#Mw7zB

Razem z żoną i dwójką dzieci wspólnie robiliśmy świąteczne ciasteczka. Niestety nie skończyło się to dobrze.

Jedno dziecko obraziło się, bo robimy pierniczki w kształcie choinki, gwiazdek itp., a on koniecznie chce te z króliczkami. Tłumaczymy mu, że to nie te święta, że na Wielkanoc na pewno je zrobimy, ale teraz mamy Boże Narodzenie, to nie pasuje. Ale gdzie tam, jak grochem o ścianę. Żeby nie było, syn ma 10 lat, więc nie jest małe dziecko, żeby nie mógł tego zrozumieć.
Wziął się obraził i zamknął w swoim pokoju. OK, jednego mniej, jedziemy dalej.

Córka z kolei się obraziła, bo posypka na ciasteczka nie jest kolorowa, a ona innej nie chce. Znowu krzyki i płacz. Przez 20 minut żona ją uspokajała.

Po wszystkim żona strzeliła focha, że dzieci są uparte po tatusiu i ona już siły nie ma i też się zamknęła w pokoju.

Czyli, podsumowując, po prawie trzech godzinach pieczenia syn, córka i żona siedzą w pokojach obrażeni, ale co tam, przynajmniej mamy ciasteczka!

#zc0Mr

Było tu kiedyś wyznanie dziewczyny, która cudem uniknęła gwałtu, bo... obsrała swojego niedoszłego gwałciciela. U mnie było podobnie. Prawie...

Wracałam z imprezy do domu, w sumie nie wiem dlaczego nie zamówiłam taksówki, tylko się uparłam, żeby wrócić na piechotę. Czułam się niezbyt dobrze, zdecydowanie przesadziłam z alkoholem. Gdzieś już w połowie drogi (w ciemnym i zalesionym odcinku - mieszkam na obrzeżach miasta) siedział sobie na ławce jakiś typ i kiedy go mijałam, zaczął za mną iść. Ja zaczęłam biec, więc on też. Dogonił mnie, rzucił mnie na ławkę i zaczął obłapiać. Wyciągnął swój obleśny, śmierdzący sprzęt i zaczął machać mi nim przed twarzą. W tym momencie puściłam największego i najgorszego pawia w życiu. Obrzygałam jego, siebie i wszystko dookoła. Typ stanął jak wryty, krzyknął "ty kurwo" i z obrzydzeniem zaczął się wycofywać. Wtedy ja zabrałam dupę w troki i zaczęłam najszybciej w swoim życiu uciekać.

Miałam naprawdę ogromne szczęście, bo rzadko zdarza mi się wymiotować, a po alkoholu to było pierwszy raz w życiu. Więc chyba jednak dobrze, że trochę z nim wtedy przesadziłam.

#uI4X0

Śmiałam się z wyznań typu "Mam x lat i dopiero dowiedziałem się, że rodzynki są z suszonych winogron", "można robić kanapki z różnymi rzeczami, a nie tylko ser i szynka" i innych typu "zorientowałem się, że coś tam".

Mam 24 lata i właśnie dowiedziałam się, że marcepan jest z migdałów.

#f0ojE

Jak dużej części kobiet, przed okresem zdarza mi się być za bardzo rozemocjonowaną. Po czasie przestało mnie dziwić płakanie, bo upadła mi łyżeczka, albo dlatego, że nie mogę odkręcić mleka. Miarka się przebrała, kiedy w zeszłym miesiącu płakałam, bo wzruszyłam się, że Bułgaria i Rumunia są w Unii Europejskiej już od 2007 roku. Kurtyna.

#spU3H

To będzie wyznanie o problemie, jakim może być zbyt długi seks.

Ile jest żartów na temat przedwczesnego wytrysku! Tego i paru innych rzeczy najbardziej boją się mężczyźni, którzy pierwszy raz mają jeszcze przed sobą. Raczej mało kto boi się, że seks będzie trwał za długo. A tymczasem to drugi koniec kija.

Narzeczeństwem jesteśmy od paru miesięcy. Seks zawsze był dobry, z jednym tylko mankamentem... Mój ukochany bardzo często nie może dojść.

Zawsze jak zaczynamy jakieś pieszczoty, zastanawiam się ile to będzie tym razem. Pół godziny? Nie, to się prawie nie zdarza. Godzina? Przy dobrych wiatrach. Z dwie godziny można liczyć, zwłaszcza, gdy nie widzimy się dłużej przez jakieś delegacje.

Ktoś mógłby pomyśleć, że na co ja się skarżę? Kto by nie chciał mieć długiej gry wstępnej? A średnia długość penetracji to podobno 3 minuty (naprawdę?).

To bywa fajne. Ale często bywa upierdliwe. Najpierw ja mam orgazm, a potem mijają eony zanim on ma orgazm i zdążę do tego czasu zapomnieć, że to było przyjemne, a zaczynam się nudzić, czuć dyskomfort, a czasami muszę mu podziękować i jak w amerykańskiej komedii przewrócić się na bok po moim orgazmie, zostawiając go tak niedopieszczonego.

Zatarcie to rzecz powszechna. Nie możemy stosować prezerwatyw, bo on nie dojdzie "w", a jeśli przerywamy, żeby założyć, on potrzebuje nakręcania OD POCZĄTKU (!!). Czasami na samą myśl mam dość, on też, ale to jednak ja częściej mam podrażnienia.

Chciałam żeby się chociaż zbadał i chyba czas wrócić do tego tematu. Wywalczyłam już kontrolę u dentysty, może wywalczę urologa. On woli uznać, że to taka cecha i dochodzić raz na parę stosunków niż się zbadać.

