Wiele osób jest ciekawych jak wyglądają konflikty ze strony agresora. Oto jestem!
Kiedyś byłam typową zahukaną, poniżaną osóbką. Potem zmieniłam środowisko, nabrałam pewności siebie, znalazłam przyjaciół i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że zaczęłam wyżywać się na innych i odbijać sobie nieszczęśliwe czasy. Zaczęło się od delikatnego wyśmiania osoby i skompromitowania jej głupiej wypowiedzi. Potem już poszło z górki. Pomagam ludziom w mało znaczących sprawach, udzielam im wsparcia, a potem np. żmijowato uwydatniam ich wadę w towarzystwie, rozgramiam w dyskusji celnym argumentem poniżej pasa, kieruję rozmową tak, żeby ukazać ich niewiedzę, doprowadzić do płaczu czy ucieczki (nie przy innych). Raz doszło nawet do tego, że uderzyłam jedną osobę pięścią.
Czuję się świetnie i zarazem podle. Mam poczucie władzy nad tymi ludźmi, ale wiem, że w starciu z osobą silną psychicznie mogłabym sobie nie dać rady. Czasem wychodzi ze mnie ten "dobry charakter" i wtedy im pomagam, ale potem perfidnie to wykorzystuję. Mam ogólnie bardzo zmienny charakter, dopasowuję się do tego, czego oczekuje ode mnie osoba mówiąca. Jestem też agresywna i długie godziny spędzam na wyobrażaniu sobie, że kogoś biję. Dużo też ryzykuję i często praktykuję autoagresję.
Mam jeszcze 2 najlepszych przyjaciół z czasów zahukania, którym kiedyś bardzo zazdrościłam i których traktuję bardzo honorowo. Nigdy nikomu z nich nie zrobiłam niczego złego.
I wiecie co? Ludzie lgną do mnie jak muchy do gówna. Mam coraz więcej przyjaciół, dostaję więcej prezentów niż z czasów kiedy byłam przeciętną, spokojną osobą. To sprawia, że jeszcze bardziej chcę kogoś poniżyć, no bo jestem bezkarna. Zazwyczaj nikt nie broni moich ofiar.
Psycholog nie wchodzi w grę, mam za mało pieniędzy.
Gdy podejmuję gości, częstuję ich moim popisowym daniem z homarem w roli głównej. Z ciepłym uśmiechem wysłuchuję komplementów, jaki to nie jest ze mnie wspaniały kucharz.
Żodyn nie wie, że nic innego nie potrafię przygotować, żodyn.
Mam chorą obsesję na punkcie ładnych, smukłych dłoni. Zawsze gdy kogoś poznaję, to pierwszą rzeczą, na którą zwracam uwagę, są właśnie dłonie. W filmach, serialach, filmikach na yt, no dosłownie wszędzie, to właśnie ta część ciała przyciąga mój wzrok. Gdy ktoś ma ładne dłonie, nie mogę przestać na nie patrzeć.
Ostatnio oglądałam filmik na yt, w którym moją uwagę przyciągnęły dwie tańczące dziewczyny. W pewnym momencie jedna z nich, przejechała dłonią po ramieniu drugiej i złapały się za ręce... a mi automatycznie zaczęły fruwać motylki w brzuchu XD
Jestem dziewczyną, więc jest to podwójnie dziwne.
Tak więc no, kocham dłonie.
Przedwczoraj postanowiłam wreszcie spełnić obietnicę, którą sobie składam od wielu lat. Jako że jestem zaniedbanym grubasem, w końcu zmotywowałam się, aby korzystając z ładnej pogody pójść pobiegać do lasu, który znajduje się w pobliżu mojego domu. Po przebiegnięciu pierwszych dwudziestu metrów musiałam skończyć mój „maraton”. Nie dla tego, że się zmęczyłam, ale dlatego, że potknęłam się o korzeń i z impetem wyrżnęłam o glebę.
Zaliczyłam złamanie piszczela w dwóch miejscach. Przez dwa miesiące będę unieruchomiona, a las oglądać mogę sobie przez okno...
Czy ja jestem nienormalna, czy związek w którym jestem?
