#qIVx8
Już skończyłam liceum, ale do dziś pamiętam, jakie miałam problemy w szkole przez to, jak wyglądam. W czerwcu, czyli pod koniec roku szkolnego, temperatury sięgały czasami ponad trzydziestu stopni i logiczne, że w taką pogodę ciężko wytrzymać w długich i ciepłych ubraniach (zwłaszcza będąc takim ulańcem jak ja). Do szkoły ubierałam to, co osoby z mojej klasy. W naprawdę upalne dni wskakiwałam w krótkie spodenki, zdarzało mi się ubierać też bluzki lub sukienki na ramiączkach. Regulamin tego nie zakazywał, większość dziewczyn ubierała się tak jak ja. Ale zawsze po lekcji musiałam zostawać tylko ja. I tylko mi tłumaczono, że rozpraszam chłopców, że inni ludzie się na mnie patrzą i następnym razem mam ODSŁONIĆ MNIEJ CIAŁA. Heloł, tego ciała się nie da schować (przynajmniej nikt mnie z tego powodu nie zabije).
W klasie oczywiście robiono sobie ze mnie rozmaite podśmiechujki, chłopcy robili zdjęcia moich ud lub ramion na lekcji albo na przerwie. Komedia życia - gruba ubrała spodenki, bo jest upał. Szczerze? Bardziej przykry byłby widok zapoconego, czerwonego grubasa w długich spodniach i bluzce z rękawem. Lałoby się ze mnie tak, że nie pomógłby hydraulik.
Dosłownie taki sam problem był na wychowaniu fizycznym. Mieliśmy zajęcia z młodą panią, która nie dość, że cały czas pytała, czy ćwiczę w domu to jeszcze zwracała uwagę na mój ubiór. Zaleciła mi kupno szerszej koszulki („dziecko, udusisz się, a masz czym oddychać”) i dobór stanika sportowego. Kobieto, ja mam 90F i lepiej nie będzie.
Dziwi mnie takie podejście. Dlaczego jesteśmy stygmatyzowani z powodu ciała? Skoro już to ciało jest to wiadomo, że nic się nie da zrobić z dnia na dzień. Mam sobie odciąć udo, brzuch?
Można mówić, że to dla zdrowia, dla chudnięcia. Tyle, że ja nie chcę chudnąć i pasuje mi mój wygląd, ale ludziom najwyraźniej przeszkadza.
Zachowanie nauczycielki w-f mogło wynikać faktycznie z troski, czy (może nieudolnych) prób motywacji, ale kary za ubiór zgodny z regulaminem rzeczywiście podpadają pod dyskryminację. A zachowanie klasy, cóż... w tym kraju wciąż w ten sposób reaguje się na odmienność i każde większe odstępstwo od ogólnie przyjętej "normy", nie tylko wagi to dotyczy. Oni nawet nie musieli uważać Ciebie "rozebranej" za przykry widok, po prostu byłaś odmieńcem i ciekawostką przyrodniczą, więc urządzili sobie cyrk.
Piszesz, że nie chcesz chudnąć - może pasować Ci taki wygląd, dobrze że siebie akceptujesz, jednak zastanów się, czy w przyszłości będzie Ci pasować również Twoje zdrowie, bo konsekwencji niestety nie unikniesz, a one bywają naprawdę przykre.
@ad13 niekoniecznie. Nie wiemy jaka jest waga autorki i czy faktycznie jest kulką (może ma zaburzone postrzeganie ciała, częste u nastolatek i wcale niekoniecznie jest gruba).
Wracam do dyskusji między Anną Lewandowską a Mają Staśko - argumenty przeczytane w powyższym wpisie, a raczej "argumenty" to praktycznie kalki z wypowiedzi trenerów, dietetyków - ludzi, którzy żyją z tego, że mają klientów - ludzi niezadowolonych ze swojego wyglądu. W ich interesie jest promowanie nieosiągalnej dla wielu sylwetki jako wzorcowej, "zdrowej". Tymczasem często takie uwagi jedyne co powodują to dalsze zaburzenia czy w postrzeganiu ciała, czy też odżywiania i z całą pewnością nie prowadzą do zdrowia.
