#8WxIP

Nazwisko oczywiście zmienione na potrzeby historii, ale oddaje cały sens.

Kiedy byłam małą dziewczynką, jeszcze w podstawówce tuż obok podstawówki był mały sklepik. Moi rodzice często robili w nim zakupy po drodze, kiedy odbierali mnie ze szkoły (mieszkałam w innej miejscowości). Zawsze wtedy mówili coś w stylu "Wjedziemy jeszcze do Kaczki po mleko". W mojej małej główce pojawiło się wtedy skojarzenie, że sklep nazywa się Kaczka. Nie widziałam w tym wtedy nic dziwnego, nie zwróciłam uwagi, że nie było tej nazwy na sklepie... Rodzice tak mówili, to pewnie tak jest. Byłam wręcz o tym przez lata święcie przekonana. 

Pewnego dnia sklepik szkolny był nieczynny, nie pamiętam już co chciałam, ale poszłam do pani zapytać:
- Proszę pani, czy mogę iść do Kaczki?
- Do kogo?
- Do Kaczki. 
- Do kogo!? - Wtedy już się nieźle zdenerwowała, nie rozumiałam kompletnie o co chodzi, klasa zaczęła się przyglądać, a ja jakoś wydukałam
- N-no... Do Kaczki...
- DO PANI KACZOROWEJ!! 
Wydarła się na mnie, oznajmiła, że jestem niewychowana i że nigdzie nie pójdę. 

Było mi strasznie wstyd i naprawdę nie rozumiałam co się dzieje, byłam przecież wzorową uczennicą! I nie zrobiłam niczego złego! Może pani się pomyliła z jakąś nauczycielką, która miała takie nazwisko? Klasa się ze mnie śmiała i dopiero koleżanka mnie uświadomiła, że ta pani ze sklepu nazywa się Kaczorowa, a sklep nie ma nazwy... 

Minęło wiele lat, ale nadal to pamiętam :D.

#DKlnh

Gdy miałam 7 lat, na ferie poleciałam z rodzicami i bratem do Szkocji. Byłam bardzo przejęta tym wyjazdem i spędziłam kupę czasu na opanowanie podstawowych zwrotów, bo bardzo chciałam tam samodzielnie zrobić zakupy.
Już na miejscu z ciocią, mamą i kuzynką poszłyśmy do sklepu. Chciałam się wykazać i pokazać, jak to ja świetnie opanowałam język... Wyobraźcie sobie, jak bardzo byłam rozczarowana, gdy sprzedawczyni okazała się Polką. :D

#tm3i7

Było tu ostatnio wyznanie o kobiecie, która usunęła ciążę ze względu na różne dysfunkcje. I została oczywiście zlinczowana przez rodzinę.


Na pewno takich kobiet jest więcej, w pełni popieram ich decyzję. Aborcja to bardzo niewdzięczny temat, każda opinia wzbudza kontrowersje, ale ludzie - wychowanie niepełnosprawnego dziecka to nie tylko siedzenie w domu, korzystanie z pomocy finansowych. 


Kosztowne rehabilitacje, które dają takim rodzicom nadzieję na powodzenie, często nie dadzą żadnego skutku. Złudne nadzieje na to, że kiedyś się polepszy. To nie jest i nigdy nie będzie normalne życie, a ból i trud mogą zrozumieć tylko rodzice, którzy się tego podjęli.
Co się stanie z tymi dziećmi, kiedy rodziców zabraknie? Kto się wtedy nimi zajmie?


Nie nazywajcie tych kobiet mordercami, egoistkami... nie każdy chce podjąć taką próbę, nie każdy da radę i nie każdy chce krzywdzić dziecka, bo takie życie to męka.

