#dEfTW

W wieku 11 lat zostałam zgwałcona. Mam teraz 25 lat i mogę o tym w końcu pisać.

Rodzice wynajęli do remontu ekipę. Było dużo do zrobienia bo dom był w ruinie. Nie było zbyt dużo pieniędzy, więc ekipa pracowała w ciągu miesiąca tyle na ile starczało finansów, remont przeciągał się przez to na wiele lat. To wystarczyło żebyśmy wszyscy zdążyli nawiązać relacje. Jak pracownicy u nas byli, to czasem podwozili mnie do szkoły przy okazji jak jechali po jakieś materiały budowlane, bo rodzice nie mieli wtedy samochodu więc sami nie mogli niczego przywieźć. 

Pewnego dnia jak zawsze szłam do szkoły. Miałam na 11. Akurat jechał Marek i zaproponował podwózkę. Zgodziłam się, bo przez lata zdążyłam mu zaufać.
Niestety minął szkołę i pojechał dalej. Pomyślałam, że może się zamyślił, więc poprosiłam żeby zawrócił. On jednak stwierdził, że się spieszy, bo zapomniał wziąć narzędzi z garażu i są mu potrzebne. Jak będziemy wracać to mnie podrzuci do szkoły.
Podjechaliśmy pod jego garaż, powiedział żebym wyszła z samochodu i pomogła mu te narzędzia przenieść, to będzie szybciej. Weszłam do garażu, a on zamknął drzwi i wyciągnął nóż mówiąc że mam robić co mi każe, bo jak nie to mnie zabije.

To bolało, jakby chciał mnie tam rozerwać. Jak tylko choćby pisnęłam to przystawiał mi nóż do gardła, żebym nie krzyczała. Gdy skończył, po moich nogach leciała krew i jego sperma. Siedzieliśmy w tym garażu tak długo aż przestałam mocno krwawić, on sobie jeszcze spokojnie palił papierosy. Nalał mi lodowatej wody do wiadra i grożąc nadal nożem kazał się umyć, chyba po to żeby nie było dowodów. Powiedział że jak komuś powiem to zabije moich rodziców i brata.

Potem zostawił mnie kilka ulic od szkoły i odjechał. Została wtedy jeszcze jedna godzina lekcyjna, ale nie poszłam na nią, usiadłam w krzakach za szkołą i zaczęłam płakać. Znalazła mnie woźna. Bałam się cokolwiek jej powiedzieć, więc zaczęła zadawać pytania, a ja tylko kiwałam głową na tak lub nie i w końcu odgadła co się stało. Wezwała policję i moich rodziców. 

Zabrali mnie do szpitala gdzie zbadała mnie ginekolożka i stwierdziła świeże przerwanie błony dziewiczej, co tylko wszystko potwierdziło. Okazało się, że na mojej sukience były ślady spermy, więc je zabezpieczyli. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, miałam długie rozmowy z psychologiem, nie chciałam wskazać sprawcy, bo bałam się, że ten gnój zrealizuje swoje groźby. W końcu jakoś ze mnie wyciągnęli tą informację i go złapali. Miał jeszcze czelność przychodzić normalnie z ekipą i remontować nasz dom. 

Po dowodach ustalili, że nie zmyślam i to on jest gwałcicielem. Dostał śmiesznie krótki wyrok, ale przez ten czas zdążyliśmy sprzedać już wyremontowany dom i się wyprowadzić do innego miasta - dla pewności, że nas nie znajdzie i się nie zemści.

