#EVCh8

Czarny humor w złym momencie.
Facet pchał wózek inwalidzki, młoda dziewczyna miała pochyloną głowę. Widać, że nie najlepiej się czuła. W pewnym momencie chlusnęła krwią z ust na podłogę. Patrzy z tępym spojrzeniem i mówi: "to się zateguje".
Facet grobowa mina i w te pędy wózkiem naprzód.

Skisłem w środku, śmiać się nie wypadało.

#FQEqf

Mam prawie 60 lat i dopiero teraz zaczynam być szczęśliwa. Przez wiele lat żyłam w małżeństwie pełnym przemocy i alkoholu, a moja dorosła już córka od najmłodszych lat powtarzała, że nie ma ojca. Z mieszkania, które odziedziczyłam po rodzicach, notorycznie ginęły wartościowe przedmioty i biżuteria, wystarczyło na moment zostawić dom bez opieki, żeby ginęły lampy, mosiężne figurki, wazony... Choć nie zawsze to pomagało. Mąż podnosił na mnie rękę, gdy w jakikolwiek sposób stawałam między nim a alkoholem. Czasem robił to, gdy po prostu stawałam przed jego oczami, gdy już był po alkoholu. Nie zawsze tylko rękę, w ruch szły najróżniejsze przedmioty: wspomniane wcześniej figurki, naczynia, a nawet krzesło. Byłam cieniem człowieka, bardzo uległa, cicha, bałam się przyjąć jakąkolwiek pomoc, krwiste plamy na tapecie w salonie zakryłam obrazem.

Poznałam Roberta - mężczyznę, który był dla mnie przyjacielem i pomagał odbudować mi osobę, o której sama już dawno zapomniałam. Postawiłam się, wystąpiłam o rozwód, po niekończących się gonitwach po urzędach załatwiłam mężowi mieszkanie komunalne, a w starym postanowiłam zmienić zamki. Poinformowałam go o wszystkim, przekazałam adres i klucze do jego nowego mieszkania, nawet powiedziałam, żeby zabrał, co tylko chce i zniknął z mojego mieszkania i życia, a sama wyszłam do pracy. Po powrocie z pracy próbowałam otworzyć drzwi. Klucz przekręcił się w zamku, ale samo ich skrzydło z trudem się przesuwało. Trochę się z nimi siłowałam i dowiedziałam się, co je blokowało - po drugiej stronie, na klamce, wisiał mój martwy mąż.

Ta sytuacja miała miejsce około 6 lat temu, a ja nadal nie potrafię spać w nocy. Dręczą mnie wspomnienia tamtego czasu, świadomość krzywdy, jaką wyrządziłam córce, obrazy, których pewnie nigdy nie wymażę z pamięci. Jestem teraz w związku z Robertem, który przez cały czas wspierał mnie w trakcie wszystkich tych wydarzeń, również po makabrycznym "zakończeniu" mojego małżeństwa. Nie przejmował się krzywdzącymi plotkami krążącymi po całym miasteczku. Dzisiaj po raz pierwszy od dziesiątek lat przespałam całą noc, przytulona przez mojego przyjaciela i ukochanego.

#xR5Jt

Uwaga, będzie obrzydliwie.
Kluczowe dla wyznania jest to, że mam koty - w liczbie mnogiej. Jeden z nich jest obecnie purchlęciem, ma parę miesięcy i dopiero uczy się życia.

Historia właściwa:
Jak co dzień rano zadzwonił budzik, a ja udałem się do miejsca wszelakich przemyśleń - czyli na kibelek. I jak co dzień rano towarzyszyły mi w tym koty, również purchlak. Purchlak ma ostatnio fazę na umywalkę, ale jako że jest jeszcze małym wypierdkiem, żeby do niej wskoczyć, musi najpierw wejść na muszle klozetową i dopiero stamtąd jest w stanie to osiągnąć.

Po skończonych czynnościach, kiedy wstałem z kibelka, purchlę uznało, że to idealny moment, żeby udać się do swojej nowej miejscówki. Nie zdążyłem nawet wciągnąć spodni, a on wskoczył. Prosto w środeczek. Dodam tylko, że owego dnia mój "wytwór" nie był ani trochę w stałej formie. Jak powszechnie wiadomo, połączenie kot + woda = (w większości przypadków) kocia panika. Teraz wyobraźcie sobie scenę rodem z horroru - kot, cały w gównie, przerażony wskakuje do umywalki, otrzepuje się, gówno spada wszędzie - na lustro, na szafki, do prysznica, na podłogę, na inne koty. I pośród całej tej gównianej sytuacji ja.

Mycie kota i całej łazienki z kupy nie jest najlepszym sposobem na rozpoczęcie dnia.
Zdecydowanie nie polecam.

