#kYv1u

Przed zabiegiem w szpitalu miałam rozmowę z anestezjologiem. Standardowy wywiad, choroby, leki, informacje o przebiegu operacji.

Po jakimś czasie lekarka ujmuje moją dłoń i trzyma. Cisza w szpitalu, bo to już była prawie 21. Nie wiem, o co jej chodzi, ale patrzę jej w oczy, bo to w sumie bardzo miłe. I tak patrzę, i patrzę w te jej oczy, a ona mnie trzyma za rękę.

Że też się nie zorientowałam, że skoro jednocześnie przykładała mi stetoskop do klatki piersiowej, to znaczyło, że sprawdza tętno. Robi się to i na sercu, i na obwodzie (nadgarstek)...

Nie, nie byłam już nastolatką.

#6bR3b

Gdy byłam dzieckiem, byłam bardzo zafascynowana moim ojcem, był dla mnie wzorem. Miałam około 5 lat, kiedy pewnego razu wraz z mamą wybrałyśmy się do sklepu. W spokoju robiłyśmy zakupy aż do momentu, kiedy podjechałyśmy do działu z alkoholem. Mój tata, jak to wiele mężczyzn ma w zwyczaju, od zawsze lubił leżeć przed telewizorem, rozkoszując się smakiem napoju życia - piwem. Mama akurat odeszła od wózka sklepowego, w którym wśród zakupów siedziałam ja. Powiedziała tylko, żebym poczekała, a ona zaraz tylko weźmie dwie puszki ulubionego napoju taty. 

Ku jej zdziwieniu kiedy wróciła, w wózku tuż obok mnie znajdowały się cztery sześciopaki piwa. Mama zaczęła mi tłumaczyć "Kasiu, nie możemy wziąć tyle...". Ale ja nie dawałam za wygraną i na cały sklep rozdarłam moje dziecięce gardło krzycząc: "Tata nie lubi mieć mało piwa! Tata lubi mieć dużo piwa!". Po czym zaczęłam głośno płakać.

Po powrocie do domu tata był zdziwiony tak dużą ilością piwa, którą mama kupiła, lecz po opowiedzeniu o całej sytuacji zostałam wyprzytulana i wycałowana.

#g55Wy

Moja dziewczyna ma teraz w życiu bardzo trudny okres, mianowicie mimo usilnych starań od roku nie może znaleźć pracy. Stała się przez to drażliwa, płaczliwa i wszystko wytrąca ją z równowagi, co skutkuje tym, że najczęściej obrywa mi się za małe głupoty, ale staram się ją zrozumieć, bo jej sytuacja nie jest zbyt wesoła.

Ostatnio kiedy wieczorem wracałem do domu spotkałem przed blokiem kolegę i tak staliśmy i gadaliśmy dosyć długo. Nagle zadzwonił mój telefon, patrzę, dzwoni ukochana. Usłyszałem przez słuchawkę, że płacze, więc z niepokojem spytałem co się stało. Ona tylko chlipała i pytała ciągle, kiedy wrócę do domu. W końcu udało mi się z niej wydusić, o co chodzi. 

Okazało się, że dziewczyna chciała położyć się spać, ale nie mogła zasnąć, bo w pokoju było pełno komarów, które ją gryzły i denerwowały. Z płaczem prosiła mnie, żebym przyszedł i je wszystkie pozabijał. Cóż miałem zrobić... Pożegnałem się z kolegą, poszedłem do domu, włączyłem do prądu płyn przeciw krwiopijcom, ucałowałem, otuliłem kołdrą, a potem pół nocy siedziałem i zastanawiałem się, gdzie podziała się wesoła dziewczyna, którą pokochałem cztery lata temu.

#s6H1E

Historia trochę ku przestrodze i o tym by się nie poddawać. Mam nadzieję, że jeśli ktoś jest lub będzie w podobnej sytuacji, wyniesie z tego pociechę.

Moi rodzice mieli wypadek na motorze. Gdy wyprzedzali auto na lewym pasie, ono nagle skręciło i uderzyli prosto w nich. O ile z mamą było w miarę ok (obicie i złamanie rzepki) to z tatą nieporównywalnie gorzej. Wstrząśnienie mózgu, pokruszona pięta, złamanie rzepki i totalnie rozwalony staw biodrowy, który wpadł do środka.

Tatę przez prawie miesiąc przewozili ze szpitala do szpitala bo każdy fachowiec w promieniu 150 km rozkładał ręce i mówił, że nie podejmie się operacji. Raz trafili się idioci, którzy dopiero po otworzeniu go rozkładali ręce albo zmieniali umiejscowienie wyciągu, raz rozwiercając mu pietę, a raz kolano.

