#eedIq

Od kiedy pamiętam były dwie babcie: Babka i babcia. Moja mama od małego mówiła mi, która jest zła, a która dobra babcia.

Dlaczego babka i babcia?

Babka - matka mojego ojca (alkoholika), nieustannie wpatrzona w jedynego syna, mieszka razem z nami. Mój ojciec jak wychodził z 2-miesięcznej terapii, babka dawała mu pieniądze na alkohol, "no bo przecież synuś tyle czasu nie pił i niech się napije piwka". Babka ma dużo pieniędzy, zawsze mnie i mojego brata rozpieszczała na każdym kroku, a my jako małe dzieci uwielbialiśmy ją. Moją mamę traktuje jak śmiecia, uważa, że to jej wina, że ojciec się tak stoczył. Często terroryzuje moją mamę i za każdym razem, gdy wyjdzie z domu jest wyzywana, jak ojciec usłyszy kłótnię, to jeszcze potrafi przywalić mojej mamie.
Babka zawsze jest brudna i niechlujnie ubrana.

Babcia - mama mojej MAMY. Nie jeździliśmy do niej codziennie, ale przynajmniej raz na tydzień sobota albo niedziela, byliśmy u niej. Jest bardzo chora, ma osteoporozę i prawdopodobnie raka. Babcia, mimo że nie miała dużo pieniędzy, miała dla nas mnóstwo cukierków, kolorowanki i oczywiście przepyszny obiad. Nawet mój chłopak jak poznał moją babcię, stwierdził, że jest bardzo elegancka i dobrze się ubiera (w porównaniu do babki).


Słowem końcowym. 2 lata temu zostałam pobita przez ojca. Babka zwyzywała mnie najpierw, że zdenerwowałam ojca (mimo że siedziałam w pokoju nad lekcjami), a potem spoliczkowała mnie za to, że wezwałam policję.

Wtedy zauważyłam różnicę między babciami.

#2NdGD

Jestem lekarzem pracującym w SOR. Obserwuję tu kolegów z większym i mniejszym powołaniem, z mniejszą i większą cierpliwością do pacjentów… Szczególnym „brakiem powodzenia” wśród personelu cieszą się ci na bani - z nimi mało kto się cacka.

W zeszłym tygodniu pojawiła się na oddziale młoda pacjentka. Objawy ewidentnie sugerujące upojenie/odurzenie (półprzytomne szarpanie się, wulgaryzmy, próba gryzienia nas itp.), w toksykologii wyszły pochodne pewnego środka pobudzającego, klasyka. Przerażony mąż (to on wezwał karetkę, kiedy żona straciła przytomność, a gdy próbował ją cucić, rzucała bluzgami) twierdzi, że żona nic nie bierze, na nic przewlekle nie choruje, jedynie od jakichś dwóch tygodni ma jakąś infekcję z gorączką. Bankowo nic nie wzięła, ona nie bierze, mają małe dziecko i to bardzo rozsądna kobieta. Jedyne, co ostatnio brała, to jakieś środki na infekcję.

„Ta, jasne” - mniej więcej taka była reakcja większości personelu. Wbijanie wenflonów bez jakiejś ostrożności, na każde półprzytomne „ała” odpowiedź w stylu „zamknij mordę, myślisz, że mi się tu chce z tobą pier*olić” - przy tym mężu. Nawet powiedziałam im, żeby się trochę jednak ogarnęli (nie zajmowałam się tym przypadkiem), ale odpowiedź była z serii wzruszenia ramion.
Następnego dnia dziewczyna trafiła na… neurologię. Okazało się, że to ciężkie zapalenie mózgu i opon mózgowo-rdzeniowych, prawdopodobnie powikłanie infekcji. I prawdopodobnie te dodatnie wyniki to był jakiś ślad wynikający z pseudoefedryny w popularnych środkach na przeziębienie.

Nikt z personelu nie przeprosił.
Ech.
Chociaż „fachowcami” są dobrymi.

#JWcRD

W życiu nie uwierzycie, że to się wydarzyło naprawdę.

Czytałam kiedyś (nie pamiętam czy na tej stronie, czy nie) historię dziewczyny, której chłopak oświadczył się na jakiejś rodzinnej imprezie, przy wszystkich zgromadzonych. Ona nie zamierzała mówić "tak", ale nie chciała mu robić wstydu przy tylu osobach, więc udawała, że zemdlała.

Mnie mój facet postanowił się oświadczyć jak w amerykańskich filmach - w drogiej restauracji.

Nie było tam co prawda nikogo znajomego, było sporo ludzi, a on klęknął przede mną i dość głośno zapytał, czy zostanę jego żoną. Wszyscy patrzyli. Ja natomiast wiedziałam, że nie ma mowy, żebym się zgodziła. Ostatnio nie układało się między nami najlepiej. Nie jakoś tragicznie, ale zdecydowanie nie było dobrze. Ślub w niczym by tu nie pomógł, wręcz przeciwnie.

