#OwzYE

W gimnazjum miałam nauczyciela, który szczególnie za mną nie przepadał.
Lubił przelewać na uczniów swoje negatywne emocje.

Najczęstszym przezwiskiem kierowanym do mnie było słowo "kaleka", ponieważ bardzo często miałam na jego lekcjach plastry i bandaże na rękach.

Gnojek nigdy się nie dowiedział, że zawsze miałam pod nimi podpowiedzi na jego sprawdziany. ;)

#2yqEN

Samotność jest straszna. Niszczy mnie od środka. Piszę tutaj, bo nawet nie mam z kim porozmawiać o swoich problemach.

Niedawno stuknęła mi trzydziestka. Nie mam przyjaciół ani znajomych, a z rodziną już od dawna nie potrafię rozmawiać. Niby nie jestem jakiś najgorszy, niby ludzie mówią mi, że jestem sympatyczny, ale coś wybitnie nie gra. Zaczynam się bać, że kiedyś umrę samotnie, a nawet nie będzie komu przyjść na mój pogrzeb. Jeszcze bardziej dobija mnie fakt, że już dawno dojrzałem do założenia rodziny, ale nigdy nie byłem nawet na randce. Ludzie kompletnie mnie omijają, jestem tak beznadziejne przeciętny, że zlewam się z otoczeniem. Nie jestem najbrzydszy, dbam o siebie, ćwiczę i ubieram się nie najgorzej. Mam własne mieszkanie i samochód, trochę oszczędności, więc jestem w stanie utrzymać rodzinę, mimo to nigdy, przenigdy nie zdołałem zainteresować sobą żadnej kobiety. Nie mam bladego pojęcia, co jest ze mną nie tak.

Dziękuję, że to czytacie, bo płakanie do poduszki słabo pomaga, dobrze jest czasem się komuś wyżalić.
Na zakończenie mam do Was prośbę: jeżeli widzicie w swoim otoczeniu ludzi samotnych, wyciągnijcie do nich rękę. Kiedy człowiek jest sam i nie potrafi się odnaleźć wśród ludzi, nawet zwykła rozmowa, odrobina zainteresowania może pomóc.

#djX7C

W drugiej czy trzeciej klasie szkoły podstawowej robiliśmy jakieś tam przedstawienie na Dzień Matki. Byłam zdruzgotana, bo moja mama jako jedyna nie przyszła, więc stałam tak bliska płaczu, mówiąc swoją kwestię do obcych matek. Moja wspaniałomyślna koleżanka postanowiła mnie pocieszyć:
- Ale zobacz, jest nas 20, a przyszło tylko 18 mam, czyli nie tylko twojej nie ma!


Nie wzięła pod uwagę, że mieliśmy w klasie bliźniaków...

#GFiia

Pamiętacie taką kreskówkę pt. „Laboratorium Dextera”, gdzie pojawiała się postać głupiutkiej niczym przeciętny karaś siostry tytułowego bohatera, która to przez swój niezbyt rozwinięty intelekt regularnie doprowadzała do katastrof? Absolutnie rozumiem sytuację Dextera, bo sam żyję pod dachem z taką właśnie siostrzyczką.

Żyjemy w dużym domku jednorodzinnym. Z rodzicami, bo ja jeszcze studiuję, a moja Kaśka dopiero skończyła liceum. Nie mam pojęcia, co z niej wyrośnie, bo chwilami mam wrażenie, że dziewczyna poddusiła się pępowiną podczas porodu i jest teraz szczęśliwą posiadaczką jednej tylko, nieco zwichrowanej, szarej komórki.

Wczoraj nasz dom został okradziony. Jak do tego doszło? Otóż Kasia, wychodząc na spotkanie z psiapsiółkami, zorientowała się, że zarówno ja, jak i rodzice nie wzięliśmy naszych kluczy, więc moja kochana siostrzyczka ukryła swój komplet pod wycieraczką. Żeby tego było mało, nakleiła na drzwi kartkę z jebutnym, widocznym z ulicy napisem „KLUCZE SĄ POD WYCIERACZKĄ!”.
Wyniesiono połowę naszego dobytku, w tym dwie moje gitary. Kasia do dziś nie rozumie, dlaczego wszyscy się na nią gniewamy...

#8psio

Krótko i na temat. Mam 21 lat, od trzech lat palę papierosy i ukrywam ten fakt przed mamą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że moja 44-letnia mama ukrywa się z paleniem przede mną i przed własną mamą, a moją babcią, z którą mieszkamy.

