#r85ic
Któregoś razu, gdy miałem 16 lat, babcia, u której mieszkałem wcisnęła mi witaminę B12 czy B6 (mniejsza). Na tabletkach, co jest istotne, nie było napisane nic i nie miały logo żadnego producenta.
Przed szkołą pociąłem tabletki na ćwiartki, a następnie w szkole wkręciłem kilku kolegów, że to nowy narkotyk, który dostałem na przetestowanie od kuzyna będącego dilerem. Miała to być mieszanka LSD z Ecstasy.
Chłopacy łatwo dali się podpuścić. Wszyscy czuli się jakoś inaczej, mieli napady śmiechu i czuli się pobudzeni. Z 4 kumpli tylko jeden mówił, że na niego to nie działa.
To jednak nie finał tej historii.
Na długiej przerwie skoczyliśmy do sklepu. Wracając z niego zatrzymała nas policja. Sprawdzili dane, a następnie nas dosyć dokładnie przeszukali. Tabletki, pomimo, że były w wewnętrznej kieszeni, zostały znalezione przez funkcjonariusza.
Natychmiast zapytał co to jest, a ja bez zastanowienia odpowiedziałem, że witaminy. Do dziś nie wiem jakim cudem, ale policjanci uwierzyli na słowo.
A teraz wisienka na torcie.
Żaden z chłopaków się nie domyślił, że to naprawdę witaminy.
Cała drogę do szkoły mieli ubaw, że w taki głupi sposób wykiwałem funkcjonariuszy. Trzech z nich do dzisiaj wierzy, że testowało nowy narkotyk :D (minęło 8 lat)
#yGQt7
Nigdy nie pracowałam tak na poważnie na umowie. Nie mam studiów. Nie mam prawa jazdy, choć jeździłam super, to zdawałam 11 razy. Oblewali o najmniejszą głupotę. Nigdy nie skręciłam nawet w najbliższe skrzyżowanie. Z nerwów serce mi waliło, jakby z piersi miało uciec.
Czasami sobie tak myślę, że jak mojego faceta zabraknie, to chyba wyląduję pod mostem, bo nie będę miała pieniędzy na życie, na rachunki. Czuję, że moje życie jest już zmarnowane. Chciałabym zasnąć i nigdy się nie obudzić. Jestem taka słaba i nie wiem, czy kiedykolwiek przestanę być.
#0z642
Na szczęście zatrudniliśmy kamerzystę :-)
#7KYDS
Dopiero po chwili zorientowałem się, że wsiadłem do auta mamy koleżanki, która organizowała imprezę. Mamy, która wróciła wcześniej z delegacji i o niczym nie wiedziała.
#CPXk7
Pewnego razu jechałam do do domu autobusem, razem ze mną w pojeździe siedziała grupka młodych dziewczyn i słuchała muzyki na głośniku. Było to bardzo irytujące, jednak nikt się nie odezwał.
W pewnym momencie do autobusu wsiadł młody chłopak. Wyglądał na ułożonego i grzecznego. Podszedł on do grupki. Między chłopakiem a dziewczynami wywiązał się następujący dialog:
Chłopak: Może byście to wyłączyły? Nie każdy ma ochotę tego słuchać.
Dziewczyny: Jak ci się coś nie podoba, to nie musisz słuchać.
Chłopak odszedł i usiadł na swoim miejscu. Jednak kiedy zbliżał się jego przystanek, wstał i zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. Podszedł do dziewczyn, wypiął się i... puścił soczystego bąka. Powiedział: Jak wam się nie podoba, to nie musicie wąchać.
Po tym tekście odwrócił się na pięcie i zostawił dziewczyny w wielkim szoku.
#r83ut
Łezka zakręciła mi się w oku, więc odwzajemniłam uścisk i szepnęłam mu do ucha, że bardzo go kocham. Brat mnie odepchnął, machnął ręką i sobie poszedł.
Okazało się, że tulił mnie tylko po to, by wybadać, czy nie mam fajek, bo mu się skończyły. No i zabrał mi ostatniego papierosa, którego miałam w tylnej kieszeni spodni…
#PyDg1
Na początku miałam jakieś uprzedzenie do niego, ale z czasem się przekonałam. Ona pracowała w znanej korporacji, a on jako handlowiec w innej. Oboje mieszkali w Warszawie, wzięli duży kredyt na mieszkanie w centrum stolicy. Znali się około 5 lat i wówczas zaczęli myśleć o ślubie, bo tak naprawdę to było tylko dopełnienie (oprócz dziecka).
Ślub planowali ponad 2 lata, wszystko można powiedzieć było zapięte na ostatni guzik, "każda minuta" była zaplanowana i nie mogło nic pójść źle. Dwa miesiące przed ślubem wszyscy zaproszeni, ponad 200 osób. Mogli sobie pozwolić na wesele marzeń, dość sporo zarabiali, pomimo spłaty kredytu. W końcu nadszedł ten ważny dzień, godzina 4 rano, dzwoni do mnie Asia i mówi cała zapłakana, że wesela nie będzie. Po prostu mnie zamurowało. Nie mogłam i nie chciałam nic więcej od niej wyciągnąć przez telefon. Od razu udałam się do niej.
