#ZKYcy

Kiedy byłam bardzo mała, tata postanowił oznajmić mi, że po wakacjach idę do przedszkola. Wyjaśnił, na czym to polega. Czytanie bajek, obiadek, zabawki itp. W połowie wakacji postanowił mi o tym przypomnieć jeszcze raz. To samo 2 tygodnie przed przedszkolem oraz dzień tuż przed nim. Wszystko było jasne, idę do przedszkola.

Rano obudził mnie i zawiózł. Po powrocie z przedszkola opowiedziałam tacie o koleżankach, zabawkach itp. Następnego dnia tata budzi mnie do przedszkola. Wielce ogarnięta ja ze zdziwioną miną zapytałam:
- Jeszcze raz?!

#9XMEE

Byłam uzależniona od ziemniaków. Potrafiłam je jeść codziennie po kilka razy. Czasami wstawałam w nocy i piekłam je sobie lub gotowałam, bo nie mogłam wytrzymać. Wizja, że będę musiała siedzieć w szkole i nie będę mogła ich przez ten czas zjeść była przygnębiająca i czasami zostawałam w domu, by je przyrządzić.

Po kilku miesiącach zaczęłam się ogarniać i zmuszać się do gotowania czegoś innego. Nadal jadłam ziemniaki, ale raz na kilka dni. Robiąc inne potrawy, dodawałam do nich czosnek do smaku. W końcu zaczęłam go dodawać do wszystkiego. Tosty, kanapki, zupy... Jem czosnek codziennie i nie jestem w stanie przestać. Nie wiem czemu mam tak z jedzeniem.

#p7Fy9

Mam troje rodzeństwa. Obecnie wszyscy jesteśmy dorośli lub prawie dorośli. Zawsze byłem bity przez tatę. Kiedy byłem młodszy myślałem, że reszta też obrywa. Nie bił mnie przy reszcie rodziny, więc myślałem, że pozostali też są bici na osobności.

Kiedy miałem 10 lat jakoś pokapowałem, że tylko ja jestem bity. Zapytałem dlaczego i usłyszałem, że mam spytać matki. Zapytałem. Powiedziała mi, że zmyślam, bo tata nikogo nie bije. Starałem się sprawować najlepiej jak umiałem i unikać go, co w sumie trochę zadziałało. W końcu po pijaku wykrzyczał mi, że matka musiała go kiedyś zdradzić i jestem bękartem, bo nie jestem do żadnego rodzica podobny. Kiedy wytrzeźwiał zapytałem, czy dlatego tak mnie traktuje, bo nie uważa mnie za swoje dziecko. Potwierdził, powiedział, że mamę kocha i dawno jej wybaczył, ale mnie jako dowodu zdrady nie może znieść. Obiecał, że nie będzie mnie już bił i słowa dotrzymał.
Niedawno przyjechała do nas siostra dziadka ze strony taty. Nie utrzymywaliśmy kontaktu, gdyż dziadek dawno nie żyje, a ciotka mieszkała w Australii. Postanowiła, że przed śmiercią chce ostatni raz zobaczyć Polskę. Przywitała się z wszystkimi, a kiedy stanęła naprzeciwko mnie złapała mnie z obu stron za twarz i zaczęła płakać. W końcu wydusiła z siebie, że wyglądam identycznie jak jej najmłodszy brat, który się utopił, kiedy miał 15 lat.

Wszyscy odetchnęli z ulgą, że nie stało się nic złego, chociaż ja zdębiałem, a tata chyba jeszcze bardziej, jego mina - bezcenna.

Tak że mój ojciec to kretyn, który zniszczył mi dzieciństwo przez chore domysły.

#UX7Wm

Nie znam wszystkich wyznań na tej stronie, ale w ciemno mogę powiedzieć, że to będzie jednym z najobrzydliwszych. Gotowi?

Pewnego słonecznego popołudnia wybrałam się na rower. Miałam na sobie zwiewną sukienkę. Jadąc drogą przez łąki i pola, poczułam smród rozkładającego się mięsa. Jednocześnie kątem oka zarejestrowałam niewielki ruch w przydrożnym rowie. To był on - stary, ranny pies. Zaawansowany rozkład tyłu ciała, agonia i, co najgorsze, pełno much i ich larw na całym jego ciele. Podeszłam do niego, ale nie wiedziałam, jak mu pomóc. Podałam mu trochę wody, pogłaskałam. Chwilę później biedak dokonał żywota. (w tym momencie coś poczułam, ale zostawię to na koniec).