Nie zdziwiłabym się, jakby babcia ukrywała się przed nami. :)

#NAKfe

Mój pradziadek był bohaterem. W czasie II WŚ walczył najpierw na Lubelszczyźnie, potem w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie nie złożył broni. Praktycznie do końca lat 50. działał w oddziałach partyzanckich walczących z Sowietami. Dopiero jego żona, a moja prababcia uświadomiła go, że powinien w końcu zawiesić karabin na haku, a mundur schować głęboko do szafy. Pradziadek zrobił to z wielką niechęcią. Bo dla niego walka o wolność się nie skończyła. Twierdził wręcz, że dopiero zaczęła.

To on od małego wpajał mi patriotyzm. To za jego namową poszedłem do klasy wojskowej i zapisałem się do grupy rekonstrukcyjnej, gdy miałem 18 lat. Chłopaki z grupy wielokrotnie wpadali do mnie, by odwiedzić Dziadunia i posłuchać jego opowieści z czasów wojennych. Był dla nich autorytetem, honorowym gościem na imprezach i człowiekiem, dzięki któremu zmieniło się ich postrzeganie świata. Uczył nas, że ojczyznę ma się jedną. Jaka by ona nie była, gdy przychodzi moment próby, musimy być gotowi, by walczyć. Mówił, że nawet dzisiaj, gdy trwa jeden wielki wyścig szczurów, a jeden drugiego sprzedałby za garść srebrników, my mamy być tymi, którzy nie splamią honoru zdradą.

Pradziadek zmarł 5 lat temu, dzień przed spotkaniem, na którym mieliśmy z kolegami opracowywać scenariusz na rekonstrukcję bitwy pod Wizną. Był dla nich teoretycznie obcą osobą, a szlochali jak małe dzieci, gdy powiedziałem o jego śmierci. Wiedziałem, że będą na pogrzebie. Zadeklarowali się. Ale to co zrobili, zapadnie mi w pamięci chyba do końca życia.

Był piątek, 13.30, pół godziny do nabożeństwa. Wtedy pod kościół podjechał bus. Byliśmy w totalnym szoku, gdy ze środka wyszło 25 moich kolegów z grupy, w pełnym umundurowaniu, z bronią, a do tego 6-osobowa orkiestra, która bardzo często towarzyszyła nam na imprezach.

Nasz kierownik podszedł wtedy do mnie i powiedział: "Bohaterowie zasługują, by oddać im honory. Szczególnie podczas tej ostatniej drogi. Twój pradziadek był dla nas wzorem i przykładem. Byłoby zbrodnią, gdyby nas tutaj dzisiaj zabrakło".

Z kościoła na cmentarz jest prawie 2 kilometry. Chłopaki na zmianę nieśli trumnę pradziadka. Przy samym grobie zaś oddali mu honory, jak podczas wojskowego pogrzebu. 3 salwy honorowe, pieśń przygrywana przez orkiestrę, flaga oddana na ręce babci.

Na spotkaniach grupy czasami rozmawiamy o nim, wspominamy go. Jego opowieści, żarciki, specyficzne poczucie humoru. Dziś mija ponad 5 lat od jego pogrzebu. I nawet dzisiaj mam łzy w oczach, gdy to wspominam. Spoczywaj w spokoju, Dziaduniu.

#l3ISK

Coraz mocniej utwierdzam się w likwidacji darmozjadów, czyli o strażnikach miejskich...

Około 20:30, Kraków.
Sprzątam w samochodzie, dokładniej w bagażniku, słyszę:
- Dobry wieczór, Straż Miejska, patrol osiedlowy.
- Dobry wieczór.
Strażnik 1 (S1) - Co pan tu robi??
- Sprzątam w aucie.
S1 - A to pana auto??
- Tak.
S2 - Poprosimy o dokumenty.
- Już, momencik, tylko skończę zwijać pas ładunkowy, zdejmę rękawiczki i wtedy wyciągnę, żeby nie uwalić spodni.
S2 - No dobrze. <westchnięcie>

Za mną słychać "Ty kur..o, ty szmato, zaje..e cię!". Oglądam się z panami S1 i S2.
W odległości około 5-7 m postać Żulianny z wózkiem dziecięcym (tabun cygański), parę metrów od niej dwóch Żuljanów chwiejnym szybkim krokiem zbliżają się do Żulianny.
- Przepraszam, panowie, wy na takie coś nie reagujecie??
S1 - Prowadzimy inną interwencję, więc nie możemy...
- No chyba kur...a żartujecie!

