#K3aOU

Cóż... Nie wiem, czy ktoś przeżył większy wstyd.

Mam dziewczynę, nazwijmy ją Zosia. Ja mam 21 lat ona 17. Mieszkam sam w kawalerce w Warszawie, a ona w miarę możliwości często mnie odwiedza. Zosia mimo młodego wieku jest otwarta seksualnie i często eksperymentujemy. Nie piszę tego, żeby się pochwalić, tylko jest to ważne dla dalszej historii.

Pewnego dnia mieliśmy rocznicę związku. Kupiłem jej bieliznę z otworem na pupę, maskę kota i korek analny z ogonem kota (jak nie wiecie o co chodzi, to wygooglajcie sobie).

Gdy jej to wręczyłem była zaskoczona, ale powiedziała, żebym poczekał, to się zaprezentuje, poszła do łazienki się przebrać. Ja czekam cały nagi z prezerwatywą na sprzęcie i wyobrażam sobie ją w stroju kota... W tym momencie bez dzwonienia weszli do domu moi rodzice (mają klucz), ledwo się zasłoniłem, oni w szoku nic nie zdążyli powiedzieć, ja zacząłem się jąkać i w tym momencie z łazienki na czworaka w stroju kota wyszła Zosia... Na początku nie zauważyła moich rodziców, ale gdy zobaczyła moją minę to się odwróciła i w jednej chwili uciekła do łazienki. Rodzice przeprosili, wyszli i za chwilę wrócili, gdy się ubraliśmy. Wszystko im wyjaśniliśmy, wytłumaczyliśmy, że rocznica itp.

Na szczęście moi rodzice lubią Zośkę, a jest ona moją pierwszą dziewczyną (w czasach szkolnych byłem nieśmiały, dopiero wyjazd na studia do innego miasta mnie zmienił, ale o tym może w innym wyznaniu), więc tylko się uśmiali i obiecali, że teraz nie będą przyjeżdżać bez zapowiedzi i będą dzwonić dzwonkiem, ale jednak gdy się z nimi spotykamy, to czuję się dziwnie. Podejrzewam, że Zośka jeszcze bardziej. W końcu żadna dziewczyna nie chciałaby, żeby jej potencjalni przyszli teściowie widzieli ją w takim stroju z korkiem analnym w pupie.
Nigdy nie wracaliśmy do tematu i mojego prezentu Zosia też nigdy więcej nie założyła.

#PhdKf

Gdy miałem jakieś 8 lat, razem z moją o rok ode mnie młodszą siostrą Madzią i naszymi rodzicami pojechaliśmy do jednego z większych supermarketów. Tata został z nami w samochodzie, a mama poleciała na zakupy, jak to powiedziała - „Tylko na chwilkę”. Cóż, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kobiety w galeriach handlowych tracą poczucie czasu. Siedzieliśmy w aucie i dosłownie zdychaliśmy z nudów. Na dworze padał deszcz, więc nawet nie mogliśmy wyjść i rozprostować kości. Nie mam pojęcia co mi strzeliło do głowy, ale w pewnym momencie wpadłem na pomysł, aby za pomocą znalezionego pod siedzeniem śrubokręta wyryć na wewnętrznej stronie drzwi napis „MAGDA”. To też uczyniłem. Na tyle dyskretnie, że nikt się nie zorientował.
Parę dni później rodzice odkryli moje dzieło i zrobili z tego powodu ogromną awanturę mojej siostrze myśląc, że to ona uwieczniła swoje imię na drzwiach. Co zaskakujące – byli tak wściekli, że nawet nie zorientowali się, że napis został wyryty po „mojej” stronie siedzenia. Madzia nie tylko dzielnie zniosła rodzicielskie krzyki, ale i bez protestów przyjęła narzucony jej szlaban na telewizję i spotkania z koleżankami. Byłem przerażony, że siostra mnie wsypie, a jednocześnie bardzo zaimponowała mi jej postawa.

