#JqGNU

Ostatnio będąc z kumplem w McDonaldzie widziałam coś przeuroczego, do tej pory uśmiecham się jak sobie to przypomnę :)

U mnie w mieście w maku stoi takie miejsce z poduszkami, gdzie zawsze bawią się małe dzieci. Mogą tam skakać i się wygłupiać. Wybrałam miejsce do siedzenia niedaleko owego miejsca. Chwilę po naszym przybyciu na wyżej wspomniane miejsce przybiegła dwójka dzieci, na oko mieli może 3-4 latka, chłopczyk i dziewczynka. Żeby wejść na ten obiekt trzeba ściągnąć buty. Chłopczyk poradził sobie z tym bez problemu i od razu zaczął skakać, lecz dziewczynka zaczęła po cichutku szlochać, że nie umie rozwiązać bucika i usiadła zrezygnowana.

A co na to młody dżentelmen? Podbiegł do niej, uklęknął na jedno kolano, mówiąc:
- Oj ty głuptasie, chodź się bawić! - i ściągnął jej obydwa buciki :)

#US5xk

Od 4 roku życia mieszkam z dziadkami. Mój młodszy brat miał wtedy 2 lata. Teraz oboje już studiujemy. Każdy od zawsze myśli: biedne dzieci, zapewne umarli im rodzice, albo źle się powodziło, więc na pewno wyjechali do pracy za granicę, żeby zapewnić dzieciom dobry byt. Nic bardziej mylnego.

Urodziłam się, jak rodzice mieli 20 lat - niby nie tak wcześnie, ale też nie tak późno. Nie byli na to przygotowani. Potem urodził się mój brat, a oni chwilę później się rozwiedli. Sąd orzekł miejsce zamieszkania dzieci przy ojcu. Mieszkaliśmy u dziadków najpierw razem z ojcem, później ojciec poznał kobietę i zamieszkali we dwójkę w jego mieszkaniu. Mama też kogoś miała.

Najpierw było fajnie: co drugi weekend rodzice zabierali nas do kina, na lody, do parku, zoo, cyrku, na wakacje za granicę. Jednak nie było ich przy nas na co dzień, pieczę nad nami sprawowała babcia. Ojciec pojawiał się co jakiś czas, żeby sprawdzić nasze lekcje - jak w zeszycie było chociaż jedno skreślenie, to musiałam przepisywać wszystko od nowa. Tak samo z grą na skrzypcach: jako 7-latka grałam tak długo, aż zagrałam wszystkie piosenki bezbłędnie, czasem zajmowało to 3h (teraz już nie gram na skrzypcach, nie znoszę tego...).

W międzyczasie mamie urodziła się córka - młodsza ode mnie o 10 lat. Dwa lata później ojcu urodził się syn. W tym czasie razem z bratem byliśmy już coraz starsi - woleliśmy wyjechać na kolonie, w weekend iść do koleżanki, zamiast spędzać czas z rodzicami. Nasze kontakty stały się coraz rzadsze.

Na chwilę obecną ojca nie widziałam już rok, z matką miałam kontakt 1,5 miesiąca temu, jak miałam problemy z ubezpieczeniem zdrowotnym. Miała oddzwonić. Nie oddzwoniła do tego czasu.

Nie jestem w stanie zrozumieć ich postępowania. Sama nie mam dzieci, jednak nie wyobrażam sobie zostawić ich tak po prostu i założyć inną, nową, szczęśliwą rodzinę. Nawet nie dokładają się dziadkom do naszego utrzymania, mimo że w tym roku przechodzą na emeryturę. Oboje rodzice mają wykształcenie wyższe, własne mieszkania, całkiem nieźle zarabiają, jednak pozbyli się dwóch małych problemów: 4-letniej córki i 2-letniego syna.

Jesteśmy bardzo wdzięczni dziadkom za wychowywanie nas. To oni pomagali nam odrabiać lekcje, oni wiedzą, co lubimy jeść, jaki jest nas ulubiony kolor, znają naszych przyjaciół, widzieli nasze uśmiechy i łzy, chodzili na wywiadówki, byli przy nas podczas pierwszych rozterek miłosnych, to oni przywozili nas pijanych z imprez, oni piorą nam gacie. To oni w wieku 40 lat poświęcili swoją drugą młodość, by znów wejść w pieluchy. To dziadkowie odbierają sobie wszystko, żeby tylko było nam dobrze. To ich traktujemy jak prawdziwych rodziców.

#WytsE

Jako dziecko często chorowałam, a nawet bardzo często. Mogłam leżeć w szpitalu tygodniami, dlatego też nieraz zawierałam tam przyjaźnie, niektóre z nich zresztą trwają do dziś... Ale od początku.

