4 czerwca 2018 dowiedziałam się, że jestem w ciąży – 8 tydzień. Wiedzieliśmy o tym z chłopakiem od razu, ale nie dopuszczaliśmy tej myśli do siebie, no bo jak? Studia, praca, poza tym nie mieszkaliśmy jeszcze razem, nie mieliśmy mieszkania ani kasy na start. Zaczął się płacz, nerwy… rodzina chłopaka bardzo ucieszyła się na tę wiadomość, gorzej z moją, w końcu miałam tylko 20 lat, ale cóż, stało się. Zaczęliśmy stopniowo przyzwyczajać się do tej myśli, rozpoczęliśmy poszukiwania mieszkania, patrzyliśmy nawet na wyprawki i wszelkie niezbędne akcesoria dla dziecka. Codziennie czytałam co w danym dniu, tygodniu ciąży dzieje się z moim ciałem i z dzieckiem – zakochałam się po uszy.
15 czerwca poszłam do lekarza, zobaczyłam wtedy po raz pierwszy bijące serduszko mojego dziecka, niesamowite przeżycie, nie do opisania. Cztery dni po tej wizycie i po dwóch tygodniach pełnych skrajnych emocji, zaczęłam krwawić. Udałyśmy się z mamą na izbę przyjęć, gdzie od razu zostałam przyjęta na oddział ginekologiczny. W oczekiwaniu na lekarza ryczałam jak bóbr, gdy w końcu wzięli mnie na USG, musieli mi podać środki uspokajające, ponieważ wpadłam w takie drgawki, że niemożliwym było wykonanie mi badania. Diagnoza – serce dziecka przestało bić. Koniec, świat legł w gruzach, chłopak jeszcze nic nie wiedział, nie musiałam mówić, zrozumiał, gdy wszedł na szpitalną salę. Lekarze widząc mój stan powiedzieli, że będą sprawdzać poziom beta HCG i robić USG nawet dwa razy dziennie, abym miała pewność, że nic nie są w stanie zrobić.
Na sali wylądowałam z kobietą w 7. miesiącu ciąży, która była tylko kontrolnie na trzy dni, aby monitorować pracę serca dziecka, a to oznacza, że co chwilę pielęgniarki podłączały do jej brzucha aparaturę, przez którą było słychać bicie serca jej dziecka, dźwięk nie do wytrzymania dla kogoś, kto właśnie dowiedział się, że jego dziecko nie żyje. To okrutne, ale życzyłam jej wszystkiego co najgorsze… Druga pani trafiła do szpitala z tym samym problemem co ja, tylko w jej przypadku z dzieckiem było wszystko w porządku, co oczywiście radośnie przeżywała podczas 3-dniowego pobytu. Po dwóch nocach i kilku badaniach krwi i USG trzeba było wykonać zabieg – potoczną skrobankę. Tabletki poronne wywołują niesamowite skurcze, trzymali mnie z nimi trzy godziny, potem pamiętam tylko krzesło ginekologiczne i zapadanie w sen, po przebudzeniu była już tylko pustka… Ból był nie do zniesienia, choć niektórych może to dziwić, bo przecież nawet nigdy nie widziałam tego dziecka. Dzień po zabiegu mogłam wrócić do domu, strasznie ciężko było przekroczyć próg, gdy miało się świadomość, że dziecko tam zostaje, że już nigdy go nie poczuję. Od razu wróciłam do pracy, nie mogłam usiedzieć w domu.
Jak byłam nastolatką, moja mama po rozwodzie poznała faceta, nie przypadłam mu do gustu, więc skończyło się tym, że nie mieszkam z rodzicielką. Wybrała faceta, a ostatni raz miałam z nią kontakt 2 lata temu. Przez to, jak to się potoczyło i że ona nie chce mieć ze mną kontaktu, nie traktuję jej jak matki. To jest TA pani, ale nie moja mama. Z resztą rodziny mam słabe kontakty.
Mając ledwo skończone 20 lat, mieszkam z chłopakiem. Studiuję i czasami dorywczo dorabiam, ale jak przychodzi noc, to płaczę. Bo moim największym marzeniem jest, bym miała mamę. Taką cudowną, która mi ugotuje, przytuli, pójdzie ze mną na zakupy, nauczy mnie, jak się robi różne domowe rzeczy. Nikt mi tego nigdy nie pokazał, nie mam do kogo pójść i opowiedzieć mu o takich życiowych rzeczach. Wszystkiego musiałam nauczyć się sama. Czasem sobie myślę, że wolałabym, żeby moja mama nie żyła, niż żeby mnie nie chciała. Bo tak to mogłabym ją chociaż idealizować, a tak to wiem, że po prostu ona woli nie zadawać się ze mną. Najsmutniejsze, że widzę po znajomych, jacy są dla swoich rodziców, okłamują, oszukują itd. Ja nigdy mojej nic takiego nie zrobiłam, a pomimo tego tak wyszło.