Dziś, 20 lat później, podczas rodzinnego obiadu, postanowiłem ją za mój dziecięcy wybryk przeprosić. Kiedy nadarzyła się odpowiednia okazja (akurat zebrało się nam na wspominki), zapytałem: „A pamiętacie jak Magda wyryła ojcu napis na drzwiach?”. Zanim zdążyłem rozwinąć myśl, moja siostrzyczka powiedziała: „A weź mi nawet nie przypominaj! Pamiętam to doskonale. Zrobiłam to za pomocą jakiegoś starego śrubokręta. Nie mam pojęcia co mi wtedy odbiło. Jak głupim dzieckiem trzeba być, aby coś takiego robić? Na samą myśl o tym, że coś takiego zrobiłam robi mi się słabo. Jak moja córka kiedyś coś podobnego odwali, to chyba wepchnę ją do Okna Życia!”. Cały stół szczerze się roześmiał. Oprócz mnie. Ja też się roześmiałem, ale zdecydowanie mniej szczerze. Wygląda na to, że to wydarzenie i związana z nim draka tak bardzo dotknęło Magdę, że ostatecznie sama uwierzyła w to, że to ona była autorką uszkodzenia na aucie taty. Obawiam się, że nie uwierzyłaby mi, gdybym teraz przyznał się do mojego występku.

#578Dx

Historia przydarzyła się podczas jednej z mocno zakrapianych, studenckich imprez. W pewnym momencie skończył się alkohol i trzeba było iść po więcej. Niestety mieszkanie było położone w dzielnicy, której nikt nie znał i nie wiedział gdzie jest sklep monopolowy.

Postanowiliśmy podzielić się na 3 grupy, każda pójdzie w inną stronę i poszuka. Właścicielka mieszkania poprosiła jeszcze, żeby przy okazji kupić jakiegoś whiskasa dla jej kota. Jak się okazało, w okolicy był tylko jeden taki sklep i wszystkie trzy grupy trafiły do niego.

Pierwsza grupa, która znalazła sklep, poprosiła o pół litra i kocią karmę. Dziwne połączenie, ale oczywiście kasjerka sprzedała bez problemu. Po kilku minutach i druga grupa dotarła, wzięli to samo - wódkę i kocią karmę. W momencie, kiedy po 10 minutach i trzecia grupa przyszła do tego samego sklepu i poprosiła o alkohol i whiskasa, zdziwiona pani za kasą spojrzała i powiedziała "Z chęcią zobaczyłabym tę imprezę".

#EQ3PY

W piątek do pracy miałem na godz. 10. Zdecydowałem, że pojadę na rowerze. Było bardzo gorąco i pomyślałem, że ściągnę koszulkę, żeby jej nie przepocić. A przy okazji trochę słońca złapię.

Gdy dojechałem na miejsce i sięgnąłem do plecaka, aby się ubrać, okazało się, że koszulkę zostawiłem w domu...

#KxlWL

Mam dwoje dzieci. Córka 13 lat, syn 16. Mieszkają w tym samym pokoju.

Pewnego dnia gdy robiłam im porządki w pokoju postanowiłam odkurzyć za szafą. Znalazłam tam wibrator. Ogromny. Strasznie się przeraziłam. Wiedziałam, że w tym wieku buzują hormony, ale jednak czułam, że muszę o tym porozmawiać z córką.
Poczekałam, aż będziemy same w domu i przyznałam się do swojego odkrycia, uspokajałam ją, ale zaznaczałam, że jest jeszcze za młoda. Córka była bardzo zdziwiona, wszystkiego się wypierała, nawet zwróciła mi uwagę, że na jej budowę ciała taki byłby za gruby i za duży. W końcu uwierzyłam.

Cóż... Nie rozmawiałam jeszcze o tym z moim synem, ale wolałabym, żeby się okazało, że ma dziewczynę i że to ona to u nas zostawiła.

