie, zawsze trzymał się z daleka od ludzi, którzy mieli problemy z prawem). A ja mam teraz poważny dylemat. Z jednej strony uważam, że powinien mieć świadomość tego, co jego dziewczyna i jego „szwagierka” zrobiły temu chłopakowi. Z drugiej jednak nie mogę mu o tym powiedzieć, bo jeśli ujawnię komuś postronnemu okoliczności sprawy, z którą się zapoznałem przeglądając akta sądowe, mogę mieć poważne problemy. Naprawdę nie wiem, co z tym zrobić.
Dodaj anonimowe wyznanie