#ZbbQ6

Mam od pewnego czasu spore problemy.
Zaczęłam się odłączać od innych, i być bez emocji, myślałam, że to normalne bo przecież jestem nastolatka i zwykły bunt lub coś na styl stanu depresyjnego, ale to jest coś innego.
Kiedy skończyłam 7 lat, w moim śnie pojawiła się pewna czarna postać, która nawiedza mnie w każdym śnie i w nocy, nie boję się jej, czuję się bardziej bezpieczna, ale z każdym dniem mam wrażenie, że ona się zmienia. Kiedyś to była zwykła czarna mgła, pomieszana z masa, a teraz coś bardziej na wzór człowieka, ale bez rąk i twarzy, jedynie uśmiech. Słyszę ciągle jak ktoś jest obok mnie i jak coś zrobię mówi mi "świetnie ci idzie", ale czasem to idzie pod rzeczy bardziej brane pod seksualność, typu "masz piękne ciało". Mam ochotę wtedy się rozebrać jakbym to robiła dla kogoś kto darzy mnie uczuciem. W szkole myślałam, że jestem normalna, ale moja przyjaciółka powiedziała mi, że ciągle robiłam jakieś dziwne tiki i mówiłam sama do siebie, że często zmieniam temat i wydaję się taka martwa. Nie wiem co mam już robić, zaczynam mieć powoli wszystko gdzieś i zaczynam żyć swoim życiem.
Chciałam iść do psychologa, ale osoby wokół mówią "jesteś przemęczona, więcej śpij", lub "wymyślasz", a mama nie chce mnie zabrać do psychologa.. Dlatego przestałam ją namawiać.

#nZRsk

Nienawidzę swojej teściowej i nic nie mogę na to poradzić, bo to jest po prostu głupia i nic do niej nie dociera.


Teściowa zawsze lubiła się wtrącać, ale odkąd miesiąc temu urodziłam swoją pierwszą córeczkę teściowa przechodzi sama siebie. 


Mój poród przez komplikacje zakończył się cc. Córka urodziła się trochę za wcześnie, miała żółtaczkę, nie chciała jeść. Że mną też było nie najlepiej. Strasznie się wtedy martwiłam o nią, w dodatku nikt nie mógł mnie odwiedzić w szpitalu. Liczyłam na wsparcie. Moja mama dzwoniąc do mnie mówiła mi, że wszystko będzie dobrze. Natomiast od teściowej słyszałam tylko, że dziecko będzie chore, że ona powinna więcej jeść, że to jest nienormalne, że powinnam zrobić takie i takie badania i spytać o to i to położnej. 


Zacznijmy od tego, że już dwie godziny po cc, gdzie nie mogłam się ruszać tel leżał koło mnie i non stóp wibrował bo tą idiotką musiała dzwonić, bo ona się martwi. I milion wiadomości z prośbą o zdjęcie. W końcu przebiła sama siebie i na fb tam gdzie jest jakieś zdjęcie Jezusa ona napisała prośbę o modlitwę za nas i napisała wszystko co się z nami dzieje i wszyscy mogli to przeczytać gdzie to jest intymną sprawa. Oczywiście przestałam się do niej odzywać a ona dostała opiernicz o mojego męża i teścia, ale do tego człowieka nic nie dociera.


Po powrocie że szpitala jest jeszcze gorzej. Teściowa mieszka niedaleko nas i stwierdziła, że będzie mi pomagać. Myślałam że tak jak moja mama ugotuję mi obiad czy posprząta bo byłam strasznie obolałą. Nie, jej pomoc to stanie nade mną i pouczanie że córeczka za mało je, że jest złe ubrana, że jej złe mleko robię, że złe ja kapie. Pomyślicie że powinnam z nią porozmawiać, próbowałam na wiele sposobów i na spokojnie i stanowczo. Mój mąż również, nawet nakrzyczał na nią, spytał czy ma nas za debili. Ale do niej nic nie dociera. 


Ona nawet się nie chcę obrazić, co jej nie powiemy to ona dalej przychodzi i mnie wkurza. Teraz gdy już doszłam do siebie mam do tego dystans, ale uwierzcie na początku gdy byłam w takim złym stanie jej słowa naprawdę sprawiały że się bałam że coś złe robię. Przez nią się strasznie denerwowałam. Jeszcze nie spotkałam tak mało empatycznej i toksycznej osoby.

