Jak byłam małym dzieckiem, moja babcia miała wypadek i w jego wyniku była w dużej części sparaliżowana. Nie mogła chodzić ani nawet sama się podnieść z łóżka. Była w pełni skazana na pomoc innych.
Pewnego dnia byłam z mamą u niej w pokoju. Mama położyła mnie na łóżku babci i na minutę wyszła, coś przynieść. Ja jakoś nieszczęśliwie się obróciłam i zapowiadało się, że spadnę z łóżka. Moja biedna babcia tak się przejęła, że jakimś cudem się poderwała i mnie złapała. Od tego dnia jej rehabilitacja szła nieporównywalnie lepiej, jakby coś się w niej odblokowało, i po jakimś czasie zaczęła znowu chodzić.
Do dzisiaj powtarza, że to dzięki mnie nie jest przykuta do łóżka.
Krótko i na temat.
Po trzech latach zamieszkaliśmy z chłopakiem w wynajętym mieszkaniu, po tygodniu zerwał ze mną, ponieważ jestem powodem, dla którego porzucił mamę.
Facet jest po trzydziestce.
Radzę wam nie mieszkać z własnymi rodzicami.
Widzę na co dzień, co musi przeżywać moja mama. Po ślubie zdecydowali się z tatą, że zamieszkają razem z babcią, ponieważ była najmłodszą z jej dzieci. Tamci wyjechali do miasta, zaczęli nowe życie. Nie przejmowali się tym, co dzieje się w domu. Mama musiała robić sama w polu, pomagać babci. Później robili to razem z tatą. Mimo tego poświęcenia rodziców babci było zawsze źle. Źle, że wyremontowali dom, przerobili płot, dobudowali drugie piętro. Zawsze było coś źle. Zawsze było marudzenie, porównywanie z sąsiadami. Wytykanie błędów itd.
Później babcia musiała się mną zająć, ponieważ oboje pracowali. Zostawiała mnie na cały dzień w domu, a sama chodziła po sąsiadach albo szła do krów. Uciekałam z domu, za co byłam bita. Chciałam spędzać czas z dziećmi, ale to było złe w jej mniemaniu. Nie pozwalała mi. A jeśli już, to tylko na godzinę czy dwie.
W kolejnych latach było jeszcze gorzej. Zaczęła mieć problemy z pamięcią i wyzywała nas od złodziei, kiedy po raz kolejny wsadziła rentę w jakąś dziurę w jej pokoju. Trzy razy była taka akcja, że musieliśmy szukać w całym jej pokoju, żeby się uspokoiła. Raz o mało tata nie pojechał za listonoszem, bo znów zgubiła. Ale teraz zastanawiam się, czy to na pewno tak. Bo akurat jak przyjedzie ciotka, to nagle wszystkie pieniądze idą do niej. Moja mama poświęciła swoje życie, żeby opiekować się babcią, a ona nigdy się jej nie odwdzięczyła. Nawet pieniądze z renty idą do ciotki. A ciotka też niezła. Opowiada ludziom po wsi, że źle się zajmujemy babcią. Raz nawet próbowała nastawiać rodzinę od strony taty przez telefon. A innego razu płakała przed umierającą kobietą ze wsi, że źle się jej matką zajmujemy.
Szkoda, że rodzice tak postąpili i nie zostawili tej łajzy samej.
Gdy byłam w jednej z pierwszych klas podstawówki, bodajże w drugiej, to nie chodziłam na obiady. Dostawałam od mamy jakieś ciepłe jedzenie w termosie i zostawałam sama w sali. W pewnym momencie, z nudy, nalałam wody do kubka i... wlałam do czyjejś szafki. Nie wiem nawet jakim cudem, ale nikt mnie nie podejrzewał. Potem stało się to moim „rytuałem”. Za każdym razem, jak oni szli na obiad, ja nalewałam komuś wody do szafki. Było zebranie, wychowawczyni pytała kto to, ale nadal NIKT mnie nie podejrzewał. Rok później odeszłam z tamtej szkoły, do dzisiaj zastanawiam się co ja miałam w głowie lejąc komuś wodę do szafki.
Mieszkam z moim chłopakiem u jego matki. Na początku było super, a teraz dostaję nerwicy.
Kobieta ma problemy z uszanowaniem czyjejś prywatności czy strefy osobistej.
Jak jej się nudzi, przychodzi do naszej sypialni i ładuje się do łóżka. Po prostu się kładzie i zaczyna oglądać cokolwiek leci w tv. Syna traktuje co najmniej dziwnie. Nie ma żadnej dyscypliny, tylko słodkie oczka i prośby. Robi mu śniadania do łóżka. Rwie się do robienia nam prania, wynoszenia śmieci z naszej sypialni, stękając przy tym, jak jej ciężko. Chce być wiecznie w centrum uwagi. Ziewa, drąc się przy tym jak orangutan. Nie ma co robić, więc chce żyć naszym życiem. Do syna mówi w ich języku, a do mnie ma pretensje, że nie jestem gadatliwa. Zabrała wnuka, syna swojej córki, do koleżanki, mimo pandemii. Córka zerwała kontakt, a ona nie widzi swojej winy.