Poza tym jej ciało - jej sprawa. Na pewno słyszała to już nie raz i jeśli uznała, że woli żyć właśnie tak - niech żyje. A czy to dobrze czy źle - nic osobom postronnym do tego. Wolność zaczyna sie w obrębie własnego ciała i tak jak inni mają prawo zarywać noce, pić, palić, jeździć agresywnie, uprawiać sporty ekstremalne i w jakikolwiek inny sposób narażać się na niebezpieczeństwo - ich decyzja. Wypowiedź Mai otworzyła mi oczy.
Serio, live and let live.
Peace.
Dnoiwodorosty, napisałam tylko żeby przemyślała również ewentualne konsekwencje, bo w młodości często nie bierze się pod uwagę skutków, jakie mogą dopaść w przyszłości. Nic mi do podejmowanych przez nią decyzji, absolutnie jej sprawa.
Wagi autorki nie znamy, jednak założyłam, że jeżeli wywołała w szkole aż takie reakcje (włącznie z robieniem zdjęć i uwagą nauczycieli), musiała ta waga faktycznie wykraczać poza "normę".
ps
Nie mam zielonego pojęcia kto to Lewandowska albo Staśko (daruj staremu człowiekowi ;D).
A... jeszcze dopiszę. Mam znajomą, która jest osobą otyłą (choć 100kg chyba nigdy nie przekroczyła) od kiedy ja znam, czyli od czasów naszego liceum (prawie trzydzieści lat temu). Powiem, że dla mnie naprawdę straszne jest, jak ona teraz funkcjonuje, bo to zaczyna podpadać pod niepełnosprawność. Nadciśnienie, rozwalony kręgosłup, kolana, kostki to jedna masakra, ledwo chodzi. Ledwo podniesie się z krzesła, już zadyszka. Po schodach wejść, czy zejść - ból i jęki. Podnieść cokolwiek - problem. Iść po łące, czy zejść z porośniętego trawą wzniesienia - nie da rady, trzeba ją asekurować, bo inaczej zaraz kostkę skręci. Po zakupy - z torbą na kółkach, jak stara babcia. A jest dopiero przy półmetku życia, nie na jego końcu i strach myśleć, jak będzie dalej, bo choćby i teraz nagle schudła, większości zmian w organizmie już nie cofnie - jest za późno. Dla porównania, ja kocham aktywność fizyczną śmigam po drabinach, linach, rusztowaniach, po schodach biegam, noszę po 30kg i nawet nie sapnę.
Dlatego próbuję przestrzegać... bo (chociaż bywam wredna i empatii we mnie zero) naprawdę nikomu takiej totalnie przedwczesnej dysfunkcyjności nie życzę.
@ad13 jeśli nic ci do podejmowanych decyzji to po co pisać, żeby się zastanowiła? Po co po raz kolejny "uświadamiać"? Przecież ona to wie. Każde ciało jest inne i to, że twoja znajoma ma takie życie nie znaczy, że inni też będą mieli. Trochę asekurancko piszesz, bo jak się napisze "nic mi do tego" to nie będzie się do czego przyczepić. Konsekwentnie: jeśli nic ci do tego to nic ci do tego. Jej decyzja. Uszanujmy ją, bez względu na to jakie mamy opinie.
Z wyznania wynika, że autorka ma spore piersi - moim zdaniem uwagi nauczycielki czy dzieci mogły być ubrane w teksty dotyczące wagi, podczas gdy chodziło o biust. Zresztą nie znoszę kontrolującego tekstu "rozpraszasz chłopców" - w Piśmie świętym jest napisane: jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu - wyłup je, a nie: każ dziewczynie się dokładniej zakryć.