Po powrocie do domu udałam się do toalety. Po ściągnięciu majtek moim oczom ukazał się najgorszy widok w całym moim życiu. Owo łaskotanie, które poczułam wcześniej, okazało się być tłustą muchą, która obrała sobie moje strefy intymne na złożenie jaj. Mucha została rozgnieciona o siodełko, za to wybierania muszych jaj z tych okolic nie życzę nawet najgorszemu wrogowi.

#ERBn3

Miałem 14 lat, kiedy moja matka alkoholiczka poznała niespełna rozumu konkubenta. Mieszkałem wtedy z dziadkami oraz matką, która wracała często w towarzystwie tego typka do domu pod wpływem alkoholu.

Dziadkowie mieli grubo ponad 70 lat,  ja wątły 14-latek. Policja przyjeżdżała prawie co dzień pod mój adres. Z dzielnicowym byłem na ty. Doszliśmy do wniosku z dziadkami, że nie będziemy wpuszczać tego gościa do domu. Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Kiedy moja mama alkoholiczka była w domu, ten kopał w drzwi, wydzierał się na klatce (sąsiedzi wiedzieli wszystko), groził nam.

Pewnego dnia dziadkowie poszli do sklepu, zostałem w domu, grałem na komputerze, mama spała oczywiście wypita. Ktoś zapukał do drzwi, a ja głupi nie zapytałem się kto to i otworzyłem. To był on, wparował do domu jak do siebie. Mówiłem mu, by wyszedł, ale nie słuchał. Zamknąłem się w pokoju na klucz, serce mi biło jak szalone. Mówił mi, bym otworzył i jako ostrzeżenie wybił ręką szybę od drzwi mojego pokoju. Ze strachu otworzyłem. Kazał mi usiąść w pokoju, gdzie przebywała ledwo kontaktująca, wypita matka. Na szczęście w tym momencie dziadek wrócił z zakupów, a ja uniknąłem tego konkubenta i zacząłem wołać o pomoc. Zbiegałem klatką schodową i zacząłem pukać po sąsiadach, rozpłakany, jak to dzieciak. Kiedy konkubent matki dowiedział się co się święci, zaczął mnie gonić. Kiedy wybiegłem z klatki spotkałem mojego napakowanego sąsiada, któremu na szybko objaśniłem sytuację. Postanowił mi pomóc. Nawiązała się konfrontacja z tym... nawet nie wiem jak go nazwać... śmieciem.

Szarpali się przez chwilę, temu śmieciowi udało się wyrwać i uciec. Przyjechała policja, wyjaśniłem całą sytuacje ze łzami w oczach.
Matka alkoholiczka oczywiście nic nie pamięta.
Dwa tygodnie późnej ten koleś popełnił samobójstwo na działce moich dziadków,
ciało zostało znalezione przez moją matkę, za kolejne 2 miesiące moja mama zniknęła i do tej pory nie wiem, co się z nie dzieje.

Teraz mam 17 lat... i wiem, że nie powinno się tak pisać, ale cieszę się, że tak zakończyła się ta historia... Już nie boję się spać po nocach, że nagle będzie ktoś walił w drzwi, a dziadkowie również mają święty spokój :)

#Kn6j7

Mam współlokatora, znamy się jeszcze z czasów liceum i studiujemy ten sam kierunek. Muszę wam powiedzieć, że mój kolega jest dosyć... specyficzny?

W liceum był świetnym uczniem, jednak nienawidzi wszystkiego i wszystkich, zawsze stawiał się nauczycielom, co przysporzyło mu kłopotów. Poznałem go dlatego, że tylko ja i on zdawaliśmy język rosyjski w rozszerzeniu. Nigdy nie był zbyt przyjazny w stosunku do mnie, mimo to zawsze się dogadywaliśmy i nie sprzeczał się ze mną, bo podzielałem jego poglądy.