#wzsIn

Liczy się pierwsze wrażenie, a ja zawsze potrafię sobie sama je schrzanić...
Ogólnie przy bliższym spotkaniu z ludźmi słyszę, że jestem cool, tylko trochę nieostrożna i roztrzepana jak się denerwuję. Tylko że ja się staram nie denerwować. Więc z ciekawym wrażeniem pewnie zostawiam ludzi, którzy przelotnie mnie poznają.

Często stresują mnie sytuacje, gdy cała uwaga jest skupiona na mnie, pocę się, mam rumieńce, zapominam słów, prawie nie skręcę kostki na prostej drodze. Mam wrażenie, że wychodzę na roztrzepanego durnia. Jedyne co mnie ratuje z takich sytuacji, to mój wygląd... uroczej dziewczynki. A mam 30 lat... Mój młodszy o 3 lata mąż czasem śmieje się, że wyglądam jak zagubiona licealistka, gdy się tak stresuję...
I tak myślę, że to zostawia złe wrażenie, te moje reakcje nerwowe organizmu. Kto potraktuje mnie poważnie przy pierwszym poznaniu? Nikt! Ani w urzędzie, ani prywatnie.
Tyle z tym walczę, mam więcej pewności siebie by publicznie przemawiać, ale mój organizm już jest zaprogramowany na coś innego (=_=)'.

#ukFt2

Moi rodzice zawsze byli nadopiekuńczy. Gdy w wieku 17 lat miałam chłopaka, zamknęli mnie w domu na dwa miesiące wakacji i zabrali telefon i komputer. Na imprezy oczywiście nie chodziłam do studiów. Teraz już jest normalnie, ale... do 10 roku życia spałam z nimi w jednym łóżku. Na wszelkie moje prośby przeniesienia się do własnego pokoju, mama reagowała awanturami. Nie wiem dlaczego to robili. Może ktoś mi powie.

#ZpoE5

Byłam na zakupach w centrum. Stojąc w kolejce zapatrzyłam się na alkohole, w oko wpadł mi likier. Miałam smaka i postanowiłam go kupić, dobrze widziałam jaka jest cena, bo było napisane jak byk. Ale nie przeszkodziło mi to zadać pytania "W jakiej cenie jest ten likier za 25,99?". Mina kasjera śni mi się po nocach.

#NVsze

W poprzednie wakacje razem z koleżankami wyjechałam na wakacje do Stanów. W drugi dzień naszej podróży, gdy wylądowałyśmy w upalnym Long Beach, skierowałyśmy się w stronę przystanku autobusowego, żeby dojechać do celu. Na tym przystanku spotkałyśmy miłego, ok. 50-letniego pana, który od razu, jak to Amerykanie, do nas zagadał. 

My nie do końca byłyśmy pewne, jak ogarnąć ten autobus, więc gość sprawdził nasz adres i stwierdził, że jedzie w tę samą stronę tylko dalej i pokaże nam, gdzie wysiąść (tam są zwariowane przystanki bez nazw). Weszłyśmy do autubusu, gadałyśmy z nim podczas jazdy, a gdy zbliżała się już nasza wysiadka, gość spytał nas czy mamy długopis. Powiedziałam, że mam i mu go podałam, a ten przysunął sobie moją walizkę i na odwrocie przyczepionej kartki z moimi danymi zaczął coś bazgrać. Patrzymy z dziewczynami o co kaman, a ten skończył pisać i mówi do nas "Dziewczyny, gdyby COKOLWIEK się stało, gdybyście potrzebowały pomocy, dzwońcie" i uśmiechnął się. 

My w ogóle w szoku, pierwszy raz taka akcja, podziękowałyśmy mu i wytoczyłyśmy się z walizami z autobusu. Gdy autobus odjechał, nagle zdałam sobie sprawę, że coś mi jest za lekko i ogarnęłam, że... nie mam plecaka. Zdjęłam go z pleców i zostawiłam na bocznym siedzeniu, a w tej całej gadce wysiadłam bez niego... Moment, w którym uświadomiłam sobie, że wszystko, czego potrzebuję (pieniądze, karta, paszport z wizą, wszelkie dokumenty, apart fotograficzny) jedzie sobie właśnie autobusem w nieznanym kierunku, był jakąś masakrą. 