Nie wiem jak inni, ale ja - jeżeli piszę żeby się zastanowiła - mam na myśli wyłącznie to i nic więcej, nie róbmy nadinterpretacji. Z wyznania wynika, że jest osobą młodą, może ma pełną świadomość odnośnie tematu, a może nie do końca - tego nie wiadomo. Jeżeli już wcześniej wzięła to pod uwagę przy swojej decyzji (czego nie wiemy) - no problem, nie mam nic do tego i w żaden sposób nie próbuję jej do niczego nakłonić. To tylko jej sprawa, a - ewentualnie później - również tylko jej problem.
ps
"Chłopcy robili zdjęcia moich ud lub ramion" sugeruje, że nie o biust chodziło (lub nie tylko o biust). Napisałam też, że moim zdaniem zachowanie nauczycieli podpadało pod dyskryminację. Każde ciało jest inne, jednak wieloletnia otyłość raczej nie ma szans nie pozostawić po sobie totalnie żadnych skutków. Natomiast mieszanie w to jeszcze pisma świętego wydaje mi się lekko od czapy.
"Jej decyzja. Uszanujmy ją, bez względu na to jakie mamy opinie."
Nie wyraziłam tu żadnej opinii odnośnie jej decyzji.
@ad13
"Piszesz, że nie chcesz chudnąć - może pasować Ci taki wygląd, dobrze że siebie akceptujesz, jednak zastanów się, czy w przyszłości będzie Ci pasować również Twoje zdrowie, "
"nie mam nic do tego i w żaden sposób nie próbuję jej do niczego nakłonić"
No i? Gdzie tu widzisz sprzeczność? Napisałam wyżej - jedyne do czego mogłoby to ją nakłaniać, to zastanowienie się czy również ewentualne konsekwencje decyzji jej pasują. Jeżeli tak - nie ma sprawy.
Nie odniosłam się w sposób wartościująco do samej decyzji, nie wyraziłam swojej opinii na jej temat, nie interesuje mnie czy tę decyzję zmieni, czy przy niej pozostanie, zwróciłam jedynie uwagę na fakt konsekwencji, zakładając, że z racji młodego wieku, może nie w pełni być ich świadoma.
Naprawdę nie wiem jak prościej to wyjaśnić, ale nie pierwszy raz wydaje mi się, że w przypadku tematu otyłości, niektórzy są tak przewrażliwieni, że zaburza im to jasność odbioru treści.
w sposób wartościującY*
No to też będzie Ci odpowiadać śmierć przed 50 z powodu różnych chorób powiązanych z otyłością. Schudnięcie też zwyczajnie ułatwiło by Ci codzienne czynności i jeśli jest się konsekwentnym i nie poddaje po każdym potknięciu to nie jest tak trudne.
Takie to schudnięcie proste, że pierwszy świat go nie ogarnia systemowo, ale KlaraBarbara rozje6ała system.
Opowiadaj dalej, uwielbiam ciocie dobre rady ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Dokładnie. Ale o tym dyskusja była już wyżej w komentarzach. (Jak się komuś nudzi, niech sobie poczyta.)
Derp, jakbym o swojej znajomej wracającej od lekarza czytała...
@derp gdyby "niemożliwe" ("tak się nie da") wymienić na "tak trudne" to mówią prawdę. Bo to jest bardzo trudne i wiesz dlaczego tak jest.
Macicę da się przeszczepić innej kobiecie (o mężczyźnie nic nie znalazłam, zwłaszcza takiego sukcesu, żeby mógł jej używać w celach reprodukcyjnych) i jest to stopień skomplikowania podobny do powiedzmy operacji na mamie June - która mimo możliwości i wiedzy wróciła już chyba do poprzednich rozmiarów. Przy okazji - schudła, ale czy to było zdrowe?
W sumie pokrętnie, ale potwierdzasz to co piszę.
Idę po colę i popcorn, dajcie więcej ᕦ(ツ)ᕤ
Pieprzenie... Choruję na niedoczynność tarczycy od lat, biorę leki, pilnuję wagi, jeżeli trzeba modyfikuję sposób odżywiania i dawkę aktywności fizycznej. Całe życie (pomijając dzieciństwo, gdy byłam w normie, ale ciut pulchna) mam lekką niedowagę, lub - gdy parę kg przybędzie - przekraczam dolną granicę normy wagowej. Po czterdziestce mój metabolizm jeszcze zwolnił, zrobiło się jeszcze trudniej, ale wprowadziłam pewne zmiany w trybie życia i o dziwo - dalej trzymam się wyznaczonej wagi.