#ETCGU

Pracuję w sklepie odzieżowym. Dziś przyszła do nas matka z trzyletnim dzieciakiem. Zapytała, czy może zrobić swojemu synkowi zdjęcie w kowbojskich butach. Jako że mamy teraz wystawę sklepową z motywem Dzikiego Zachodu, pani bardzo chciała, aby jej pociecha zapozowała w obuwiu koło manekinów. Zgodziłam się – pomyślałam, że dzieciak będzie miał sporą frajdę.
Nie wzięłam tylko pod uwagę tego, że małolat będzie rozebrany do naga. Babka wyniosła go z przebieralni nagiego, odzianego tylko w kowbojskie buty, a następnie ustawiła na wystawie i zaczęła strzelać fotki od strony pasażu, gdzie po chwili zaczął gromadzić się tłum ciekawskich gapiów. Zanim zdążyłam zareagować, zrobiła się z tego straszna draka. Ludzie zaczęli się awanturować, przybiegła kierowniczka sklepu (zebrałam straszliwy opieprz). Ostatecznie musiała interweniować ochrona, bo babka za nic nie chciała przerwać swojej „sesji zdjęciowej” krzycząc, że jest artystką – influencerką, znaną fotografką i blogerką, a my nie znamy się na sztuce i nie rozumiemy drapieżnej metafory jej projektu...
Czasem zastanawiam się co sprawia, że niektóre młode matki mają tak zryte berety.

#XgvIE

Pracuję na infolinii w znanej sieci komórkowej. Dochodzi tam do różnych dziwnych sytuacji i rozmów. Przekrój jest potężny,od tych śmiesznych, kuriozalnych do pełnych złości czy łez dosłownie. 


Niektóre dają kopa do rozmyślań,przedstawie dziwną acz ciekawo- śmieszną rozmowę, którą zapamiętam do końca :D . 
- Witam,w czym mogę pomóc ? 
- Dzień dobry,proszę pana ja dzwonie w sprawie zasięgowej.
- Rozumiem co się dokładnie dzieje i od kiedy? 
- Tylko to wie pan sytuacja jest na tyle delikatna że nie wiem czy mam mówić wszystko..
- Proszę się nie martwić im więcej będę wiedział tym bardziej będę w stanie pani pomóc.
- No dobrze,ale nie chce żeby pan o mnie dziwnie pomyślał.
- Spokojnie,jestem dość wyrozumiały :).
- Chodzi o to że ja proszę pana to mieszkam w bloku,dosyć wysoko to i zasięg powinien być,gdyby tylko nie oni....
- Można się dopytać jacy oni?
- Sąsiedzi proszę pana...
- No rozumiem ale co z nimi?
- I tu widzi pan zaczyna się cała historia....powiem krótko,jak oni się z nimi spotykają to ja zasięg tracę.
- Kogo pani ma na myśli,bo nie za bardzo rozumiem?
- Obcą cywilizację panie kochany,oni to mają takie rzeczy że proszę pana głowa mała.
- (zmieszany) Yyyy... ależ proszę pani to niemożliwe, nie ma czegoś takiego....
- Pan mi nie wierzy tak? Za wariatkę pan mnie ma?
- Nie proszę Pani tego nie powiedziałem.
- Ale pan tak myśli.
- W żadnym wypadku,ale nie ma czegoś takiego,nie udowodniono UFO, nie istnieje,nie widziałem poza tym żadnego z nich ani z pracy ani prywatnie to jak to.
- To ja zadam panu pytanie...
- Słucham?
- A w Boga to pan wierzysz??
- Tak wierzę
- A widziałeś go Pan? Masz pan dowody na to, że jest?
- Yyyy..... nie mam (MIND FUCK).
- To widzi Pan, kto z nas jest wariatem? DO WIDZENIA!

#gdVug

Mam taką nerwicę natręctw, że kiedy ktoś mnie dotknie, to potem sama muszę się w to miejsce dotknąć. Mój kolega ze szkoły zauważył to i teraz bez przerwy pyka mnie w łokieć i obserwuje, jak pocieram go drugą ręką, znów pyka, znów pocieram, ten się cieszy, ja jestem wkur...na. Wszyscy w szkole już się o tym dowiedzieli. Świetnie.

#uHYRL

Odebrałam telefon z firmy do której złożyłam CV. Okazało się, że pomylili mój numer z numerem mojej koleżanki, z którą razem aplikowałyśmy do tej pracy i... i w efekcie mieli zatrudnić mnie, a zatrudnili ją. "Stanowisko wciąż jest twoje, ale jeśli będziesz chciała je zająć, to będziemy musieli ją wyrzucić".
No świetny wybór...

