#rlOVr

Mam kuzynkę od strony taty, która ma trójkę dzieci (dwie dziewczynki i chłopiec) i wraz z mężem wychowują je dość dziwnie. Muszę wspomnieć na wstępie, że to "postępowa" i "nowoczesna" rodzina, czyli jedzenie tylko zdrowe, z lokalnych upraw, jakieś przepisy nie wiadomo skąd, wino tylko wytrawne, piwo z lokalnych browarów, nasiona goi i inne pierdoły. Dzieci natomiast mogą bawić się zabawkami, że tak powiem, "naturalnymi", czyli tylko pluszaki na wzór prawdziwych zwierząt, żadnych postaci z bajek czy czegokolwiek. I dzieciaczki nie mogą oglądać ani bawić się rzeczami typu Hello Kitty, kucyki pony czy Atomówki, bo jak twierdzi kuzynka z mężem - mają ukryte szatańskie przesłanie i nakłaniają do pedofilii i masturbacji (nie muszę dodawać, że są religijni tak do bólu, że to aż śmieszne).

Dzieci kuzynki nie potrafią się bawić same, tylko jeden z rodziców musi z nimi być, bo pilnują ich jak oka w głowie. Mimo to nie zwracałam na to większej uwagi, bo z rodziną żyjemy w zgodzie i nie wtrącałam się w to co się tam dzieje. Do pewnego dnia...

Poznałam chłopaka, dajmy mu imię Michał, przystojny, inteligentny, uprawia sport, bardzo miły, traktował mnie jak księżniczkę. Zaczęliśmy się spotykać, byliśmy ze sobą może miesiąc i akurat ta kuzynka zaprosiła nas na urodziny jednej z dziewczynek. Michał bardzo przejęty, że pozna moją rodzinę, bardzo się starał, żeby fajnie wyglądać, pojechał w dzień imprezy na zakupy i umówiliśmy się, że przyjedzie na miejsce, czyli do domu kuzynki. Nie wspominałam mu nic o tym, jak to tam wygląda, bałam się, że się przestraszy albo nie będzie chciał przyjeżdżać, aczkolwiek nie przewidziałam pewnych rzeczy...

Impreza, wszyscy już są, prezenty, życzenia, a ja czekam na mojego lubego. Dzwoni, że już jest, schodzę i widzę mojego Michała, pięknie ubranego, z wielkim, ogromnym konikiem pony w ręce. Ja ciśnienie 2000, bo wiedziałam, że to się kuzynce nie spodoba, ale stwierdziłam, że chyba mają tyle wyrozumiałości żeby wiedzieć, że chłopak nie wiedział, chciał dobrze, starał się itd. Ale nie...

Michał tylko wszedł przez próg z tym kucykiem i rozpoczął się LINCZ! Tak, nie przesadzam, LINCZ! Mój chłopak usłyszał, że pewnie jest pedofilem, ateistą, najgorszym sku*ysynem i ma się tu więcej nie pokazywać. Najgorsze jest to, że chorej psychicznie kuzynce wtórowała połowa rodziny. Mój Michał został wyrzucony za drzwi.

Poszłam za nim ja i moi rodzice, którzy bardzo przepraszali, bo wiedzieli, że Michał to wspaniały facet. Z tamtą rodziną nie rozmawiamy, a z Michałem jesteśmy ze sobą już rok, bardzo szczęśliwi.

