Życiowa rada - kiedy zlizujesz dżem i bitą śmietanę ze swojej dziewczyny w trakcie gry wstępnej, to nigdy nie mów jej, że jej piersi są teraz jak naleśniki. Nigdy tego nie rób...
Ja to zrobiłem, żebyście wy już nie musieli.
Pracuję jako fryzjerka. Ostatnio przydarzyła mi się komiczna sytuacja, jak z jakiegoś kawału, tyle że naprawdę.
Wchodzi 10-, 11-letni chłopczyk z panem (jak myślałam, kimś z rodziny). Okej, chłopczyka mam ostrzyc i nic więcej. W trakcie roboty pan zapytał, czy może skoczyć do bankomatu, zgodziłam się, bo jest dosłownie parę metrów dalej. Czekam, czekam i nic. Robotę skończyłam i zaczęłam się już stresować (panu mogło się coś stać). Zaczęłam wypytywać chłopczyka, a ten trochę kręcił, wyglądał na rozbawionego i mówi, że to nie był jego tatuś, tylko obcy pan zaproponował strzyżenie za darmo. Ja w szoku, nie wiem co powiedzieć... W końcu wydarłam od niego numer do rodziców, na szczęście odebrali telefon, przyjechali po niego i zapłacili przepraszając.
Po jakimś tygodniu przyszedł ten pan z kwiatami i przeprosił. Okazało się, że wyczytał to gdzieś w Internecie i razem z chłopczykiem (który był jego siostrzeńca) postanowili zrobić taką akcję... Domyślam się, że moja mina była bezcenna.
Z pozoru jestem normalnym Kowalskim - pracuję, płacę podatki, mam żonę, itp.
W głębi duszy z całego serca nienawidzę ludzi, uważam, że ludzie to najgorsze co mogło przytrafić się tej planecie i z rozkoszą przyjąłbym jakąś ogólnoświatową apokalipsę.
Im dłużej patrzę na to, co się wokół mnie dzieje, tym mocniejsze to uczucie się staje.
Od trzech lat sypiam z moim przyjacielem, bez zobowiązań, bez uczuć obejmujących coś więcej niż przyjaźń, za to z zabezpieczeniami.
Co w tym anonimowego?
Oboje wciąż szukamy stałych partnerów życiowych i nawet gdy kogoś znajdujemy, szybko to kończymy. Bo nie umiemy przestać uprawiać ze sobą seksu. Z nikim innym nie jest nam tak dobrze. Próbowaliśmy, ale za każdym razem kończy się na tym samym.
Oboje jesteśmy zbyt uczciwi, by kogoś zdradzić, a siebie nie kochamy. Psychoterapia póki co nie pomaga.
Zazwyczaj to ja wstaję rano pierwsza, ale jako że była sobota, obudziłam się koło 10 i zobaczyłam, że Artura, mojego męża, nie ma już w łóżku. Miałam bardzo pikantny sen, więc pierwsze o czym pomyślałam to ostry seks. Wybranek mojego serca krzątał się po domu. Postanowiłam go lubieżnie zawołać:
- Natychmiast chwyć za swojego nabrzmiałego kut#sa i przybądź do łoża, aby mnie solidnie wygrzmocić! - zawołałam bez ceregieli.
W odpowiedzi usłyszałam dobiegający z kuchni głos, który zdecydowanie nie należał do Artura:
- Nawet gdybym chciała, to z pewnych fizycznych braków nie jestem w stanie tego zrobić. Mój mąż pewnie by chciał, ale z kolei ja nie mogę mu na to pozwolić. Pozostaje tylko Artur, ale niestety on skoczył do sklepu po pieczywo.
I wtedy przypomniałam sobie, że przecież jest sobota i umówiliśmy się z moimi teściami na wspólne śniadanie.
Całkiem niedawno postanowiłam zjeść obiad w tak zwanej restauracji biznesowej. Pełna klasa i kulturka.
