Było tu kilka historii o kąpielach..
Parę lat temu wybraliśmy się ze znajomymi nad małe miejscowe jeziorko.
W pewnym momencie leżąc na plaży, obserwowałam jak jeden z kolegów wchodzi do wody i się oddala wchodząc powoli coraz głębiej. W pewnym momencie, gdy już miał wodę na wysokości szyi, jego głowa zanurzyła się całkowicie. A potem pojawiała się i znikała, odwrócił się w naszą stronę, i tak co chwile zanurzał się i wypływał. Nie krzyczał ani nic z tych rzeczy.
Pamiętam, ze pierwsze co pomyślałam to: "on się topi czy tylko próbuje się nauczyć pływać?" (nie umiał, ale chciał się nauczyć właśnie nad wodą). Trwało to około minuty, aż całkiem zaczął iść z powrotem na brzeg. A ja cały czas siedziałam i obserwowałam, nie krzyczałam: on się topi (a był spory kawałek od brzegu), nie reagowałam, tylko się patrzyłam.
Jak wrócił na brzeg to się go zapytałam co to było: on, że mu się grunt skończył pod nogami, bo chciał przejść całe jeziorko i w sumie to się topił, ale sobie poradził sam podskakując po dnie. Wtedy do mnie dotarło co dokładnie widziałam i jak mogło by się to skończyć, jakby nie patrząc, jego logiczne zachowanie bez paniki.
Prawda jest taka, że bałam się krzyczeć, "on się topi", bo wyszło by na jaw, że się w nim podkochuję i obserwuję cały czas..
Wychodziłam z Lidla i mijałam samochody, aby trafić do swojego. Nagle poczułam, że ktoś złapał mnie za koszulkę. Był to chłopak z zespołem Downa, około 15 lat. Wyciągnął do mnie rękę w geście powitania, więc podałam mu rękę i powiedziałam z uśmiechem "Cześć". Bardzo się wtedy ucieszył.
Nagle przyszła jakaś kobieta około 50 lat i zaczęła na mnie krzyczeć, że co ja robię, że to że jest chory nie oznacza że jest inny, że nie ma się na co gapić. Próbowałam jej wytłumaczyć całą sytuację, ale nie słuchając wzięła chłopaka i z fochem odjechała. Uważam, że taki rodzic krzywdzi bardziej niż choroba.
Mała wioska, wakacje u babci i ja - wesoła, niewinna i głodna pochwał rodziny 11-latka. Siedziałam na starej wersalce oglądając jakiś film, w którym kobieta zaczyna "ten" temat ze swoją siostrzenicą. Takie momenty wpędzały mnie w mega zakłopotanie tym bardziej, że obok babcia w pełnym skupieniu odmawiała kolejne modlitwy wieczorne.
Nagle aktorka mówi do dziewczyny: "Kochanie, pamiętaj tylko, że ten pierwszy raz zawsze jest wyjątkowy...". Na te słowa babcia wzdrygnęła się, skomentowała głośnym "Ach, g*wno prawda!" i wróciła do pacierza.
Postanowiłem napisać to wyznanie, ponieważ wiele razy czytając komentarze pod danym wyznaniem, dowiadywałem się np. o różnych ciekawych chorobach i nie ukrywam, ciekawią mnie wypowiedzi innych.
Otóż od zawsze miałem fioła na punkcie kobiecego ciała. Już w podstawówce, gdy odwiedzała mnie kuzynka, gdy była taka możliwość, dotykałem ją. Wkładałem rękę do majtek, dotykałem pośladki, łapałem za piersi. Wszystko za jej zgodą. Nic z tego nie miała, nic jej nie dawałem, po prostu tak robiliśmy. Nie wiem, skąd się to wzięło. Nigdy nie nakryłem rodziców na tych sprawach, nigdy nie zobaczyłem żadnej kobiety nago, nigdy nie oglądałem po kryjomu pornoli.