W międzyczasie Żuljan dogonił Żuliannę i trzask z liścia w głowę.
Wystartowałem do Żuljanów... Dwa szybkie, za bety i o glebę. Żuljan drugi stwierdził, że to już nie jego sprawa.

S2 - Co pan robi!?
- Nie wiem jak u was, ale w moim otoczeniu żaden facet kobiety bić nie będzie!! A wy tu po ch..j stoicie jak te dwa słupy?!
S1 - Wypiszę panu mandat za obrazę funkcjonariusza!
- Coo? KU..A!!!!! Poje..o was, wy @#!!@#@#$%@#%^.^!

Po czym zza mnie wyłoniło się starsze małżeństwo z pieskiem, które też nie omieszkało wyrazić swojej opinii (niecenzuralnie) odnośnie 2 postawnych panów w mundurach straży miejskiej.
Panowie S1 i S2 nic nie mówiąc i nic nie robiąc obrócili się i odeszli.
 
Jak będą takie patrole, to już czuję się bezpieczniej...

#IV6Mh

Spotykałem się w życiu z różnymi kobietami, czasami na poważnie, czasami tylko żeby potentegesić. Koniec końców, utknąłem w dziwnym związku.

Nie żywię zbytnich uczuć do swojej kobiety, nie znaczy to, że kompletnie nic nie czuję, po prostu te uczucia nie są jakieś wielkie. Może byłyby większe, gdyby nie jej humory i normalny seks. Kochamy się tylko tydzień w ciągu miesiąca i można to określić mianem odrabiania pańszczyzny, bo mam wrażenie, jakbym w łóżku miał drewno. Ona ma dziwny cykl miesiączkowy. Tydzień jest OK, tydzień jako tako, a dwa tygodnie to dramat. Pierwsze trzy miesiące były super, naprawdę super, później tendencja już spadkowa, nadszedł kryzys, gdzie prawie się rozstaliśmy. Najbardziej boli mnie ten seks, tydzień ma ochotę, później mówi, że nie będzie się zmuszała i mam trzy tygodnie postu. 15 kg więcej niż na początku jak się poznaliśmy też nie przyprawia mnie o szybsze bicie serca.

To wszystko sprawia, że coraz śmielej myślę o skoku w bok. Wiem, że to niemoralne, że tak nie można itp., ale mam też jakieś potrzeby. Testosteron rozwala mnie od środka, a moja kobieta mówi mi trzy tygodnie, że nie ma ochoty. Już wiele razy kłóciliśmy się o brak pożycia, bo koniec końców ja też zaczynam mieć humory, kiedy wszystko we mnie buzuje. Kochanka to nie problem, szybko się znajdzie. Moja praca daje mi duże pole do popisu, gdyż to ja sobie ustalam grafik.

Z jednej strony nie chcę jej zostawiać, a z drugiej nie chcę sobie zmarnować życia. Myślę, że potrafię być na tyle dyskretny, że zdrada się nie wyda. Z trzeciej strony najrozsądniej byłoby ją zostawić i kazać się wyprowadzić, niestety tu się odzywa znów moje sumienie, ponieważ ona nie ma gdzie się podziać, jest skłócona z całą rodziną, a na wynajem jej nie stać. Mam jej dać ultimatum? Albo chudnie przynajmniej 10 kg, panuje nad humorami i uprawiamy seks co najmniej trzy razy w tygodniu, albo niech się pakuje i wynosi? Nie wiem co mam robić. Nie chcę jej zostawiać, a męczy mnie ten związek. Brakuje mi seksu, namiętności, pożądania. Mój seks jest tak kiepski, że wspominam często kobiety, z którymi spałem i zastanawiam się, czy nie napisać. Szczególnie kiedy sobie wypiję, mam okropne chwile słabości i wspomnień. Przeglądam zdjęcia zapisane na telefonie, które mi kiedyś wysyłały, i rozmyślam nad swoim nieudanym życiem łóżkowym.

#LBSnx

Kręciłem kiedyś z jedną dziewczyną, pisaliśmy do siebie i spotykaliśmy się, a każde spotkanie kończyło się mizianiem. O seksie nie było mowy, bo miała wtedy 15 lat i znaliśmy się za mało.