#wVdnL

Mam 22 lata i tworzę z moim chłopakiem bardzo udaną parę, jesteśmy z tych co to są kochankami, kumplami i przyjaciółmi w jednym. Ogólnie bardzo często się wygłupiamy, dużo się śmiejemy i przekomarzamy. Oczywiście przeżywamy też romantyczne uniesienia i tu muszę dodać, że w tej kwestii mój chłopak jest bardziej czuły i kochany niż ja (ale mi też się zdarza).

Pewnego wieczoru leżymy sobie wtuleni, rozmawiamy, nawet już nie wiem, czy poważnie, czy jakieś luźne gadki, mój ukochany wtula się we mnie mocno i mówi "Jesteś moim Misiem Tulisiem!", a ja na to niewiele myśląc, wtulając się jeszcze mocniej w jego ramiona, rezolutnym głosem: "A ty moim Pawłem Jebadłem!". Chyba nie tego się obydwoje spodziewaliśmy, no ale cóż, miałam natchnienie, poetycką wenę, raperskie flow, no i tak po prostu wyszło.

Na szczęście czar NIE prysł, on się NIE przestał odzywać, a ja sobie NIE przeskrobałam na wieki, ale do teraz zdarza mu się mi o tym przypominać.

#ufKXB

Ostatnio poszłam na imprezę. Poznałam tam faceta, wróciliśmy razem do domu uprawialiśmy naprawdę świetny seks. Nie szukam chłopaka po prostu kogoś z kim będę mogła regularnie sypiać na wyłączność. Byłam całkiem zadowolona, facet zgodził się, że możemy sypiać ze sobą regularnie, obudził się rano pocałował mnie i wyszedł. 


Miałam tylko jego Snapchata jeszcze tego samego dnia do mnie napisał. Na następny dzień (pisaliśmy ze sobą dalej) powiedziałam o tym koleżance, która go kojarzy. Pokazała mi jego Instagrama i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że od ponad roku jest w związku. Dalej z nim pisałam zaczęłam zapisywać ten czat, napisał tam, że fajnie się bawił i chciałby to powtórzyć. Moja koleżanka nagrała ten czat ze swojego telefonu, żeby mieć dowód. Zapytałam go o dziewczynę. Przyznał się i powiedział, że sprawy między nimi są skomplikowane i jest zagubiony i chciałby sam jej powiedzieć. 


Następnie cały czat usunął, zablokował wszystkich wspólnych znajomych na Instagramie, żebyśmy nie mogły znaleźć nazwy insta jego dziewczyny. Wyniosłyśmy z tego wnioski, że jednak jej nie powie i niestety ja ją muszę poinformować. Założyłam anonimowe konto i wysłałam jej to nagranie czatu. Była zła, rozczarowana i miała złamane serce. Pierwszy raz miałam taką sytuację i czułam się z tym tak źle, nigdy bym się nie przespała z kimś kto jest w związku. Nadal nie wiem czy dobrze zrobiłam informując ja, mam wyrzuty sumienia. 

I tak, wyciągnęłam wnioski. Teraz będę czekać z seksem aż się upewnię, że znam typa na tyle, żeby wiedzieć że ma dziewczynę.
Nadal nie mogę sobie wybaczyć.
PS. dziewczyna powiedziała, że według niej w ich związku było lepiej niż kiedykolwiek. Strasznie mi jej szkoda.

#80PGW

Co roku na Dzień Matki składałem mojej mamie życzenia z tej okazji. I nic więcej. U nas w rodzinie rzadko dajemy sobie jakiekolwiek prezenty, nawet na urodziny.

Mając 15 lat postanowiłem, że za zaoszczędzone pieniądze kupię mamie tym razem jakiś bukiet. Udałem się do kwiaciarni po szkole, wydałem ok. 50 zł i zadowolony wróciłem do domu.

