#whiHM

Jakoś na początku wakacji miałam włosy sięgające prawie do pupy. Mojej mamie się to nie podobało i powtarzała mi w kółko, że brzydko w nich wyglądam, że nie pasują mi itp., więc któregoś dnia zaproponowała mi, żebym podcięła końcówki. Zgodziłam się, bo miałam je już trochę rozdwojone. Usiadłam na krześle i mama zaczęła mi zsuwać gumkę z włosów (miałam wtedy takiego niskiego kucyka). Usłyszałam tylko nożyczki i po chwili nie miałam ponad połowy włosów (po wyrównaniu miałam je tak do brody). Mama popatrzyła na mnie i powiedziała, że teraz o wiele lepiej. Po tym, jak mi je wyrównała poszłam do swojego pokoju i płakałam bardzo długo, bo włosy rosną mi wolno.

#jRoLP

Witam. Na początku wyzwania muszę, bo to bardzo ważne, zaznaczyć, że jestem właścicielem dużej firmy, która zarabia olbrzymie pieniądze. Jednak nie jestem znaną osobą poza firmą, gdyż nie lubię rozgłosu.

Wysyłam CV do wielu firm, których ogłoszenia o pracy wiszą już dłuższy czas. Moje zdolności i umiejętności są pokaźne, więc jestem zapraszany na rozmowy kwalifikacyjne przez większość tych firm. Nikt raczej mnie nie zna, więc łatwiej jest mi się wczuć w rolę przypadkowego człowieka starającego się o pracę. Gdy rozmowa zbliża się już ku końcowi, a pracodawca jest zadowolony, to wtedy wkracza moja ciemna strona. Zaczynam drążyć temat zarobków, stanowiska pracy, obowiązków, socjalu, możliwości rozwoju itd. Większość moich rozmówców jest wtedy zaskoczona, a wręcz zdenerwowana. Twierdzą, że jestem niepoważny, dowiem się wszystkiego jak już dojdzie do podpisania umowy, dowiem się na drugim etapie, oni nie są uprawnieni do udzielania takich informacji. Stwierdzam wtedy, że w takim razie rezygnuję ze współpracy. I mówię, że dana firma jest niepoważna, jeżeli prowadzi taką politykę ukrywania prawdy.

Dlaczego to robię? Dlatego, że nie podoba mi się jak traktowany jest pracownik przez pracodawców. W mojej firmie na rozmowach kwalifikacyjnych od razu podane są wszystkie informacje dotyczące stanowiska. Nie wyobrażam sobie traktować przyszłych pracowników jak podludzi. To przecież normalni ludzie, którzy tak jak ja potrzebują środków do życia.

Nikt oprócz mojej najbliższej rodziny nie wie, że to robię.

PS: Wybieram ogłoszenia o pracę, które już od dłuższego czasu zalegają oraz takie, które już w samej treści traktują innych jak gorszych.

#Hqnpi

Na koniec tamtego sezonu jechałem odwieźć hujogrzmota (mój motocykl) do babci na zimę. Było trochę ślisko, a ja miałem jedną łysą oponę. Wjeżdżałem na rondo i jakiś dupek zajechał mi drogę. Koło przednie wjechało na pas i straciło przyczepność. Potem shimi i zeskoczyłem przy 70. Na szczęście motocykl był cały :D Dobrze, że byłem w kombinezonie - to dużo daje, serio. Miałem tylko jednego siniaka, a przeleciałem pół ronda po asfalcie. 

Potem biorą mnie do karetki i badają. Zaraz przyjeżdża policja. Otwierają karetkę, policjant stoi z czarnym workiem i pyta się, gdzie ten trup, ja tak patrzę na niego i mówię, że to chyba ja :)

#I1Hcu

Dzieci często pytane są o to, kim chcą zostać jak dorosną, odpowiadają wówczas, że "Księżniczką, lekarzem, strażakiem, policjantem itd." Babcia zapytała więc i mnie kim chciałabym zostać jak dorosnę. Odpowiedziałam, że chciałabym być dżdżownicą. Zaskoczenie babci musiało być na tyle duże, że zapytała dlaczego akurat dżdżownicą. Jako 3-latka odpowiedzią powaliłam wszystkich: "Bo leży... a idzie". Podejrzewam, że musiałam to gdzieś usłyszeć, bo jakie dziecko by wpadło na coś takiego? :)