PS Moja "nowoczesna" kuzyneczko, jeśli to czytasz to wiedz, że jesteś po prostu pi*dolnięta ;)

#TE7Gv

Kilka miesięcy temu wraz z siostrą dowiedziałyśmy się, że nasz tata zdradza mamę. Jak najszybciej poinformowałyśmy ją o tym, a po pierwszym szoku wspólnie doszłyśmy do wniosku, że najlepiej będzie przez jakiś czas nie wyjawiać mu, że wiemy o jego romansie. Niestety mama po jakichś 3 dniach nie wytrzymała i wygarnęła mu, co o nim myśli. Tata zrobił awanturę, nie przyznając się do winy. Kilka tygodni napięcia i awantur w domu skończyło się tym, że tata nie odzywał się ani do mnie, ani do mamy, jednak z siostrą rozmawiał, jakby nigdy nic. Gdy wyjeżdżał z domu na dłużej z powodu spraw służbowych, do siostry dzwonił codziennie, po kilka razy. Do mnie nie. Proponował jej wspólne spędzanie czasu, przejażdżki rowerem, ale mnie nadal miał głęboko w poważaniu. Udawałam, że mnie to nie rusza, a w rzeczywistości moje serce pękało z każdym dniem na coraz mniejsze części.
Kilka dni temu gdy wrócił z pracy, zabrał swoje rzeczy, po czym spojrzał na moją siostrę ze łzami w oczach, mówiąc, że ją kocha. Na mnie nawet na moment nie zatrzymał wzroku. Zabolało mnie to, choć do dziś udaję, że mnie to nie ruszyło.

Dla jasności - nie piszę tego tu, aby ludzie mi teraz współczuli, bo nie jestem pierwszą osobą w takiej sytuacji. Po prostu liczę na to, że to wyznanie będzie dla mnie jakąś choć trochę skuteczną formą terapii i chcę się skierować do osób, które czują, że są gorsze od swojego rodzeństwa, rówieśników czy kogokolwiek innego. Jeśli czujecie, że wasi rodzice faworyzują wasze rodzeństwo, nie przesadzacie. Najprawdopodobniej rzeczywiście traktują was gorzej. Ja też od dawna czułam, że tata kocha dużo bardziej moją siostrę, a mnie tak naprawdę wcale. Wmawiał mi, że równą miłością darzy nas obie. Niestety właśnie w takich sytuacjach prawda wychodzi na jaw...

#VJQmk

Opiszę coś, co przywróciło mi wiarę w ludzi. Nic specjalnego... ale jednak.

Pewnego wieczoru, jak zazwyczaj bywało, wracałem w kompletnej ciemności przez ulicę, przy której znajdowały się fabryki i magazyny. Od czasu do czasu przejeżdżał samochód. Widząc jakikolwiek pojazd schodziłem z drogi, gdyż wiedziałem, że kierowcy nie zauważą mnie. Tego konkretnego dnia miałem paskudny humor, lekki dołek. Nagle spostrzegłem, że jakiś samochód zatrzymał się. Pomyślałem, że zaraz wypadnie kilku "chłopaków" i dzień stanie się jeszcze gorszy. Ktoś wysiadł, ale była to kobieta, raczej niedużo starsza ode mnie. Ruszyła szybkim, pewnym krokiem w moją stronę. Nie obchodziło mnie specjalnie jakiej jest płci, tylko powód, dla którego idzie w moją stronę. Nie myśląc zbyt wiele zacisnąłem prawą pięść i przygotowałem się do wyprowadzenia ew. ciosu. A ona wręcz doskoczyła do mnie, uśmiechnęła się, powiedziała "Nie bój się" i "Pokaż lewą rękę", następnie uderzyła mnie paskiem odblaskowym, dzięki czemu owinął mi się wokół ręki. Dodała jeszcze "Uważaj na siebie i noś odblaski", po czym wsiadła do auta i odjechała.

Wiem, że sam powinienem mieć odblask, no ale akurat go nie miałem, a musiałem iść taką, a nie inną drogą. Nikt na mnie się nie wydarł, tylko ktoś zrozumiał i pomógł. No i polepszył humor na kilka dobrych dni :)

#ROE39

Szczerość dzieci bywa czasem „bolesna”.

Dziś rano mój starszy syn, podczas śniadania, słuszne zauważył, że naszemu psu przydałoby się zrzucić parę kilogramów, bo ostatnio wygląda na mocno spuchniętego. „On jest gruby!” – rzekł. „Musimy mu dawać mniej jedzenia!” – dodał. Usłyszawszy te słowa, odezwało się moje młodsze, 4-letnie dziecię: „Nasza mama też jest gruba, a mimo to nadal dajemy jej jedzenie!”.

Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie upokorzył...

#eHZ9u

Wychowywałam się na małej wsi. Jak działo się coś ciekawego, to wszystkie dzieciaki zauważały to w mgnieniu oka.
A świeżo postawionej budki telefonicznej nie można przeoczyć. A tym bardziej nie przetestować. Standardowy telefon próbny na policję został zaliczony przez największego kozaka, ale gdy tylko ktoś odebrał, wszyscy rozbiegli się po domach jak poparzeni. Budka szybko wpisała się po prostu w krajobraz wsi i generalnie stała niezauważana. Ale był jeden namiętny użytkownik tej budki. Ja.

Miałam może 9-10 lat, ale że budka stała parę kroków od mojego domu, to przynajmniej parę razy dziennie z niej korzystałam.
Nie wiem co miałam w głowie, ale dzwoniłam na bezpłatne infolinie, a po czasie szczególnie molestowałam jedną z nich.
Infolinię tamponów OB.
Nie wiem nawet skąd znałam numer! Ale codziennie, uparcie wymyślałam coraz to inne scenariusze, żeby tylko ktoś dał się nabrać. I wyobraźcie sobie teraz takiego dzieciaka co moduluje głos, żeby brzmieć jak mężczyzna i gada rzeczy typu "Hmmm, dzień dobry, chciałbym kupić mojej żonie tampony na urodziny, ale nie wiem jakie".

Pozdrawiam wszystkich konsultantów tej infolinii, którzy pracowali tam ok. 15 lat wstecz! Ja bawiłam się świetnie, ale z tego co słyszałam, to wy nie za bardzo :<

#BCfhX

Opowieść o tym, jak zostałem gwałcicielem.

Z moją lubą mieliśmy dość intensywny czerwiec. U mnie w pracy nawał zleceń plus wyjazdy służbowe w takie fascynujące miejsca jak fabryka okien lub fabryka trumien (sic!). U niej praca plus sesja. Choć mieszkamy razem, to mijaliśmy się tylko: ja wracałem do domu praktycznie tylko żeby umyć się i przespać; ona ślęczała po nocach zakuwając i kończąc projekty. O żadnych amorach nie było mowy. Oboje czekaliśmy z wytęsknieniem na tygodniowy wspólny wyjazd nad morze, na który mieliśmy wyjechać jak tylko sesja się skończy. Czasami rozmawialiśmy o tym, jak na tym wyjeździe w końcu sobie odbijemy ostatnie trudy.

Nadszedł w końcu dzień wyjazdu. Prowadziłem samochód trochę na autopilocie, bo cały czas myślałem tylko o jednym. Dojechaliśmy po sześciu godzinach spoceni jak bure myszy, więc gdy tylko dostaliśmy klucze do pokoju (klimatyzowanego! alleluja!), zaproponowałem lubej wspólny prysznic. Pod prysznicem natychmiast zacząłem się do niej dobierać. Luba nie wykazywała specjalnego entuzjazmu, ale nie też stawiała oporu, była po prostu bierna. Ja natomiast byłem strasznie napalony i parłem do przodu, nie zwracając uwagi na subtelne sygnały. Zorientowałem się, że coś jest nie tak dopiero kiedy po wejściu poczułem trudność w poruszaniu. Natychmiast przerwałem akcję i mówię: "Ej, ale ty w ogóle nie jesteś podniecona!", na co ona: "No właśnie, nie jestem, a ty mnie tu gwałcisz!". Ja odparłem: "Przepraszam, myślałem, że też masz ochotę, a nic nie mówiłaś". Ona zaczęła opowiadać, że z tym gwałtem to nie żart i takie zdawkowe przeprosiny to za mało. Ja na to, że po pierwsze, jeśli nie miała ochoty, to mogła się odezwać, a po drugie, gdyby naprawdę uważała, że została zgwałcona, to nie dyskutowałaby ze mną o tym, tylko uciekała i dzwoniła na policję. Atmosfera zrobiła się ciężka jak siekiera. Powiedziałem, że muszę trochę ochłonąć i wyszedłem. Kiedy wróciłem, nie było jej w pokoju. Wróciła późno w nocy, bez słowa położyła się na kanapie przed telewizorem i usnęła.

