Lata temu pojechaliśmy z kolegami na wagary do Warszawy. Koledzy jak zwykle wyjęli papierosa i zaczęli palić, a ja stwierdziłem, że pójdę się przejść do parku.
W parku widzę mężczyznę. Wydaje mi się, że twarz znajoma. Podchodzę, a tu Kuba Wojewódzki! Spytałem o autograf i poprosiłem, czy mógłby powiedzieć do mnie "Cześć, Seba", jak będę przechodził z kolegami.
Parę minut później idziemy przez park, kolega zauważa Kubę. Zaczyna się rozmowa, że jest okazja autograf wziąć, pogadać. W końcu idziemy w jego kierunku, a Kuba mówi "Ooo, cześć Seba".
Miny kolegów nie do opisania :)
Zawsze uważałem się za kogoś wyjątkowego. Od najmłodszych lat ojciec czytał mi dzieła Goethe, Fichtego i Nietzsche. Puszczał Wagnera, gdy wracałem z podstawówki. Pokazywał mi różne obrazy, głównie z okresu baroku, pytając, jaki mają dla mnie smak, zapach, melodię. Spoglądałem więc na wszystkich z góry. Byłem wyjątkowy. Nic więc dziwnego, że równie wyjątkowa była moja pierwsza (nieodwzajemniona) miłość, która przerodziła się w obsesję.
Chodziłem za nią, kryjąc się wśród tłumu. Ukradkiem robiłem zdjęcia. Wysyłałem anonimowo pogróżki jej partnerowi. W kolejce w sklepie starałem się stać jak najbliżej, by choć przelotnie poczuć jej zapach, dotknąć skrawka jej ubrania. Była dla mnie święta. To uczucie miało kolor bieli, szarego nieba, było czyste i nieskalane pożądaniem, którym się brzydziłem. Miałem wtedy 16 lat, ona zaś była praktykantką, przysłuchującą się nauczycielce języka polskiego. Doprowadzała mnie do szaleństwa.
Nie mogąc znieść, że dotyka ją ktoś inny, wpadałem w szał. Kaleczyłem dłonie, ręce, waliłem głową w biurko. W końcu wpadłem w obłęd. Byłem jednocześnie zbyt dumny, aby się do niej zbliżyć. Kochałem ją i brzydziłem się jej. Wszystko naraz. Miałem wrażenie, że przez ten obłęd doznaję pęknięcia w sobie, ta intensywność mnie wykańczała. Kilka lat później stwierdzono u mnie zaburzenie osobowości - możecie spekulować, jakiego rodzaju.
To ciągnęło się cztery lata, wyżerając mnie od środka. Pewnego dnia po prostu mi przeszło. Obecnie jestem po studiach, pracuję w jednej z bardziej popularnych fundacji. I nie jestem w stanie kochać. Nikogo. Nazywając ją swoją miłością życia, nikim nie potrafię się nawet zauroczyć. Więc tak trwam w tej rzeczywistości, samotny niczym śmiertelny bóg, zastanawiając się, czy kiedykolwiek spotkam kogoś, kto mną tak wstrząśnie, jak ona.
Moi rodzice wiecznie na wszystkim oszczędzali, bo przez większość życia żyli w skrajnej biedzie. Mieli się też za dobrych ludzi, więc przygarniali bezdomne zwierzęta. I tu zaczyna się część anonimowa.
Zwierzęta prawie nigdy nie widziały weta, jedynie na szczepieniu przeciw wściekliźnie, bo wścieklizna była w tamtych czasach plagą w naszej okolicy. Suki szczeniły się dwa razy w roku dając po pięcioro dzieci, a rodzice władali je do reklamówek i zakopywali żywcem. O kastracji nie było mowy, bo za to się przecież płaci. Raz suka wróciła z wielkim wygryzionym kraterem na plecach, kazali mi to tylko przemywać wodą utlenioną. Kot miał ogromne problemy z łapami, cierpiał tak bardzo, że ciągle krzyczał. Rodzice dali mu kawałek ibupromu w karmie. Najdłużej żyjący kot dożył 7 lat, większość umierała chyba na koci katar (ropa w oczach, gil w nosie). Karmą były resztki z obiadu, jak nie było resztek to chleb ze smalcem, lata później zaczęli kupować najtańszą psią karmę,w której znaleźć można było pęki krowiej sierści.