W gimnazjum, gdy zaczyna się dojrzewać, a płeć przeciwna staje się punktem zainteresowania, dotykałem dwie dziewczyny z klasy. Jedna miała świetne ciało od brzucha w dół - ciemna karnacja, zgrabne ciało, świetny tyłek. Gdy miałem ochotę na piersi, dotykałem inną dziewczynę. Wszystko to za pieniądze. Nie dotykałem ich bez jej zgody. Gdy skończyłem 18 lat, zdałem prawko, zacząłem pracować, to zaczynałem korzystać z ogłoszeń typu roksa.
Widzę atrakcyjną kobietę, muszę ją podotykać. Seks aż tak bardzo mnie nie interesuje, nawet w związku seks jest w zabezpieczeniu, a to żadna przyjemność. Wystarcza mi po prostu popatrzeć, podotykać i w odpowiednim momencie podniecenia po prostu samemu dojść. To tak jakby gracz kupował grę - gier jest mnóstwo i jest chęć przejścia każdej. Ja tak mam z dziewczynami. Kręcą mnie w każdym wieku. Spojrzę na 16-18 latki, na w moim wieku 22-25 lat, a także na dojrzałe 30-40 latki. Wolny czas spędzam na przeglądaniu anonsów, spotkaniach i po prostu jak mi się spodoba jakaś, to dzwonię i później dotykam. W domu ciągle oglądam zagraniczną stronę z seks kamerkami. Na mojej ulubionej stronie kobiety są już rozebrane do bielizny, więc nie trzeba brać żadnych "privów". Wystarczy, że popatrzę, dojdę i szukam kolejnych.
Mam całe foldery ulubionych screenów. W tv leci reklama, jest jakaś fajna kobieta, włączam nagrywanie i w wolnej chwili patrzę, podniecam się, dochodzę i usuwam nagranie. W lato parkuję przy ruchliwej ulicy i godzinami siedzę w samochodzie i patrzę na przechodzące dziewczyny, tym bardziej, że moje miasto obfituje w mega atrakcyjne dziewczyny.
Kompletnie wariuję na widok piersi, tyłka, czy nóg. Mam swoje fetysze, m.in. klapsy, kręci mnie np. biała bielizna, ale już czerwona kompletnie nie itp. Wiem, że nie będę w stanie nigdy ograniczyć się do jednej, nawet gdybym to zrobił, to oglądałbym się za innymi i miałbym z nimi brudne myśli, więc tylko krzywdziłbym ewentualną partnerkę. Ciekaw jestem komentarzy. Zastanawiam się, czy cokolwiek można zrobić. Raczej żadna tabletka mi nie pomoże, rozmowa z jakimś terapeutą itp też nie, musiałbym chyba stracić wzrok...
Kojarzycie starą reklamę szamponu, gdzie dziewczyna mówi coś w stylu: "zanim poznał mnie, poznał moje włosy?". Ja już nie lubię tej reklamy. Oto dlaczego.
Byłam wtedy w muzeum. Zauważyłam tam przystojnego chłopaka. Chciałam do niego zagadać, ale się wstydziłam. Przypomniała mi się ta reklama. Chciałam zarzucić włosami tak, aby musnęły go po twarzy (mam bardzo długie włosy). Potem bym go przeprosiła i zaprosiła na kawę. Plan bardzo prosty... Jednak nie dla mnie.
Kiedy podszedł już zarzucałam włosy, ale... zarzuciłam za mocno i w złą stronę. Uderzyłam w ścianę z takim impetem, że straciłam przytomność.
Od tego czasu noszę związane włosy.
Pracuję jako programista. Zdalnie, z domu, co sprawia, że rzadko gdzieś wychodzę. Ostatnio właśnie był taki dzień, że wyszedłem z domu. Patrząc w lustro w windzie zwróciłem uwagę, że dość mocno zarosłem. Akurat w bloku obok otworzył się nowy fryzjer, więc zajrzałem.