Spanikowałam, nie wiedziałam co robić. Nie chciałam mu tak odmawiać przy wszystkich i narazić go na pośmiewisko. Chciałam z nim porozmawiać na spokojnie, sam na sam. Tylko jak teraz to zrobić? Przypomniała mi się tamta historia. Postanowiłam udawać, że zemdlałam (z wrażenia chyba). Niestety to nie jest wcale takie proste, jak się wydaje! Bałam się tak po prostu paść na podłogę, żeby sobie krzywdy nie zrobić (szczególnie że tam mieli jakieś marmury). Chciałam więc z gracją lekko osunąć się na ziemię.

Zrobiłam to z taką gracją, że z impetem walnęłam głową w stół.
Nie straciłam przytomności (tylko tym razem naprawdę), oj nie, poczułam się bardzo ożywiona! Na cały głos siarczyście przeklęłam, a ja praktycznie w ogóle nie przeklinam!
Chłopak w szoku, kelner w szoku, ludzie w szoku. Wszyscy zaczęli mi pomagać. Kelner pyta, czy nic mi się nie stało. A ja? Zamurowało mnie. Wydusiłam z siebie tylko ciche: "nie, przepraszam". I uciekłam! Rozumiecie to? Wybiegłam z tej restauracji i wróciłam do domu. To by było na tyle, jeśli chodzi o nierobienie wstydu.

Chłopak przyszedł chwilę po mnie. Pytał, czy wszystko dobrze. Myślał, że coś mi się w głowę stało po tym uderzeniu. Powiedziałam mu całą prawdę. On mi na to: myślałem, że chcesz wyjść za mąż.
Powiedziałam, że w tym momencie to nie jest dobry pomysł, ale chciałabym ratować ten związek, może terapia dla par? Powiedział, że się zastanowi i wrócił do siebie (nie mieszkamy razem).
To było prawie tydzień temu. Nie odzywa się, chyba nadal się zastanawia.

#AqX1c

W okresie od przedszkola do wczesnego gimnazjum byłam gwałcona przez kuzyna.
Żyję normalnie, mam męża, dzieci. Jestem szczęśliwa. Do wydarzeń sprzed lat nie wracam, bo po co.

Dzisiaj przez przypadek się dowiedziałam, że synek gnoja, ma chyba jakieś 3-4 lata, prawdopodobnie jest lekko upośledzony (wcześniej podejrzewali po prostu, że potrzebna będzie tylko pomoc logopedy).

Nie wiedziałam, że ma syna.
Nie interesowałam się nim.
Ale gdy dzisiaj to usłyszałam, odruchowo pomyślałam: "Ha! Pokarało cię, dziadu!".
I cały dzień chodzi za mną, że to przecież dziecko. Niewinne.
Tak z tyłu głowy czuję wyrzuty sumienia, no ale to przecież odruch, pierwsza myśl, z którą się kłócę ledwie ją pomyślałam.
Głupie.

#pQgAR

Boję się chłopaków, wiem jak to brzmi.

Mam 21 lat i już od początku podstawówki do końca gimnazjum byłam w klasie, gdzie znajdowało się dużo chłopaków. Na początku dziennym były żarty z podtekstami, łapanie za tyłek, czy podglądanie w szatni. Oczywiście nikt się tym nie zajął gdy prosiłam o pomoc, za to zostałam wezwana do szkolnego pedagoga, gdzie powiedziano mi, że to tylko chłopcy i żebym się tym nie PRZEJMOWAŁA.

W wieku 17 lat poznałam chłopaka, którego polubiłam, ale niestety był strasznie nachalny i nie rozumiał słowa "nie". Gdy chciałam skończyć znajomość, ten wypisywał po wszystkich moich znajomych, nie dawał mi spokoju. Gdy przeniosłam się do liceum to zaczęło się prawdziwe piekło, nie wiem dlaczego faceci tak do mnie lgnęli, ale zdjęcia swoich penisów, gwizdanie na korytarzu, wypisywanie, były dla mnie codziennością. Gwoździem do trumny było zdjęcie dziewczyny bardzo podobnej do mnie w dość wyzywającej pozycji, oczywiście ci którzy mnie znali wiedzieli, że to nie ja i że nigdy bym sobie takich zdjęć nie zrobiła. Zdjęcie szybko się rozniosło, popadłam w paranoję,e bałam się cokolwiek zrobić, zaczęłam nosić tylko duże ciuchy, żeby nie kusić chłopaków. Na domiar złego miałam wrażenie, że ktoś stoi mi pod oknem, które jest dość nisko osadzone. Było jeszcze o wiele więcej podobnych sytuacji, o których nie chcę pisać.