Historia miała miejsce w jednym z warszawskich szpitali. Z powodu przeludnienia zostałam przeniesiona z mojego oddziału dziewczęcego do oddziału chłopięcego. Trafiłam do niewielkiej sali, na której znajdywały się tylko 4 łóżka. Dzieliłam więc pokój z 3 chłopakami, w wieku podobnym do mojego. Jako dzieci lubiliśmy rozrabiać, więc o ile nie byliśmy akurat podłączeni do kroplówki uciekaliśmy z pokoju, aby bawić się na korytarzu. Oczywiście zawsze nam się później obrywało od rodziców. Znaczy, wszystkim, poza jednym chłopakiem. Nazwijmy go Łukasz. Do niego nigdy nie przychodzili rodzice. Zawsze siedział sam. Choć był ode mnie starszy o 4 lata, nieraz zdarzało mu się moczyć do łóżka. Więc gdy odwiedzała mnie mama, opowiadałam jej o wszystkim, co się działo, o chłopcu również.

Sama byłam 5-, 6-letnim dzieckiem i nie rozumiałam, dlaczego sprawa u niego tak wygląda. Moja mama zaniepokoiła się daną sytuacją i gdy następnego razu mnie odwiedziła, przyniosła ze sobą też jakieś ciastka i owoce dla chłopca. Zaczęła z nim rozmawiać, a jako psycholog potrafiła do niego dotrzeć. Łukasz otworzył się i zaczął opowiadać o swojej rodzinie. Okazało się, że jego mama zmarła na nowotwór. Ojciec był w stanie umierającym. Miał poza tym 7 rodzeństwa, z czego najstarsza dwójka miała już dzieci. Jednakże nikt z nich nie miał pracy i wszyscy razem zamieszkiwali mały, trzypokojowy domek, choć lepianka byłaby lepszym określeniem.

Mojej mamie zrobiło się Łukasza bardzo żal. Pamiętam, że gdy wyszłam ze szpitala, to dalej czasem go z mamą odwiedzałyśmy.
Gdy w końcu wyszedł, mama zabrała go z nami na wyjazd w góry. Niezwykłe było to, jak niewiele potrzebował, aby być szczęśliwym. Był za wszystko bardzo wdzięczny. Niestety niedługo po tym wydarzeniu zmarł też jego ojciec. Jego rodzinie było bardzo ciężko, a moja mama co roku ich odwiedzała w święta, przynosząc prezenty i słodycze dla najmłodszych i pomagając starszym w utrzymaniu domu.

Teraz Łukasz jest już pełnoletni i pracujący. Kilka dni temu odwiedził nasz dom z bukietem kwiatów dla mojej mamy. Podziękował za wszystko i obiecał postarać się spłacić dług, jaki ma u mojej mamy. Ta tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że to tak jakby oczekiwała zapłaty od syna.

Jestem dumna z mojej mamy i dumna z Łukasza. W świecie, gdzie głównie słyszy się o złych wydarzeniach uważam, że należy pamiętać o tym, że to od nas zależy, ile dobrego znajdziemy wokół siebie. Moja mama zaszczepiła we mnie chęć pomagania. Teraz również spędzam sporo czasu w szpitalach, ale już nie pacjent. Jako wolontariuszka i w przyszłości, mam nadzieję, jako lekarz.

#noYbh

Co tu dużo mówić - jak byłem mały, to rozwaliłem komputer. Jak do tego doszło? Już tłumaczę.

Od dziecka kochałem grać w gry, szczególnie (może ktoś kojarzy) w serię Gothic.
Miałem wtedy jakoś z 6 lat, brat poszedł gdzieś do kolegi, rodziców w domu nie ma, no to przystępujemy do gry. Odpalam mojego ukochanego Gothic 2 Noc Kruka no i bang, pod obrazkiem odpala się dziwne ładowanie. Nigdy wcześniej tego nie widziałem, przestraszyłem się mocno. W panice zresetowałem komputer guzikiem, ponownie odpalam grę i znowu to samo. Czynność powtarzałem wiele razy... aż komputer nie chciał się odpalić. Wtedy już naprawdę z ciężkimi portkami i łzami w oczach poczułem zapach spalenizny... Zadzwoniłem szybko do mojego taty mówiąc, że komputer się pali. Kiedy przyjechał i zapytał co się stało, przestraszony odpowiedziałem, że włączyłem sobie komputer (oczywiście nie wspominając ile razy :D) i nagle usłyszałem jakiś huk.

Tak oto zepsułem komputer, próbując włączyć grę (podobno zasilacz nie wytrzymał i do grobu zabrał również ram od skoków napięcia).

Nikt nigdy się nie dowiedział, co tak naprawdę było przyczyną i nikt mnie nie podejrzewał. Jako że komputer ten sporo wtedy kosztował, to po prostu bałem się przyznać, zabiorę to ze sobą do grobu.

#803ii

Miałam może 10 lat, jak nie mniej. Idąc korytarzem na drugim piętrze, poczułam nagłą chęć zaburzenia spokoju mojego 17-letniego brata. Weszłam do jego pokoju i dostrzegłam na ławie pokarm bogów - czekoladę!
Brat od razu zaczaił, o co mi chodzi. Zwinęłam czekoladę, a on w ekspresowym tempie wstał i zaczął mnie gonić. Pędziłam w stronę schodów... I w tym momencie poślizgnęłam się na śliskiej podłodze, spadając na brzuchu, głową w dół po kafelkowych, twardych schodach, rozłożona jak żaba. Gdy zjechałam na sam dół, od razu wstałam i spojrzałam na przerażonego brata. Spojrzałam na przerażoną minę brata i zaczęłam cieszyć się do samej siebie, z dumą ściskając zdobytą czekoladę.