Wracając do teraźniejszości… Współlokator codziennie po zajęciach leży równo godzinę na kanapie w salonie, słuchając na cały głos rosyjskiej poezji i narzeka jak to zmęczył się ludźmi, a ja to najlepiej żebym milczał. Codziennie je to samo, praktycznie o tej samej porze dnia, a w nocy zamiast spać kroi warzywa w plasterki "na zapas" do kanapek, na przykład: marchewki. Pije w każdy piątek, ale upija się tylko smakowymi wódeczkami, przy czym zawsze je brzoskwinie, oczywiście wtedy ja też z nim piję, bo wtedy zaczyna mówić jak to mu smutno i „picie samemu to alkoholizm”. A co najważniejsze, nienawidzi fryzjerów do tego stopnia, że ma włosy do pasa i to ja muszę mu obcinać końcówki, ale przy tym nie mogę dotykać jego głowy rękoma, bo zaczyna tyradę o tym „że naruszam jego przestrzeń osobistą”.

I tu mały zwrot akcji: jestem biseksualny i muszę przyznać, że mimo specyficznej natury on jest bardzo przystojnym facetem i w trudnych sytuacjach tylko on przy mnie był, jak poproszę o pomoc, to nigdy nie zawodzi. On nie wie, co do niego czuję, sam nigdy nie miał nikogo i nie wyraża zainteresowania nikim, a ja nie chcę pytać, by nie zepsuć naszej przyjaźni.

Historia właściwa:
Piątek, współlokator się upił i zasnął na kanapie z włosami całymi na twarzy, a ja jako troskliwy (i może troszkę zauroczony) kolega chciałem pomóc i przegarnąć te włosy, żeby się nie udusił albo chociaż nie najadł kłaków, więc mimochodem dotknąłem jego głowy… wtedy on przez sen wydał z siebie dosyć charakterystyczny seksualny jęk. Troszkę nie ogarnąłem o co biega i przyznam, że mnie to rozśmieszyło, więc zacząłem miziać go po głowie niczym fryzjerka na myjce. Obudził się po chwili z dosłownie czerwoną twarzą i bełkocze, że mam głaskać dalej. Zdziwiłem się i miło mi się zrobiło, bo nie mam nigdy okazji go dotknąć jakkolwiek, wiec miziam dalej, skoro prosi … a on... doszedł. Też nie wiedziałem co się dzieje i jak to jest właściwie możliwe, więc siedziałem tam tylko jak słup soli, on poszedł po chwili niezręczności do łazienki się ogarnąć, a potem zasnął u siebie.

Rano zachowywał się jakby niczego nie pamiętał, albo udawał, cóż, tego nie wiem. Teraz minął mniej więcej tydzień i nadal nie ogarniam co właściwie się stało i nie do końca wiem, czy powinienem pytać :’)

Cóż, przynajmniej odkryłem, dlaczego nie chodzi do fryzjera…

#WFwcI

Z moją teściowa naprawdę się nie dogaduję, choć otwartej wojny między nami nie ma. Ostatnio jednak mi dopiekła i postanowiłam coś z tym zrobić...

Teściowa pracuje w urzędzie i często opowiada jakich petentów miała i jak ich obsłużyła, z tym że ona tych ludzi wyśmiewa, rzuca chamskie uwagi itp. A jak już petent zamknie drzwi, to dopiero mu tyłek obrabia z koleżanką z pokoju...

Ostatnio opowiadała, że przyszła na nią skarga, że ludzi obraża, że jest niemiła i jak już pracować w urzędzie musi, to żeby ją na stanowisko nie wymagające kontaktu z ludźmi wsadzić. Skutek był taki, że jej dodatek jakiś obcięli, prawie 200 zł.

Ciekawe kto tę skargę do urzędu wysłał... ;)

#9XvdW

W domu zawsze jadło się dużo, tłusto i kalorycznie. Nigdy nie brakowało słodyczy czy słodkich napoi. Do tego jako dziecko wyjątkowo nie lubiłam wszelkiego sportu. Nietrudno się domyślić, jakie to miało skutki...

Byłam małą kulką. Męczyłam się nawet wychodząc po schodach na 2 piętro, czy nie byłam w stanie podbiec do szkoły czy do autobusu. Gdy miałam 9 lat, padła decyzja - odchudzanie. Jako że moi rodzice byli w tym całkiem zieloni, to postanowili zasięgnąć porad u wujka, który podobno w tym siedział. Tak zaczął się mój koszmar.