Pewnego wieczoru zaczęliśmy pisać sprośne wiadomości. Prosiła, żeby od razu je kasować, ale nie wiedziałem o co chodzi i nie robiłem tego. Po dwóch dniach spotykam się z nią, a ona mi się przyznaje, że spotyka się też z moim młodszym o półtora roku bratem. Okazało się, że jak spałem, to brat czytał nasze wiadomości. W jednej chwili poczułem mieszankę uczuć, wstyd, wkurzenie, rozbawienie, ale najbardziej żal, że sprawiłem przykrość bratu. Z dziewczyną zerwałem kontakty, z bratem nigdy o tym nie wspomnieliśmy, ale dalej byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. W naszej historii były jeszcze dwie dziewczyny, z których zrezygnowałem, bo wpadły w oko najpierw bratu. Nigdy nie żałowałem.

#seUcd

Na pewno kojarzycie aferę z "ustawą aborcyjną". I pewnie myślicie sobie "o co tyle szumu, każdy ma prawo do życia!". No, prawie każdy. Jeśli akurat nie jest kobietą w wieku reprodukcyjnym to tak, każdy ma prawo do godnego życia. Chciałabym, żeby ludzie się opamiętali. Przemyśleli co robią, co podpisują. Bo podpisują wyroki śmierci, nie tylko na kobiety, ale także na nienarodzone dzieci.
Chcę przedstawić zmiany, jakie będzie niósł ze sobą zakaz aborcji.

Bo widzicie, w Polsce aborcja była dozwolona w 3 wypadkach - gdy ciąża pochodziła z aktu zabronionego, tj. gwałt lub kazirodztwo, gdy płód był nieodwracalnie uszkodzony lub gdy ciąża zagrażała zdrowiu lub życiu matki. Oprócz tego, za aborcję nie była karana kobieta, lecz osoby trzecie (lekarz i ludzie, którzy pomogli, zmusili, namówili).
 
Po pierwsze, projekt STOP ABORCJI przewiduje karę więzienia za "śmierć dziecka nienarodzonego". Nieważne, czy kobieta poroni naturalnie, czy za pomocą tabletek, czy lekarza - będzie prowadzone dochodzenie w tej sprawie. Starasz się z żoną o dziecko 3 lata, i w końcu jest! Udało się! Gdzieś tam w niej rośnie wasz synek albo córeczka. Byliście u ginekologa, widziałeś ten bąbel na monitorze. Niestety dochodzi do poronienia. To tragedia życiowa dla ludzi pragnących potomka. I twoja kobieta zamiast skupić się na sobie, dać sobie czas na żałobę po ciąży, będzie przesłuchiwana i wpędzana w poczucie winy, bo może jednak nie powinna nieść tego kilograma jabłek? Może nie powinna tyle siedzieć przed komputerem? Może za późno chodziła spać?
Nie wierzysz? Na Salwadorze takie prawo ma się świetnie!

Po drugie - jakby to łagodnie... Lekarz nie będzie mógł ratować twojego życia poprzez usunięcie ciąży. Ciąża pozamaciczna. Rozwija się w jajowodzie i może go rozerwać doprowadzając do krwotoku wewnętrznego. Normalnie taką ciążę się usuwa. Teraz lekarz będzie mógł to zrobić dopiero, gdy będzie BEZPOŚREDNIE zagrożenie życia, czyli kiedy ten jajowód... pęknie.

Po trzecie - ciekawa sprawa dochtura Chazana. Wiecie, tego, co nie chciał usunąć bardzo upośledzonej ciąży, doprowadził do tego, że kobieta urodziła - dziecko miało mózg na wierzchu, wiszące gałki oczne, brak części głowy - ale było zdolne do odczuwania bólu. Żyło DZIEWIĘĆ dni. Jaki to musiał być ból dla niego i rodziców? A kogo to obchodzi? Liczy się uratowane życie!

Po czwarte - koniec z badaniami prenatalnymi inwazyjnymi. Po prostu ich nie będzie. Nie będziesz wiedział, czy twoje dziecko ma zespół Downa, zresztą... nawet jeśli ma, to i tak masz je urodzić. A potem to krzyż na drogę i radź se sam człowieku.

Po piąte - kobiety przestaną chodzić do ginekologów. Zaczną usuwać ciąże same. Jak kiedyś. Wieszakiem, drutem. Będą przebijać sobie macice i wykrwawiać się, chorować. I umierać.

I ja się pytam: dlaczego? Dlaczego nam to robią?
Dodaj anonimowe wyznanie