Mieszkam w bloku i mam za sąsiadów iście porąbaną rodzinkę. Ojciec cięgle jeździ na jakieś delegacje, zostawiając w domu żonę z dwójką rozwydrzonych, dorastających dziewczyn. Wszystkie te trzy kobiety ciągle się kłócą, więc zmuszona jestem cały czas wysłuchiwać wrzasków, tupań i trzaskających drzwi. Ostatnio jedna z córek odkryła sposób, jak wkurzyć swoją rodzicielkę. Gdy ta ją zdenerwuje, młoda zamyka się na klucz w swoim pokoju i na cały regulator puszcza filmy xxx. Oczywiście u nas w mieszkaniu słychać to bardzo dobrze.
Sytuacja jest dość kłopotliwa, gdy mam w domu gości. Wczoraj na przykład przyszła do nas z wizytą moja babcia, a sąsiedzi akurat się kłócili, więc awantura szybko doprowadziła do „premiery” gejowskiego filmu przyrodniczego. Usiłowałam interweniować i poszłam do sąsiadów prosić o spokój. Niestety, matka nieznośnej dziewczyny nie była w stanie nakłonić jej do wyłączenia filmu i ze łzami w oczach błagała mnie, abym nie wzywała policji… Sama nie wiem już co robić.
Czasy studenckie, pierwszy albo drugi rok.
Laboratorium z elektrotechniki. Robiliśmy jakieś zajęcia z silnikiem pod obciążeniem.
Ogólnie było kilka grup, każda na innym stanowisku w jednej sali. Jedna pani profesor, która ogarniała wszystkich. Podchodziła do każdego stanowiska co jakiś czas. Gdy była dalej, z racji, że mi się nudziło, zacząłem sobie gwizdać. Tak, wiem, niegrzeczne, ale uwierzcie, wtedy nawet nie kojarzyłem, że gwiżdżę.
Pani profesor usłyszała te "dziwne dźwięki" i pomyślała, że to jakiś pisk z silnika. Jak tylko się zbliżała, dźwięki cichły, bo ja gwizdać przestawałem.
Sprawa powtórzyła się 3 razy. Za tym ostatnim przerwano nam ćwiczenie i wyprowadzono z sali, bo stanowisko zostało uznane za uszkodzone i grożące naszemu zdrowiu.
Cóż, z mojej 5-osobowej grupy tylko jedna koleżanka zorientowała się jakie naprawdę dźwięki przerwały ćwiczenie. Pozostali byli przekonani, że to serio awaria.
Przynajmniej były krótsze laborki i łatwiejsze sprawozdanie do zrobienia :)
Jak był dzień pocałunku, to postanowiłem wykorzystać tę szansę na uświetnienie tego pięknego święta pocałunkiem dziewczyny, która bardzo mi się podobała, więc podbiłem do niej i powiedziałem co i jak następuje. Zgodziła się!
A potem cmoknęła mnie w policzek, zaśmiała się i powiedziała "jesteś najlepszym kumplem jakiego miałam!".
Kumplem, ku*wa...
Moja skóra nie toleruje sztucznej biżuterii. Nie, nie chodzi o jakąś reakcję alergiczną. Po prostu ta biżuteria się odbarwia. Zyskuje jakiś taki rdzawo-różowy odcień. Niby to nic nadzwyczajnego, że się z czasem niszczy, z tym że mi wystarczy zwykle na jakieś kilka godzin.
Skóra z kolei w miejscu stykania się z taką biżuterią (zwłaszcza widać to na przykładzie pierścionków) barwi się na sinawo, nie da się tego zmyć, trzeba czekać, aż samo zejdzie. Większość ludzi, kiedy znajduje jakiś pierścionek, idzie celem jego sprawdzenia do jubilera. Ja w takiej sytuacji po prostu go założyłam i po kilku godzinach miałam odpowiedź. Jeśli narzeczony zafunduje mi pierścionek z tombaku, dowiem się!
Jestem kleptomanką. Nie potrafię wyjść ze sklepu, nie wynosząc czegoś - czegokolwiek, to może być nawet wafelek za kilkadziesiąt groszy. Co gorsza, dotyczy to również innych miejsc, choćby domów moich znajomych. Dotychczas nikt jeszcze nie zauważył zaginięcia jakiegoś breloczka czy innej małej ozdóbki - a przynajmniej nie powiązał tego ze mną. Kiedyś pewnie to się stanie, ale nic nie poradzę. To silniejsze ode mnie.