Nie dawano nam nadziei. Padały hasła o tym jak jest źle, o trwałym kalectwie, o kuleniu do końca życia, rencie lub nawet o tym, że już nigdy nie wstanie z łóżka. Lekarze bez mrugnięcia powieką opowiadali, że każdy szpital ma prawo odmówić przyjęcia pacjenta i nic nie można na to poradzić, o tym by szykować się na najgorsze.

Po pięciu tygodniach takich rozmów, mama była na skraju załamania nerwowego, a bliscy mi ludzie przestali patrzeć w oczy. Ja jednak jeździłam od lekarza do lekarza, wizyta za wizytą, każdy jeden polecał mi następnego. Szukanie trwało kilka tygodni ale w końcu udało się. Lekarz przyjął mnie o 22 w niedzielę, w swoim domu, zaparzył herbaty i wziął się do oględzin złamań. Po 15 minutach była już decyzja żeby tatę wziąć na oddział, na drugi dzień już tam był. Po zrobieniu badań miał ostałoby termin operacji. Okazało się, że inni lekarze przeoczyli jeszcze kilka mniejszych złamań. Lekarz dzwonił do mnie codziennie żeby zdać relacje, sam chodził do taty i wyjaśniał mu jaki będzie następny krok, jak wygląda operacja i co go może czekać w najbliższych latach. Nie mogliśmy chcieć więcej.

Po operacji tata stał się mobilny. Pomimo tego, że kości wciąż były połamane, mógł chodzić o kulach. Nieduże dystanse ale była to lepsza perspektywa niż łóżko do końca życia.

Lekarz gwarantował nam, że tata odzyska minimum 90% sprawności i tak też się stało. Tata, po 3 latach od wypadku i masie godzin rehabilitacji chodzi. Ma się dobrze, jakby nigdy nie był połamany.

Wiem, że nie lubicie morałów ale muszę Wam to powiedzieć. Nie poddawajcie się. Jeden lekarz to nie wyrocznia. Sytuacja może się wydawać fatalna ale wszystko zależy od tego, kto na nią patrzy.

#dfhfv

Jakiś czas temu pracowałam w rejestracji radiologii. Umawiałam terminy między innymi na badania USG.
USG robiliśmy tylko brzucha i tarczycy.

Pewnego dnia odbieram telefon i słyszę głos kolegi śmieszka flirciarza, i w końcu słyszę pytanie:
- Czy robicie USG prostaty?
Na co ja wiele nie myśląc zalotnym głosem:
- Jeśli chcesz to ja mogę ci zrobić USG prostaty.
- Słucham? - usłyszałam totalnie zszokowanego faceta.
- Seweryn?
- Nie, Marcin... 

Oczywiście przeprosiłam i wyjaśniłam, że takiego badania nie robimy. Jak później kolega się dowiedział to płakał ze śmiechu.
Panie Marcinie, jeśli to pan czyta to jeszcze raz pana bardzo przepraszam!

#hhKaz

Mam 17 lat, a moja siostra 11. Zawsze odkąd pamiętam, gdy miała cykora po jakimś filmie i bała się spać sama, zostawiała mi na stoliku kartkę z pewną zawartością. Po rozszyfrowaniu jej pisma, brzmiało to mniej więcej tak: "Droga X daję ci moje 3 zł, w zamian za moje ostatnie pieniądze możesz dać mi nocleg, pozdrowienia twoja Y.
PS. Błagam nie wykurz mnie. Zapłata za jedną noc". Oczywiście ja, jako dobra siostra zgadzałam się, a kasę wrzucałam jej do skarbonki.
Pewnego pięknego dnia gdy weszłam do pokoju, moją uwagę przykuły banknoty wysokiej wartości (w sumie jakieś 100 zł) wystające spod kartki. Wiadomość brzmiała następująco: "Droga X, tu Y, to jest okup za spanie do końca roku. Pozdrawiam".
Stwierdziłam, że skoro gotowa jest poświecić taką sporą kwotę, aby każdego ranka budzić się koło mojego ryja, to nie zostało mi nic innego, jak się zgodzić. Tym razem pieniądze oddałam jej do ręki, a ona z ogromnym zacieszem w oczach pytała, czy aby na pewno chcę jej to oddać. Ale w końcu to była jej forsa, więc co miałam innego zrobić. 

Kilka miesięcy później po tym zdarzeniu siostra powiedziała mi, że dzięki mnie uzbierała na nowy telefon. Jakie wielkie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że pieniądze, którymi mnie "przekupywała", wyciągane były z mojej skarbonki.

#0KGIO

Myślę, że wielu z was kojarzy głośną ostatnio kłótnie jednej z trenerek fitness z aktywistką, która ją skrytykowała. Jeżeli nie, to polecam przeczytać artykuł owej aktywistki.