Asia siedziała pod drzwiami cała zapłakana, dobrą godzinę NIC nie mogłam się dowiedzieć. Michała nie było, ponieważ miało się wszystko zacząć w jego domu rodzinnym w Gdańsku, następnie miał przyjechać do Asi i do kościoła itd. Michał miał satysfakcjonujące godziny pracy. W piątki nie pracował wcale i praktycznie co tydzień, góra dwa, jeździł do "rodziców" do Gdańska, tłumaczył się tym, że jest jedynakiem, a jego rodzice już jak na swój wiek są bardzo schorowani. Aśka często jeździła tam z nim, ale nie zawsze. Co się okazało? Michał miał w Gdańsku po prostu drugą, w dodatku miał z nią dziecko!!! O tym dowiedziała się Aśka właśnie w dniu ślubu, gdy druga miłość Michała złożyła jej wizytę. Co najlepsze, rodzice Michała wszystko wiedzieli i nawet słówka nie pisnęli.
Wesele oczywiście się rozleciało. Aśka się rozsypała, z dziewczyny wesołej, pogodnej, optymistki stała się osobą nic nie mówiącą. Trafiła do psychiatryka: nic nie mówiła, zamknęła się w sobie. Całe dnie spała na prochach, dostała długi urlop w pracy, mieszkała w rodzinnej miejscowości z rodzicami, gdzie im powiedziała otwarcie "I tak mnie nie upilnujecie i coś sobie zrobię". Minęły 2 miesiące, powoli wracała do rzeczywistości.
Po powrocie do Warszawy miesiąc mama z nią mieszkała, miesiąc tata (musiała wrócić do pracy). Wyglądała całkiem już normalnie, rozmawiała, poczucie humoru wróciło, powoli zaczynałam widzieć w niej poprzednią Aśkę. Nadszedł moment, że rodzice z nią już nie mieszkali. Po dokładnie 7 miesiącach od planowanego wesela powiesiła się w mieszkaniu, które kupiła z Michałem. Właśnie wróciłam z jej pogrzebu.... [*]
Ktoś może powiedzieć, że dobrze, że wydało się przed weselem, a nie po, ale co z tego, i tak duża tragedia dla rodziców i bliskich przez głupotę Michała.
#nDFJv
Koło 22 przechodziłam przez park kierując się do domu. Gdy miałam skręcać w uliczkę do domu, usłyszałam skomlenie psa. Jako, że kocham każde zwierzę, a zwłaszcza psy, postanowiłam sprawdzić co się dzieje i skąd dobiega skowyt. Po chwili zobaczyłam grupkę chłopaków, coś koło 19 do 20 lat, stojących nad biednym psem. Wilczur był cały zakrwawiony i nie mógł wstać. Nie wiedziałam co robić, bo po policję jakbym zadzwoniła, to pies by pewnie nie dożył, więc w przypływie adrenaliny postanowiłam działać na własną rękę. Schowałam się za krzaki i krzyknęłam: Policja! Proszę się nie ruszać!
Po chwili nikogo nie było przy psie.
Jego stan był krytyczny, a weterynarze nie dawali mu szans. Teraz po 2 latach Sonik ma się świetnie, porusza się z wózkiem na tylnych łapach i jest cudowny.
Cieszę się, że go uratowałam i że mam najcudowniejszego przyjaciela pod słońcem, a do ludzi, którzy mu to zrobili nie mam słów. Tego po prostu nie da się opisać... Mam nadzieję, że karma do nich wróci.
#fAIk0
Któregoś wieczora spotkaliśmy się grupą w garażu i tam śpiewaliśmy razem piosenki przy akompaniamencie gitary. Nie piliśmy alkoholu ani nic z tych rzeczy. Robiło się już późno i chciałam wrócić do domu. Wyszłam, a Piotrek wyszedł za mną. Pamiętam, że zapytał, czy nie jest mi zimno, czy mnie nie przytulić, czy nie chciałabym zostać. Na wszystkie pytania odpowiedziałam przecząco. A potem powiedział coś, co mnie wystraszyło. Tak bardzo, że od razu pobiegłam do domu i pierwszy raz w życiu szukałam tabletek uspokajających. W nocy nie mogłam zasnąć. Bałam się.
Rano wstałam i nie pamiętałam co takiego powiedział Piotrek, że tak bardzo mnie to przestraszyło. Tego dnia go widziałam, a on zapytał, czy myślałam już nad tym, co mi powiedział. A ja nic nie pamiętałam. I nigdy sobie nie przypomniałam....
Mam ponad 30 lat i nigdy nie przydarzyło mi się nic podobnego. Nie wiem, jak to wytłumaczyć. Mój mózg wykasował kilkanaście minut mojego życia. Ktoś z Was przeżył coś podobnego?