#ifmt2

Zachowania mojej współlokatorki w kilku punktach:
1. Przez około pół roku mieszkała u niej koleżanka, która oczywiście za nic nie płaciła, a właścicielka mieszkania o niczym nie wiedziała.
2. Regularnie podbiera sobie moje kosmetyki, proszek do prania, płyn do płukania, itd. (na gwincie butelki od płynu nawet zostawiła swojego włosa).
3. Ścierki do podłogi nie pierze ręcznie ani nawet z innymi rzeczami. Włącza pranie dla tej jednej ścierki.
4. Zostawia włączone światło w łazience przed wyjściem z domu. Zdarzyło się jej nawet zostawić włączony piekarnik z jakimś jedzeniem w środku.

Dzisiaj zrobiła mi karczemną awanturę, że na umywalce było kilka moich włosów.

Jednak nie opłaca się przymykać oka w imię dobrej atmosfery w mieszkaniu.

#80D4w

Dwa lata temu zdiagnozowano u mojej mamy guzy na jajnikach.
Badania, chemioterapia, operacja i znów chemioterapię, bo pojawiły się przerzuty.
Całe to leczenie przechodzi różnie. Ma dni, kiedy jest dobrze i czuje się dobrze a są dni, kiedy nie chce jej się nawet wstawać z łóżka. Znajomym opowiada, że ma trudne życie, że pożera Ją rak. Uwielbia kiedy ktoś zagada, powie "Ojej, coś Ci dolega?".

Najchętniej rozmawiałaby tylko o tym i wszystko sprowadza do nowotworu.
Sąsiedzi, ludzie wokół ciągle powtarzają mi co mam robić i jak to powinnam być wyrozumiała, bo "biedna mamusia”. Otóż zdaje sobie z tego sprawę, wiem w jak poważnym stanie jest moja mama i jak jest Jej ciężko. Wiem jak Ją boli, codziennie słyszę. Nikt jednak nie zapytał mnie co ja czuję, jak ja się czuje i czy potrzebuje pomocy. Odkąd pamiętam moja mama miała "trudny charakter" wszystko załatwiała krzykiem, zawsze użalała się nad sobą i swoim dzieciństwem:
- O masz biurko a tróje w szkole! Ja w twoim wieku to na ziemniaki zapier*alałam.

Nigdy nie widziała tego co dla niej robię, nie ważne jak bardzo się starałam, zawsze byłam tą złą. Zawsze mnie gasiła i obwiniała o swój zły humor. Najlepszy był mój brat, bo to Jej idealne dziecko do którego musiałam się dostosować. Skoro miał takie stopnie ja muszę mieć co najmniej takie jak On! Cudowny, wspaniały i nie do zastąpienia. Dla Jego pierwszej żony była koszmarna, rozwiódł się i poznał drugą.

Mieszka daleko i ma mamę w głębokim. Wyjeżdża za granice do pracy a dla mamy nie ma czasu, nie dzwoni, czasem wyśle cudowne zdjęcia ze swoich podróży.
Wystarczy, że do Niej napisze i ta cieszy się jakby co najmniej Krzysztof Krawczyk Balladę specjalnie dla Niej napisał. A ja? Cóż, to niedoskonałe dziecko, zostałam z Nią.

Codziennie słyszę jaka jestem zła i niedobra, bo nie ma mnie cały dzień w domu.
O 15:00 jestem w domu, pracuję od poniedziałku do piątku. W poprzedniej pracy zmniejszyłam etat, żeby tylko być częściej w domu. Na każdą chemię miałam załatwione wolne i szłam do pracy jako zmiennik taty, żeby tylko jechała wygodnie samochodem. Nie bierze ode mnie pieniędzy za mieszkanie więc robię zakupy spożywcze jak i wszystko co tylko jest potrzebne. Rachunki, ubrania, obuwie. Cokolwiek, aby pomóc.

Zawsze źle, zakupy źle przemyślane, bo to Jej nie smakuje, tamto jest do dupy. Ubrania zawsze Jej nie pasują a potem nosi. "Sama sobie ku*wa poradzę" a potem żali się ludziom, że nikt Jej nie pomaga. Przeziębiłam się to miała do mnie pretensje, że Ją zarażę. Jak z pracy dzwonię, żeby zapytać co u Niej: "A co ku*wa ma być?". Jak mówię, że po powrocie z pracy posprzątam "Sama sobie posprzątam". Cokolwiek nie zrobię to jest źle, do dziś zastanawiam się co ja Jej takiego zrobiłam, że tak mnie traktuje a tak kocha mojego brata. Przerasta mnie ta Jej agresja, złość i niechęć, które wcale nie są wynikiem choroby.