#z8Alo

Wychowałem się w ultrakatolickiej rodzinie zastępczej, więc ortodoksyjną wręcz religijność miałem wpojoną odkąd nauczyłem się mówić. Od komunii byłem ministrantem (nie, wyznanie nie będzie o molestowaniu, bo go o dziwo nie było), a w wieku 14 lat dołączyłem do oazy. I to mi otworzyło oczy.
Oaza mnie do końca przekonała, że instytucja kościelna jest święta i nieomylna, a słowo księdza jest prawem. Już po drugim stopniu formacji zaczęły mnie jednak nachodzić wątpliwości, czy aby na pewno to w co wierzę jest prawdą. Pojawiły się pytania, jak na przykład:
Dlaczego księża znają nauki Jezusa niemal na pamięć, a ich nie przestrzegają?
Czy celibat jest zgodny z pismem świętym, skoro nawet pierwszy papież miał żonę?
Skoro Jezus zachęcał do rozdania majątku i pójścia za nim, to czemu kler ten majątek gromadzi?

Z tymi pytaniami udałem się, a jakże, do... księdza moderatora, który jak tylko usłyszał z czym przychodzę, wpadł w szał. Zaczął mnie wyzywać od bezbożników, gnojów, pomiotów szatana, ogólnie od najgorszych rzeczy, które może usłyszeć wierzący.
Jego reakcja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że kościół to tylko biznes, więc stwierdziłem, że nie będę go wspierał samemu nic z tego nie mając. Przestałem chodzić na oazę, ze służby ołtarza zrezygnowałem, a że w międzyczasie przyplątał mi się jeszcze młodzieńczy bunt - dla podkreślenia zerwania z kościołem zacząłem słuchać ciężkich brzmień i kupiłem pierwsze glany i gitarę, ale w Boga wierzyłem dalej.
Błagałem go tylko o jedno: o zdrowie, ale nie dla siebie. Wszyscy moi bliscy byli obciążeni chorobą genetyczną. Błagałem go o to codziennie od 13 roku życia. Rodzice zmarli, gdy miałem 18 lat, brat dwa lata później i wtedy zrozumiałem, że Bóg domaga się uwielbienia za nic.
Dlaczego przez parę długich lat mogę go błagać o jedną jedyną rzecz, a on, mimo iż wszechmogący, nic z tym nie zrobił?
Dlaczego nie dał chociażby małego, ale wyraźnego znaku, że w ogóle to usłyszał?
Dlaczego twierdzi, że nas wszystkich kocha, a dopuszcza abyśmy cierpieli, tak jak moi bliscy?

Podjąłem ostateczną decyzję: rezygnuję. Żadnego boga nie ma albo ma nas w dupie, a instytucja kościelna jest cyniczna i wyrachowana, sprzedając ludziom coś, czego w życiu na oczy nie zobaczą.

#xVPK2

Zacznę od tego, że w tym roku zaczęłam studia, więc musiałam wybrać sobie jakiś wf. Moja babcia zawsze pyta o wszystkie nowe rzeczy, więc i tym razem powiedziałam jej, co wybrałam. Sęk w tym, że babcia, jako że ma już swoje lata, bardzo często myli lub przekręca jakieś słowa.

Dzisiaj rano słyszę jak babcia rozmawia przez telefon ze swoją koleżanką. Opowiada jej właśnie o moich studiach i nie zwróciłabym na to specjalnej uwagi, gdyby nie ostatnie zdanie: "No i jakoś dziwnie ma ten plan ułożony, dzisiaj tylko ma ten wf, to jest jakiś... striptiz".

Fitness. Zapisałam się na fitness.

#8EzIk

Z każdym dniem, jak widzę co się dzieję w tym kraju, dochodzę do wniosku, że zamiast chodzić na studia i się uczyć tych nikomu nie potrzebnych informacji, by potem jak niewolnik pracować w 10 osób w pokoiku 3x4 m, lepiej by było zorganizować sobie 4 hektary ziemi gdzieś w dziczy z dala od miast i cywilizacji (nie w Polsce) i żyć w spokoju, polując na jelenie i hodując warzywa. Zdaję sobie sprawę, że całkiem odciąć się nie da, ale minimum kontaktu, np. by sprzedać skórę, kupić ubrania czy narzędzia jestem w stanie znieść.
Bycie takim "pustelnikiem" bez kibla, ogrzewania, spożywczaka na rogu i bieżącej wody nadal byłoby dla mnie szczęśliwsze od tego wyścigu szczurów i fałszywych ludzi.