Mowa o ludziach lat 25, a dla partnera jestem jedyną partnerką w życiu. Ja mam porównanie, on żadnego.

#d4wmu

Jestem tanią prostytutką.
Pewnie wielu z was zastanawiało się kiedyś, jak można oddawać się za 30, 40 złotych? W tym wyznaniu wyjaśnię wam, dlaczego to robię.

Pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny. Aby kupić sobie kosmetyki czy telefon, musiałam oszczędzać. Wyrobiłam sobie wtedy tok myślenia, że lepiej mieć tę dychę niż nic.

Pewnego dnia straciłam dziewictwo z byłym chłopakiem. Nie ukrywam, spodobało mi się to. W mojej okolicy działa tylko kilka prostytutek. Za seks oralny można u rekordzistek zapłacić nawet 200 zł. Aby mieć jak najmniejszą konkurencję, postanowiłam sprzedawać się za drobne kwoty. Mam przez to dużo klientów.

Wbrew pozorom, za dzień pracy zgarniam ok. 300 zł. Czasami trafi się nocka. Za nią biorę, w zależności skali czynności, od 80 do 150 zł. Traktuję swój zawód jako usługę, więc nie czuję obrzydzenia ani wstrętu do siebie.

Uprzedzając pytania:
1) Mieszkam daleko od domu. O moim zawodzie wiedzą tylko niektóre przyjaciółki i kuzynka.
2) W mojej dzielnicy już nie ma alfonsów, są tylko same amatorki, więc nie obawiam się o własne życie.

Dziękuję za przeczytanie ;)

#zE4m8

Szlag mnie jasny trafia, jak często gęsto jak się przyznam, że nie mam prawa jazdy, to słyszę "facet w twoim wieku i nie ma prawka?", "to jak ty sobie radzisz w życiu?" albo hit sezonu (słyszany i od facetów, i od kobiet) "to jak ty sobie dziewczynę znajdziesz?". Noż ja pierdyle. Do pracy mam dojazd autobusem świetny - bo dom i praca od przystanków są oddalone ~100 m. W moim mieście jest całkiem dobra i punktualna komunikacja autobusowa. Do rodziny pociągiem wygodnie bez problemu dojadę. Jakoś nigdy nie widziałem potrzeby posiadania samochodu. Moi rodzice też samochodu nie mieli i jakoś i mnie, i brata wychowali bez problemu.

Nie wiem czemu ludziom się wydaje, że bez samochodu żyć się nie da. Niektórzy ludzie po prostu nie widzą się w roli kierowców i tyle. Inni nie chcą auta z powodu przekonań ekologicznych, jeszcze inni nie chcą, bo uważają samochód za skarbonkę bez dna. Po co robić z tego aferę, a z człowieka jakiegoś podludzia, bo nie ma 4 kółek...

#hSUOg

Wiecie co? Jestem ze swoim facetem już ponad 10 lat. Zawsze mieliśmy swoją obecność za pewnik. Byliśmy dla siebie nie tylko partnerami, ale też najlepszymi przyjaciółmi i namiętnymi kochankami. Byliśmy. Pozornie w naszej relacji nic się nie zmieniło. Dzielimy się swoimi myślami, uprawiamy seks, żyjemy razem. To wszystko było dla mnie taką codziennością, że nawet nie zauważyłam że coś się zmieniło. Wiecie kiedy to sobie uświadomiłam? Pracuje w firmie m.in. z pewnym facetem w moim wieku, wszyscy wiedzą, że mu się podobam, bo się z tym nie kryje. 

Wszyscy też wiedzą, że jestem zajęta więc nic z tego. Ostatnio na imprezie firmowej chyba narosła w nim frustracja po alkoholu do tego stopnia, że zamiast się przymilać zaczął rzucać gorzkimi tekstami o tym, że kiedyś będę leżeć znudzona w łóżku z moim facetem i żałować, że jego tam nie ma, patrzeć na nasze dzieci i żałować, że nie są jego, a także to, że pewnie podczas seksu wyobrażam sobie, że to on mnie posuwa. 

Wszystko co powiedział było kompletną głupotą, a ja tylko myślałam o tym jak bardzo kocham swojego faceta i nie wyobrażam sobie życia bez niego, paradoksalnie uczucie do niego i pociąg odżyły we mnie jeszcze bardziej. Cóż, z taką myślą wróciłam z imprezy wcześniej do domu i zastałam mojego ukochanego z jakąś kobietą w łóżku. Był to dla mnie ogromny cios, tłumaczył się, że to nic nie znaczy, że to tylko odskocznia, bo mnie kocha, ale chciał poczuć jakieś nowe emocje. 

Powiedział, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, przeprosił mnie i starał się tłumaczyć tym, że namiętność między nami podupadła i trochę za bardzo się przyzwyczailiśmy do siebie. W tej chwili siedzę w hotelu, poprosiłam o tydzień przerwy na przemyślenie sprawy. 

Bardzo go kocham i poniekąd rozumiem to zachowanie, bo miałam podobne odczucia, ale nigdy nie posunęłabym się do zdrady. Nie wiem jak nasze życie teraz będzie wyglądać, czy mu zaufam, czy będę umiała tak po prostu przełknąć to wszystko i wrócić do domu, spać znów przytulona z nim w jednym łóżku, wygłupiać się w kuchni gotując nasze ulubione dania czy po prostu obrać seksowną bieliznę i kochać się z nim wiedząc, że w to wszystko weszła obca kobieta. Pomóżcie, bo nie wiem co robić.
Dodaj anonimowe wyznanie