#ZOFdX

Wczoraj po miłosnych uniesieniach z moim nowym chłopakiem, ten z trudem łapiąc oddech zażartował: „Kochanie, ruszasz się w łóżku jak profesjonalna aktorka porno”. Zaśmiałam się, w duchu mając wielką nadzieję, że nigdy nie zechce mu się zagłębiać w historię polskiego biznesu erotycznego. Jeśli tak kiedyś zrobi, to przekona się, że owszem – mam za sobą parę epizodów w tej niewdzięcznej branży...

#74P8y

Hej!
Będzie dość krótko. Od zawsze marzyłam by zostać mamą, z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które mają co raz większe brzuszki. Izolowałam się od ciężarnych i osób z małymi dziećmi bo pękało mi serce. Moja siostrzenica stała się moim oczkiem w głowie, mogłabym za nią zabić.


Co w tym anonimowego? Ano od 4 lat jestem w stałej urojonej ciąży, tyje, mam nudności i inne objawy typowo ciążowe łącznie z humorami. Wie o tym tylko moja psychiatra i psycholog i za żadne skarby nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić. 


Uwierzcie mi życie z urojoną ciążą to dramat, nie mogę wyjść do sklepu z ciuchami, bo zawsze są tam ubranka dla dzieci, które kupuje dla mojego "dziecka"
Dlaczego nie zajdę w ciążę? Bo mam 22 lata i jestem lesbijką.

#zugaE

Jak doprowadzić swoje dziecko do nerwicy, stanów lękowych i tak niskiej samooceny, że psychiatra nie pomaga? A no bardzo prosto. Oto moja historia.

Jestem jedynaczką. Ojciec zostawił mamę i nie utrzymywał z nami kontaktu. Mama nigdy nie wyprowadziła się od rodziców, po części rozumiem, potrzebowała pomocy, została sama z dzieckiem. Tak więc całą swoją "miłość" przelała na mnie.
Mama jest bardzo zakompleksioną kobietą. Ma 2 starsze siostry, które uczyły się o niebo lepiej od niej, dostały lepszą pracę. Tak więc wpadła na pomysł, że swoje kompleksy wyleczy udowadniając im, że ma córkę zdolniejszą od ich dzieci. 

Kiedy poszłam do szkoły zaczęło się moje 14-letnie piekło (aż do studiów). Nigdy nie byłam wystarczająco dobra - dla niej. Chociaż uczyłam się wspaniale, miałam same 5 i 6, zawsze wmawiała mi, że to za mało.

Choćbym nie wiem co robiła, jak się starała, każdy mój sukces kończył się tak.
- Mamo, dostałam dzisiaj 5 z matematyki, plastyki, historii i angielskiego,
- Pff, gdybyś miała te oceny z fizyki i chemii to mogła byś się chwalić, czym ty się dziecko cieszysz, plastyką życie wygrasz?


Wersja2
- Mamoooo, dostałam 6 z polskiego!
- A z czego konkretnie?
- No z dyktanda.
- Czy tobie się dziecko wydaje, że mnie obchodzą jakieś cząstkowe oceny za bzdety? Na sprawdzian się ucz. Poza tym dzwoniła ciocia X i jej dziecko dzisiaj dostało 6 z chemii a mi wstyd za ciebie...


Taki lub z wariacjami scenariusz powtarzał się każdego dnia. Średnią ocen miałam zawsze powyżej 5,5. Mimo to, nie spałam rok w rok miesiąc przed rozdaniem świadectw, bo wiedziałam co będzie. Zawsze słyszałam, że podciągam sobie średnią bzdetami typu muzyka i mam głęboko świadectwo schować, bo wstyd takie pokazać.
Za 4 z matematyki miałam karę uziemienia w domu przez całe wakacje, musiałam nadrabiać "zaległości". 

Z domu tak czy tak nie wychodziłam. Nie miałam przyjaciół. Wychodziłam o 7, wracałam o 21 z zajęć dodatkowych i do 1 odrabiałam lekcje.
I tak sobie dorastałam. Uwierzyłam, że jestem beznadziejna. Rozważałam nawet ostateczną opcję. Nie potrafiłam znaleźć pracy, uwierzyć w siebie. Z dnia na dzień traciłam siły, nie jadłam, nie spałam. 