Żeby było śmieszniej - tak się trafiło, że od trzech lat mam w domu psa, a raczej sucz, która również ma niedoczynność tarczycy - gdy ją zabierałam ze schroniska, wyglądała jak kula tłuszczu. Również dostaje leki, do jedzenia odpowiednia karma, w odpowiedniej ilości. Stopniowo i z zegarkiem w ręce wprowadzałam jej treningi kondycyjne, później również lekkie wysiłki. Szło to powoli i zajęło około półtora roku, ale waga została zredukowana do właściwej, od tamtej pory wystarczy jej pilnować, dawać do jedzenia tyle ile żreć powinna i zapewniać odpowiednią dawkę ruchu.
@boruta to twoja dieta? sam tak jadasz?
Założę się o każde pieniądze, że nie.
I drugie pieniądze bym postawiła żeby zobaczyć ile bys sam na tej "łatwej" diecie wytrzymał. Nie zesraj się ᕦ(ツ)ᕤ
@ad13
czyli :
- nigdy nie miałaś problemów z nadwagą,
- rodzice nie wychowali cię w niezdrowym żywieniu,
- nie musiałaś zmieniać swoich nawyków,
- nie musiałaś niczego się nauczyć ani przewartościować wpojonych poglądów
- nie rozregulowałaś sobie metabolizmu
- nie uszkodziłaś sobie organów odpowiedzialnych za trawienie i magazynowanie
- generalnie - niewiele wiesz o zrzucaniu wagi w proporcjach o których mowa w wyznaniu.
zajebiście, że jest ci tak łatwo, ale serio, spróbuj w sobie wykrzesać minimum empatii - nie każda historia jest taka jak twoja.
Męczy mnie rozmowa z tobą, bo każdy post wygląda identycznie - jesteś odporna na problemy drugiego człowieka i przychodzisz się pochwalić ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯ kompletnie bez związku z tematem.
@boruta tak z ciekawości - z jakiego BMI zjechałeś na jakie? I w jakim czasie?
dnoiwodorosty, znowu popłynęłaś. Nie widzisz, że jesteś tak zafiksowana, że notorycznie sens wypowiedzi Ci ucieka i zaczynasz pisać totalne bzdury. Gdybym napisała, że przez tarczycę "nie mogę" schudnąć (co jest standardowym tekstem u osób z nadwagą), to byś mi tu pierwsza przyklaskiwała i stawiała jako przykład na poparcie swoich głupot.
Nie, nie mam w ogóle z niczym problemu, niedoczynność wręcz ułatwia chudnięcie, wcale nie trzeba było zmieniać nawyków żywieniowych, ani w ogóle niczego, niczego się nauczyć, do niczego przyzwyczaić, niczego pilnować czy kontrolować, dobranie/modyfikowanie dawek lewotyroksyny to też pikuś - wszystko to tak naturalnie i samo z siebie się robi, a metabolizm przy tym schorzeniu jest wręcz wspaniały, szczególnie im człowiek starszy. Rozumiem też, że rozmawiałaś z moimi rodzicami/dziadkami na temat mojego żywienia w dzieciństwie, w przeciwnym razie nie wiem skąd posiadasz takie informacje. Zgrabnie ominęłaś temat psa, bo w końcu pies nie człowiek, kij, że choroba taka sama i z identycznymi objawami, tym samym lekiem leczona (bierzemy te same tabletki, tylko w różnych dawkach) i identycznego postępowania wymaga.
Teraz rzeczywiście się powtórzę, w obozach koncentracyjnych nie znalazłabyś ani jednej osoby otyłej, czy nawet z nadwagą, tylko dlatego, że dostawali mało pożywienia przy dużym wysiłku fizycznym, proste przełożenie - spożywać odpowiednią ilość kalorii w stosunku do zapotrzebowania energetycznego swojego organizmu, które u każdego jest różne i na które mamy wpływ poprzez modyfikowanie dawki aktywności fizycznej. Ale oczywiście trzeba dorabiać całą pseudo-filozofię do tego, że ktoś ma słabą wolę i trzymanie się tej prostej zasady go przerasta, bo wymaga rezygnacji z pewnych przyjemności, zmiany przyzwyczajeń, czy ruszenia tyłka.