Z natury nie jestem osobą wredną. Nie lubię sprawiać przykrości innym - to nie moja bajka. Ostatnio jednak znalazłam sobie dość oryginalny sposób zajęcia czasu w takich chwilach jak czekanie na autobus czy w poczekalni do lekarza, a mianowicie przyglądam się ludziom i zgaduję, jakie są ich wizualne kompleksy. O, temu chłopakowi na pewno przeszkadzają jego odstające uszy, ta wkurza się z powodu swojego olbrzymiego wzrostu itp.
Ostatnio w sklepie zaczęłam dyskretnie przyglądać się pewnej dziewczynie. Na pierwszy rzut oka całkiem OK - nie za wysoka, nie za niska... Gdy zaczęłam przyglądać się bliżej, zauważyłam, że ma krzywe nogi, grube uda i jest totalnie płaska, a na dodatek ma na sobie kurtkę, która ją pogrubia.
To byłam ja w lustrze...
Kiedyś z olbrzymią przesadą dbałem o swoje zęby. Myłem je 7-8 razy dziennie po nawet 10 minut. Niestety jak się okazało, zaszkodziło mi to jedynie. Mam dość poważnie uszkodzoną powłokę (jeśli można to tak nazwać) jamy ustnej, w tym dziąsła, które krwawią przy każdym szczotkowaniu.
Niby nic, ale chciałem tym ostrzec potencjalne ofiary nadmiernej higieny.
W dzieciństwie zawsze zabierałem mojej młodszej siostrze czekoladki i słodycze. Mówiłem jej, że jak je zje, to będzie gruba, zatem jako dobry brat ja się dla niej poświęcę i sam je zjem. Przez lata w to wierzyła i mi je oddawała.
Mam na imię Bronimir. Zawsze, ale to zawsze przedstawiam się jako Bronek i mam gdzieś, że ludzie krzywo patrzą na dorosłego faceta, który nawet w środowisku biznesowym posługuje się zdrobnieniem swojego imienia.
Mieszkam na wsi. Moja rodzina ma gospodarstwo rolne. Kiedy wydarzenie to miało miejsce, miałem może 4-5 lat. Niemal tradycją było to, że w weekend (ku "uciesze'' taty) odwiedzała nas babcia i dziadek... Teściowa jak to teściowa, zawsze gotowa uraczyć nieporadnego życiowo zięcia błyskotliwą poradą życiową, nie trzeba oczywiście mówić, jak reagował na to tata.
Było wtedy lato. Po tradycyjnym wypiciu kawy i zjedzeniu kawałka ciasta tata udał się na obchód gospodarstwa, ekipa oczywiście w ślad za nim. Tata kręcił się po oborze i karmił zwierzęta, a moja mama podlewała i wyrywała chwasty z ogródka, ja z bratem bawiłem się z dziadkiem... W pewnym momencie przerwałem zabawę i to co zobaczyłem zdenerwowało małego, wychowanego w otoczeniu ciężkiej pracy dzieciaka. Tata ciężko pracuje w oborze, mama ciężko pracuje w ogródku, a nad mamą stoi babcia i prowadzi swój monolog. Postanowiłem więc działać! Podszedłem do babci, pociągnąłem za rękaw i z dziecięcą szczerością wypaliłem: "A babcia to tu na urlop przyjechała? Nie widzi babcia, że tata z mamą pracują?".
Jej wzroku nie zapomnę nigdy. Gdyby mogła mnie nim zabić, chyba by się nie wahała. Mama krzyknęła tylko żebym przeprosił babcię, ale ja krzyknąłem tylko "Ale za co?'' i uciekłem do taty. Tata razem z dziadkiem pokładali się ze śmiechu. Babci niestety nie udało się przekonać, że ten tekst to był mój autorski pomysł i nie zostałem podpuszczony przez tatę. W efekcie patrzyła krzywo na tatę jeszcze długi czas. Tymczasem ja nie mogłem zrozumieć, dlaczego zostałem skrzyczany przez mamę, a poklepany po głowie przez tatę. Tata do dzisiaj wspomina to z uśmiechem, jako najlepszą ripostę w stosunku do teściowej.