Złożyłem mamie życzenia i wręczyłem jej kwiaty... a mama z tekstem "A co ja z tym teraz zrobię? Po co mi to kupiłeś? Takie nieładne trochę..." - i potem mnie wyśmiała.

Zabolało, nie spodziewałem się takiej reakcji. Obiecałem sobie, że już nigdy nic jej nie kupię.

#HGc9J

Kiedy poznałam mojego chłopaka, wiedziałam, że pali.

Nie wiedziałam jak długo i ile, tyle, że w czasie przerwy w pracy chodził na papierosa.

Nigdy nie śmierdział fajkami. Podczas naszych początków zauważyłam, że pali dość często, praktycznie od początku też zwierzył mi się, że bardzo chce rzucić. Zaproponowałam metodę ograniczania i moją pomoc w ogarnianiu tego, a on ochoczo się zgodził.

Miał palić 8 fajek dziennie przez tydzień, potem 7 przez tydzień, potem 6...

Utknął na etapie 6 fajek dziennie na cztery tygodnie. A potem... potem zaczął się lock down i palił po 15, 18 fajek dziennie.

Szczerze? Nie miałabym z tym aż takiego problemu, mimo, że uważam, że sam sobie rozwala zdrowie i marnuje pieniądze. Ale on non stop tych pieniędzy nie miał. Byliśmy na kawie parę razy, płaciłam za siebie, a on i tak potem wzdychał, ile to na kawę i bilet wydał i jak to nie ma pieniędzy. Cokolwiek dotyczyło kasy, to było jedno wielkie wzdychanie i wyliczanie jak to jej nie ma.
Nigdy nie uronił łzy nad paczką tabaki za £15 kupowaną co drugi dzień albo częściej. Nigdy też nie rozpaczał nad kupnem trawy raz na jakiś czas, jeśli siedział z kumplami.

Gdy jakiś czas temu jechaliśmy autobusem na lunch, który sam zaproponował (za który ja sama płaciłam i na który mieliśmy zniżkę 50), i znowu zaczął marudzić ile to wyda, zapytałam czy też tak smuta płacąc za fajki? Albo marudzi kumplom, że trawa kosztowała 6 x co ten nasz wypad?

Trochę go zatkało.

Jakiś czas potem mieliśmy rozmowę na temat dzieci. Od słowa do słowa powiedziałam, że nie wyobrażam sobie wychowywania dziecka z palaczem. On rzucił, że przecież pali na zewnątrz.
Ja stwierdziłam, że to nie zmienia faktu, że ma nikotynę na rękach i że chowanie dzieci/wspólny budżet z palaczem jest nie dla mnie, bo to strzał w stopę, tracenie pieniędzy, powolne zabijanie samego siebie i ja nie chcę się pisać na takie życie.

Lekko pobladł i zapytał, czy jeśli nie rzuciłby palenia, to czy ja odrzuciłabym go w momencie planowania przyszłości jako rodzina.
Nie było to mile, ale nie chciałam kłamać. Powiedziałam, że mielibyśmy dużo do obgadania, ale nie widzę tutaj szans na kompromis.

Wyszedł, ochłonął pogadaliśmy, a tydzień później przestał palić. I nie pali od 4 miesięcy. Oby ten stan trwał.

#JqyyO

Mam niesamowitą rozkminę. Poznałem kilka tygodni temu dziewczynę. Na początku zależało mi tylko na seksie, chciałem pokorzystać i zostawić. Niestety pech lub szczęście chciały, że zacząłem patrzeć na nią inaczej niż jako obiekt seksualny.