Oglądałaś kiedyś "Historie wielkiej wagi"? Wszyscy z otyłością, różnymi chorobami, jeden prosty sposób postępowania, a każdy kto się dostosował(!), prędzej czy później na wadze tracił. Cud jak nic.
"Akurat nie mam problemów z wagą"
Sama problemów z wagą nie masz, ale mnie (chwilę wcześniej) byłaś uprzejma zarzucić, że skoro nie byłam grubasem, to moja wiedza na temat problemów z nadwagą jest zerowa? Cóż za rozbrajająca logika :D
"przychodzisz się pochwalić kompletnie bez związku z tematem"
Przypomnę - napisałam prosty komentarz do wyznania, który nijak o mnie samej nie wspominał i bez osobistego nacechowania, do którego przyczepiłaś się jak g... psiego ogona i drążyłaś z uporem maniaka, wypisując bzdury, na które odpowiadałam. Jak widzę nie miało to większego sensu, bo gdzie emocje przesłaniają rozum, tam żadne tłumaczenie nie pomoże.
Dobra, pośmiałam się i wystarczy, nie będę się z koniem kopać XD
@ad od jakichś 5 postów cię ignoruję, więc kto się do kogo przyj...ł - chyba jasne.
ach, dieta obozu koncentracyjnego to ta "łatwa dieta, gdzie wystarczy tylko odrobina konsekwencji" - koło logiki nie stałaś, więc nie rozmawiam z tobą, bo nie ma o czym.
Ciągle nie możesz zrozumieć - brak ci empatii i to jest problem. Gówno wiesz co bym napisała, co wiem, co czytałam czy oglądałam - coś tam sobie projektujesz, coś tam bredzisz i ogólnie najlepiej ci idzie dyskusja sama ze sobą. To znaczy próbujesz wbijać szpile, co też koło dyskusji nie leżało.
Zostawiam cię we własnym idealnym towarzystwie ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
Może nosisz to samo co inni, tylko o rozmiar lub dwa za małe? Albo bardzo obcisłe?
jest dziwne przyzwolenie ze chopacy/mezcizni moga byc grubi ale kobiety/dziewczyny juz niekoniecznie….
Czy ja wiem? W szkole grubi chłopcy też są nękani.
Też są nękani, ale 'gruby chłopak' zaczyna się jakoś na granicy nadwagi i otyłości, za to 'grubą dziewczyną' można zostać, mając wagę w normie, zamiast poniżej niej.
Było podobne wyznanie tutaj. Możecie mnie zlinczować, ale powinnno się dobierać ubrania do swojej sylwetki/wieku. Tak jak nie mam ochoty patrzeć na staruszkę ze zwyrodniałymi nogami w mini, tak nie mam ochoty patrzeć na kogoś z brzuchem do kolan w krótkim topie. To samo spocony Janusz bez koszulki przy grillu, a potem przy stole. Jest to po prostu nieestetyczne. Nikt nikomu nie broni chodzić tak po domu czy wśród bliskich, ale "do ludzi" należy ubierać się stosownie.
Mam bardzo łatwe rozwiązanie. Jeżeli nie chcesz na coś patrzeć, to odwróć wzrok, bo twoje poczucie estetyki nie musi pokrywać się z poczuciem estetyki innych.
To nie jest "moje" poczucie estetyki. Idąc tym tropem możnaby iść w bikini na rozmowę kwalifikacyjną - bo jak się szefowi nie podoba, niech nie patrzy. Ubieranie się niestosownie do sylwetki i sytuacji, zwraca czyjąś uwagę. Zupełnie jak zachowywanie się niestosownie do czasu i miejsca. Tak już jest i albo się człowiek z tym godzi, albo wymienia garderobę. Rozmiar ubrań nie ma tu żadnego znaczenia.