W końcu poszłam na studia. Oczywiście w tym samym mieście, żebym mieszkała w domu, bo mama musiała mnie kontrolować. Tak - na studiach sprawdzała mi notatki.

Będąc już na dnie poznałam chłopaka. Wiele razem przeszliśmy, uratował mnie. Pokazał, że można inaczej.
Dla mnie rzucił studia na drugim roku i wyprowadziliśmy się za granicę (matka wygrażała policją, a na koniec wystawiła niewdzięcznej suce walizki za drzwi). 


Odizolował mnie od matki, zapłacił za psychologa. Rok terapii pomógł.
Dziś, 12 lat od tamtych wydarzeń jestem mężatką i spodziewamy się pierwszego dziecka. Boję się, nie chcę być jak moja matka. Trzymajcie kciuki! ❤

#k2Q5e

Nienawidzę mojej pracy i nie wiem jak to się stało.

Jeszcze parę lat temu byłam jednym z tych szczęśliwców, którzy mogli powiedzieć, że uwielbiają swoją robotę. Mogłam za friko zostać dłużej, pomóc koleżance - wszystko z szerokim uśmiechem na ustach. Teraz czuję ból brzucha kiedy wchodzę przez drzwi rano, bo wiem, że czeka mnie 8 godzin pracy.

Pracuję w kulturze, mam kontakt z ludźmi. Od lat pieniądze na kulturę są ograniczane, a obowiązków przybywa. Czekam kiedy ktoś zapyta - "czy mogłabyś pracować topless jednocześnie żonglując piłeczkami? I schudnij z 10 kg, żeby być atrakcyjniejsza". Naprawdę by mnie to nie zdziwiło. Żadnych premii, podwyżek, trzynastek - nic. Najniższa krajowa - o super, podwyższyli! Inflacja już w lutym załatwiła radość.
No i ludzie. Nienawidzę ich. Tak 80%. Reszta może być.
Jest mi smutno, bo nie byłam taka. Wkurzona, zmęczona, cyniczna i wredna. Oczywiście nie w pracy - tutaj kryję się za fałszywym uśmiechem, z dnia na dzień coraz mniejszym.

Najgorsze, że nie bardzo mam się komu wygadać. Znajomi i rodzina uważają, że mam super, bo nie dźwigam ciężarów i ZUS opłacony, i w ogóle cudownie. Dla mnie to ślepy zaułek. Chcę zmienić pracę - wysyłam CV - praktycznie żadnych odpowiedzi.
Wykształcenie humanistyczne i ponad 10-letnia praca w kulturze, gdzie według opinii siedzi się na tyłku i nic nie robi. Tak mnie widzą rekruterzy.
I najbardziej mi żal tamtej radosnej dziewczyny, która rano szła do pracy i uśmiechała się. Niskie zarobki - jasne, były problemem, ale w porównaniu do pasji, którą miałam, radości i satysfakcji nie było tak źle. Nie ma już we mnie tamtej dziewczyny, nie ma pasji.

#LySEA

Przypomniała mi się wstydliwa akcja, nigdy nikomu o tym nie mówiłem (oprócz rodziców), niestety o kupie...

Jedenaście lat temu, miałem 10 lat, obóz paintball'owo-quadowy, 6 osób łącznie ze mną w domku.

Nie mogłem spać jednej nocy, bo bardzo mnie cisnęło, próbowałem się powstrzymać do rana i zasnąć, nie udało mi się. Onix zaczął wychodzić, więc w końcu po cichu poszedłem do łazienki, majtki i spodnie od piżamy były już brudne, zrobiłem co trzeba, nikt się na szczęście nie obudził, przebrałem się, ale zrobiłem głupią rzecz, uśmierdzone rzeczy wrzuciłem do wspólnego kosza na śmieci...

