#aZYK7

Parę ładnych już lat temu wpadłam do mojej koleżanki. To dość dziwna, mocno ekscentryczna dziewczyna, która nigdy nie miała zbyt wielu znajomych, bo niektóre jej zachowania budziły powszechne zgorszenie. Za to miała wielu partnerów seksualnych, których zmieniała jak rękawiczki. Kiedy sobie plotkowałyśmy i gadałyśmy o pierdołach, zwierzyła mi się, że ma w zwyczaju zachowywać sobie na pamiątkę zużyte kondomy. Uznałam to za niesmaczny żart i nawet zripostowałam, że lepiej zbierać wykorzystane „prezesy” niż niechciane dzieci. Koleżanka zorientowała się, że nie uwierzyłam w jej słowa i zanurkowała gdzieś w szafie. Wyjęła stamtąd wielkie pudło, które otworzyła przed moim nosem. Było tam kilkaset gumek. Każda z nich zawiązana na supełek z przyczepioną karteczką, na której widniało imię faceta, data odbycia stosunku oraz ocena punktowa satysfakcji z tego zbliżenia…

#5F16n

Parę lat temu przyszłam na jedną z moich pierwszych w życiu rozmów o pracę, a właściwie o staż. Poważna, nowoczesna firma, wszystko lśni, strach było czegokolwiek dotknąć. Wchodząc do pokoju, w którym miałam mieć rozmowę, źle stanęłam, straciłam równowagę i padłam na szafkę, zrzucając z niej małą, złotą rzeźbę konia. Pan, który miał mnie przesłuchiwać, widząc całą akcję powiedział: "To nawet nie jest pani pierwszy dzień w pracy, a już mi pani konia zwaliła".

Dostałam ten staż! :D

#HrvfU

Dostałem w pracy dużą premię, ponieważ dzięki mojemu projektowi firma uzyskała inwestora, na którym im bardzo zależało. Postanowiłem na razie nic nie mówić mojej dziewczynie Ali i zrobić jej niespodziankę wieczorem.
Zaraz po pracy poszedłem do jubilera i kupiłem pierścionek, który bardzo jej się podobał, ale kosztował dwie wypłaty, więc nie było nas na niego stać.

Gdy tylko Ala wróciła z pracy, oświadczyłem się jej.
I tu zrobiła coś cudownego...
Zgodziła się, ale kazała mi wymienić pierścionek na tańszy, bo na ten nas nie stać.

Chyba znalazłem kobietę mojego życia :)
A pierścionka nie wymieniłem ;)

#lpxAW

Moja mama spotyka się z facetem, którego po prostu nie cierpię. Facet budzi we mnie tak skrajne emocje, wręcz agresję, że gdyby ktoś zagwarantował mi, że za zamordowanie go nie poniosę żadnych konsekwencji, to nawet powieka by mi nie drgnęła.
Obecnie studiuję i wobec tego nie mieszkam w domu rodzinnym, a więc i rzadziej go widuję, ale pamiętam jak strasznie przeszkadzało mi, że świątek, piątek czy niedziela, rano czy środek nocy - a facet przesiadywał w naszym domu. Nie dokładał się do niczego, a jeszcze wyżerał nam jedzenie z lodówki, wylewał wodę, świecił światło itd. Raz, że po prostu miałam potrzebę przebywania czasami w samotności, więc niemal całodobowe towarzystwo bardzo mnie męczyło, a dwa, dokładałam się wtedy do rachunków, zatem w pewnym sensie również utrzymywałam tego pasożyta. Dodatkowo facet był - wciąż jest - po prostu chamem. Jego "dowcipy" wyjątkowo niskich lotów dotyczyły tylko seksu. Jak w gimnazjum. Nie mogłam powiedzieć, że puściłam się rurki w autobusie i wpadłam na innego pasażera, bo "puścić się" wywoływało salwę śmiechu i żartów "z kim?", "a fajnie było?", "nie wstyd ci było tak w autobusie?" itp. Jakby tego było za mało, facet jest z gatunku "znam się na wszystkim". Pouczał mnie dosłownie na każdym kroku. Źle gotuję, bo powinnam zrobić gęściejszy żur, a tłumaczenie, że nie lubię takiego gęstego żuru w ogóle do niego nie docierało. Źle się ubieram, bo powinnam nosić inne kolory i kroje, żeby było bardziej seksi. Kiedy choroba sprawiła, że włosy zaczęły mi wpadać, to chodził za mną i mało, że twierdził, że to moja wina, bo używam złych kosmetyków i on mi to wszystko wywali i kupi zwykłe szare mydło, to jeszcze komentował, że "no coraz więcej tych twoich włosów na wannie, na zdjęciach sprzed roku masz takie gęste włosy, a teraz takie nic". Kto tracił włosy ten wie, jak się wtedy czułam. Typ jest zwyczajnie chamski dla wszystkich, wstyd gdziekolwiek z nim iść, bo prawie na pewno zrobi awanturę. Raz zrobił burdę w restauracji, bo sos zachlapał brzeg talerza, a tak się przecież gościom jedzenia nie daje.