Trochę o poglądach i seksualności ;)
Mój ojciec ma bardzo konserwatywne spojrzenie na świat, ogląda dużo telewizji i co za tym idzie, w pewnych sprawach ma kuku na muniu. Chodzi oczywiście o "ciapatych", "czarnuchów", "pedałów", "szwabów" itp.
Ja natomiast nigdy z takimi rzeczami problemu nie miałem, bo co mnie obchodzi kto kogo i dlaczego.
Ojciec od zawsze chciał mieć wnuków i silnych synów, a ja jak na złość czytałem książki, grałem w gry, a do domu nie przeprowadziłem ani jednej dziewczyny. No, jak miałem kilka lat, to się zdarzyło.
W tym momencie chciałbym nadmienić, że jestem beznadziejnie romantyczny i np. seks na imprezie z laską, której nie kochałem, przypominał wkładanie wacka do dziury po sęku - trochę bardziej skomplikowaną i bolesną metodę masturbacji. Nie byłem w żadnym wypadku nieśmiały, o nie! Jednak to jedno jakoś tak się we mnie zakorzeniło i tyle. Nigdy się nie gryzłem, że "nie ruchałem" albo że nie miałem dziewczyny - po prostu nie umiałem nigdy być z kimś, kogo nie kocham, bo dla mnie miłość jest absolutna, niepodważalna i nie potrafiłbym jej udawać. No tak już mam.
Ojciec jednak - co zauważyłem po czasie - coś sobie ubzdurał. Kiedy go odwiedzałem, niby przypadkiem trafiał na wiadomości o cudownie "wyleczonych" gejach, coś przebąkiwał o skutecznych terapiach, dewiacjach itp.
Zaczął się ode mnie trochę oddalać, jakiś taki osowiały był, a ja nie wiedziałem o co chodzi. Wszystko zmieniło się kiedy podczas wakacji u niego przeprowadziłem moją obecną narzeczoną i baraszkowaliśmy kilka dni jedynie z przerwami na jedzenie i picie.
Ale był szczęśliwy! Co najmniej jakby miał 15 lat i jako pierwszy w klasie zamoczył. Chodził uśmiechnięty z wypiętą klatą, nawet kolory odzyskał.
Dopiero wtedy zacząłem rozumieć całą sytuację i jak musiał się czuć z jednej strony nienawidząc gejów, a z drugiej kochając mnie, którego za geja uważał.
Kochany, nienawistny staruszek :D
Jestem osobą niepełnosprawną ruchowo i poruszam się na wózku inwalidzkim.
Kilka dni temu jechałam do domu wieczorową porą, gdy zaczepił mnie osiedlowy chojrak. Było widać, że jest nietrzeźwy, więc wybrał sobie łatwy łup. Stwierdził, że powinnam "pożyczyć" mu kilka złotych. Próbowałam olać sprawę i jechać dalej, gdy ten wyrwał mi szmacianą torbę z kolan i zaczął uciekać.
Chciałabym zobaczyć minę tego zwyrodnialca, gdy otworzył torbę i zobaczył dwie paczki podpasek.
Mój dziadek zmarł z powodu choroby, gdy chodziłam do przedszkola. Oczywiście na pogrzebie stawili się wszyscy tłumnie - dzieci dziadka, wnuki i wnuczki. Wszyscy rzewnie płakali nad stratą.
Z racji sporej odległości, w jakiej dziadkowie mieszkali, nie spędzaliśmy u dziadków zbyt wiele czasu, przeważnie któreś święta i sporadyczne wizyty w ciągu roku, i przez to oraz młody wiek nie pamiętam go za bardzo. Pamiętam za to dokładnie, że nie lubiłam tam jeździć i to z jednego, konkretnego powodu. Mama na te wizyty mnie i młodszą siostrę zawsze stroiła w sukienki czy inne spódniczki, które dziadek nam z lubością zadzierał, gdy tylko znalazłyśmy się w zasięgu jego rąk i patrzył pod spód. Ale to przecież były "tylko żarty" i to takie zabawne, jak się małe panienki oburzają, próbując wyrwać dziadziowi spódniczkę z rąk...
O zmarłych ponoć mówi się dobrze albo wcale... O dziadku więc nie mówi się, że był pijakiem, tylko że lubił sobie wypić. Nie mówi się też, że molestował moje kuzynki, które zostawały wywożone do dziadków na wieś na wakacje. Dla mnie i siostry skończyło się to tylko takimi żartami - miałyśmy szczęście, że byłyśmy za małe, aby nocować same u dziadków.
Dodaj anonimowe wyznanie