Kobieta ma jeden duży minus – jest biedna. Aktualnie bezrobotna, zanim przyszła pandemia pracowała za jakieś grosze w tanim sklepie odzieżowym. Znaczy to, że nie ma za grosz ambicji. Teraz mieszka z rodzicami. Ojciec alkoholik. Matka z pensji sprzątaczki utrzymuje całą rodzinę. Dziewczyna nie jest brzydka, takie solidne 7/10, ale trochę zaniedbana biedą. Nosi tanie schodzone ciuchy. W zasadzie już prawie u mnie mieszka, bo więcej przebywa u mnie niż u siebie w domu. Ma dziwne zachowania typu, smarowanie kanapki tak, że ledwo ją pokrywa, wędlinę kroi tak cienko, że jest prawie przezroczysta. Będąc razem na zakupach spożywczych nawkładała mi do koszyka jakiegoś taniego, bezsmakowego i chemicznego badziewia. Rozkroiła nożyczkami tubkę po paście do zębów i wygrzebywała resztki. Rozmawiałem z nią na ten temat, ale ciężko do niej dociera, że można żyć inaczej. Trochę się boję tego związku.

Próbowałem wyczaić, czy chodzi jej o mnie jako osobę, czy kieruje się rozsądkiem i wyrwaniem z patologicznego domu do cywilizowanych warunków mieszkaniowych i normalnego życia bez stresu o to co włożyć do garnka. Tam u niej, to nawet nie wiem jak to opisać, wszędzie grzyb, toaleta na podwórku i ojciec czarodziej zmieniający pół litra wódki w przemoc domową. Zastanawiam się co dalej, jakieś uczucie już powoli się pojawia, a ja z jednej strony nie chcę dać się złapać w uczuciowe sidła skoro stać mnie na bardziej ogarniętą życiowo kobietę i nie będę ryzykował, że ta będzie ze mną z rozsądku. Z drugiej jednak strony, może będę właśnie z tą dziewczyną szczęśliwy, ona w końcu pójdzie do pracy i niech sobie zarabia te grosze, mnie stać na to, żeby nam się przyzwoicie żyło.

#JbBaH

Miałam wtedy chyba z 5 lat. W tamtym czasie bardzo dużo jeździłam z moim tatą samochodem. Nawet do spożywczaka po gumę turbo kazałam się wozić samochodem, tak to uwielbiałam. Był upalny dzień. Jak co dzień jechaliśmy dokądkolwiek po cokolwiek, byle jechać. Tata za kółkiem bardzo dużo wyklinał i wyzywał innych kierowców, bo przecież on, typowy Janusz, jeździł najlepiej na świecie, a wszyscy inni prawo jazdy to na pewno załatwili sobie z Ukrainy. A że umysł pięciolatki był chłonny jak gąbka, to i katastrofa murowana. 

Tego dnia było gorąco jak w piekle, okna otwarte na oścież. Stanęliśmy sobie grzecznie na czerwonym. Na pasie obok stanął równo z nami inny kierowca. I widzi małego słodkiego pączka z kokardkami we włosach i sukienusi w kwiatusie, to zaraz do mnie przez otwarte okna:
- A puci puci kochanie, a ti ti ti.
Ja natomiast z właściwą sobie gracją i niespodziewanie dobrą dykcją odparłam tak, jak wyobrażałam sobie, że tatuś by mu powiedział:
- Spie*dalaj, baranie!

Gościu oniemiał i z wrażenia nie zauważył zielonego światła. Tata zbił ze mną mega wychowawczą pionę. Mama natomiast zbiła pionę z taty czołem, a ja od tamtej pory po gumy turbo chodziłam pieszo.

#kueYi

Wczorajsza rozmowa z moim chłopakiem przez telefon:
- Zabiorę cię gdzieś tylko zrób kucyk i ubierz się na sportowo - powiedział.
- Nie mam już gumek, one zawsze się gdzieś gubią jak są potrzebne, a w dodatku 2 wczoraj pękły, a te 3 fajne zostały w twoim samochodzie...

Chyba nie muszę mówić, jaka była mina mojego taty, gdy usłyszał co właśnie powiedziałam do telefonu.
Dodaj anonimowe wyznanie