Następnego dnia kiedy wszyscy byliśmy w domku ktoś zauważył i poczuł smrodek z kosza, wyciągnął spodnie za nogawkę i powiedział coś w stylu "zobaczcie, ktoś ufajdane spodnie wyrzucił" i wszyscy w śmiech, razem ze mną, żeby nie było, że to ja. Kiedy wszyscy poszli na śniadanie i zostałem sam to przerzuciłem ufajdane rzeczy z kosza do mojego worka na pranie który potem wzięli moi rodzice po przyjechaniu w odwiedziny w połowie obozu. Na szczęście nikt już o tym nie wspominał, tylko mama się śmiała przez telefon jak zadzwoniła po odwiedzinach.

#USnZH

Uwielbiam jeść surowe mięso. Mógłbym jeść je codziennie. Każdy rodzaj mięsa mi odpowiada, czy to wieprzowina, drób, wołowina - wszystko bardzo mi smakuje, nawet bez przypraw. Zdaję sobie sprawę z możliwych skutków ubocznych, ale pomimo zagrożenia chorobami jem surowe mięso przy każdej okazji. Nie boli mnie brzuch ani nic. Najdziwniejsze jest to, że najbardziej z tego wszystkiego kocham jeść surową krwistą wątróbkę. Dla was może wydawać się to dziwne, dla mnie to codzienność :)

#9AFNj

Jakiś czas temu zmieniłam pracę i zerwałam z chłopakiem, miałam w planach wyjechać daleko, ale w nowej pracy poznałam osoby tak cudowne, że postanowiłam zostać. Trzymamy się razem i jest to taka grupka, że nie można przy żadnym z nas powiedzieć nic złego na resztę .


Moja koleżanka zaczęła mi mówić, że pasuje do jednego z kolegów, chłopak zamknięty na początku na wszystkich strasznie! Ale kiedy się otworzy to tak na prawdę jest świetny i ma wspaniały charakter. Wiem że mi ufa ponieważ powiedział mi o sobie mega dużo szczegółów które no, nie okłamując się, osobie do której nie masz zaufanie nie powiedziałbyś tego po prostu. Problem w tym, że o tym samym, że do niego pasuje, zaczęła mówić inna osoba(załóżmy X).


On raz coś palnął o tym x, że zrobiła mu dobre jedzenie, a ja od razu wnerw... A dziś x otrzymała anonimowy prezent, każdy podejrzewa, że od niego gdyż tylko on miał sposobność go podłożyć... No cóż jestem zazdrosna i jest mi smutno mimo, że innym mówię, że ja z nim nie pasujemy do siebie.

#IwVtG

Historia tegorocznych walentynek...

Mój narzeczony o nich zapomniał. Nieważne, że trąbili o nich od tygodnia, a tego dnia od rana...

Jednak jego mina była bezcenna, gdy zadzwonił dzwonek, a w drzwiach znajdował się kurier z bukietem fuzji i rafaello. Ucieszona podziękowałam, on udał, że o wszystkim wiedział, do czasu gdy pokazałam mu bilecik z napisem "ode mnie dla mnie :D".

P.S. Także nie przejmujcie się, jeśli ktoś tego dnia o was zapomniał, sami zróbcie sobie prezent.

#mbTsD

Trudno jest mi zapamiętać treści książki, którą przeczytałam, imion i nazwisk nowo poznanych osób lub tego o czym przed chwilą z kimś rozmawiałam.

Ostatnio przeczytałam książkę już chyba po raz piąty raz, nadal nie potrafię zapamiętać bohaterów i głównych wątków. Czytam ją jakbym czytała ją pierwszy raz. Muszę "wkuwać" te wszystkie treści.

Osoby, które znam, rozpoznaję po sposobie chodzenia lub po głosie, nie mogę zapamiętać ich twarzy, a imiona nowych osób zapamiętuje tak po miesiącu lub po dłuższym czasie. Czasem nawet próbuje skojarzyć te imiona z czymś innym, ale to nie działa.

Rozmawiałam kiedyś ze znajomą i ona po chwili uświadomiła mi, że się powtarzam. Ciągle mówię to samo, myślałam, że zaczęłam nowy wątek, a ciągle mówiłam to samo co wcześniej.
Dodaj anonimowe wyznanie