Resztę wyjazdu spędziliśmy w podłych nastrojach. Ona twierdziła, że mam się przyznać do gwałtu, uświadomić sobie, że mam problem i iść na terapię. Ja mówiłem, że przepraszam ją za brak wrażliwości i egoizm w tamtym momencie, ale do gwałtu się nie przyznaję, bo w takim wypadku powinienem sam siebie zadenuncjować na policję. Chodziliśmy razem na plażę, byliśmy razem na spływie kajakowym i nawet na lokalnej dyskotece, ale cały czas byliśmy naburmuszeni na siebie. Oczywiście o żadnej intymności nie było mowy: spaliśmy oddzielnie, raz ja na kanapie, a ona na łóżku, raz odwrotnie.

Po powrocie sytuacja się nie zmieniła. Dalej mieszkamy razem, ale sypiamy oddzielnie i luba nie chce ze mną rozmawiać, dopóki się nie przyznam.

A wy jak myślicie? Naprawdę jestem gwałcicielem?

#uB3Dn

Dostałem wczoraj telefon od dziewczyny, że odwiedzi nas sam Szatan (jej mama). Cudowne rozpoczęcie weekendu :( 

Wracając z pracy kupiłem jakieś siarczany, coby przyszłej teściowej smakowało i do domu. Teściowa przyjeżdża, kolacja gotowa, czekam na egzekucję (nigdy mnie nie lubiła). Kolacja trwa w najlepsze, Szatan rozmawia z córką o jakichś babskich sprawach, więc się wyłączyłem z rozmowy i rozmyślałam jak by to było, gdyby się zadławiła tą rybą czy coś... Nagle z moich marzeń wyrywa mnie głos dziewczyny, pyta, czy się zgadzam. Myślę sobie o co chodzi, mina, że niby wiem o co chodzi i odpowiadam, że pewnie, nie ma problemu. Dziewczyna patrzy ze zdziwieniem, Szatan ucieszony jakbym oddał mu duszę, myślę co ja zrobiłem. W nocy się dowiedziałem od dziewczyny, że zgodziłem się, aby pomieszkała z nami i na zatrudnienie jej syna w restauracji (tyle przegrać, on ma 25 lat i nigdy nie pracował). No nic, słowo się rzekło.

Rano dostaję telefon z pracy, że szybko muszę się stawić (wybawienie), więc szybko kawa, fajka i na WC. Mamy połączone WC razem z łazienką, słyszę, że leci woda, więc myślę, że dziewczyna bierze prysznic, nie było jej w łóżku, więc pewny, że to ona, wbijam sobie na tron i robię co muszę. Dziewczyna kończy prysznic, wychodzi, a tu szok... To była teściowa :/
Po tym co zobaczyłem straciłem wzrok, Szatan krzyczy, że jestem zbokiem, jakimś zwyrolem itd. Ze stresu normalnie rozwolnienia dostałem, ta dalej krzyczy, wyzywa mnie, masakra. Nagle wróciła moja dziewczyna, wbiega do łazienki i widzi mnie na WC skulonego ze strachu, mamę gołą, która się wydziera na mnie i otwiera wrota piekieł, no nic, taki mój koniec.
Dziewczyna zabrała mamę do kuchni, ja dalej siedzę na WC i zastanawiam się, czy wypicie domestosa będzie wystarczająca karą dla mnie, czy lepiej wyjść i stawić jej czoła.