#o3Z2t

Na stypie po babci brat taty opowiedział nam wartą przekazania dalej historię.

"Polska wieś, lata 50. Amerykanie budują rakiety, by podbić niebo, a u nas na wsi zęby wyrywa kowal.
Moja rodzina. Ojciec, matka, dziadkowie i my - czworo obsmarkanych, bosych smarkaczy.
Lato.
Brat przybiega z płaczem, że Kazek zemdlał. Idę za szopę. Kazek leży, na trawie krew.
Pytam brata co się stało. Kazek poszedł sikać i zemdlał. Zabieramy brata do domu. Matka w płacz, ojciec w złość, bo niedługo żniwa. Babcia lament, szuka gromnicy.
Wzywam wioskowego lekarza. Siwy, chudy jak wiór chłop, bada Kazka i stwierdza, że trzeba do szpitala, bo to nerki. Ojciec, pijany, wyrzuca go z domu, a ja dostaję największe w życiu lanie za sprowadzanie szatana pod nasz dach.
Noc. Kazek rozpalony rzuca się na łóżku. Czuwam przy nim chociaż wiem, że rano trzeba będzie go zostawić i iść w pole.
Podejmuję decyzję. Zaprzęgam wóz i zawożę Kazka do szpitala, prawie 30 km od domu.
Tam diagnozują guz przy pęcherzu, zapalenie nerek i zakażenie. Lekarz stwierdza, że trzeba zgody rodziców na operację, bo ja mam tylko 14 lat. Błagam go, by operował mimo to. Zgadza się. Kazek budzi się kilka godzin później. Wszystko jest dobrze.
Wracam do domu. Wychodzi do mnie matka. Ojciec nie chce nas widzieć. Wolą Boga było widzieć Kazka u siebie.
Kilka dni śpię w stodole, potem jednak wpuszczają mnie do domu, potrzeba rąk do pracy.
Po Kazka jadę kilka dni później. Słaby, ale żywy. Ojciec drze się o darmozjadach i niedojdach, które nawet nie są w stanie pracować. Opiekujemy się nim z rodzeństwem".

Kazek to mój tata. Gdyby nie wujek, nie byłoby go dzisiaj z nami. Ani mnie, drodzy Anonimowi. Mam nadzieję, że takie czasy już nigdy nie będą dla nikogo codziennością.

#KSzXO

Mój mąż to bardzo mądry człowiek. Złote dziecko od najmłodszych lat. Już na początku studiów profesorowie ściskali mu dłonie i gratulowali publikacji. Doktorat, habilitacja były dla niego czymś oczywistym, nie musiał się nawet starać. Co roku ogromne granty na badania, stypendia ministra i propozycje prestiżowych staży za granicą.

Jestem też ja. Z zawodu kosmetolog, i to całkiem dobrze wyszkolony. Od drugiego roku studiów ciężko pracowałam, by być najlepszą. Oczywiście nigdy nie byłam choć w połowie tak dobra jak mój mąż. Tylko dwa razy wypuściłam publikację, a i moja pensja mocno odstawała od jego.

Pomimo różnic udało nam się zbudować rodzinę. Oczywistym było dla wszystkich, że to ja się poświęcę i zostanę z dziećmi. Zaakceptowałam to, stwierdziłam, że kariera mojego męża jest bardziej ambitna od mojej i to ja powinnam zrezygnować z życia zawodowego.

Potem, oprócz wychowywania dzieci, doszły częste wyjazdy. Na początku uważaliśmy oboje, że w ten sposób, z europejską pensją, zarobimy na dom w Polsce. Jednak miejsca zamieszkania, domy, samochody, znajomych i środowisko musieliśmy zmieniać jak rękawiczki. On jeździł po ośrodkach, uczelniach, college'ach, a ja siedziałam z dziećmi domu. Nawet jak udało mi się zdobyć pracę, a dzieciom załatwić nianię lub przedszkole, za pół roku znowu trzeba było ruszać.

Nie mamy domu stałego. Dzieci nie mają przyjaciół, kontaktu z rodziną, nie mają swojego miejsca. Może i znają po 3 języki, są obyte i zwiedziły pół świata, ale nie znają własnych dziadków.

Nie wiem dlaczego to piszę. Jestem samotna. Nie mam koleżanek, mąż całymi dniami pracuje, bo to jego pasja, a nawet jak wróci, to spacer raz w tygodniu i wypad do kina czy do teatru nie zrehabilituje tej samotności.

