#fFJqe

Kiedy miałam kilka lat, w niedzielę przed wyjściem na niedzielną mszę poprosiłam mamę o 2 zł na coś słodkiego. Niestety miała tylko 5 zł, które jak co niedzielę miałam dać księdzu na tacę. Umiałam już liczyć, ale nie bardzo ogarniałam nominały monet. Pół drogi kłóciłam się z mamą, że ja chcę 2 zł, a księdzu damy 3 zł, bo przecież 2+3=5. Mama cały czas starała mi się wytłumaczyć, że 5 zł jest w całości, na czym polega rozmienianie pieniędzy i że nie mamy gdzie rozmienić po drodze.

Całą mszę dumałam nad tymi słodkościami, które chciałam kupić. Kiedy ksiądz zaczął zbierać na tacę i doszedł do mnie, spojrzałam się na niego z poważną miną i powiedziałam:
- Ja dam księdzu 5 zł, ale w zamian chcę 2 zł na słodycza!
Ksiądz zaczął się śmiać i przystał na moją propozycję.

Słodkości nie kupiłam, mama była zła i dostałam karę.

#pu40a

Jestem mamą kilkorga dzieci. Kilka miesięcy temu urodziłam najmłodsze. Wszyscy, którzy mnie spotykają, komplementują moją figurę. Pytają jak to możliwe, że matka wielodzietna tak szybko wróciła do formy, nawet nie mam odstającego brzucha. A to dopiero trzy miesiące po porodzie.

Nikt nie wie, że od wielu lat cierpię na zaburzenia odżywiania. Tylko mój mąż mnie wspiera i kontroluje, żebym jadła cokolwiek. Oprócz tego morderczo trenuję w obawie, że zbyt duża ilość kalorii spowoduje tycie i będę tłustą świnią. Tak naprawdę zjadam niecałe 1000 kalorii dziennie. Nie jestem głodna.

Zdaję sobie sprawę z absurdalności moich najgłębszych przekonań, ale nie potrafię ich zmienić. Co ciekawe, to co jem jest bardzo dobrze zbilansowane i dbam o zdrową dietę mojej rodziny. Produkty pełnoziarniste, nisko przetworzone, owsianka na śniadanie itp. Jem po prostu bardzo mało i nie potrafię się przełamać.

#sfdRZ

7 lat byłam w związku, byłam pewna, że to "to", znajomi uznawali nas za parę idealną. I naprawdę tak było, zero kłótni, wydawało się, że to był mój najlepszy przyjaciel, mogłam mu powiedzieć o wszystkim, a jednak coś nie wyszło.

Nie wiem, kiedy to się zaczęło, nie zwróciłam uwagi na to, że coś się zmieniło, do czasu kiedy wrócił do domu i znikąd powiedział mi, że mam wyprowadzić się do końca dnia, bo w sumie to on już od dawna się z kimś spotyka i to ją kocha.

Szkoda tylko, że zapomniał, że do rodzinnego domu mam 200 km, w brzuchu noszę nasze dziecko (5 miesiąc) i nie mam gdzie się podziać.

#jK3Sw

Słowem wstępu: dostaję obrzydzenia na widok wymiocin, fekaliów czy innych wydzielin.

Kiedyś mój pies się czegoś nażarł (duuuuże bydlę) i dostał zatrucia. Po prostu zrzygał się na podłogę. Mój mężczyzna był w pracy, więc sprzątanie spadło na mnie. Nie było takiej opcji, żebym się do tego zbliżyła.
Ugotowałam makaron, poczekałam, aż ostygnie i wywaliłam go na podłogę, żeby przykrył wymiociny.

Pies zeżarł wszystko. Podłoga była wylizana do czysta.

Nie żałuję.

#phavR

Do niedawna bardzo ufałam swoim zwieraczom. No cóż, nauczyłam się na własnej skórze, że trzeba być ostrożnym.
Otóż nie tylko obsrałam sobie bieliznę, ale i spodnie. To nawet nie dupa mnie oszukała! To ja sama!

Nie widziałam chłopaka od tygodnia, najpierw ja wyjazd służbowy, potem on. Nawet na telefony nie było za dużo czasu. Właśnie otwierałam drzwi do domu, kiedy zadzwonił luby. Wolałam rozmawiać z nim, niż udać się za naglącą potrzebą...
Narobiłam w gacie i rozmawiałam z nim dalej.
Nigdy się nikomu nie przyznam!

#iMlny

Kiedy byłam mała, miałam różne zwierzątka: szczury, myszki, chomiki, a w okresie lęgowym chodziłam po okolicy i zbierałam ptaki, które wypadły z gniazda (jerzyki, jaskółki) oraz inne ranne ptaki.
Zasada była prosta: przeżyje noc przy podstawowej opiece - tata zawozi je do miasta do fundacji ratującej ptaki.