Otóż jestem z nim 8 lat, jesteśmy zaręczeni, mamy nawet dziecko. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jego mamusia. Czy to normalne, że dzwoni do niego 5 razy dziennie? Dzień zaczyna od telefonu, czy u niego wszystko w porządku, kończy dzień tak samo. Dzwoni z każdą głupotą i ściąga go do siebie, bo nie umie sobie sama poradzić z prostymi czynnościami np. wybrać sobie pieniędzy z bankomatu. Nie umie bez niego żyć, nie rozumie że rozwala nasza rodzinę. Jak jej synek nie odbiera, bo akurat nie może, to dzwoni po 10 razy do skutku aż odbierze. Dzwoni do niego nawet jak jesteśmy w łóżku, a najlepsze jest to, że on wtedy nawet musi odebrać, bo mama się będzie martwić czy żyje.
Czuję jakbym była zdradzana z własną teściową i jej szczerze nienawidzę, za to co nam robi. Najgorsze jest to, że on nie widzi w tym postępowaniu nic złego i nie ma zamiaru się jej przeciwstawić. Powiedzcie co robić, uciekać czy walczyć? Nie chcę tak tego zaprzepaścić, bo go kocham, ale nie dam rady dłużej znosić głupiej teściowej!
Mam wiele historii związanych z problemami żołądkowymi, a to dlatego, że mam nadwrażliwość jelit i moje całe życie jest zależne tylko od tego czy danego dnia zjem węgiel.
Parę historii, które objaśnią moją chorobę:
1. Jak miałam 13 lat i byłam na spacerze z chłopakiem, który mi się mega podobał dostałam sraczki i musiałam go okłamać, że muszę siku, gdzie tak naprawdę poszłam się zesrać w krzakach :)
2. Idąc na autobus z moim ówczesnym chłopakiem musiałam skoczyć w krzaki w biały dzień, bo posrałabym się w majtki, musiałam użyć podpaski z braku chusteczek.
3. Kiedyś posrałam się w gacie jadąc z przyjaciółką tramwajem na pociąg - na szczęście stało się to tylko jeden przystanek od mojego mieszkania.
4. Mój chłopak jest już tak przyzwyczajony do moim problemów żołądkowych, że w momencie kiedy mówię boli mnie brzuch on szuka najbliższej toalety. :D
5. Kiedyś czekając na casting do programu muzycznego przed budynkiem (było jeszcze zamknięte) musiałam błagać pewnej ekspedientki w sklepie żeby pozwoliła mi skorzystać z toalety :)
6. Wychodząc z domu muszę wstać 3 godziny wcześniej, żeby z godzinę spędzić na kibelku, gdzie potem nie mogę nic jeść ani pić, tylko biorę węgiel, żeby przypadkiem w drodze mnie nie złapało.
7. W drodze na uczelnię mam obcykane wszystkie punkty wc gdzie mogłabym się zatrzymać za potrzebą.
8. Przestałam śpiewać publicznie, bo strach przed występem wzmaga we mnie taki stres, że nie schodzę z kibelka.
9. Odstawiłam wszystkie produkty z laktozą, bo po kropelce zwykłego mleka leciałam od razu do kibla.
10. Czasami zastanawiam się czy kiedy zajdę w ciążę, to będę mogła w ogóle wychodzić z domu, bo nie dość, że będę srała to i z sikaniem nie wyrobię /:
Zawsze zastanawiałam się, czytając historie na tej stronie, jak ludzie mogą nie być w stanie zareagować w trudnych sytuacjach (typu zbok w tramwaju), tylko stoją jak te cielęta i bezdźwięcznie znoszą krzywdę. Miałam właśnie okazję przekonać się sama, co znaczy zaniemówić z szoku.
Na wstępie zaznaczę, że Młody wygląda jak dziecko z reklamy: mimo że ma dopiero 6 miesięcy, to na głowie burzę blond loków, a błękitne oczęta skryte są za rzęsami tak długimi, że wszyscy go ciągle biorą za dziewczynkę (nawet bluzy w samochody nie pomagają).
Jako, że minęło pół roku od porodu, udałam się do ginekologa na kontrolę, a Młody ze mną, bo nie mam go z kim zostawić w domu.