Rodzice mieli kilkadziesiąt tysięcy złotych odłożone na czarną godzinę, a żałowali tych kilku stów na sterylizację, by przestać mordować i na jakiekolwiek lepsze warunki życia dla tych zwierząt. Ale zawsze opowiadają jakie to mają miękkie serca.
Mój chłopak kilka tygodni temu gdy był u mnie sprawdzał skład mojego dezodorantu. Następnie stwierdził, że idziemy do drogerii kupić nowy. Zdziwiona spytałam "czemu?", a on na to, że oglądał w szkole film dokumentalny na temat aluminium i że ma ono negatywne działanie na otoczenie. Jak się dowiedział, 99% dezodorantów zawiera właśnie miedzy innymi aluminium, które - jak było powiedziane w owym filmie - może wywołać raka piersi.
Gdy mój chłopak miał 11 lat, jego mama umarła właśnie na raka piersi. Powiedział, że chce mieć mnie jak najdłużej przy sobie. Prawie się popłakałam ze wzruszenia i dlatego jeszcze tego samego dnia kupiliśmy dezodorant bez zawartości aluminium. Z dumą mogę powiedzieć, że mam najlepszego chłopaka na świecie :)
Mam pięcioletnią córę i jak już się jej nudzą lalki i inne zabawki, wciąga mnie w swoje zabawy. I tak pewnego razu mówi: "Mamo wymyśl zabawę!".
- OK... więc ja będę mówiła zwierzątko, a ty będziesz je naśladowała.
- Jak robi krowa... Muuuu
- Jak robi koń... Ihaaa
- Jak robi kura... Ko ko
- Jak robi kogut... i tak dalej
Pomyślałam, że mała musi ruszyć głową, bo to za łatwe i zastanawiałam się, jakie zwierzątko nie wydaje dźwięku. Mam! Teraz cię zażyję... Ha, ha.
- Jak robi lemur?
Ma co moja córa bez zastanowienia:
- Wyginam śmiało ciało :)
Zawsze marzyłam o prawku. Lubiłam samochody i oczywiste było, że jak tylko skończę osiemnastkę, albo i wcześniej, idę na kurs. Nic z tego nie wyszło, bo nie było mnie stać. Wciąż pamiętam ten smutek i nawet zazdrość, kiedy w liceum wszyscy przechwalali się i opowiadali, jak to super jest na kursie i tak dalej. Ja niestety nie mogłam się tym chwalić.
Po pewnym czasie udało mi się odłożyć pieniądze i z niecierpliwością czekałam na pierwszą lekcję.
Ogólnie nie było źle na kursie, dawałam sobie radę, ale na egzaminach już nie. Wtedy zaczęłam wątpić, czy to ma sens. Zrezygnowałam. Wróciłam po kilku miesiącach i zdałam. Radość była ogromna. Już wyobrażałam sobie wycieczki...
Niestety, nie potrafię. Boję się prowadzić samochód, kiedy jestem sama. Jak obok ktoś siedzi, to jest okey, ale sama nigdzie nie pojadę.
Nie wiem czemu, nikomu o tym nie mówię, ale obawiam się, że moi najbliżsi i tak to podejrzewają.
Minęło 5 lat odkąd posiadam mój wymarzony dokument, a sama wybrałam się gdzieś samochodem ze dwa razy.
Może ktoś coś poradzi?
Mam 18 lat, jestem poważną licealistką, laureatką kilku ogólnopolskich konkursów....