Rozumiem, że są młodzi i, że hormony buzują, ale brak szacunku i poszanowania czyjeś przestrzeni osobistej jest obrzydliwe. Byłam traktowana jak obiekt seksualny, a nie jak kobieta. Brzydzę się siebie i mężczyzn. Mam nadzieje, że kiedyś spotkam kogoś wartościowego.

#OAWCs

Mój mąż uważa, że nasze życie seksualne jest słabe, bo zmęczenie, bo dzieci, bo brak okazji, bo noszę zbyt "praktyczną" bieliznę zamiast seksownej. Dzieci wyjechały, ja w seksi kompleciku masturbuję się w sypialni, on gra na konsoli. Wiedział co robię, ale i tak się nie przyłączył. Czy to na pewno moja wina?

#B5L9q

Kojarzycie Carrie i jej nawiedzoną matkę, która agresywnie zareagowała na wieść o tym, że jej córka dostała okresu? W domu miałam bardzo podobnie.

Tematy dorastania i higieny u nas leżały. W piątej klasie wychowawczyni urządziła nam pogadankę na temat dojrzewania, ale mama z jakiegoś powodu nie pozwoliła mi na nią pójść. Póki byłam mała i nic się nie działo, to mama i tata byli zadowoleni. Ale kiedy zaczęłam dojrzewać i widziałam u siebie pewne zmiany, poinformowałam o nich mamę. Coś tam wiedziałam, że wchodzę w nowy okres w życiu, ale nauczycielki zawsze sugerowały iść z takimi problemami do matek. Więc i ja poszłam. Powiedziałam, że rosną mi włosy "tam", zaokrąglają się biodra i chyba niedługo zacznę miesiączkować. Reakcja mamy? "Nie mów tak głośno, bo brat i ojciec cię usłyszą. Nikomu o takich rzeczach nie mów, bo to wstyd." Głupia ja zrozumiałam to wtedy tak, że wstydem jest w ogóle dojrzewać.

Pewnego dnia stało się i dostałam pierwszej miesiączki. Nie była jakoś strasznie obfita, ale i tak bardzo się zestresowałam. Nie wiedziałam co zrobić - do mamy z tym nie pójdę, do nauczycielki żadna z koleżanek by nie poszła, nie miałam też starszej kuzynki albo przyjaciółki, która by mi pomogła. Ze łzami w oczach poszłam do apteki i czerwona jak burak przyznałam się pani aptekarce, że mam okres i nie wiem co zrobić. Na szczęście była to młoda, miła kobieta i pomogła mi jakoś sobie z tym poradzić.

Na początku wspomniałam też o higienie - nawet to było u nas tabu. Przed dojrzewaniem mogłam się myć raz na tydzień i niby mi to wystarczało. Ale później zaczęłam o wiele bardziej się pocić, nie mówiąc już o klasycznej higienie w "te dni". Wspomniałam o tym mamie, ale ta znowu kazała mi być cicho, bo nie daj Boże ktoś usłyszy, a co do mycia to góra dwa razy w tygodniu. Słowem nie wspomniała o dezodorancie, częstotliwości wymieniania podpasek, kontrolowaniu okresu w kalendarzu, goleniu się. Gdy jakiś czas później zobaczyłam w gazecie reklamę tamponów, postanowiłam zaryzykować i kupiłam sobie paczkę. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie wiem jak je włożyć. Nie znałam własnego ciała. Nie wiedziałam czemu miesiączkuję, nie rozumiałam zmian jakie we mnie zachodziły. Na WDŻ też nie mogłam chodzić, mama zawsze znajdywała jakieś wymówki. Mam do niej za to ogromny żal.

Tak naprawdę dopiero dzięki czasopismom i internetowi dowiedziałam się wszystkiego. Z zazdrością słuchałam koleżanek, gdy mówiły, że u nich w domu na luzie rozmawia się o takich sprawach, a u nas zakazanym słowem była "podpaska".

#s6oGw

Właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem idiotą. Kompletnym. Szurem. Oszołomem. To jest straszne.