Pozdrawiam wszystkich anonimowych, którzy też mają szatana zamiast teściowej :)

#ztX3J

Wykorzystuję mężczyzn. Nie celowo. Po prostu łapię się na tym, że podświadomie inaczej traktuję facetów. Uśmiecham się do nich, żartuję sobie z nimi, zachowuję się trochę jakbym z nimi flirtowała. A potem jak już czuję, że szukają mojego towarzystwa, to ich wykorzystuję.

Nigdy nie proszę o nic wprost. Ale do stolarza mimochodem mówię, że podoba mi się taki stojaczek z drewna. Do kierowcy mówię, że jeszcze nie wiem, kto mnie podwiezie na lotnisko. Do mechanika mówię, że już powinnam zrobić przegląd auta... A potem oni sami proponują pomoc. I widzę, że pomaganie sprawia im radość. Niczego nie oczekują w zamian. Zresztą wiedzą, że mam męża, którego kocham. Ja im się zawsze staram odwdzięczyć albo finansowo, albo jakimś prezentem, więc nikt nie jest poszkodowany. A jednak czuję potem, jakbym kogoś wykorzystała. Jakbym wykorzystywała bycie kobietą...

Zastanawiałam się skąd się to może brać, bo kobiety traktuję zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że wpływ miało na mnie moje dzieciństwo. Mój tata robił dla mnie dosłownie wszystko, jeśli tylko ładnie się do niego uśmiechnęłam albo powiedziałam do niego: „tatusiu”.

Chcę być fair wobec męża i innych facetów. Nie chcę manipulować innymi. Chcę mieć zdrowe relacje z ludźmi. Ale często czuję, że niestety ich wykorzystuję.

#3C4qU

Moja historia będzie o.... teściach.
Z moim mężem jesteśmy pół roku po ślubie, ale znamy się 6 lat. Poznaliśmy się w pracy, żeby było zabawniej - w McDonalds :)

Obecnie prowadzimy sklep pod skrzydłami jednej z bardziej znanych sieci w Polsce.
Na początku było bardzo ciężko, ale po pół roku zaczęliśmy "wychodzić na swoje". Zatrudniliśmy do pracy kilka osób, ale jak to w sklepie - prawie zawsze trzeba tam siedzieć. Zarabiamy całkiem dobrze, budujemy dom, ogólnie zaczynamy "ogarniać" swoje życie.

Jako że teściowie bacznie obserwują nasze życie, jakimś cudem doszli do wniosku, że mamy pełne szafy pieniędzy w domu. Nie mam zielonego pojęcia skąd się to u nich wzięło, ale cóż. Od początku tego roku zaczęli nas częściej odwiedzać, również w pracy, i opowiadać o swoich potrzebach.
Nie są to ludzie biedni, mają dobre emerytury. A ich potrzeby?
"A my to nigdy za granicą nie byliśmy..."
"A sąsiadki syn kupił jej taaaki wielki telewizor, fajnie byłoby na takim oglądać serial..."
"A tatusiowi to się wędka zepsuła, trzeba by naprawić, a to tyle pieniędzy..."
I tak w kółko. Oczywiście wszystko tylko po to, żeby im zorganizować i pokryć koszty. Jeszcze rozumiem, żeby były to jakieś poważne rzeczy, coś ze zdrowiem, cokolwiek.
A wszystko zaczęło się od tego, że załatwiliśmy i zapłaciliśmy za operację teścia na zaćmę (na NFZ trzeba było czekać chyba 3 lata). Około 4 tysięcy - prywatnie.

Po kilkunastu takich akcjach mąż się zdenerwował i porozmawiał z nimi "po swojemu", na jakiś czas był spokój. Teraz wszystko wróciło, a teściowa ostatnio stwierdziła, że "Jak to jest, że ona żyje tyle lat, a nigdy nie miała prawdziwego futra?". Poważnie? FUTRA?