Po chwili poznałam powód jego przerażenia. Miałam starte do krwi obie ręce, a nogę zdartą do samej kości i pękniętą.

No, ale czekoladę miałam!

#ol0kr

Idę sobie ostatnio z pewnego miejsca, wzrok wbity w ziemię, na twarzy wypisane wszystkie troski świata. Z wyjściowej bramy odzywa się nagle do mnie jakiś bezdomny pan, pokazując ręką za mnie:
- Coś pani zgubiła!
Oglądam się za siebie. Nic kurde nie ma. Może gościu sobie żartuje, ale nic, wróciłam poszukać.
Patrzę po tej ziemi. Kurde, ni ma. Pan bezdomny krzyczy do mnie:
- Niech pani nie szuka, tam nic nie ma!
Chwila irytacji, złowrogie spojrzenie, w planach: wyminięcie gościa z podniesioną głową i niedanie po sobie nic znać.
Pan dodał z ogromnym optymizmem, wymachując rękoma:
- Pani uśmiech zgubiła! Niech pani nie szuka na ziemi! Tam nic nie ma!

Nic mnie tak nigdy nie uderzyło. Pan bezdomny był bogatszy ode mnie.

#19yKt

Niedawno zdiagnozowano u mnie padaczkę. Może nie wiecie, ale to nie zawsze jest taki napad jak z filmu, że drgawki i padasz na podłogę. Czasem twój mózg po prostu się wyłącza. Możesz nawet nie upaść, ale przez kilkanaście sekund lub minut cię nie ma. Masz dziury w pamięci, jesteś zagubiony. Niby niegroźne, ale wyobraź sobie, że akurat trzymasz coś gorącego lub prowadzisz samochód i wyłączasz się. Ja takie napady miałam odkąd pamiętam. Nagle odnajduję się w sytuacji, że ktoś patrzy na mnie wyczekująco, domyślam się, że coś mówiłam i ta osoba czeka, aż dokończę, ale ja nie wiem zupełnie o co chodzi.

Dlaczego się wcześniej nie zbadałam? Byłam dzieckiem. Powtarzano mi, że jestem roztrzepana, że mam głowę w chmurach i nie wiadomo co jeszcze. Karcono mnie za to. Cały czas obwiniałam siebie i tak wyrastałam. Aż z wiekiem napady nasiliły się, zrobiło się poważnie i w końcu wylądowałam w szpitalu, co rozpoczęło całą procedurę diagnozy.

Nigdy nie zapomnę miny neurologa, kiedy zapytał mnie od kiedy mam takie objawy, a ja, że odkąd pamiętam. I nikt nie zauważył? No nie.

I może nie powinnam, ale mam cholerny żal do całej rodziny i nauczycieli w szkole, którzy woleli mi wmawiać, że to mój charakter, niż zabrać mnie do lekarza. Bo może gdybym zaczęła wcześniej brać leki, to nie miałabym takich dziur w pamięci i ataki nie zrobiłyby się tak poważne. W tym momencie boję się nawet podjąć normalnej pracy, bo nie wiem, co się ze mną dzieje.

#MIs9s

Kiedyś chodziłam z mamą po mieście, szukając dla mnie stroju na zawody.
W pewnym momencie minęłyśmy ok. 20-letniego chłopaka. Po coś się zatrzymałyśmy, a on nagle do nas podszedł i do mojej mamy z tekstem:
- Dzień dobry, chciałem tylko powiedzieć, że ma pani piękną córkę - puścił mi oczko i poszedł. Ja się trochę zmieszałam, a mama krzyknęła dziękując i odeszłyśmy.

Kawałek dalej zapytałam się jej:
- Ile mu zapłaciłaś?
Na co moja kochana mamusia odpowiedziała:
- Nic, próbowałam, ale jak cię zobaczył, zrobiło mu się żal i postanowił zrobić to charytatywnie.

#QMpsq

Jestem złośliwym draniem.

Moja sąsiadka kupiła niedawno drukarkę, do której, jak się okazało, z każdego komputera lub komórki można podłączyć się przez Wi-Fi. Od jakichś dwóch tygodni przynajmniej raz dziennie wysyłam jej anonse dotyczące kupna suplementów diety dla kobiet z menopauzą, zachęty do wpłaty datków na Radio Maryja oraz dietetyczne przepisy dla osób z chroniczną, nerwową biegunką. Za każdym razem, kiedy to robię, słyszę jak moja sąsiadka wścieka się i wrzeszczy do swojego męża, że ten kupił najtańszą dostępną na rynku drukarkę i przez to teraz musi się użerać z urządzeniem, które nęka ludzi reklamami.
Dodaj anonimowe wyznanie