Co w tym anonimowego? Wszystko. Spróbuj komuś to powiedzieć, a cię wyśmieją i spróbują nawrócić. Zaczęłam kilka kursów, typu stolarka, krawiectwo, łowiectwo itp. żebym w przyszłości jak spłacę wszystkie długi, które na mnie pozaciągali rodzice, mogła w końcu kupić własny kawałek ziemi i uciec z tego wariatkowa i w końcu być szczęśliwa. Gdyby nie moje zerowe umiejętności w każdej dziedzinie manualnej, bo "po co ci to? ucz się, będzie ci łatwiej" uciekłabym już teraz.

#mDd0D

Poznań. Wracałam z uczelni. Na dobre rozpoczęła się jesień, zatem na dworze jest już wietrznie i zimno. Czekałam na przystanku na tramwaj, zmarznięta, głodna i zmęczona. Wsiadłam do pojazdu, który gwałtownie ruszył, szarpnęło mną ostro do tyłu i ledwo zdążyłam chwycić się barierki. Tuż obok, gdzie stałam, siedział starszy pan. Staruszek. Uśmiechnął się dobrotliwie, widząc mnie w tej sytuacji i chyba ogólnie w takim nastroju. Nie zwróciłam na to zbytnio uwagi, jednak gdy znowu podniosłam wzrok, ten pan nadal się do mnie uśmiechał - zrobiło mi się bardzo miło i postanowiłam odwdzięczyć się uśmiechem. Rzadko uśmiechamy się do siebie bez powodu, ot tak, jesteśmy zbyt zabiegani, aby uchwycić w pędzie czyjeś spojrzenie i po prostu się uśmiechnąć.

Ale to nie koniec historii. Tramwaj zatrzymał się na pewnym przystanku, a starszy pan wstał i... chwycił mnie za tyłek, po czym pośpiesznie wysiadł. Byłam tak oszołomiona, że nie zdążyłam zareagować i aż do swojego przystanku zbierałam szczenę z podłogi.

#RxvB0

Czas szkoły średniej, pierwszych sympatii.. Tego dnia szłam odwiedzić moją najlepszą koleżankę. Akurat razem ze swoim chłopakiem wycinali wkładki do butów. Pół żartem, pół serio na odchodnym poprosiłam Kubę o wkładki rozmiaru 38.

Jestem w domu, za chwilę dzwonek do drzwi, a tam uśmiechnięty Kuba z wkładkami. Może to głupie, ale nikt mnie nigdy nie zaskoczył takim drobiazgiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że widzę go ostatni raz.

Dzień po tym dowiedziałam się, że Kuba się powiesił po rozstaniu z moją najlepszą koleżanką.
Takie oto wspomnienie, kiedy widzę wkładki do butów...

#7GUDA

Zapewne każdy pamięta niedawno tu wstawioną historię kobiety, która jadąc pociągiem spotkała przystojnego chłopaka, który napisał jej swój numer na książce "Mały Książę" (http://anonimowe.pl/WtWO8). Czytając tę historię tak się wkręciłam, że mówię sobie: "Skoro takie cuda się zdarzają... Czemu miałabym nie zaryzykować?".

Wzięłam więc ze sobą książkę "Niezgodna" i wyruszyłam w podróż pociągiem. Nie wiem jakim cudem, ale ja również spotkałam mój ideał chłopaka. Wysoki, umięśniony z powalającym uśmiechem. Pogadaliśmy chwilkę, ja udawałam, że czytam od czasu do czasu książkę przez moją 8-godzinną podróż, aż w końcu zostawiłam książkę z zakładką i poszłam do toalety - zgodnie z planem miał mi napisać swój numer.

Koniec końców jak wróciłam, już go nie było. Szkoda tylko, że wraz z jego zniknięciem zniknął mój portfel i telefon, których ze sobą nie zabrałam... A numeru brak...
Żyć nie umierać.
Dodaj anonimowe wyznanie