Normalnie nie wylewałabym tu swoich żali, gdyby nie to, że przed chwilą do mnie dzwoniła, przypominając mi, że za dwa dni mają 35. rocznicę ślubu, a jako prezent możemy im zapłacić za dwutygodniowy pobyt w Tajlandii, bo zawsze chcieli pojechać do jakiegoś egzotycznego kraju.

Chyba kupię im bilety tylko w jedną stronę i trochę dalej niż do Tajlandii.

#TRndB

Jestem w związku i bardzo kocham swoją partnerką. Jest wspaniałą kobietą, ambitną, kochającą, rodzinną, piękną itd. Natomiast czuję się w związku niespełniony seksualnie. Ona nie lubi seksu. Nigdy nie inicjuje kontaktu, nigdy nie dała znaku, że jest napalona, że cieszy się, że w końcu jesteśmy sami itd. Rozmawialiśmy o tym kilkukrotnie, ale zupełnie nic się nie zmieniło. Zresztą co by się miało zmienić? Przecież po rozmowie nie stanie się nagle inną osobą, a nie chciałbym, żeby udawała. Marzy mi się, aby ona szczerze odczuwała chęć stosunku ze mną. To naprawdę przykre, kiedy nie czujemy się atrakcyjnie przy osobie, na której nam zależy. Cholernie tęsknię za flirtem, za rozmowami, które z biegiem czasu były coraz śmielsze, za wymowną ciszą, kiedy jadąc samochodem kobieta miała na mnie ochotę, czy nawet za wieczornym świntuszeniem przez telefon. O dwuznacznych żartach też mogę sobie pomarzyć. Ogolonych miejsc intymnych też nie widziałem już dawno. Nie jestem jakimś napaleńcem co potrzebuje seksu kilka razy dziennie. Ale raz czy dwa razy w miesiącu, gdzie grą wstępną jest tik tok, to dla mnie za mało. Czuję się jak jakiś kapeć... Oczywiście jedna pozycja, a po wszystkim słyszę słowa "no wreszcie".

Podczas naszego związku raz zdarzyło mi się być w klubie i było mi bardzo miło, gdy jakaś dziewczyna podeszła do mnie, żeby zatańczyć (siedziałem sobie pijąc wodę, bo robiłem za kierowcę dla brata). Po tańcu krótka rozmowa i pani dawała wyraźne znaki, że się jej podobam. Poprosiła o kontakt, ale dałem jej Instagrama, ponieważ tam miałem zdjęcie z partnerką. Nasza znajomość skończyła się na podziękowaniu za dobre towarzystwo. I tak miło. Podobnych sytuacji było wiele.

Z moją dziewczyną nie pójdę na kluby, nie napijemy się razem alkoholu, nie zaszalejemy... Szczytem szaleństwa jest spacer za rączkę i z pełną powagą podziwianie natury...

Kocham ją, ale dostaję od niej potężne ciosy w policzek. Dbam o siebie zarówno w sferze fizycznej, jak i duchowej, bo sporo się uczę. Zawsze imponowałem kobietom charyzmą, sporą wiedzą i wyglądem. Nie chcę robić z siebie Alvaro, ale wiem, że podobam się kobietom. Niestety przy mojej ukochanej czuję się jak stare dziadzisko na emeryturze. Z miesiąca na miesiąc jestem coraz bliższy, by stwierdzić, że nasze drogi się nie zejdą.

Najgorsze jest to, że z nikim o tym nie porozmawiam. Nie chcę omawiać problemu mojej partnerki z przyjacielem. Seksuolog czy terapie nie wchodzą w grę, bo moja partnerka nie wybierze się. Kolejne rozmowy? Strata czasu. Słuchanie rad od anonimowych, którzy uważają się za autorytety moralne pragnące oceniać innych ludzi celem podbudowania własnego ego, też nie wydaje się dobrym pomysłem.

Taki monolog jest jakimś sposobem na podjęcie decyzji. I bardzo proszę, nie oceniajcie ani mnie, ani jej, bo nas nie znacie. Nie pajacujcie.
Dodaj anonimowe wyznanie