Przy jednym stoliku siedziała kobieta z małym dzieckiem, niemowlakiem. Raczej w takich miejscach nie spotyka się dzieci, ze względu na charakter restauracji, ale nikomu ono nie przeszkadzało, było grzeczne i spokojne.
Nagle kobieta z lekkim hukiem zatrzasnęła laptopa, na którym do tej pory pracowała, na stoliku ułożyła butelkę, wywaliła cyca i zaczęła go ugniatać.
Po krótkiej chwili podeszła do niej kelnerka i poprosiła o zaprzestanie tej czynności, ewentualnie udanie się w celu dokończenia jej w pokoiku socjalnym, który na tę sytuację mogą jej udostępnić.
Madka zaczęła podnosić głos i tłumaczyć, że to naturalne i kelnerka powinna się od niej odpieprzyć, to jej sposób na życie i inne dyrdymały. Dodała również, że w tej restauracji wszyscy są dorośli i każdy cycka widział, chociażby w łóżku. I nie będzie się gotować pod żadną chustą. A kelnerka jest pewnie dupą, która niejedno widziała, a tutaj udaje taką pruderyjną.
Nagle ze stolika obok wstał mężczyzna z garniturze, koło pięćdziesiątki. Aby dojść do stolika matki, musiał minąć mój stolik.
W restauracji tylko 3 stoliki były zajęte.
Uśmiechnął się lekko do mnie i cicho powiedział:
- Bardzo panią przepraszam za to co zrobię, ale czasami trzeba.
Przeszedł obok mnie, podszedł do stolika madki, odsunął wózek, po czym ściągnął gacie i majtki i tak stał z półtora metra przed twarzą madki, która zaczęła się niemiłosiernie drzeć na widok penisa starszego pana.
Zaczęła go wyzywać od zboczeńców, a starszy pan bez słowa usiadł przy stoliku obok niej, nadal z gaciami i majtkami w kolanach i dopiero wtedy przemówił:
- Przecież jak dziecko robiłaś to, też to widziałaś. To naturalne! A mi tak wygodnie, przewiewnie, nie będę się gotował pod jakimiś spodniami.
Kelnerka milczała, spojrzała na mnie chyba szukając niemego wsparcia w tej wojnie nagości. Mnie zatkało i starałam się nie roześmiać.
Po chwili madka wyszła z restauracji. W momencie jak tylko zatrzasnęły się za nią drzwi, starszy pan założył spodnie, przeprosił mnie i kelnerkę za widoki, jakie nam zaoferował i jakby nigdy nic usiadł przy stoliku i wrócił do pracy.
Pomimo dbania o higienę jamy ustnej, mycia zębów, języka i policzków, nitkowania i płukania płynami, zawsze miałam potworny smród z ust. Zęby zdrowe, wszystko czyste aż do przesady, a wstyd się odezwać, bo wali okrutnie.
Któregoś razu, gdy przyglądałam się swoim zębom w lustrze, zauważyłam coś białego na migdałku. Wzięłam latarkę i zobaczyłam, że na moich migdałach jest pełno czegoś białego.
Przezwyciężyłam odruch wymiotny i nacisnęłam migdał palcem, a wtedy wylazło z niego mnóstwo żółtawych jakby kamyczków, które okropnie śmierdziały. Z drugim migdałem zrobiłam to samo.
Dało mi to wielką satysfakcję, jak wyciskanie pryszczy. Od tej pory co jakiś czas oczyszczam w ten sposób migdały, a smród zniknął. I oby nie powrócił ;)
Historię tę opowiedział mi mój znajomy – emerytowany onkolog, pan doktor Andrzej. Jakieś 25 lat temu do szpitala, w którym pracował, trafił mężczyzna z niewielkim guzem w przełyku. Po dokonaniu biopsji i wysłaniu pobranej tkanki do laboratorium, przyszły wyniki. Bardzo pesymistyczne. Guz był bardzo złośliwy i praktycznie nie nadający się do operowania. Pacjent został o tym poinformowany. Na pytanie ile czasu mu zostało, pan Andrzej, obejrzawszy jeszcze raz dokumentację, skalkulował, że od 6 do 8 miesięcy, z czego za ok. 2-3 należałoby przyjść na oględziny do oddziału medycyny paliatywnej.