Ja, jako osoba z zaburzeniami odżywiania chciałabym dodać coś od siebie.
Parę lat temu byłam dość aktywna w mediach społecznościowych. W pewnym momencie zaczęłam dostawać bardzo negatywne prywatne wiadomości i komentarze, które mnie strasznie zabolały. Krytykowana była przede wszystkim moja okrągła buzia. Zawsze byłam szczupłą osobą, ale miałam okrągłą twarz. Przez te wszystkie komentarze postanowiłam schudnąć i liczyłam na to, że wtedy będę miała ładne, wyraźne kości policzkowe, szpiczasty podbródek itd. - jednym słowem taką twarz, jak większość osób po operacjach plastycznych. Wtedy jednak nie myślałam, że to ingerencja chirurga - byłam pewna, że wystarczy schudnąć. 

I tak zaczęłam się głodzić, dużo ćwiczyć i codziennie obserwować twarz w lustrze. Chudłam na całym ciele, tylko nie na twarzy. Przeskakując do przodu w najgorszym momencie ważyłam 38 kg, a twarz dalej wydawała mi się ogromna. Byłam w szpitalu, do tej pory chodzę na terapie i ważę 52 kg. Chciałabym powiedzieć, że wyzdrowiałam, ale to nie jest prawda. Ciągle podświadomie liczę kalorie, codziennie mówię sobie, że mogę zjeść kanapkę, nie muszę iść dzisiaj biegać itd. Kosztuje mnie to wiele wysiłku i tak pewnie będzie do końca życia. 

I tutaj przechodzę do artykułu krytykującego branże fitness. Dla trenerek treningi i trzymanie diety są praca. Teraz wiem, ze normalna osoba raczej nie będzie miała takiego ciała jak one. Dodatkowo poprawiają swoją urodę zabiegami, czego się wypierają, narzucając tym samym nierealne standardy i wpędzając ludzi w kompleksy. 

Jeszcze podkreślają jak ważna jest samoakceptacja, a same retuszują zdjęcia i na tych zrobionych przez paparazzi wyglądają zupełnie inaczej. Uważam, że ich działalność jest dla wielu osób bardzo krzywdząca. Ogólnie uważam, że w tv itd nie powinno się pokazywać osób po operacjach plastycznych, ani z niezdrowym BMI. Dla dobra psychicznego nas wszystkich.

#x1IhS

Być może były tu już takie wyznania, ale chciałabym napisać jak wygląda sytuacja z „ruchem antymaseczkowym” z perspektywy kasjerki. 

Ostatnio powstał cały ruch, który wręcz fanatycznie odmawia założenia na 5 min maseczki i wykłóca się z nami, kasjerkami. My musimy je nosić czasem nawet 12h i nie robimy z tego nie wiadomo jakiej afery. Przepisy są niejasne i nie mamy możliwości weryfikacji osób, które rzeczywiście nie mogą nosić masek. 

Sytuacja wygląda tak ze jak obsłużę osobę bez maseczki to źle, bo narażam się na mandat (tak można nie przyjąć, ale wtedy będą mnie ciągać po sądach co się łączy z kolejnymi stresami) nie obsłużę też źle (bo ten człowiek ma prawo zrobić zakupy i tez może ciągać mnie po sądach), a to kolejny powód, żeby klienci byli bardziej wyrozumiali dla sprzedawców, bo każda decyzja jaka podejmie może wiązać się z konsekwencjami. 

Nałożono na nas obowiązki bez narzędzi, na które możemy się powołać i to my obrywamy w tej sytuacji najbardziej, bo jesteśmy osobami, które maja bezpośredni kontakt z klientem.
Dlatego proszę, nie kłóćcie się „dla zasady” i zakładajcie na te parę minut maseczki.

#aoAwP

Utknęłam w bardzo dziwnej pętli.
Jestem świadoma tego, że moje stany lękowe są wytworem mojej wyobraźni, dlatego staram się nie zwracać na nie uwagi. 

Dla przykładu - kiedy mój facet zaczyna gadać częściej z jakąś dziewczyną, bądź przy rozmowie zaczyna ja dotykać (uwieszając się na jej ramieniu, masując jej kark albo przystawiać twarz do jej twarzy) staram się nic nie mówić. 

Nie panuję w 100% nad swoją twarzą, więc czasem się skrzywię, albo jestem w złym nastroju. Nie chcę konfrontacji. Nie chcę wypominać. Wtedy on widzi, że coś jest nie tak i zaczyna to ze mnie wyciągać.

A kiedy się przełamię i mu powiem, zaczyna kłótnie o to, że on nic nie robi złego i o to, że musi to ze mnie wyciągać. Jeśli powiem, z czym nie czuję się komfortowo - jest źle. Jeśli nie powiem - tak samo.
Dodaj anonimowe wyznanie