Znosiłam go dzielnie. Naprawdę się starałam, bo inaczej moja mama zaczynała płakać, że jej nie kocham, skoro nie akceptuję jej nowej miłości. Ale czara goryczy się przelała. Nie wdając się w szczegóły, jeden przedmiot w sesji mi nie poszedł i ciągnie się za mną do dziś. Facet zaczął nawijać, że jak można nie zdać w którymś już terminie, żebym poszła do biblioteki po skrypty i w ogóle "no ja pierdolę". Facet bez dnia spędzonego na studiach poucza mnie co mam robić. I poszło. Wyrzuciłam z siebie wszystko, co przez te lata się we mnie nagromadziło i powiedziałam co o nim myślę.

Obrazili się na mnie oboje. Przykro mi, że jakaś przybłęda zepsuła mi relację z moją jedyną rodziną (nie mam nikogo poza mamą), ale cholera, no nie żałuję.

#SPgkb

Kiedy rozszerzałam swojemu dziecku dietę, podałam mu gorącą zupę. Nie mam pojęcia dlaczego wcześniej nie sprawdziłam temperatury. Od tamtej pory wyrobiłam w sobie nawyk, że zanim cokolwiek małemu podam, biorę troszkę na palec i sprawdzam temperaturę i smak.
Ostatnio potomek zrobił wielkie kupsko z kawałkami jedzenia. W tym momencie zadziałał wspomniany odruch. Zorientowałam się w trakcie oblizywania palca.
Jak do tego doszło? Nie wiem...

#k2iG8

Dziecko nie chce czegoś jeść, więc by je zachęcić najpierw samemu próbujesz, pokazując mu, że to nie takie złe. Normalka, nie?

Tylko że ja ostatnio byłam na tyle zmęczona, że kiedy mój pies wypluł jakiś przysmak, mechanicznie wzięłam go do ust i zaczęłam przeżuwać, żeby mu pokazać, że to zjadliwe.

#n3kzC

Paręnaście lat temu byłam dzieckiem i baardzo się uzależniłam od słodyczy. Moja matka, widząc co się ze mną dzieje, wprowadziła detoks. Pierwsze dni nie były za przyjemne, musiałam cokolwiek robić, żeby zapomnieć o potrzebie. Kiedy minęło kilka dni, ochota nie była tak wielka.

Raz, ku mojej radości, do mojej mamy przyjechali goście, którzy zawsze przynosili mi jakieś pychotki. Przypominając sobie aromat czekolady, we własnym pokoju zjadłam cały worek słodyczy w parę minut. Co mnie przeraziło? Mama zawołała mnie i zaproponowała, żebym pokazała jej co dostałam. Wtedy jeszcze nigdy nie czułam się tak głupio, tłumacząc to, że po 5 minutach niczego nie mam. Do tej pory się wstydzę jak o tym myślę i zastanawiam się, czy ci goście pamiętają ten incydent.

PS Słodyczy już dawno mi nie przynoszą (a z uzależnienia wyszłam zdrowo).

#Y46b3

Mam koleżankę wegetariankę, czy tam wegankę, która zawsze kupowała wegańskie jedzenie imitujące produkty z mięsa i tak dalej. Wegańskie jajka, wegańskie kiełbasy i wegańskie kotlety mielone z kurzu, błota i łez jednorożców. Przy tym jak ktoś jej zwrócił uwagę na to, że taki weganizm jest trochę bez sensu, jeśli ciągle je coś, co udaje, że jest produktem odzwierzęcym, to ona zaczynała robić taką wege-gównoburzę, że wszystkim się odechciało zwracać w ogóle uwagę na to, co ona tam je.

I teraz najlepsze. Raz została u mnie dłużej po jakiejś domówce i przydybała mnie na jedzeniu kiełbasy w kuchni. Już myślałem, że to będzie jakiś wege-atak, a ta podeszła do mnie i mówi "daj dziaba". No to mówię, że to prawdziwa, normalna kiełbasa ze świni, tylko wygląda tak samo jak ta jej wegańska. Na co ona "Wiem! I to jest najlepsze! Ja już z pół roku jem normalne kiełbasy i wszystko i nikt się jeszcze nie pokapował, a dalej wszystkim mówię, że jestem weganką...", po czym dodała nieco ciszej "ci debile nawet tego nie sprawdzają...".

#4Th89

Zawsze gdzieś tam skrycie marzyłam o takiej jednonocnej przygodzie, jeśli wiecie co mam na myśli. Jestem raczej nieśmiała i mało atrakcyjna, ale w końcu mi się udało wylądować w sypialni z fajnym chłopakiem.
W połowie aktu przerwał, wstał, popatrzył na mnie nieobecnym wzrokiem i stwierdził, że kobiety go jednak nie kręcą, po czym wyszedł.

#wRcjb

W domu była nas trójka dzieci - dwie siostry i ja, najmłodszy rodzynek. Na Dzień Kobiet tata zawsze kupował czekoladki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kupował zawsze 4 opakowania - dla mamy, dla sióstr i dla mnie, żeby nie było mi przykro, że one mają, a ja nie. W ten oto sposób przyzwyczajony zostałem do świętowania Dnia Kobiet.
Dodaj anonimowe wyznanie