Kocham go, ale żałuję, że jest tym, kim jest. Wolałabym żeby nie był tym złotym dzieckiem. Każda moja próba wynegocjowania stałego miejsca zamieszkania to jak cios w jego karierę. Liczyłam, a i on mnie zapewniał, że moje poświęcenie będzie chwilowe, aż dzieci nie podrosną. Z tym że po 10 latach wypadłam z rynku, nie otworzę własnej działalności ani nie zatrudnię się u kogoś na 3 do 6 miesięcy. Tęsknię za sobą, za tą osobą z ambicjami i planami na przyszłość. Oddałam całe swoje życie, by mąż mógł odnieść sukces i trochę go za to nienawidzę. Choć siebie chyba bardziej. Czasami po prostu wstyd mi, że zmarnowałam cały swój potencjał, ale nie powiem mu tego. Sama sobie wybrałam taki los, powinnam wiedzieć, na co się piszę.

#iFbfT

Może być obrzydliwie, chociaż wiem, ze ta strona niejedno widziała.

Podczas okresu kąpię się też w wannie. Nalewam wodę siadam i nie zwracam uwagi, ze woda wokół mnie robi się czerwona, że często pływają skrzepy. Myję się normalnie, nawet twarz i nie przeszkadza mi ani trochę fakt, że nie robię tego w czystej wodzie. Czasem tylko przy pierwszych (i bardziej obfitych) dniach po spuszczeniu wody opłukuję się jeszcze wodą z prysznica. 

Zawsze obwąchiwałam skórę, ale nigdy nie czułam charakterystycznego zapachu okresowej krwi. A i skórę mam potem zadziwiająco miękką i gładką.

#RmczU

Chciałbym wam opowiedzieć pewną historie z mojego życia...

Bylem wtedy w liceum. Miałem takiego wroga. Dogryzaliśmy sobie czasem się biliśmy. Ogólnie się nienawidziliśmy. Pani od Polskiego bardzo się o nas martwiła. Kiedyś jak się obrażaliśmy to Pani Kasia (od polskiego) powiedziała żebyśmy poszli z nią i nas pociągnęła za ręce.

Weszła z nami jednej z sal i powiedziała "ja teraz wychodzę i zostaniecie tu tak długo aż się pogodzicie. Załatwię wam zwolnienia na tą lekcje, bo to musi się skończyć. Ja wychodzę" po czym wyszła. Była niezręczna cisza. Nagle kolega przerwał ciszę "Michał..." zaczął. Ja na to "słucham???" on znowu zaczął "Ja... Ja wcale nie chciałem. żeby między nami była taka relacja, bo ty mi się podobasz. Bardzo... Od ponad roku... " Ja bardzo zmieszany nie wiedziałem co powiedzieć i uświadomiłem sobie że czuję do niego to samo. "Karol..." powiedziałem a on podniósł głowę. I... Go pocałowałem. 

Całowaliśmy się przez całą przerwę, a jak był dzwonek to wyszliśmy z klasy szczęśliwi. Okazało się że pani Kasia wszystko słyszała i tylko rzuciła nam szybkie "wiedziałam... " z chytrym uśmieszkiem a ja powiedziałem "dziękuję " i pani odeszła. Wczoraj oświadczyłem się Karolowi i jesteśmy bardzo szczęśliwi. Planujemy po ślubie zaadoptować dziecko lub dzieci i żyć szczęśliwie.

Pani Kasiu, bardzo pani dziękuję. Gdyby nie pani to nie bylibyśmy teraz tacy szczęśliwi. Niech pani spoczywa w spokoju. Jestem pani ogromnie wdzięczny

#LREoq

Byłem z moją dziewczyną ponad 2,5 roku. Około miesiąc temu postanowiłem się jej oświadczyć... Wybrałem się do jubilera, żeby kupić pierścionek (wcześniej mówiła jaki się jej podoba, lecz zlekceważyłem to). Zabrałem ją pewnego dnia do luksusowego hotelu nad morzem, żeby tam się oświadczyć.

Poszliśmy na kolację, a następnie zabrałem ją na spacer o zachodzie nad morze. Tam się jej oświadczyłem. Ale w trakcie mojej przedmowy stało się to - puściłem pawia na jej dłoń. Po minie widziałem, że pierścionek w ogóle się jej nie podoba, a po drugie był za duży i jest zażenowana całą sytuacją. Po całym wydarzeniu zadzwoniła po taksówkę i wróciła do domu. Napisała mi jedynie, że inaczej sobie wszystko wyobrażała. Od tamtej pory nie mam z nią kontaktu.

#AaCWq

Mam 25 lat i jestem strasznie nieśmiały. Nie mam dziewczyny, ale zamiast wyjść z domu lub utworzyć konto na aplikacji randkowej w celu zapoznania kogoś, w każdy piątek i sobotę zarzucam na siebie swoje najlepsze ubrania i włóczę się po centrum licząc na to, że jakaś dziewczyna sama do mnie podejdzie i zaproponuje randkę.
Dodaj anonimowe wyznanie