Pewnego dnia szukałam koperku w kuchni, miałam może z 7 lat. Tata zawołał tylko, żebym dała sobie spokój i poszła do siebie. Otworzyłam ostatnią szufladę w zamrażarce i znalazłam w niej martwe gołębie, mojego szczura, który zmarł pół roku wcześniej i innych tymczasowych, byłych domowników. Okazało się, że przez kilka lat tata z lenistwa zamiast zakopywać zwłoki zwierząt, tak jak mi to obiecywał, chował je do zamrażarki "żeby zakopać potem". Byłam w szoku, do tej pory jestem osobą bardzo empatyczną, wrażliwą i mimo upływu 20 lat, często ten widok do mnie wraca.

Kilka lat później okazało się, że tata jest bardzo chorym i niebezpiecznym człowiekiem, jednak to już temat na osobną historię. Ja za to do dziś panicznie boję się zamrażarek. Ojca zresztą już też.

#QEO0b

Dzisiaj opowiem Wam o zdarzeniu, którego do końca życia nie zapomnę.
Miałam wtedy 9 lub 10 lat, byłam bardzo młodziutka i głupiutka.

Moja siostra pokazała mi pewną stronkę. W zasadzie sama podpatrzyłam co robi, w końcu bardzo zainteresowało mnie to, że non stop z kimś pisała. Ja jako młoda i ciekawa życia dziewczynka postanowiłam, że sama spróbuję do kogoś napisać - w końcu miałam swój telefon - bardzo słaby, ale jakaż to ja byłam dumna, w końcu kupiłam go za swoje oszczędności. To był cholerny błąd.

Myślałam, że wszystko jest okej. Poznałam chłopaka z Żor, niby fajnie nam się gadało itd. Podał mi swój numer i powiedział, że zostaniemy przyjaciółmi.
Napisałam do niego i właśnie od tego się zaczęło. Zapytał, czy chcę doświadczyć czegoś przyjemnego.

Kazał mi dotykać się i pisać mu, czy mi się to podoba. Kłamałam, bo nie miałam wiedzy i ochoty na takie rzeczy. Ale potem było gorzej.
Kazał mi wysyłać moje nagie zdjęcia. Groził, że zadzwoni do moich rodziców i powie, jakie rzeczy z nim wypisywałam. Jako dziecko, nie powiem, wystraszyłam się - i zrobiłam sobie zdjęcie. Kazał zrobić takie, gdzie widać będzie moją twarz. Całe szczęście, że mój telefon nie potrafił wysyłać MMS-ów. Nie wiem, co by się stało.

Przez rok miałam traumę, tym bardziej, że opisałam mu swój wygląd, wiek, miasteczko, w którym mieszkałam. Bałam się, że ''ten z Żor'' mnie znajdzie.
Nie wiedziałam wtedy, że nawet jeśli ktoś by się dowiedział, to on będzie miał kłopoty, a nie ja. Byłby posądzony o pedofilię i wyłudzanie - co wiąże się z kilkoma latami w więzieniu.

Nikt o tym nie wie. Jednak ja nie zapomnę.

#52jma

Jestem osobą niepełnosprawną ruchowo od urodzenia, po kilku operacjach. Mam też problemy z nerkami. W związku z moimi przeżyciami, musiałem dorosnąć nieco szybciej niż większość moich rówieśników. Jakaś część mnie jednak zawsze się przed tym broniła...

Dzieci są odpieluchowywane zazwyczaj mając 1,5 roku. Czasem wcześniej, czasem później. Przynajmniej tak słyszałem.

U mnie to trwało "nieco" dłużej. Pampersy nosiłem z przerwami do 8. roku życia. Ze względu na problemy z nerkami, nosiłem sporadycznie także później, w czasach nastoletnich. I przyznam, że do pewnego stopnia mi się to podobało :)

W pewnym sensie zaprzyjaźniłem się z pieluchami. Nikomu nie mogłem o tym powiedzieć. Że poza powodami stricte medycznymi, noszę pieluchy, bo po prostu lubię to uczucie między nogami. Lubię tę miękkość i rzepy, lubię powracać do dzieciństwa.

Nikomu nie mogę o tym powiedzieć, chociaż czasami bardzo bym chciał. Zawsze kiedy próbowałem, spotykałem się z najróżniejszymi reakcjami - od akceptacji (rzadko), po potępienie i sugestie leczenia psychiatrycznego.

Niezbyt to przyjemne, gdy cię wyzywają, potępiają i gardzą twoimi marzeniami i fantazjami (choćby nie wiem jak odstawały od tego, co inni uważają za "normę").

Może przynajmniej tutaj będę mógł czasami opowiedzieć Wam parę rzeczy...
Dodaj anonimowe wyznanie