Anonimowo życzę jej zawału i spokoju dla siebie.
To zdarzyło się całkiem niedawno. Usiadłem w tramwaju obok znanego i lubianego przez wszystkich rodzaju człowieka - starszej pani. Typowo dla tego gatunku posiadała ona takie artefakty jak: Płaszcz "Z łez aniołów" +10 do ochrony przed zimnem, Torebkę "Z wiedzy katechetów" +5 do obrony przed atakiem nieprzyjaciela, Laskę "Z świętego drzewa" +5 do wytrzymałości i Beret "Z kiosku" +10 do pobożności.
Miałem tego dnia okropne problemy gastryczne (brzuch mnie bolał jak cholera). Zdusiłem chęć wymiotowania i jedyne co wyszło z moich ust to niewinne beknięcie. Starsza pani spojrzała się na mnie wzrokiem zabójcy. Zauważyłem to, więc szybko przeprosiłem za niepotrzebny dźwięk, który poruszył jej pomarszczone serce i ogromne pośladki.
Byłem pewien, że sprawa jest załatwiona. Ta jednak odpowiedziała: "No nie wydaje mi się, by to wystarczyło". Zdziwiony zapytałem: "Rozumiem, że mam pani zapłacić odszkodowanie?". Odrzekła: "Myślę, że powinieneś panować nad sobą, ja ci tego nie zapomnę". Powiedziałem grzecznie: "I tak się już raczej nie zobaczymy". "Mylisz się, ja ciebie widzę co tydzień jadącego tym tramwajem" - odpowiedziała starsza pani. "W takim razie proszę co tydzień patrzeć na mnie i rozmyślać o tym jak bardzo panią uraziłem" - zakończyłem z klasą.
Tu nie kończy się ta historia, bo w tym tygodniu podeszła do mnie ta sama kobieta w tramwaju i powiedziała: "Ja pamiętam". Dopiero po chwili przypomniałem sobie kim była. Staruszki potrafią być nie tylko pamiętliwe ale i mściwe. Pomocy...
Słyszeliście hasło "tylko twardziele pierdzą przy laniu"? Ja przed laty dowiedziałem się dlaczego. Otóż byłem twardzielem i tak - moja dupa mnie oszukała. Jednak nie tak zwyczajnie. Od razu poczułem, że kleks wypada pod dziwnym kątem, przelatuje wzdłuż lewej nogi wewnątrz nogawki spodni i rozwala się dopiero na skarpecie. Do tej pory nie mogę dociec jak ominął materiał bokserek i poleciał wzdłuż całej nogi, nie dotykając ani jej, ani nogawki długich spodni, które miałem wtedy na sobie. Nie pobrudził ani tego, ani tego nawet w minimalnym stopniu - sprawdziłem. Jednak skarpetę zapaskudził konkretnie. Oczywiście obie skarpetki wylądowały w koszu, a jego zawartość w zsypie (gimby nie znajo :)).
Nie powiedziałem o tym nikomu i raczej nie powiem. Historia nadaje się na stronę z wydarzeniami, które miały miejsce, choć są niemożliwe, ale ponieważ chodzi o kupę, umieszczam ją tutaj.
Często o tym myślę, ale nie potrafię nikomu o tym opowiedzieć. Gdybym wtedy nie zignorowała tego co słyszę... Być może uratowałabym komuś życie.
Kilka lat temu pode mną mieszkało małżeństwo po pięćdziesiątce. Raz w tygodniu urządzali sobie mega awanturę, taką z wyzwiskami i latającymi talerzami, wszystko było u mnie słychać. Kilka razy zadzwoniłam na policję, ale to nie naruszyło tej tradycji. W końcu przestałam dzwonić, bo przecież ani ona, ani on nigdy nawet nie chodzili poobijani, poza tym byli normalnymi sąsiadami, nie pili, nie awanturowali się z nikim...
Któregoś wieczora znowu awantura. Drą się, wyzywają, słychać dźwięk tłuczonego szkła, nagle pada "Ja dłużej z tobą nie wytrzymam". I cisza. Koniec krzyków, koniec kłótni. Nawet się ucieszyłam, że tak szybko skończyli, bo chciałam w spokoju obejrzeć film.
Następnego ranka widzę, jak sąsiada pakują do radiowozu. Okazało się, że zabił żonę młotkiem.
Streszczając: wydaje mi się, że sesja i odchudzający się partner wpędziły mnie w zaburzenia odżywiania.