Ale ulica to na szczęście nie rozmowa z szefem. I tak, to że TY nie chcesz patrzeć na staruszkę w mini, to jest TWOJA estetyka.
Wuefistce chodziło prawdopodobnie o to, żebyś się nie mordowała i było ci wygodniej.
Weź wyluzuj, bo też za bardzo bierzesz to do siebie.
Nie jestes stygmatyzowana z powodu ciała. Troche wielkie słowo na cos tak zwyklego jak stereotyp.
Zyjemy w świecie, gdzie grubasy utożsamiane są z niezdrowa dietą, fastfoodami, brakiem higieny, chorobami i jeszcze dorzućcie słabea wole, lenistwo, obżarstwo... W naszym swiecie grubas to czlowiek "nieudany".
Ogolnie super, ze akceptujesz siebie, ale twoj brak akceptacji przekuł sie w nieakceptowaniu sposobu myslenia innych ludzi.(nazwijmy to tak) Tak jak ty masz prawo załozyć legginsy na swój gruby tyłek, tak ja mam prawo wyrazic, ze mi sie to nie podoba, ze wygladasz źle i groteskowo.
Jesli chcesz byc gruba, to sobie bądź, ale tak jak ty nie schudniesz z dnia na dzien nie odetniesz sobie brzucha, tak inni nie zaakceptuja twojego nastawienia ot tak.
No nie masz prawa w kółko komentować w pracy czy szkole że koleżanka źle wygląda. Możesz tak myśleć, zwierzyć się innym skoro to tak istotne a nie dogadywać tej osobie. Mi się nie podobają faceci poniżej 170 cm ale nie komentuje ich na głos.
Więc w czym problem? Skoro Tobie pasuje Twój wygląd i nie chcesz schudnąć to czemu martwisz się opiniami innych osób? Ja z kolei całe życie jestem szczupła też nie raz słyszałam, że powinnam trochę przytyć, ale myślę, że takie wyznanie by nikogo nie ciekawiło...
No nie wiem... bo jest karana za coś za co inni nie są?
Z wyznania wynika że nie przejmuje sie tym, że jest grubsza i bardzo słusznie. Ale wątpię, że da się zignorować to że po lekcji ma zostawać i być karana za ubiór, w którym nie będzie miała przegrzania organizmu. Albo to, że zamiast skupić się na ćwiczeniu na wuefie musi wysłuchiwac nieudolnych prób motywacji przez nauczycielkę. A to co robi klasa to już w ogóle jest poniżej godności.
Jak Ci to nie przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu to miej wywalone. U mnie w szkole nad grubymi oprócz pato uczniów najbardziej pastwili się wf-iści. Chyba jakiś kompleks.
Nie każde niemiłe zachowanie wynika z kompleksów. Równie dobrze mogę powiedzieć, że wytykając takie rzeczy innym sam/a masz kompleksy
Głośno się zastanawiam.
Jeśli nie jesteś otyla z powodu choroby to reakcja społeczeństwa jest w pewnym sensie zrozumiała. Bo wtedy bycie grubym oznacza brak zadbania i lenistwo. I tu nie chodzi o higienę a o odżywianie. Skoro już jesteś w takim stanie i wciąż nie zwracasz uwagi na to co jesz i ile jest równoznaczne z tym że nie masz szacunku do swojego ciała. I o ile rozumiem że niektórzy mają po prostu tendencje do tycia a wychowanie i rodzina kompletnie w tym nie pomaga ale też trzeba mieć świadomość dlaczego niektórzy reagują niechęcią.
Faktycznie zachowanie klasy było okropne i go nie pochwalam. Tego akurat nie będę bronić.
Otyłość to choroba (kod E66 według ICD-10) i należy ją leczyć.
Wiem. Mi chodzi o otyłość związaną z chorobami tarczycy przykładowo. Wtedy zrzucenie dodatkowych kilogramów jest naprawdę bardzo trudne i wiąże się z przebiegiem choroby.
@Smutnabula, w innych przypadkach zrzucenie kilogramów też jest naprawdę trudnę i nie wolno tego lekceważyć.