Pod wpływem kontaktu twarzy z wodą dostaję ślinotoku, tym samym przez cały prysznic pluję. Większy problem pojawia się na basenie, bo też mam potrzebę plucia. Przełykając, czuję straszny dyskomfort, bo mam wrażenie, że ta cała woda w ustach jakoś mi naleciała z zewnątrz, a wody basenowej na pewno nie chcę połykać - a więc pluję.
Drogie Panie, zapewne znacie to uczucie zapowietrzania się dróg rodnych? I ten moment, w którym całe nagromadzone powietrze musi wydostać się na zewnątrz? Nie da się tego powstrzymać.
No właśnie...
Właśnie to przytrafiło mi się w banku. W zamkniętym pomieszczeniu obsługi klienta indywidualnego, podczas wstawania by przywitać się z Doradcą, który został przydzielony do mojej sprawy.
Tego długiego, głośnego, pełnego basu dźwięku nie da się zapomnieć. A konsternację wymalowaną na twarzy Doradcy mam ciągle żywą przed oczami.
Stać mnie było tylko na szybkie "przepraszam" i ucieczkę z miejsca zdarzenia...
Teraz czeka mnie wycieczka na drugi koniec miasta, do innej placówki, bo w końcu nic nie załatwiłam.
Moja siostra zaginęła 15 lat temu.
Byłam na placu zabaw z moją córą. Młoda bawiła się z innymi dziećmi, a do mnie dosiadła się kobieta w moim wieku. Nieodparte wrażenie, że skądś ją znam. Zagadała do mnie, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Mówiła, że jest tu z siostrzenicą. Po jakimś czasie wstała i powiedziała, że moja córka jest piękna i żebym bardzo na nią uważała, bo nigdy nie wiadomo kto się czai na nasze dzieci. Następnie odeszła. W tym momencie się obudziłam. Tak, to był sen.
Tego samego dnia, po 12 latach znaleziono moją siostrę. Znaleziono ją w pomieszczeniu starego magazynu. Wciąż związaną. Budynek miał iść do rozbiórki, specjaliści do tego wyznaczenie ją znaleźli. Wyglądała dokładnie jak kobieta ze snu.
Tydzień później usiłowano porwać mi córkę. Na szczęście młoda była dobrze wyszkolona i jak tylko obcy mężczyzna dotknął jej ręki, zaczęła krzyczeć na cały regulator, sprawca uciekł.
Minęły 3 lata, ale nikomu nie powiedziałam o tym śnie.
Kiedy miałam jakieś 8 lat, tuż przed wyjazdem na zimowisko, dopadła mnie ospa. Na szczęście wykurowałam się na tyle szybko, by móc odbyć wyjazd.
Podczas jakieś wycieczki zauważyłam, że starszy chłopak, może 13-, 14-letni, ma na twarzy pełno czerwonych kropek. Podeszłam do niego i z radosną beztroską powiedziałam, że ja też niedawno miałam ospę i żeby się nie martwił, bo to minie.
Nie zrozumiałam czemu chłopak się bardzo zmieszał i nic nie powiedział, a jego kolega dostał ataku śmiechu.
Jeśli to czytasz, wybacz proszę dziecku, które chciało dobrze, a wyszło mu jak zwykle... ;)
P.S. Bezwzględna karma dopadła mnie parę lat później i przez cały okres dojrzewania sama musiałam walczyć z drugą "ospą".
Montowałem sedes w domu klienta. Klient nigdy wcześniej nie korzystał z sedesów wiszących, więc był mocno niepewny. Zapewniałem, że są całkowicie bezpieczne, że nawet spory ciężar uniosą. Sam jestem otyły, więc celem prezentacji usiadłem na owym sprzęcie sanitarnym, uniosłem nogi do góry i się nieco „pomościłem”.
Tak, śruby nie wytrzymały. Dla bardziej ciekawych: obyło się bez szwów; nie, nie przekonałem klienta.
Dodaj anonimowe wyznanie