Już wcześniej miałam lekką niedowagę, ale przez ostatnie dwa tygodnie straciłam kolejne 5 kilo. Mój chłopak od kilku miesięcy waży się codziennie - walczy z nadwagą. W pewnym momencie też zaczęłam wchodzić na wagę regularnie, a cyferki szybujące w dół zaczęły mi dawać satysfakcję. Później zmieściłam się w spodnie, które mam od początku liceum, następnie dorabiałam kolejne dziurki w paskach...
Studiuję wymagający kierunek na jednej z czołowych uczelni. Dodatkowo zależy mi na dobrych ocenach, żeby otrzymywać stypendium. Przez sesję strasznie się stresuję i mam z tego powodu mdłości, więc często nie jem. Poza tym piję sporo kawy i energetyków, a wiadomo jak one działają. Po ostatniej zarwanej nocce myślałam, że umieram... Ale egzamin zdałam na 5. Najgorsze, że to kolejna rzecz, która przynosi mi satysfakcję, bo czy nie o to chodzi, żeby dawać z siebie wszystko i poświęcać się dla nauki?
Piszę to wyznanie, bo idąc pod prysznic zobaczyłam w lustrze moje wyraźnie wystające żebra i spanikowałam. Nie chcę na razie umierać, a wyglądam jakbym się do tego szykowała. Jednocześnie robi mi się niedobrze na myśl o zjedzeniu czegokolwiek.
Zostały jeszcze dwa tygodnie sesji. Ciekawe, co z tego wyjdzie.
Chyba jestem wredną suką z dziką satysfakcją z mojego czynu...
Ojciec zostawił mnie i mamę, gdy miałam 3 lata. Jakieś tam kontakty utrzymywał, ale się nie starał. Gdy skończyłam 5 lat, znalazł sobie inną kobietę, która mnie nie akceptowała, potem wyjechali za granicę i kontakt się stopniowo urywał.
Mama jak i babcia od strony taty próbowały go namówić, żeby chociaż do mnie dzwonił, żebym chociaż w małym stopniu czuła, że mam ojca. No i było kilka telefonów, a potem cisza na ponad 20 lat. Mama nie chciała alimentów, miała stabilną pracę i pomoc dziadków. Jedyne na czym jej zależało, to pozbawienie go praw rodzicielskich. Ojciec nawet nie przyjechał na rozprawę. Babcia wypięła się na ojca, który zresztą i z nią zerwał kontakt, gdyż jak stwierdził „ma dość jej trucia”. To mi przepisała swoje mieszkanie, wydziedziczyła go. Ojcu posypał się tamten związek, wrócił do Polski, gdy byłam już pełnoletnia. Zamieszkał w stolicy z nową kobietą, nie próbując nawiązać z nami kontaktu.
Po kilku latach posypało mu się zdrowie, z gotówką też było krucho. Tamta kobieta wywaliła go z domu i dzięki dawnym przyjaźniom znalazł pracę w rodzinnej miejscowości. I wtedy sobie o mnie przypomniał. Po ponad 20 latach.
Mieszkanie po babci sprzedałam, ale nowa właścicielka czasami przekazuje mi pocztę, która jeszcze się tam zawieruszy. Ojciec zostawił mi piękny list, w którym błagał o wybaczenie. Gdy go otworzyłam i przeczytałam byłam wściekła, jednak po paru dniach ochłonęłam, zadzwoniłam i się spotkaliśmy.
Płakał, przepraszał, chciał odnowić wszystkie kontakty i stracone lata. Powiedziałam, że mu wybaczam, chociaż wcale tego nie czułam. I miałam z nim kontakt przez jakieś pół roku. Odwiedzałam go tak co dwa tygodnie (mieszkam w innym mieście). Przywoziłam robione przeze mnie obiadki, ciasta. Podczas spotkań on głównie opowiadał o swoim życiu, gdyż sporo podróżował. O sobie mówiłam mało lub naginałam prawdę.
Podświadomie chyba chciałam mu wyrządzić krzywdę. Gdy pogorszył się stan jego zdrowia i amputowali mu nogę, nie przyszłam go odwiedzić, mimo iż obiecywałam przez telefon, że tak zrobię. Nie przyszłam też potem, gdy wypisali go do domu i okazało się, że nie ma nikogo, kto by mu pomógł przy zakupach czy najdrobniejszych czynnościach. Potem zmieniłam nr telefonu, ojciec nie mógł się ze mną skontaktować. Napisał kilka listów i wysłał na stary adres, w których prosił o wyjaśnienie, tłumaczył, że nie zależy mu na pieniądzach czy opiece tylko na kontakcie ze mną. Potem powiedziałam właścicielce mieszkania, żeby je wyrzucała.
Zachowałam się podle i okropnie. Nie wiedziałam, że potrafię być tak zła. Gdy myślę, jak samotny jest teraz, jak go skrzywdziłam, to odruchowo się uśmiecham. Nikt nie wie, że ponownie nawiązałam relację z ojcem i tym razem to ja ją okrutnie zerwałam.
Dodaj anonimowe wyznanie