#4I80j
W pewnym momencie chyba to zauważył, bo zaczął odwzajemniać moje spojrzenia i szukać mnie wzrokiem. Czasem zdarzało się nam porozmawiać w sprawach służbowych, a wtedy widziałam, jak ukradkiem na mnie zerkał. W końcu przypadkiem okazało się, że mamy sporo wspólnych tematów i bardzo dobrze nam się rozmawia. Zaprosił mnie w końcu do kina na film, który oboje chcieliśmy obejrzeć. Szybko zakochaliśmy się w sobie jak wariaci. Uwielbiam jego twarz i każdy skrawek jego ciała, jego spokój i zrównoważenie, jego ciepły, niski głos. A przede wszystkim jest doskonałym, mądrym rozmówcą i kocham spędzać z nim czas. Znam i akceptuję jego historię, a on poznał i zaakceptował moją. Jest dla mnie idealny, zupełnie inny od moich byłych partnerów.
Irytują i zniesmaczają mnie tylko znajomi z pracy, którzy na wieść o "nas" zaczęli przeprowadzać ze mną dziwne rozmowy w stylu "ogarnij się, przecież on nie jest z twojej ligi" (heee??), "marnujesz sobie życie" i tym podobne chore teksty. Skończyło się na tym, że przestałam rozmawiać z częścią osób po tym, jak powiedziałam im, że są płytcy i puści i nakazałam odwalenia się od mojego życia prywatnego.
Jestem bardzo szczęśliwa z moim M, ale jednocześnie zdruzgotana tym, jacy ludzie mogą być okropni. Nie myślałam, że kiedykolwiek zetknę się z takim zachowaniem. Najgorsze jest to, że M część rzeczy również słyszał i choć nic nie mówił, to wiem, że jest mu przykro. Nie chcę, żeby kiedykolwiek cierpiał, szczególnie przez takich idiotów. Boję się, że takie coś może negatywnie wpłynąć na mój związek, a naprawdę robi się z tego coś poważnego. Trzeba poważnie i intensywnie zacząć szukać innej pracy i odciąć się od tego toksycznego towarzystwa. Życzcie nam szczęścia!
Inni zawsze lepiej wiedzą co powinnaś robić niż Ty sama. Standard.
Ludzie zbyt często i niepotrzebnie sugerują się opiniami innych. Gadają i co? Żyją waszym życiem?
Jak mawiał pewien mędrzec, "miej wyjebane, a będzie ci dane". 😉
Szczerze, jeśli jest między wami duża różnica atrakcyjności, to ma to małe szanse na udany związek. Nie życzę Wam tego oczywiście, ale jest dużo pułapek w które można wpaść. Często kobieta wybiera takiego faceta, bo czuje się przy nim pewnie - jestem taka 10/10, on na stówę mnie nie zostawi, będzie mi wdzięczny, będzie wynagradzał tą dysproporcję. Facet natomiast może zacząć myśleć cynicznie o tobie, albo też „skoro taka piękna kobieta się mną interesuje, to muszę być zajebisty, kogo jeszcze mogę wyrwać?”. Kiedy ci powie, że ci się trochę przytyło czy inną niemiłą uwagę to może w tobie wezbrać frustracja „czy ty się widzisz? Wiesz jak mocno obnizylam standardy?” Może nie czuć do ciebie miłości, ale trwać, bo „nic lepszego się nie trafi, musiałbym mocno obniżyć prestiż”. Po czasie możesz zacząć zauważać, że jego brak atrakcyjności to niezdrowy styl życia. Możesz więc orobieac go zmienić, no bo skoro ja chodzę na siłownię i zabiegi to czemu on nie może chociaż trochę się ogarnąć?
Straszne słowa, wiem. Jeśli jesteś świadoma tych wszystkich pułapek, i wiesz, że u was tak nie będzie/nie jest, to go girl! Jednak tak przeciętnie, dla większości ludzi to uważam, że lepiej dobierać partnerów/partnerki o podobnej atrakcyjności, w podobnym wieku, o podobnym statusie materialnym. Za często słyszałam „ona ma 20 lat, ja 35, ale jest bardzo dojrzała, na pewno jej się nie zmieni, nie zdradzi mnie” albo „on obiecał, że nie będę musiała pracować, po co mam robić studia, skoro on ma i ma dobrą pracę?”
Autorka ma wlasnie takie koleżanki :)
Co za stek farmazonów
Świetne, merytoryczne komentarze :) oczywiście, żyjmy w cukierkowym świecie, gdzie miłość nie zna granic, wieku, rasy, płci. Gdzie wystarczy „nadawać na tych samych falach” a wszystko będzie dobrze. Gdzie nieważne kto co robi, musisz go wspierać, i mówić, że robi dobrze. Każda decyzja jest dobrą decyzją i nie masz prawa nic oceniać. Gratuluję naiwności :) ja jednak od swoich koleżanek oczekuję rozwagi, analizy sytuacji i czegos więcej, niż tylko klepanie po pleckach
MaryL ma sporo racji. Nie twierdzę, że Autorka i jej M. mają małe szanse, bo nie znam ludzi. Ale jeśli planują stały związek, to za jakiś czas zakochanie minie. Przekształci się pewnie w dojrzałą miłość, ale zabraknie tych różowych okularów. Pojawią się problemy dnia codziennego i owszem, kłótnie. Więc uwagi MaryL jak najbardziej warto przemyśleć i brać pod rozwagę.
No, jak w każdym związku, kiedy mija etap motylków. Maryl pisze tu jak taka koleżanka po rozwodzie, która doradza innym koleżankom tak, by one też były po rozwodzie/rozstaniu, bo wtedy można razem narzekać na mężczyzn :)