Fryzjerką okazała się być bardzo ładna, wręcz piękna dziewczyna. W trakcie strzyżenia zagadywała, szybko przeszliśmy na "ty". Rozmawialiśmy o pogodzie, planach na wakacje itp. pierdołach. W pewnym momencie spytała mnie, jaką mam pracę. Moja odpowiedź pobiła rekord błyskotliwości: "Pracuję jako programista... A TY?".
Sąsiadka ma koło 80 lat. Dzwonił do niej ostatnio telemarketer sprzedać garnki. Próbował ją namawiać, na co ona:
- Panie, na co mnie te garnki jak ja mam 80 lat.
- Ma pani 80 lat? Nie słychać po głosie! - odparł telemarketer.
- Pan mnie podrywa?
Kilka lat temu, na imprezie sylwestrowej wypiłam za dużo alkoholu. Noszę okulary i w trakcie imprezy zauważyłam, że jak je ściągnę to dużo lepiej widzę. Chwaliłam się tym odkryciem wszystkim uczestnikom imprezy, a oni z aprobatą rozmawiali o zbawiennym wpływie alkoholu na mój wzrok.
Rano okazało się, że nie poprawił mi się wzrok. Miałam tak brudne okulary, że lepiej widziałam bez nich, niż z nimi.
Jest 5 rano. Za chwilę muszę wstać, przygotować siebie i dzieci, dokleić uśmiech ażeby nie widziały jak matka kolejną noc przeryczała, bo ich ojciec znalazł sobie kochanice.
Od pół roku coś się popsuło, zadawaliśmy sobie pytania co się dzieje, rozmawialiśmy, szukaliśmy rozwiązania i nic. Teraz wiem dlaczego. Wiem też dlaczego nasz budżet uszczuplał, taka nowa utrzymanka kosztuje. A jak dodatkowo ma dwoje dzieci i musi je czymś zająć podczas dogadzania nowemu "tatusiowi", to tablety to obowiązek. Wacik w dziurkę od klucza ażeby nic nie widziały i hulaj du...pa (dokładnie tak to tam wygląda).
A postawiony pod murem, w momencie kiedy czytałam mu screeny wiadomości do niej, powiedział że absolutnie nie wie o co chodzi. Tak, widziałam cudowne nagie zdjęcia i rozmowy na messengerze, w których nazywają się "Małżeństwem", stamtąd wiem o prezentach, o ich wzajemnej wielkiej miłość i o ekscesach łóżkowych...
Właśnie zrozumiałam, że nie mam przyjaciół. Cały czas myślałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Zobaczyłam filmiki jak wychodzi z innymi ludźmi, a ja nawet nie miałam o tym pojęcia i dotarło do mnie, że to wszystko jest fake i toxic. Nigdy nawet nie rozmawialiśmy o uczuciach. Sztuczni "przyjaciele" ze szkoły. Zawsze nakładam "maskę" z nimi. Nie mam nikogo z kim mogę porozmawiać o tym wszystkim, co jest w mojej głowie. Z "przyjaciółmi" tylko żarciki. Nie mogę się doczekać aż skończę tę szkołę i nareszcie będę mogła się odciąć. Z mamą nie ma co, bo nie zrozumie, a tacie nie potrafiłabym powiedzieć co czuję. Mimo, że kocham ich ponad życie. Z nikim nie rozmawiam o uczuciach. "Przyjaciele" mają mnie gdzieś - ostatnio byłam chora - nie dostałam ani jednego SMS. Nic. Boję się, że już zawsze tak będzie. Jedyne co teraz chcę, to uciec gdzieś daleko, gdzie nikt mnie nie zna i zacząć od nowa. Albo po prostu trafić na tych właściwych ludzi. Tylko czy oni naprawdę istnieją? Czy to wszystko, co widzimy to tylko pod kamerę?
Dodaj anonimowe wyznanie