#8BH2y

Brałem rano prysznic, nic niezwykłego. Wziąłem ze sobą szczoteczkę i pastę, aby przy okazji umyć zęby. To była sobota, więc nigdzie się nie spieszyłem, a w takich momentach przychodzą mi do głowy głupie pomysły. Np. sprawdzam jak gorącą wodę dam radę wytrzymać, nalewam wody do ust i nią psikam itp. Wiem, że dziecinne jak na faceta w wieku 29 lat, no ale nikt nie jest doskonały. 

Gdy przyszedł czas na mycie zębów wymyśliłem, że zamiast zrobić to tradycyjnie, czyli machać szczoteczką, spróbuję trzymać sztywno szczoteczkę - a za to machać głową. I to jeszcze z zamkniętymi oczyma!

Szło mi całkiem nieźle, więc postanowiłem wymyć wszystkie zęby trzymając szczoteczkę w jednej stałej pozycji. Udało mi się to zrobić, więc sukces. Przynajmniej do momentu, gdy skończyłem i otworzyłem oczy. Świat zawirował mi przed oczami, nie mogłem złapać równowagi. Chciałem się przytrzymać zasłonki od prysznica, ale nie wytrzymała mojego ciężaru i się zerwała. Razem z zasłonką wypadłem spod prysznica na podłogę łazienki. Wciąż trochę zdezorientowany i rozbawiony sytuacją leżałem tam i się śmiałem, gdy mój 8-letni syn wpadł do łazienki zaniepokojony, co to za hałasy. Jak tylko mnie zobaczył, to się rozpłakał.

Pozbierałem się i powiedziałem mu, że wszystko w porządku i po chwili się uspokoił. Opowiedział, że siedział w pokoju, gdy nagle usłyszał mój krzyk, a potem huk. Jak przybiegł do łazienki zobaczył, że leżę na podłodze - goły, obwinięty w zasłonkę od prysznica, z pianą na ustach i śmieję się jak wariat. Przestraszył się, że oszalałem...

#Stg1y

Od kilku lat zażywałam tabletki antykoncepcyjne. Niestety lekarz zalecił roczną przerwę, ponieważ musiałam "odpocząć" od hormonów. Po pół roku w trakcie seksu pękła nam gumka. I z racji tego, że mam sporego pecha w życiu, wpadliśmy. Czułam się tak strasznie, tak okropnie... oprócz tego, że psychicznie byłam dobita, to jeszcze miałam objawy fizyczne jak przy grypie - łamało mnie w kościach, bolała mnie głowa, miałam dreszcze i gorączkę - to była moja reakcja na stres, który towarzyszył mi cały czas. Też przez cały czas modliłam się, żeby stał się cud - żebym poroniła. Za to mój facet pochwalił się moim i swoim rodzicom, kiedy byłam w 6 tygodniu, że jestem w tej przeklętej ciąży. Gratulacje, uściski, głaskanie po brzuchu - rzygać mi się chciało od tego wszystkiego.

W 8 tygodniu stało się - to coś postanowiło mi ulżyć i poroniłam. I tu ta anonimowa część - to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Kiedy mój facet, moja mama i jego rodzice płakali, ja miałam ochotę tańczyć z radości. Kiedy mnie wspierali, pocieszali, miałam ochotę im wykrzyczeć, że nie uroniłam po tym płodzie ani jednej łzy, a te, które faktycznie uroniłam, to były łzy szczęścia.

Jedyną osobą, która zna mnie na wylot i widziała, że wcale nie chciałam tego dziecka, był mój ojciec. Powiedział mi "Dziecko, widzę po tobie, że wcale nie chciałaś tego dziecka. Ja to szanuję. Sam uważam, że masz jeszcze czas i bardzo się cieszę, że nie załamałaś się po tym, bo za dużo masz jeszcze w swoim życiu do przeżycia, żeby ładować się w pieluchy". Te słowa dodały mi otuchy. Tata nic nikomu nie powiedział. Oprócz jego i mnie nikt nie wie. I nikt się nie dowie.
Dodaj anonimowe wyznanie