#nRxFR

Jestem nauczycielem i czasem muszę np. omówić z uczniami to, jak skonstruowany jest odbyt. Pewnego razu, kiedy rysowałem wielki anus na tablicy, jeden z uczniów zaczął zachowywać się głośno, więc odwróciłem się do klasy, powiedziałem "usiądź cicho i skup się na moim odbycie", po czym odwróciłem się do tablicy.

Dopiero kiedy wszyscy huknęli śmiechem, zorientowałem się, jak to wyglądało z ich perspektywy.

#2VQ8F

Ostatnio podczas podróży autobusem miejskim byłam świadkiem następującej rozmowy.

Starsza kobieta: - Przepraszam, może mi pani ustąpić miejsca?
Jakaś dziewczyna: - Ustąpiłabym pani, ale niestety bardzo źle się czuję...

Po chwili zauważyłam, że jakiś facet ustąpił tej starszej kobiecie miejsce.
Po minucie baba zamruczała wściekłym głosem:
- Źle się czuje... a słuchawki na uszach!!!

Zatem pamiętajcie...Gdy czujecie się źle, nie możecie nosić słuchawek i słuchać muzyki :)

#sGPn4

Czytałem właśnie kilka historii o miłościach do innych ludzi podczas związku z obecnymi, rzucę w takim razie małą opowiastką z mojej strony.

Mój system zakochiwania się był zawsze prosty - albo od pierwszej sekundy czułem pociąg do danej osoby albo nie występował nigdy. W przypadku pierwszym będąc wolnym starałem się doprowadzić do związku co udawało się niemal zawsze, czy przetrwał czy nie to zależało także od innych czynników.

Historia właściwa:
Po paru latach od wyprowadzki na studia spotkałem się z 2 kumplami na piwo, zebrali jeszcze swoje paczki ludzi, ja nie znałem nikogo poza nimi ale jakoś po 2 piwkach tematy zaczęły się toczyć. Gwoli informacji z wówczas już narzeczoną byłem razem od 3 lat, ślub planowany za kolejne 2. I na owym piwku poznałem Ją, koleżankę mojego kumpla. Trafiło mnie w momencie, zgranie charakterów 100%, gdybym był wolny to skończyło by się to prawdopodobnie związkiem. Sytuacja tym bardziej dziwna, bo nie dość, że zdarzało mi się to raz na kilka lat, to jeszcze nigdy będąc w związku. Przegadaliśmy i przepiliśmy całą noc, bujnąłem się w niej, widziałem, że ją też do mnie ciągnie, iiiiii... I nic. Nie pozwoliłem sobie na nic więcej niż lekki flirt, ona także wiedziała, że mam kogoś więc nie naciskała. Punktem kulminacyjnym naszej 'randki' było trzymanie mnie pod ramie, gdy odprowadzałem ją do taksówki.

Zakochanie trwało jeszcze tydzień i choć serce biło szybciej na samą myśl, a marzenia galopowały to nie napisałem, nie spotkałem się. I wygasło.

Od tak by uświadomić, że przypadkowe zakochanie to nic złego nawet będąc w związku, bardziej jest to kwestia właściwych decyzji i wyborów.

#TC5P2

Szukanie pracy z punktu widzenia pracodawcy.
Stanowisko: pracownik magazynowy.

1. Przesyłanie oferty na znanym serwisie, bez CV. Nagminne.
2. Adres e-mailowy typu: goracysamiec@przeleje.pl albo buziaczek@ruchaczek - niemal na co drugiej ofercie, szczególnie dotyczy młodych facetów.
3. Brak numeru telefonu w CV. Częste.
4. Wpisywanie w CV całej kariery od przedszkola począwszy. Co dwa miesiące inna fucha...

Zatem jeśli pracodawca nie odpowiada na Twoje ogłoszenie - sprawdź, co mu wysłałeś. Serio.

#h0fB6

Jako dziecko lubiłem czasami dzwonić pod przypadkowe numery i rozłączać się, bądź też udawać, że pomyliłem numer. 

Nie miałem jeszcze swojej własnej komórki, używałem telefonu stacjonarnego. Pewnego wieczoru chciałem się zabawić, więc wcisnął losowy, nieznany numer i gdy usłyszałem, że ktoś odebrał, to normalnie powiedziałem "Halo", nie śmiałem się, ani nie robiłem nic, co by wskazywało na to, że robię psikusy.

Po drugiej stronie słuchawki był jakiś mężczyzna, który od razu rzucił do mnie tekstem "czy ty wiesz, gdzie się dodzwoniłeś?", "czy jesteś tego świadomy, pod jaki numer dzwonisz?" Przestraszony odłożyłem słuchawkę. Dodam, że z całą pewnością nie był to żaden numer alarmowy, tylko zwykły, stacjonarny, albo komórkowy numer.
Trochę to było dziwne...
Dodaj anonimowe wyznanie