Jakieś dziesięć dni później do gabinetu doktora Andrzeja wpadł facet z laboratorium i przepraszając już od samych drzwi powiedział mu, że popełniono karygodny błąd i że tamte wyniki są nieważne. Guz nie jest złośliwy i spokojnie można go wyciąć. Lekarze usiłowali się dodzwonić do pacjenta, aby przekazać mu tę radosną nowinę. Niestety nie było z nim żadnego kontaktu. Nie znaleziono też żadnych namiarów na jego rodzinę.
Parę miesięcy później okazało się, że facet sprzedał samochód, wziął kredyt i… pojechał do Indii, aby leczyć się naturalnymi metodami oraz medytacją. Skąd lekarze się o tym dowiedzieli? Z artykułu w jakimś magazynie ezoterycznym, gdzie nawrócony na buddyzm „cudownie uzdrowiony pacjent”, wiodący od dłuższego czasu żywot ascetycznego męczennika, udzielił wywiadu.
Historia wydarzyła się w latach 2009-2010, w ostatnim roku podstawówki.
Jak wiecie, nie było jeszcze Google Play i innych internetowych sklepów z aplikacjami, a w środowisku, w którym dorastałem, mało kto miał Smartfona, zwłaszcza wśród dzieci, Android w Polsce dopiero wchodził na rynek.
Na tyłach gazet często były reklamy zapomnianych już dziś WapSter czy Papla, gdzie można było zakupić gry, dzwonki na telefon, tapety, filmiki itp. Na telefonie nie miałem żadnych gier, więc czasem, gdy np. czekałem w kolejce do lekarza lub podczas jazdy samochodem, nudziło mi się. Postanowiłem, że pobiorę sobie trochę gier z gazety, napisane było, że koszt tylko 2 złote z groszami, więc co tam, duży wydatek to nie będzie. Nie byłem w pełni świadomy, że są jeszcze inne koszty, a przynajmniej wydawało mi się, że jak już, to drobne opłaty...
Miałem teraz fajne gry na telefonie, mogłem sobie grać. Niektóre z nich, niedługo po pobraniu usunąłem z telefonu, gdyż stwierdziłem, że są nudne, to nic, że tyle kosztowały. No właśnie, niedługo potem przyszła faktura za telefon... Prawie 100 zł kosztowały moje gry. Mama była wściekła na mnie i zaraz zadzwoniła do Obsługi Klienta, żeby zablokowali mi możliwość wysyłania tego typu SMS-ów.
Ale przynajmniej miałem na telefonie Ice Tower i Milionerów, w które uwielbiam grać w wolnym czasie. ;-)
Zachowania mojej współlokatorki w kilku punktach:
1. Przez około pół roku mieszkała u niej koleżanka, która oczywiście za nic nie płaciła, a właścicielka mieszkania o niczym nie wiedziała.
2. Regularnie podbiera sobie moje kosmetyki, proszek do prania, płyn do płukania, itd. (na gwincie butelki od płynu nawet zostawiła swojego włosa).
3. Ścierki do podłogi nie pierze ręcznie ani nawet z innymi rzeczami. Włącza pranie dla tej jednej ścierki.
4. Zostawia włączone światło w łazience przed wyjściem z domu. Zdarzyło się jej nawet zostawić włączony piekarnik z jakimś jedzeniem w środku.
Dzisiaj zrobiła mi karczemną awanturę, że na umywalce było kilka moich włosów.
Jednak nie opłaca się przymykać oka w imię dobrej atmosfery w mieszkaniu.
Dodaj anonimowe wyznanie