Pani Ginekolog, w wieku mojej matki, na widok takiego "aniołka" zaczęła się rozpływać, a że mały skubaniec jest mistrzem PRu, to jeszcze jej posyłał uśmiechy i gruchał po swojemu. W końcu pani doktor oderwała się od ciumciania i zaprosiła mnie na fotel.
Już po badaniu Młody postanowił dać znać o sobie, bo od 5 minut nikt się nim nie zajmował, więc pani doktor rzuciła się zabawiać dziecko. Chwyciła za wózek... W rękawiczkach, którymi minutę wcześniej grzebała w moim "podwoziu"! Następnie podała Młodemu piłkę, która mu uciekła wcześniej, a którą bez przerwy miele w buzi.
A ja tkwiłam ma fotelu, goła, rozkraczona i oniemiała...
Zeskoczyłam, naciągnęłam majtki na tyłek i rzuciłam się wyrywać piłkę z rąk dziecka, nim się do niej przyssie. Na oczach lekarki wytarłam wszystko - wózek, piłkę, ręce dziecka - chusteczkami antybakteryjnymi. Żadna z nas nic nie powiedziała na ten temat. Pożegnałam się tylko i wyszłam.
Domyślam się, że pani doktor nie chciała źle, i że Młody pewnie nie raz wsadzi do paszczy brudne przedmioty, więc raczej nic takiego się nie stało. Niemniej jednak po lekarzu spodziewałabym się więcej rozwagi.
Uwielbiam zmywać podłogę do tego stopnia, że w wakacje codziennie przychodziłam przed samym zamknięciem do restauracji, w której pracował mój chłopak, żeby im "po znajomości" pozmywać podłogę. Szef był młody i sympatyczny, więc mi na to pozwalał. Wszyscy byli zadowoleni, w szczególności ja, bo mieli mój ulubiony rodzaj mopa, z dredami.
Drodzy Anonimowi, pisze do was z prośbą o pomoc. Czytam wasze wyznania od dawna i teraz potrzebuję pomocy.
Jestem dorosłą, odpowiedzialną osobą, miałam poukładane życie aż do jednego spotkania. Podczas tego spaceru, ktoś nagrał ośmieszający mnie film. Film został nagrany bez mojej zgody, a co gorsza w piwie które piłam ze znajomymi, wsypane były środki odurzające, przez co nie pamiętam nawet tego zdarzenia.
Teraz film żyje swoim życiem, ja nawet nie wiem gdzie go szukać, a wszyscy tak zwani "przyjaciele" milczą i nie chcą nawet pokazać co jest nagrane. Zauważam jak obcy mi ludzie śmieją się że mnie, znajomi się odwrócili ode mnie i nikt nic nie chce nic powiedzieć. Zmieniłam już miejsce zamieszkania, ale to mała okolica, więc moja zła sława szybko przyszła za mną. Nie wiem teraz co mam robić, czuję że zawiodłam swoją rodzinę. Coraz rzadziej wychodzę z domu, nie śpię po nocach, zawalam pracę i inne obowiązki. Nie wiem jak tak długo wytrzymam. Gdybym wiedziała, że tak to wszystko będzie wyglądać, tamtego dnia została bym w domu. Proszę niech mi ktoś pomoże...
Moja dziewczyna bardzo dba o swoje zdrowie. Ułożyła sobie specjalną dietę, pije bardzo dużo wody, ćwiczy, regularnie się bada. Momentami mam jednak wrażenie, że przesadza z tymi wizytami u lekarzy – średnio dwa razy w tygodniu ma jakieś badania.
Wczoraj stwierdziła, że ma na swoim ciele bardzo wiele pieprzyków i podejrzewa, że to rak skóry. Poczytała o tym w Internecie i cały wieczór spędziła na wyszukiwaniu najlepszych onkologów w mieście. Dzisiaj idzie na badania do dermatologa, jest cała roztrzęsiona i popłakuje w łazience. Nie dociera do niej, że to tylko pieprzyki, każdy je ma. Czy moja partnerka jest hipochondryczką?
Dodaj anonimowe wyznanie