I mam pewną tajemnicę...
Otóż każdego dnia po szkole oglądam serial "Violetta". Nikt nie wie i nikt się nie dowie nigdy.
Przed zabiegiem w szpitalu miałam rozmowę z anestezjologiem. Standardowy wywiad, choroby, leki, informacje o przebiegu operacji.
Po jakimś czasie lekarka ujmuje moją dłoń i trzyma. Cisza w szpitalu, bo to już była prawie 21. Nie wiem, o co jej chodzi, ale patrzę jej w oczy, bo to w sumie bardzo miłe. I tak patrzę, i patrzę w te jej oczy, a ona mnie trzyma za rękę.
Że też się nie zorientowałam, że skoro jednocześnie przykładała mi stetoskop do klatki piersiowej, to znaczyło, że sprawdza tętno. Robi się to i na sercu, i na obwodzie (nadgarstek)...
Nie, nie byłam już nastolatką.
Gdy byłam dzieckiem, byłam bardzo zafascynowana moim ojcem, był dla mnie wzorem. Miałam około 5 lat, kiedy pewnego razu wraz z mamą wybrałyśmy się do sklepu. W spokoju robiłyśmy zakupy aż do momentu, kiedy podjechałyśmy do działu z alkoholem. Mój tata, jak to wiele mężczyzn ma w zwyczaju, od zawsze lubił leżeć przed telewizorem, rozkoszując się smakiem napoju życia - piwem. Mama akurat odeszła od wózka sklepowego, w którym wśród zakupów siedziałam ja. Powiedziała tylko, żebym poczekała, a ona zaraz tylko weźmie dwie puszki ulubionego napoju taty.
Ku jej zdziwieniu kiedy wróciła, w wózku tuż obok mnie znajdowały się cztery sześciopaki piwa. Mama zaczęła mi tłumaczyć "Kasiu, nie możemy wziąć tyle...". Ale ja nie dawałam za wygraną i na cały sklep rozdarłam moje dziecięce gardło krzycząc: "Tata nie lubi mieć mało piwa! Tata lubi mieć dużo piwa!". Po czym zaczęłam głośno płakać.
Po powrocie do domu tata był zdziwiony tak dużą ilością piwa, którą mama kupiła, lecz po opowiedzeniu o całej sytuacji zostałam wyprzytulana i wycałowana.
Moja dziewczyna ma teraz w życiu bardzo trudny okres, mianowicie mimo usilnych starań od roku nie może znaleźć pracy. Stała się przez to drażliwa, płaczliwa i wszystko wytrąca ją z równowagi, co skutkuje tym, że najczęściej obrywa mi się za małe głupoty, ale staram się ją zrozumieć, bo jej sytuacja nie jest zbyt wesoła.
Ostatnio kiedy wieczorem wracałem do domu spotkałem przed blokiem kolegę i tak staliśmy i gadaliśmy dosyć długo. Nagle zadzwonił mój telefon, patrzę, dzwoni ukochana. Usłyszałem przez słuchawkę, że płacze, więc z niepokojem spytałem co się stało. Ona tylko chlipała i pytała ciągle, kiedy wrócę do domu. W końcu udało mi się z niej wydusić, o co chodzi.
Okazało się, że dziewczyna chciała położyć się spać, ale nie mogła zasnąć, bo w pokoju było pełno komarów, które ją gryzły i denerwowały. Z płaczem prosiła mnie, żebym przyszedł i je wszystkie pozabijał. Cóż miałem zrobić... Pożegnałem się z kolegą, poszedłem do domu, włączyłem do prądu płyn przeciw krwiopijcom, ucałowałem, otuliłem kołdrą, a potem pół nocy siedziałem i zastanawiałem się, gdzie podziała się wesoła dziewczyna, którą pokochałem cztery lata temu.
Dodaj anonimowe wyznanie