Jeszcze w szkole zdawałem sobie sprawę z tego, że nie należę do przeciętnych dzieci. Byłem naprawdę inteligentny i dociekliwy, co często przekładało się na kłótnie z nauczycielami, którzy nie chcieli już uczyć, a jedynie zarobić. Nudziłem się strasznie i wagarowałem zazwyczaj czytając książki. Ech, jak miło wspomina się te momenty, kiedy z garścią książek uciekałem przed innymi uczniami, którzy chcieli mnie za miłość do literatury sprać. W pewnym momencie przez sytuację w domu i nie tylko do akcji wkroczyły alkohol, marihuana, amfetamina i na koniec psychodeliki (LSD, grzyby, meskalina itp.). I wszystko byłoby dobrze gdybym nie wpadł w pułapkę "miłości" neohippisów, którzy dosłownie wyprali mi mózg. Jakiekolwiek resztki logiki, których nie pozbawiły mnie całkowicie narkotyki i obcowanie z przygłupami (moimi przyjaciółmi najbliższymi i rodziną) zostały przeze mnie zastąpione szurostwem. Stałem się takim prepłaskoziemcą, prenopem czy jak tam mógłbym się nazwać. Wykrzykując pseudonaukowe bzdety wydawało mi się, że wspinam się na szczyt, a tak naprawdę nurkowałem w gównie i płukałem nim gardło. Zamiast skończyć szkołę (ile ja miałem marzeń!) to poszedłem do pracy. Zamiast poszerzać swoją faktyczną wiedzę poszerzałem swoją bibliotekę oszołomiarstwa.

Tylko, że ciągle mi coś nie pasowało. Ciągle coś było źle. Jednak zamiast postarać się dojść dlaczego nurzałem się w oczyszczaniach szyszynki i darciu mordy w internecie, że ktoś jest głupi i nie wie i jest kontrolowany i blablabla. Obrzydliwe.

Logika? Nie proszę pana, erystyka!

Ostatnimi czasy zacząłem się przykładać żeby jednak odejść od tego krzykactwa, że jednak może coś bym tej logiki zażył znowu... bo się głupi czuję. Że to może nie defluoryzacja, pestki moreli i ametyst mi są potrzebne, a trening tego jakże ważnego "mięśnia" - mózgu. Bo jak wiemy - organ nie używany zanika. A mój zanikł już chyba całkowicie, skoro jestem teraz tym kogo lata temu wyśmiewałem, na kogo z pogardą i uśmiechem pobłażania patrzyłem.

Jestem przygłupem. I to jest smutne. I mam nadzieję, że jednak dam radę, że znowu obudzę w sobie ciekawość świata i pójdę do szkoły. Że znowu poczuję, że żyję. Bo praca na magazynie przy zbieraniu zamówień jest straszna. Boję się, że kiedyś z ust zacznie mi lecieć ślina, a jedyne co będę w stanie powiedzieć to: We mi no browara dej he-he (klaps w pośladki). Tak bardzo się boję. Tak bardzo.

Pisząc to płaczę, bo wiem jaką krzywdę sobie wyrządziłem.
Pamiętam jak mając naście lat pisałem powieść. Teraz jedyne co piszę to szurowe komentarze na YouTube.
Może jednak kiedyś napiszę tę książkę, co?

#EfpWJ

Wiecie, co to są kamienie migdałkowe? W skrócie są to resztki jedzenia formujące się w żółte, śmierdzące kawałki zbierające się w migdałkach, jeśli ktoś ma specyficzną budowę tego narządu.

Osobiście bardzo lubię każdego dnia uważnie patrzeć w lustro w poszukiwaniu owych kamyczków. Ich wydobywanie odbywa się za pomocą patyczków higienicznych lub długiej pęsety i polega na wyciąganiu lub "wyciskaniu". Daje to niesamowitą satysfakcję, porównywalną do wyciskania pryszczy. Zawsze po pozbyciu się delikwentów uważnie się im przyglądam, wącham i cieszę się, że to coś nie zalega już w moim gardle.

Swoją drogą, ich zapach (a raczej smród) jest bardzo charakterystyczny. Jeśli czuję go od kogoś, komu jedzie z paszczy, to wiem, że wcale nie musi to oznaczać, że ten ktoś nie myje zębów - ale po prostu nie wie o tej przypadłości i takie wyciąganie kamieni bądź stosowanie płynów do płukania jamy ustnej mogłoby załatwić sprawę.

#swuVt

Pracuję w policji (w kraju europejskim, nie w Polsce). Niedawno wyszłam po pracy do pubu niedaleko mojej bazy z kolegą z pracy. Czas minął świetnie - rozmawialiśmy, śmialiśmy się, obgadywaliśmy kolegów i tym podobne. Gdy zamknęli pub stwierdziliśmy, że jeszcze nie czas do domu, więc kupiliśmy cztery browary i wróciliśmy pić do pustej bazy. To samo w sobie grozi zwolnieniem albo przynajmniej upomnieniem, jakby ktoś się dowiedział.
Ale sprawy zaszły dalej, alkohol we krwi zrobił swoje i najpierw zaczęliśmy flirtować, a potem od słowa do słowa zaczęliśmy uprawiać seks w biurze. Jakby ktoś się dowiedział, to zostalibyśmy zwolnieni dyscyplinarnie w mgnieniu oka.
Czy można stoczyć się bardziej? Można - facet ma żonę i bardzo dobrze o tym wiedziałam.
Dodaj anonimowe wyznanie