Wpadłam w totalną panikę, miałam ochotę jednocześnie ryczeć i wymiotować, jeszcze dobrze nie zaczęłam podróży, a już byłam w czarnej dupie, przez 2,5 miesiąca pracowałam na campie i zarobiłam kasę na wycieczkę marzeń, która w tamtym momencie stała pod wielkim znakiem zapytania. No generalnie koszmar - niby palmy, upał, pięknie, wakacje, a tu ja stojąca bez żadnych środków do przetrwania. 

Nagle przypomniałam sobie tego gościa z autobusu i jego numer, który mam na walizce i trzęsącymi się rękami zadzwoniłam do niego. Odebrał, a ja prawie płacząc, błagalnym tonem zaczęłam mu tłumaczyć, że to ja, że przed chwilą jechaliśmy razem autobusem, że w tym i w tym miejscu leży mój plecak, że wygląda tak i tak, że mam tam wszystko i że bardzo bardzo go proszę, żeby go wziął, a ja podjadę, gdzie będzie trzeba i go odbiorę. Gość szybko zareagował, powiedział, że widzi ten plecak i że mamy czekać na tym przystanku i nigdzie się nie ruszać i się rozłączył. 

Oczywiście, co sobie pomyślałam? Koniec imprezy, lato marzeń właśnie spierniczyło mi sprzed nosa, gość na pewno ogarnie, że w plecaku jest hajs i inne przydatne rzeczy i na pewno mnie oleje, a ja będę musiała się jakoś doczołgać do ambasady i ogarniać powrót do Polski. Stałam jakiś czas na tym przystanku, dziewczyny próbowały mnie jakoś uspokoić, ale ja trzęsłam się jak nienormalna i z tego całego stresu czułam prawie fizyczny ból i ledwo stałam na galaretowatych nogach. Zaczęłam biec w kierunku tej ulicy, w którą skręcił autobus w nadziei, że zobaczę tego gościa. 

I nagle, dosłownie jak w jakimś filmie, zza rogu wyłonił się mój wybawca. Szedł uśmiechnięty w moim kierunku, trzymając w rękach... mój kochany plecak! W tym momencie włączył mi się tryb "czas na ryk szczęścia" i pobiegłam szybciej w jego kierunku, totalnie zapłakana i normalnie rzuciłam mu się w ramiona. A ten rzucił swoje rzeczy i mnie przytulił, zaczął się śmiać, pogłaskał mnie po głowie i powiedział "Nic się nie martw, już wszystko dobrze".

DO KOŃCA ŻYCIA nie zapomnę tego dnia. Nieznajomy uratował najlepsze wakacje mojego życia i zrobił to totalnie bezinteresownie :)

#Ra35O

Gdy chodziłam jeszcze do podstawówki w moim małym miasteczku/wsi, zawsze należałam do grona tych dobrych uczennic, a nawet bardzo dobrych. Co roku jak najlepsze oceny, świadectwa z paskiem, wyróżnienia. Lecz do czasu.

W pewnym momencie bycie wzorową uczennicą zaczynało mnie nudzić, wtedy też zaczynałam szukać własnego stylu. Zaczęłam się malować, inaczej ubierać. Oczywiście, nauczycielom się to nie spodobało i cały czas słyszałam docinki odnośnie swoich brwi, pomalowanych paznokci. Ale najlepsze było w tym to, że zamiast puścić to koło nosa, bo przecież uczyłam się dobrze i nie sprawiałam żadnych problemów, to ich bolało to, że niszczyłam stereotypy. Tyle się mówi, że dobra uczennica powinna być schludna, cicha, nie rzucająca się w oczy i skromna, a ja taka nie byłam. Na szczęście tamtą szkołę dawno mam za sobą i żyje mi się świetnie ;)
Dodaj anonimowe wyznanie