Bardzo restrykcyjna dieta, zmuszanie do ćwiczeń i codzienne pomiary. Jak sobie przypomnę tamten okres, to jadłam strasznie mało. Nawet nie wiem, czy było to 1500 kcal. Czułam się na niej okropnie, często burczało mi w brzuchu. Oczywiście zero jakichkolwiek słodyczy. Pamiętam, jak kiedyś wracając ze szkoły kupiłam sobie batonika i wsadziłam papierek do kieszeni, więc rodzice to odkryli. Była awantura, pasek poszedł w ruch i skutkowało to jeszcze większym ograniczeniem kcal na dzień, żeby "wyrównać" z tym strasznym batonem. Samo popatrzenie w kierunku czegoś mniej zdrowego kończyło się awanturą, a wszystko to za radą wujka. Jedzenie było strasznie bezsmakowe, bo jak twierdził nasz specjalista, tylko na takim można schudnąć. A gdy nie wykonałam poleconej liczby ćwiczeń, to nie dostałam następnego posiłku... Jak się potem okazało ,wujek był DIETETYKIEM.

Schudłam wtedy, jednak kilogramy dość szybko wróciły. Nie potrafię normalnie się odżywiać. Moje życie to dieta, jojo, dieta, jojo. Gdy choć trochę popuszczę sobie i zjem coś słodkiego, to rzucam się na jedzenie i potrafię zjeść i 12 tys. kcal dziennie. Potem mam poczucie winy i wracam do restrykcyjnej diety. Jestem pod opieką psychologa, ale niewiele z tego wychodzi... A to wszystko dzięki wujkowi dietetykowi. Podobno ciągle wykonuje swój zawód i nawet udziela jakichś porad w internecie.

#IHtSg

Jest to co prawda historia o kupie, ale i hardcorowej sytuacji.
Byłam na wycieczce klasowej w Warszawie, mniejsza o to co tam robiliśmy. Ważne jest to, że podróż tam trwała ponad cztery godziny, a ja akurat miałam pecha. Przycisnęło mnie strasznie, ale w sumie nawet nie pomyślałam o tym, by poinformować o tym nauczycielkę, czekałam po prostu aż kierowca zatrzyma się na stacji (co było z mojej strony debilnym posunięciem).
Najpierw się zesrałam, ale pomyślałam, że pójdę za chwilę do toalety, wytrę nieco zabrudzone gacie i jakoś to będzie. Ale się myliłam, bo nie dość, że zesrałam się jeszcze mocniej, to jeszcze się posikałam.
Jak w końcu się zatrzymaliśmy na stacji paliw, to zdjęłam kurtkę, obwiązałam się w pasie i wyszłam na mróz w samej białej koszuli, udając przed wszystkimi, że jest mi ciepło. Przy okazji czekając, aż któraś z kabin będzie wolna, posikałam się jeszcze bardziej.
Jak weszłam do kabiny, od razu kombinowałam jak to ukryć. Wyczyściłam gacie na tyle, na ile się dało, wytarłam tyłek i wsadziłam sobie masę papieru w gacie, bo nie wytrzymałabym w mokrych.
W autokarze okazało się, że siedzenie też jest mokre, ale na szczęście nie było tego widać. Niestety było to czuć, choć nie w całym autokarze, a tylko blisko mojego siedzenia. Przepraszam ludzi, co siedzieli obok mnie.
Jak dotarliśmy na miejsce okazało się, że zanim wejdziemy do pomieszczenia musimy poczekać i chodziliśmy sobie po parku. Oczywiście obwiązałam się kurtką, z przodu zakryłam się jeszcze wielką, sportową torbą. Czasem jak słońce zaświeciło, to nawet nie było mi aż tak zimno.
Potem jeszcze parę razy chodziliśmy po mieście, moje spodnie wyschły, nawet siedzenie w autokarze wyschło, zapach chyba też wywietrzał (chyba, bo mam bardzo kiepski węch i szczerze gdyby ktoś nie powiedział, że śmierdzi, to tylko bym się domyślała, że tak jest).
Nikt się nie dowiedział, a do domu wróciłam dopiero gdzieś koło północy.
Dodaj anonimowe wyznanie